czwartek, 9 lipca 2015

My blog my passion – Spotkanie blogerów – 27.06.2015 Mogilno – Relacja Część 2 :)

27 czerwca, miałam ogromną przyjemność, uczestniczyć w spotkaniu blogerek My blog my passion, które odbyło się w Mogilnie, dzięki świetnej organizacji Marty z Zakręcony świat Marty. Część pierwszą mojej relacji, możecie przeczytać tu i obejrzeć zdjęcia z eventu :)
 
 
 Spotkanie poświęcone było chorej na mukopolisacharydozę małej Roksanie, także niesamowita ilość sponsorów i rękodzielników z dobrym sercem, którzy na tę okoliczność, ufundowali swe produkty, przekraczała granice rzeczywistości, była super loteria, losowania, prezenty i licytacja na rzecz Roksanki. Chciałabym pokazać Wam, z jakimi to cudami wróciłam ze spotkania do Bydgoszczy, są to produkty od: Towary niezwykłe, My Scandi, Emiludek, Lemon Art Gallery, Lambre, Nasz skrawek ziemi, Otien, Maku Pracownia szkła, Czukki, Wydawnictwo Bis, Modotikon, Media Rodzina, Perły Natury, Dwie siostry, HandMade Kasi, KillyS, Strefa Urody, Łaźnie Piwne, Barwa, Pixie Cosmetics, Fundacja Czarna Owca Pana Kota, VitWoman, Proleo, AllBag, Pszczela Dolinka, SheFoot, Cosmoshop, Bioderma, Belcils, Chocolissimo, Nikwax, MonaShe, Bioxine, Akatja, Paese, Ducray, A-Derma, I.M.P.A, Drogeria Uholki, Eveline, Cztery Pory Roku, Bielenda. Przyznacie, że imponująca gromada wspaniałości, oczywiście o niektórych z nich, napiszę na pewno na blogu :)
 

Poniżej ja, zachwycająca się bransoletką :) i my przy stole - zdjęcia od Lady Amarena. 
 
 
Dziękuję Marcie i wszystkim dziewczynom, które poznałam, dzięki temu spotkaniu, oto ich blogi: Zakręcony świat Marty, Mama też kobieta, The secret of healing, Sisters92, Tak nieidealni, Meg i chłopaki, Zapiski mamy, Zosinkowy blog, Zuzinkowy świat, Marcelka Fasion, Nie tylko różowo, Dzika Wózkowa, Budująca Mama, Mama w biegu, Acne skin, Stazyjka, Włospo włosku, Hushaaabye i ja :) Tu możecie poczytać relację Marty i zobaczyć więcej zdjęć :) Jeszcze raz dzięki! Ogromne uściski! :)

wtorek, 7 lipca 2015

Zioła, ziółka i inne roślinki – Mój Zielnik - Część 1 – Mięta kosmata, Bluszczyk Kurdybanek, Skrzyp polny, Koniczyna zwyczajna biała, Żywokost lekarski, Czarny Bez, Glistnik Jaskółcze Ziele :)


Mam zielonego fioła, to na pewno wiecie :) Kocham zioła, ziółka i inne zielone roślinki, które stosuję zarówno wewnętrznie, w postaci herbat, naparów, odwarów, syropków (tu z kwiatów Czarnego Bzu), zupek, ale także zewnętrznie na skórę, włosy, całe ciało, tworząc wciąż coraz to nowe wytwory mych zielonych eksperymentów (tu np. przepis na mój świetny, kwiatowy tonik z łąki). Wiedzę o ciekawych dzikusach, wciąż pogłębiam (relacja z warsztatów zielarskich) i poznaję ich z roku, na rok coraz więcej, wiec postanowiłam, utworzyć taką serię zielarską, mój swoisty, wirtualny zielnik, który mam nadzieję, przyda się i Wam. Część pierwsza Zielnika Cherry Belle, to Mięta kosmata, Bluszczyk Kurdybanek, Skrzyp polny, Koniczyna zwyczajna, Żywokost lekarski, Czarny Bez, Glistnik Jaskółcze Ziele :)


Mięta kosmata
Miętę kosmatą, regularnie zbieram co roku, na łąkach w pobliżu mojej działki w okresie późnej wiosny i lata. Mięta (pochodząca z rodziny jasnowatych), wykorzystywana w kuchni, lecznictwie i kosmetyce od wieków, ma niemal 30 gatunków, to jedno z najbardziej aromatycznych ziół, każdy jej gatunek zawiera charakterystyczny mentol. Miętę najczęściej suszę, choć i świeże zioło, nadaje się do sporządzenia przepysznej i odświeżającej herbatki, można też wykonać z niej świetny syrop miętowy. Listki mięty często dodaje się do wody, wówczas napój staje się jeszcze bardziej orzeźwiający. Idealnie nadaje się także do sałatek i deserów. Mięta pobudza trawienie, wzmaga apetyt i dodatkowo działa antybakteryjnie. W kosmetyce miętę wykorzystuje się przede wszystkim w postaci olejku miętowego, w perfumach, produktach do włosów oraz w pastach do zębów. W Polsce występuje także między innymi mięta polna, mięta zielona, czy słynna mięta pieprzowa.

Bluszczyk Kurdybanek
Bluszczyk Kurdybanek, również należy do rodziny jasnowatych, nazywa się go majerankiem Słowian, jest roślinką bardzo pospolitą na terenie całego kraju, kwitnie od kwietnia do czerwca. Listki Kurdybanka, wrzucam do oliwy, dają jej niesamowitego aromatu, bowiem Kurdybanek, używany jest także, jako przyprawa (pycha do twarożku i masła roślinnego). Zewnętrznie wykazuje działanie ściągające i przeciwzapalne. Wywar z tej cudnej roślinki (ususzone listki), idealnie działa na odporność i reguluje pracę nerek.


Skrzyp polny
Skrzyp polny, czyli Equisetum arvense, przede wszystkim znamy wszyscy, jako idealną roślinę w pielęgnacji skóry, włosów i paznokci, a to dlatego, iż zawiera on krzem. Zbieram go na delikatnie wilgotnych łąkach, niedaleko jeziora, ta miniaturowa jodełka, od zarania dziejów, jako napar, poprawia stan dróg moczowych, uspakaja, działa przeciwzapalnie, ale również jako tonik, działa oczyszczająco i odbudowująco na naskórek. Jest wiele gatunków skrzypu, najlepszy do pewnego zbioru, jest właśnie skrzyp polny.

Koniczyna zwyczajna, biała
W Polsce rośnie wiele odmian koniczyny, między innymi Koniczyna biała, zwana zwyczajną. Należy ona do rodziny bobowatych, jak bób, fasola, ciecierzyca, czy groszek, także ma ona taki właśnie posmak, z powodzeniem dekoruje jako jadalny kwiat talerze przy okazji obiadu, kanapek, czy deserów. Okłady z koniczyny stosowano na poparzenia, dziś często występuje ona w kosmetykach antystarzeniowych, zapobiega także wypadaniu włosów.

Żywokost lekarski
Jest to roślina, której obecnie już nie stosuje się wewnętrznie, nie zaleca się pitnych naparów i odwarów, można się zatruć, ale za to korzeń Żywokostu, to źródło alantoiny, która przyspiesza gojenie się ran i łagodzi podrażnienia, maść na bazie jego korzenia i papka z jego liści, to świetny, naturalny preparat na skórne i kostne dolegliwości.


Czarny Bez
Jedna z moich ukochanych roślin, koniecznie poczytajcie mój przepis na miodek z kwiatów Czarnego Bzu, który robiłam, tu. Czarny bez (jego łacińska nazwa to Sambucus Nigra), występuje na terenie naszego kraju bardzo powszechnie, także z łatwością, na pewno uda Wam się go znaleźć i pozyskać zarówno jego kwiaty (Flos Sambuci), w okresie od maja do czerwca, jak i owoce (owocuje w okolicach sierpnia). Ja wybieram się na jego zbiory w dalsze rejony przyleśne, w okolicach mojej Bydgoszczy, ważne, by miejsce było dalekie od drogi, wówczas mamy pewność, ze roślina jest czysta i nie nawdychała się okropnych spalin. Czarny bez, to cenne źródło witamin (głównie witaminy C i prowitaminy A) i  flawonoidów, łagodzi on stany zapalne, jest antybakteryjny oraz niezawodny przy stanach przeziębieniowych. Herbatka z suszonego Czarnego Bzu, jest bardzo smaczna i zdrowa, a sok uzyskany w jego owoców, to prawdziwa bomba witaminowa, oczyszczająca krew, zawierająca witaminę C, co ciekawe w postaci surowej, owoce są trujące, zawierają sambunigrynę, także konieczna jest ich obróbka poprzez np. gotowanie.



Glistnik Jaskółcze Ziele
Uroczy Glistnik, również często i gęsto występuje na terenie całego kraju, zebrałam go w czerwcu i ususzyłam. Należy do rodziny makowatych, od wieków używa się go w ziołolecznictwie, bowiem działa rozkurczowo, przeciwbólowo, przeciwbakteryjnie, uspakaja, a dzięki charakterystycznemu, żółtemu sokowi mlecznemu, goi m.in. kurzajki, brodawki. Glistnik (Chelidonium majus), ze względu na zawartość alkaloidów, zbliżonych do narkotycznych maków lekarskich, przy dużej ilości może powodować zatrucie, także trzeba z nim działać ostrożnie, by zadziałał, jak tego chcemy. 


Ziółka zbieram i kolekcjonuje cały czas, także niebawem kolejne części Zielnika Cherry Belle :)

piątek, 3 lipca 2015

Lily Lolo – Naturalna szminka - Passion Pink – Piękny, głęboki róż na ustach :)

Naturalne, mineralne kosmetyki do makijażu, to w naszym kraju wciąż jeszcze, zbyt mało moim zdaniem, znany temat. Jednakże, oferta ta powiększa się i ku uciesze zwolenników naturalnej kolorówki free cruelty, asortyment tych wspaniałych produktów, jest coraz lepiej dostępny, a firmy oferują nam coraz to bardziej kuszące, naturalne produkty do makijażu. Jednym z liderów w tym temacie, jest w Polsce firma Costasy, wyłączny dystrybutor fantastycznej, znanej, brytyjskiej marki Lily Lolo, od której właśnie przybyła do mnie przecudowna paczka, wybranych przeze mnie i specjalnie dobranych przez Costasy, wspaniałych kosmetyków do makijażu i pielęgnacji :)
 
 
Wśród nich znalazła się moja wymarzona, naturalna szminka w kolorze Passion Pink, czyli boskiego różu, wpadającego w moją ukochaną fuksję. Kosmetyki mineralne Lily Lolo, produkowane są wyłącznie z naturalnych i mineralnych składników, nie zawierają sztucznych aromatów, parabenów, nanoczasteczek, substancji konserwujących, mają piękne składy, są to kosmetyki free cruelty, nie są oczywiście testowane na zwierzętach. Kosmetyki te, były na mej wish-liście już od dawien dawna, to zdecydowanie prawdziwy, makijażowy skarb. Lily Lolo ma w swej ofercie wspaniałe pudry, podkłady, róże i cienie, ja zaś swą przygodę z LL, postanowiłam rozpocząć od świetnej szminki tejże marki. Od razu wpadł mi w oko piękny róż – Passion Pink, głęboki odcień fuksji, który podobnie, jak czerwień, bardzo często gości na moich ustach.
 

Passion Pink ma niesamowicie intensywny, trwały kolor i daje piękny, trójwymiarowy efekt na ustach, który można stopniować, od lekkiego różu, do głębokiej fuksji, kolor jest bardzo mocno napigmentowany, daje idealne krycie, już po pierwszej warstwie. Szminka (4g), ma świetne, estetyczne, bardzo solidne i poręczne opakowanie, w biało-czarnych odcieniach, na grzbiecie widzimy nazwę koloru i wygrawerowane logo marki, szminka bez problemów otwiera się i dobrze zamyka. Kosmetyk dodatkowo zapakowano w uroczy kartonik, z którego zasięgnąć możemy informacji o produkcie oraz poznać wspaniały, naturalny skład.
 

Różowiutki sztyft idealnie rozprowadza się na ustach, jest mięciutki, ma niesamowicie gładką, piękną, kremową konsystencję, jednocześnie kolor jest bardzo trwały i intensywny. Trwałość szminek, zawsze przedłużam konturówką, podkładem nakładanym również cieniutko na usta przed aplikacją koloru, utrwalam ją pudrem transparentnym i nakładam drugą warstwę, makijaż przygotowany w ten sposób prezentuje się nienagannie, bez uszczerbku naprawdę przed wiele, wiele godzin.
 
 
 Szminka nie wysusza ust, za to pięknie je pielęgnuje i odżywia, dzięki świetnym komponentom, z jakich się składa, bowiem skład szminki jest zaiste imponujący. Zawiera tłoczony na zimno olej z nasion rącznika pospolitego, zwanym olejem rycynowym oraz wzmacniający delikatną skórę ust, olej jojoba, także dodatkowo spełnia funkcje nawilżające i odżywiające. Szminkę Lily Lolo, wzbogacono także o natłuszczający i wygładzający wosk pszczeli, wosk pozyskiwany z liści wilczomlecza, wosk z liści palmy kopernicji i kojącą lanolinę, które wygładzają oraz chronią usta, w składzie odnajdziemy także mikę, czyli mineralny składnik szminki, pielęgnujący olej z nasion słonecznika, który zawiera witaminę E – witaminę młodości, boski ekstrakt z Rozmarynu, czyli naturalny przeciwuleniacz oraz przecudny pigment, słodkiego, fuksjowego różu
 

Szminka ma idealny, naturalny skład, dzięki temu prócz świetnego makijażu, otrzymujemy naturalną pielęgnację, która nie podrażni, nie uczuli, nawet bardzo wrażliwej, delikatnej i cieniutkiej skóry ust. Rozkochałam się prawdziwie w Passion Pink z wzajemnością, bowiem jest to naturalny kosmetyk z pięknym składem, dający idealne, kolorystyczne wykończenie na ustach.


Szminkę Passion Pink, można zakupić w sklepie Costasy, gdzie znajdziecie oczywiście także inne odcienie tych cudnych, naturalnych szminek :)
 
 
Znacie Lily Lolo? Lubicie naturalne, mineralne szminki? :)

czwartek, 2 lipca 2015

Mirrolla – 100% naturalny olej rokitnikowy do ciała i włosów (Hippophae rhamnoides oil) :)

O olejach naturalnych mogłabym pisać pieśni pochwalne, bowiem, jest to jedna z moich największych miłości w kosmetycznym świecie pielęgnacji, bardzo często pojawiają się na moim blogu, ponieważ uważam, iż dzięki niesamowitym, naturalnym właściwościom, są idealnym składnikiem moich przeróżnych kremów, balsamów, czy maseł do ciała, ale przede wszystkim, jako samodzielny produkt, naprawdę działają dla skóry cuda, ich wspaniałe właściwości urodowe, doceniane są przecież od zarania dziejów. Maniakalnie stosuję oleje i mam mnóstwo ulubieńców w olejowym świecie, serce skradł mi totalnie olej makadamia, olej arganowy i olej z pestek malin, lubię także olej kokosowy, olej monoi, olej jojoba, łopianowy i sezamowy, dzięki Lavendic, do tej listy dołączył olej rokitnikowy, którego właściwości znałam z zastosowania kilku kosmetyków z jego zawartością :)
 
 
Mój olej rokitnikowy pochodzi z Rosji, spod skrzydeł firmy Mirrolla, którą poznałam dzięki olejowi łopianowemu, bowiem Mirrolla specjalizującej się właśnie w produkcji naturalnych olejów. Czyściutki, olej rokitnikowy, otrzymujemy w praktycznej, malutkiej, szklanej (ciemne szkło chroni olej przed promieniami słonecznymi) buteleczce (50 ml) z białą nakrętką. Kosmetyk jest dobrze zabezpieczony, także mamy pewność, iż olej jest świeży i przez nikogo wcześniej nie był otwierany. Z etykiety na buteleczce, którą zdobi grafika rokitnika, możemy zasięgnąć informacji na temat produktu, jego właściwości, stosowania i dystrybucji.
 

 Jest to nieskazitelny i 100% naturalny, tłoczony na zimno olej, produkowany z owoców Rokitnika zwyczajnego, który idealnie pielęgnuje absolutnie każdy rodzaj skóry, świetnie sprawdzi się nawet przy cerach wrażliwych, skłonnych do alergii, wyprysków, przesuszonych, zmęczonych, moja skóra mieszana w kierunku suchej, uwielbia ten olej z wzajemnością. Olej rokitnikowy, jest tłustym olejem, lecz szybko i pięknie się wchłania i działa nawilżając, zmiękczając i wygładzając moją skórę, ma on świetne właściwości przeciwstarzeniowe. Idealny jest do cery szarej, zniszczonej, mocno przesuszonej, naczynkowej, z powodzeniem mogą go stosować osoby dotknięte trądzikiem, łuszczycą, AZS i innymi chorobami skóry. Stosuję go w przeróżnych kombinacjach, ponieważ jak większość naturalnych kosmetyków, jest to wielozadaniowy cudotwórca.
 

Stosuje się go od 1-5 % w kosmetykach, ja co dwa dni, robię z nim serum na bazie kwasu hialuronowego (1%), dodaję 3 krople oleju i nakładam na twarz, szyję i dekolt, na noc, doskonale ujędrnia, nawilża i odżywia skórę. Po kąpieli dodaję go do balsamu (obecnie mam Biolaven), który aplikuję na całe ciało, od stóp do głów, dodaję go też do kremów do stóp, doskonale dba także o dłonie, z takim dodatkiem, to niesamowity kosmetyk kojący i odżywiający, który zawiera wysokie stężenie dobroczynnych kwasów tłuszczowych (palmityno-oleinowy omega -7), które idealnie regenerują i łagodzą wszelkie podrażnienia. Olej bogaty jest także w witaminę E – witaminę młodości, dlatego często występuje w składzie produktów przeciwzmarszczkowych. 


Olej rokitnikowy, dzięki dużej zawartości witaminy A (w postaci karotenoidów), ma charakterystyczną żółtawą barwę, barwi skórę, może więc być naturalnym samoopalaczem na królujące nam lato, karoten, chroni dodatkowo skórę przed promieniami słonecznymi. Ze względu na owe barwienie nie polecam stosować go bezpośrednio na skórę w 100% stężeniu, ja zawsze mieszam go z innymi produktami. Będzie on także doskonały w pielęgnacji włosów ciemnych, odżywia cebulki, działa przeciwłupieżowo, ja dodaję go do odżywki, po umyciu szamponem. Ma on przepiękny, intensywny, bardzo ziołowy, troszkę owocowo-leśny zapach! Olej rokitnikowy, to jeden z najbardziej unikalnych, odżywczych dla naszej skóry olejów, jest bardzo wydajny, warto się w niego zaopatrzyć, można go zakupić na Lavendic, gdzie dostępne są również inne przeróżne oleje.  


Stosujecie oleje w pielęgnacji? Jakie oleje polecacie na lato? :)