Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Córki latarnika. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Córki latarnika. Pokaż wszystkie posty

piątek, 16 lutego 2018

Córki latarnika - Jean E. Pendziwol – Magiczna, przepiękna i inteligentna powieść pełna emocji - Wydawnictwo Świat Książki

Nie ukrywam, że należę do czytelników, którzy urozmaicając swoje czytelnicze pasje, sięgają nieraz po książki nieoczywiste, ciekawe, nowatorskie, czasem nawet skrajnie kontrowersyjne. Dziś zapraszam Was na recenzję książki, która przyciągnęła mnie niczym magnez, wchłonęła jak ocean, nęcąc emocjami, spokojem i intrygującymi opiniami na jej temat, oto Córki latarnika, autorstwa Jean Pendziwol.


Premiera: 31 stycznia 2018
Wydawnictwo: Świat Książki
Tytuł oryginalny: The Lightkeeper's Daughters
Tłumaczenie: Jan Kraśko
Oprawa: okładka miękka ze skrzydełkami
Ilość stron: 336
 

Wybaczcie, ale nie mogę pominąć peanów na temat okładki książki. Wydawnictwo Świat Książki, tak pięknie wydało powieść Córki latarnika, że zapiera mi dech, cudowne niebieskości, granat, turkusy, rozgwieżdżone niebo i wyspa z rozświetloną latarnią, idealnie obrazuje nam klimat, oddech książki i na pewno zwróci Waszą uwagę na półkach księgarni, nie ukrywam, iż ja jestem nią nieustannie zauroczona. Jean Pendziwol, jako autorka gości u mnie po raz pierwszy, dotychczas bowiem, ta zdolna Kanadyjka, pisała książki dla dzieci, powieść Córki latarnika, jest zatem jej „dorosłym” debiutem, który już zyskał naprawdę wiele pozytywnych recenzji. Książka jest polecana miłośnikom sióstr Bronte i twórczości Jodi Picoult, jakie zatem ziarno zostawiła we mnie? 


Córki latarnika, podzielono na trzy części z posłowiem, na końcu książki, mamy przydatną listę nazw geograficznych przewijających się w powieści. Rozdziały oznaczone zawsze, wymiennie imieniem bohaterki, są króciutkie, zatem powieść czyta się niezwykle szybko i dynamicznie, nie mogąc się oderwać ani na chwilkę, magia bowiem emanująca z powieści naprawdę potrafi uwieść.


Drogę rozpoczynamy w iście malowniczych okolicznościach, leśne okolice i ścieżka do zatoki Middlebrun, strzec i wiekowy labrador, idą każdego ranka tą trasą od zawsze. Wspomnienia sprzed sześćdziesięciu lat, wciąż w nim żyją, pamięta ogień, łódź i Charliego Livingstone`a. To wszystko opowiada Arnie Richardson, następnie poznajemy już Morgan Fletcher, młodziutką, pełną energii, zdolną dziewczynę o charakternym wyglądzie, wychowankę rodzinnego domu zastępczego Laurie i Billa, która w ramach resocjalizacji, przez miesiąc, obyć ma karne prace społeczne w domu spokojnej starości. To tu właśnie Morgan poznaje Marty`ego, będącego sercem tego przybytku i jedną z mieszkanek domu - Elizabeth. Elizabeth Livingstone, która dzieciństwo spędziła mieszkając w latarni, w domu starców przebywa już trzy lata, wspominając siostrę bliźniaczkę Emily, opowiada nam, jakby nieco w sposób pamiętnikarski, o swoim życiu teraźniejszym, jak i o swej przeszłości. Krok po kroku wkraczamy w jej świat, dowiadujemy się, iż traci wzrok, nie może już podziwiać sztuki i czytać książek, a życie wypełniają chwile z herbatą, muzyka, ogród, wspomnienia i monotonia codzienności, którą przerywa wiadomość o rozbitej łodzi jej brata Charlesa w zatoce Middlebrun. 


Na pokładzie łodzi, stary Arnie Richardson znalazł dzienniki, które należały do jej świętej pamięci ojca, którym był Andrew Livingstone, latarnik z Wyspy Porfirowej. Elizabeth nie mogąc samej czytać myśli ojca, rozpoczyna głębszą znajomość z Morgan, niespodziewanie obie odkrywają, iż rodząca się przyjaźń, jest dla nich życiowym wybawieniem, a zarówno pamiętniki latarnika, jak i losy rodziny, są źródłem niesamowitych, jedynych w swym rodzaju sekretów i zagadek, bardzo ciekawie dynamizują też całą powieść. (…) ta lektura budzi od dawna uśpione wspomnienia. Nazwiska i nazwy miejsc. Wycinki życia. Moja przeszłość. Młodość. Mój dom. Okazuje się, iż Morgan i Elizabeth, łączy jeszcze coś!


Przyznam Wam, że jestem totalnie urzeczona magią i delikatnością tej książki, płynie się z nią tak lekko i tak szybko, czas nad nią spędzony, powoduje zarazem spokój, uśmiech, jak i specyficzną harmonię, której było mi tak potrzeba. Rodzinne więzy, czasem trudna miłość, praca, sztuka, wspomnienia, przyjaźń, wprost emanują z powieści Córki latarnika i przenoszą nas w zupełnie inny świat. Polecam Wam z całego serca tę książkę szczególnie, jeśli chcecie odpłynąć i oderwać się nieco od zimowego dnia codziennego w nieznane rejony Wyspy Porfirowej!