czwartek, 16 listopada 2017

Nigella Lawson i Jamie Oliver polecają – Kaukasis. Kulinarna podróż po Gruzji i innych krajach Kaukazu - Olia Herkules - Wydawnictwo Buchmann


Dziś zabieram Was w daleką i piękną podróż! Książka Kaukasis. Kulinarna podróż po Gruzji i innych krajach Kaukazu, którą napisała piękna Ukrainka - Olia Herkules, zachwyciła mnie kolorami, pasją i miłością, płynącą prosto z jedynych w swym rodzaju przepisów, które bazują na oryginalnych recepturach Gruzji i innych krajów tegoż regionu.


Premiera: 25 października 2017
Wydawnictwo: Buchmann
Tytuł oryginalny: Kaukasis The Cookbook
Tłumaczenie: Małgorzata Samborska
Oprawa: okładka twarda
Ilość stron: 240


Olia Herkules, jest autorką słynnej książki Mamuszka. Od Lwowa do Baku, która celebrowała przepisy ukraińskie, ale także te z różnych regionów Europy Wschodniej, od Baku po Morze Czarne, od Kijowa po Kazachstan. Tym razem w nasze ręce, trafia zestaw przepisów czerpiących z oryginalnej, gruzińskiej tradycji, autorka próbuje w współczesny sposób pokazać nam, jak łatwo, tradycyjne dania, skradną nasze serca i podniebienia. Książki szukajcie w Empikach i innych, dobrych księgarniach! 


Rejony Kaukazu, to tereny łączące Europę z Azją, to tam królują dania, które wraz z książką, bardzo łatwo i z wielką frajdą, przygotujemy w domu. Olia Herkules, przywołuje swoje korzenie ormiańskie, smaki, jakie panują od zawsze w gospodarstwach i domach narodów kaukaskich, które zainspirowały ją do napisania Kaukasis. Kulinarna podróż po Gruzji i innych krajach Kaukazu.


Braknie mi słów, by opisać, jak pięknie wizualnie prezentuje się książka. Jest tu tak wiele przepięknej urody zdjęć, że już nawet dla nich samych książkę warto nabyć. Fotografie przywołują tradycję, kulturę, ludzi, ich codzienność, pokazują nie tylko smaki, ale czuć tu prawdziwy zapach, zarówno dań, jak i klimatu Kaukazu. Książka jest naprawdę przepięknie wydana, będzie zatem idealnym prezentem na zbliżające się Mikołajki, czy inne okazje.


Podróż rozpoczynamy od owoców, warzyw, korzeniowych, liściastych: (…) tamtejsi ludzie nadal wolą jeść produkty zgodnie z porą roku. Po długich zimowych miesiącach nic nie smakuje tak dobrze, jak pierwsze nowalijki, świeże zioła, czy słodki ogórek.
Połączenia, które proponuje kuchnia kaukaska, są tak smaczne i tak nieoczywiste, że w konotacji z soczystymi zdjęciami, powoduje, ze od razu chce się biec do kuchni i przygotować danie, bazując na przepisie z książki. Co powiecie na buraki i śliwki, pomidory i maliny, arbuza i rybę, bądź sałatkę z kalarepy, szczawiu, rzodkiewek i cykorii? 


Zaciekawiła mnie też pasta Adżika miętowa, którą na pewno zrobię.
Jeśli zawsze zastanawialiście się, jak zrobić idealne masło klarowane, tu znajdziecie piękny przepis, jak krok po kroku je wykonać. Jest tu mnóstwo przepisów zawierających mąkę, wiele z nich postanowiłam wypróbować w okresie świątecznym, na przykład Placek estragonowy Aniko.


Nie ukrywam, ze pierwszym przepisem, jaki wyszukałam w książce, był oczywiście przepis na Chaczapuri. Ciekawostką jest także gruziński przepis na świeży ser własnej roboty! Przepisy są napisane przystępnym językiem, doskonale wiemy, co i jak przygotować, by każde danie, wyszło nam jak najlepiej, no i te boskie zdjęcia… Myślę, że zachwycicie się książką Kaukasis. Kulinarna podróż po Gruzji i innych krajach Kaukazu, jak ja. Wzbogacajcie wiec swoje smaki, otwieracie umysł na nowe, kulinarne tradycje, polecam bardzo!


wtorek, 14 listopada 2017

Nowość - Na kogo wypadnie, na tego śmierć – Liselotte Roll – Genialny, skandynawski kryminał z Czarnej Serii Wydawnictwa Czarna Owca!

Jeśli na dźwięk słów - skandynawski kryminał, tak, jak ja, otwieracie szeroko oczy, dostajecie momentalnie emocjonującej, gęsiej skórki i zacieracie rączki, rwąc się do czytania, znaczy to, iż dzisiejsza recenzja jest zdecydowanie dla Was!


Premiera: 12 października 2017
Wydawnictwo: Czarna Owca
Tytuł oryginalny: Ole Dole Död
Seria: Czarna Seria kryminał
Cykl: Magnus i Linn Kalo (Tom 2)
Tłumaczenie: Emilia Fabisiak
Oprawa: miękka
Ilość stron: 424



Na kogo wypadnie, na tego śmierć, powieść autorstwa Liselotte Roll, jest jedną z nowości październikowych Wydawnictwa Czarna Owca. Książka wzbogaca absolutnie genialną, Czarną Serię wydawnictwa, bogatą w niezliczoną ilość istnych perełek z kręgu ciemniejszych zakątków literatury kryminalnej, thrillerów, czy sensacji. Liselotte Roll, szwedzka dziennikarka, jest wymieniana wśród nowych, najgorętszych nazwisk skandynawskich kryminałów, kultowych przecież na całym świecie. Pierwsza powieść Roll - Trzeci stopień, zdobyła uznanie wielu czytelników, zatem nie ukrywam, iż do drugiego tomu z Magnusem i Linn Kalo, dobrałam się z wielką przyjemnością. Druga część serii, nosi tytuł Na kogo wypadnie, na tego śmierć. Książkę zdobi przepiękna, mroczna okładka, która zdecydowanie trafia w moje gusta, jak zawsze Czarna Owca zadbała o każdy szczegół wydawniczy, jakże przecież ważny w dla każdego chyba pożeracza książkowego.


Na kogo wypadnie, na tego śmierć, zaczyna się od razu bardzo mocnym Prologiem i poprzez karty powieści, cały czas trzyma ten wysoki poziom, niesamowicie wciągając czytelnika. Przestał być człowiekiem. Wszystko, co stanowiło o jego człowieczeństwie, właśnie prysło. Zakrwawiona siekiera wypadła z odrętwiałej dłoni.
Friedrich Steuer, profesor archeologii, prowadził normalne życie u boku stęsknionej za nim obecnie żony Catherine i syna Saschy, teraz wyjeżdża do Szwecji. Co ukrywa? Czy jest szantażowany? Dowiadujemy się, iż ma za sobą znajomość z tajemniczą dziewczyną, poznaną w internecie, przed czym ucieka?


Inspektor Magnus Kalo z policji kryminalnej, wokół którego oscyluje cała seria, jak i powieść, zostaje wezwany na makabryczne miejsce zbrodni, nad jeziorem zastaje martwe ciała mnóstwa ptaków, pośród których znaleziono rozczłonkowane zwłoki młodego mężczyzny, to Tomas Nellert. Rozpoczyna się dochodzenie, któremu towarzyszy wewnętrzna obawa inspektora o własne zdrowie i rodzinę, żonę Linn i córki Moa oraz Elin, gdyby nie był już w przyszłości całkowicie sprawny.


Magnus, wraz z Rogerem, badają sprawę, przesłuchują ludzi, odwiedzają bliskie zbrodni miejsca, laboratorium kryminalistyczne, fabuła zatem, zachwyci zdecydowanie miłośników kryminalnych historii, typowo skandynawskich, zimniejszych klimatów. Autorka ciekawie prowadzi nas poprzez powieść, doskonale dozując emocje i wprowadzając wciąż kolejne, intrygujące wydarzenia, tajemnice i niedopowiedzenia.
 

W lesie zostaje znaleziony błąkający się mężczyzna, jest nim nauczyciel Anders Levander, skrywający wiele sekretów. Żona Magnusa, terapeutka Linn, zostaje także częścią śledztwa. Nie chcę Wam zbyt dużo zdradzać, bo warto samemu przeżyć te emocje. Na kogo wypadnie, na tego śmierć, poprzez wiele wątków i krótkie rozdziały, doskonale spajające się w całość, trzyma świetne tempo, które nawet na moment nie zwalnia. Książka jest istnym ideałem na jesienne wieczory, jeśli jesteście miłośnikami kryminalnych, skandynawskich klimatów, powieść, ta po prostu musi znaleźć się na Waszych półkach, ja z ogromną niecierpliwością oczekuję kolejnego tomu tejże, świetnej serii! 


poniedziałek, 13 listopada 2017

Już po raz trzeci! Wyjątkowe Targi Kosmetyków Naturalnych - Ekocuda - 25-26 listopada w Warszawie! Musisz tam być :)

Trzecia już odsłona, wyjątkowych targów kosmetycznych, zbliża się wielkimi krokami! Targi Kosmetyków Naturalnych Ekocuda, odbędą się w dniach 25-26 listopada w Warszawie, ponownie w Domu Towarowym Bracia Jabłkowscy, wstęp na targi jest bezpłatny!


Kosmetyki naturalne przeżywają od kilku lat swój renesans, który nie ukrywam niesamowicie mnie cieszy, wiem, że cześć z Was miała okazję odwiedzić targi podczas pierwszej i drugiej edycji, tym razem organizatorzy szykują także piękne atrakcje, zajrzyjcie na stonkę ekocuda.com i fb.
Blisko setka naturalnych marek, bardzo ciekawi wystawcy, producenci z Polski i zagranicy, mnóstwo cudów do wąchania, testowania i próbowania, ale również ciekawe spotkania, wykłady i warsztaty, na które wstęp jest bezpłatny, lecz pamiętajcie, by wcześniej zgłosić swą chęć uczestnictwa. Jeśli częściej zaglądacie na mojego bloga, na pewno znacie moją miłość do wspaniałych kosmetyków Lily Lolo, warsztaty z tą genialną marką, poprowadzi Magda Błaniarz, nie zabraknie też spotkania z Naturativ i Annabelle Minerals.


Jestem przekonana, że nikt nie wyjdzie z targów z pustymi rękoma, bowiem lista wystawców robi mega wrażenie! Jakie stoiska według mnie szczególnie warto odwiedzić? Oczywiście moje ukochane Lily Lolo, gdzie znajdziecie najlepsze, naturalne kosmetyki mineralne do makijażu, intrygujące nowości marki, ale także kosmetyki pielęgnacyjne, koniecznie skuście się na kremy, które są moim hitem, a jeśli jeszcze nie znacie, koniecznie sięgnijcie po podkład mineralny.


Ciekawie zapowiada się stoisko skandynawskiej marki Derma, która wypuściła naturalne i organiczne produkty do higieny intymnej GingerOrganic z bawełny organicznej. Tampony (ciekawa jestem tych z aplikatorem), wkładki i podpaski, posiadają Ecocert i inne, cenione przez mnie certyfikaty, są naturalne, wegańskie, nie zawierają szkodliwej chemii, czy sztucznych zapachów, są bezpieczne dla nas i dla świata, zdecydowanie warto je poznać!
 

Smacznie, zdrowo i oczywiście naturalnie, kusić będzie także stoisko producenta tłoczonych na zimno olei - Olejowe Smaki. Boskie oleje spożywcze, bez sztucznych dodatków i konserwantów, które królują w mojej kuchni, 100% naturalny i nierafinowany olej z czarnuszki, olej konopny, czy kultowy i pachnący olej kokosowy, to zdecydowane must have w kuchni każdego naturalnego maniaka.


Kusić też będzie moje ukochane Sylveco, zapewne będzie również Vianek i Biolaven, a także Orientana, Naturativ Annabelle Minerals, Ministerstwo Dobrego Mydła, John Masters Organic, Harmonique, Fresh&Natural, Jan Barba, Lush Botanicals, Lavera, Hagi, Purite, Iossi, Esse Organic, Resibo, Ecolore, Amilie, Mokosh i wielu, wielu innych! 
Wybieracie się na Ekocuda? :)


środa, 8 listopada 2017

Pachinko - Min Jin Lee - Wydawnictwo Czarna Owca - Ciepła, przepiękna powieść na jesienno-zimowe wieczory!

Mam nadzieję, że wciągnęła Was już zaawansowana, jesienna aura, długie wieczory i coraz częściej czas ten spędzacie z książką. Na półkach księgarni kusi wiele tytułów i nowości, ja chcę Wam dziś polecić jedną z nich, książkę, należącą do kręgu współczesnej literatury pięknej, będącą wspaniałą podróżą w dalekie rejony świata, oto Pachinko, autorstwa Min Jin Lee.


Premiera: 13 września 2017
Wydawnictwo: Czarna Owca
Tytuł oryginalny: Pachinko
Tłumaczenie: Urszula Gardner
Oprawa: okładka miękka ze skrzydełkami
Ilość stron: 576


Pachinko, to słynna, tradycyjna, automatowa gra japońska, w której opadające kuleczki, wskakują do kieszonek, tym sposobem zapewniając graczowi nagrodę – kolejne kulki, bądź nagrody rzeczowe, gra popularna jest w Japonii już od 1920 roku i od tego czasu, nieustannie kradnie serca hazardzistów, gromadząc tłumy w centrach już elektronicznych dziś gier Pachinko.
 

Książka Min Jin Lee, jest przepięknie wydana przez Wydawnictwo Czarna Owca, okładkę ze skrzydełkami zdobią motywy gry, dodając jej zdecydowanie wizualnego uroku. Autorka od 2007 do 2011 roku spędziła czas w Tokio, gdzie krok po kroku powstawała książka. 


Podróż rozpoczynamy w Korei, w latach 1910-1933, poznajemy Yangjin i Huna, rodziców Sunji. Po śmierci męża, mama Sunji, nadal prowadzi rodzinny pensjonat, który daje im środki do życia. W pensjonacie, z powodu gruźlicy, pozostaje na dłużej młodzieniec Isak, na Sunji zaś, zerka zamożny handlarz ryb Ko Hansu, z którym dziewczyna spędza coraz więcej czasu, to on właśnie zostaje jej kochankiem i ojcem jej dziecka. Niestety okazuje się, iż Hansu w Osace ma już żonę i trójkę dzieci, chce jednak utrzymywać ją i dziecko, Sunji ze złością odrzuca jego propozycję. Czy dobrze postąpiła? Tymczasem do zdrowia powraca Isak, mający swój plan wobec dziewczyny: (…) Myśli pani, że Sunji przyjęłaby moje oświadczyny? Gdybym poprosił ją o rękę?


Powieść nabiera rozpędu, gdy Sunji zostaje żoną Isaka i wraz z nim wyjeżdża do Japonii, gdzie zamieszkuje brat Isaka - Yosep z rodziną. Niebawem na świat przyjdzie pierwszy syn Sunji – Noa i kolejny Mozasu, zaś życiowe koleje losu, silnie doświadczają kobietę. Czytając Pachinko, widzimy nie tylko świat, w którym żyją bohaterowie z krwi i kości, prawdziwość otoczenia, pomieszczeń, zapachów, woni, smaków i tak dalekiej dla nas kultury, ale także ich życiowe rozterki, tęsknoty za własnymi korzeniami i pobudki, jakimi się kierują, to bez wątpienia niesamowite atuty powieści. Bohaterowie są tak blisko nas, że jesteśmy pośrodku wydarzeń i bierzemy w nich udział, jesteśmy jakby częścią rodziny, uczestniczymy w rozmowach, posiłkach, przypatrując się pięknym tradycjom.
 

Pachinko, to bardzo ciepła i wciągająca powieść nie tylko dla miłośników współczesnej literatury pięknej, ale także dla tych, którzy kochają kulturę i cudowną aurę Japonii, książka trafi także gusta miłośników sag rodzinnych, osadzonych w niebanalnych okolicznościach. Jeszcze tej jesieni, poszukajcie Pachinko na półkach księgarni! 



poniedziałek, 6 listopada 2017

Vianek – Łagodzący tonik-mgiełka do twarzy z ekstraktem z owoców dzikiej róży z różowej serii łagodzącej!

Kosmetyki z zawartością ekstraktu z owoców dzikiej róży, idealnie sprawdzają się w okresie jesiennym, jest to czas, gdy ruszam na łowy i czynię zbiory owoców dzikiej róży, by następnie korzystać z dobroczynnych właściwości, nie tylko tworząc kosmetyki, ale także pijąc pyszne i zdrowe herbatki różane.


Łagodzący tonik-mgiełka do twarzy z ekstraktem z owoców dzikiej róży, stał się jednym z moich jesiennych, kosmetycznych hitów, pochodzi on z różowej serii łagodzącej marki Vianek, będącej dzieckiem firmy Sylveco. Jeśli zaglądacie do mnie częściej, na pewno wiecie, iż marka nie zawodzi mnie od początków swego istnienia. Łagodzący tonik-mgiełka, to kosmetyk bazujący na składnikach pochodzenia naturalnego, na opakowaniu (150 ml), odnajdziemy tu przepiękne zdobnictwo zalipiańskie w odcieniach różu, informacje na temat kosmetyku i oczywiście naturalny skład. Wygodnym ułatwieniem, jest aplikacja toniku w formie sprayu.
 

Tonik zawiera ekstrakt z owoców dzikiej róży, łagodzący panthenol i alantoinę, alginian sodu, kwas laktobionowy, czy olejek geraniowy, dzięki którym łagodzimy skórę, uspakajamy ją i oczyszczamy. Mgiełkę aplikujemy poprzez rozpylanie bezpośrednio na twarz, bądź na płatek, wedle naszego wyboru, a cudowny, kwiatowy zapach, towarzyszy każdemu użyciu.


Viankowego toniku, używam głownie przy demakijażu, ale także przy okazji przygotowania skóry do nocy, przed kremem, doskonale sprawdzi się także przy tworzeniu domowych masek z glinkami. Kosmetyk jest bardzo delikatny, a skóra po jego aplikacji doskonale nawilżona, wyciszona i oczyszczona. A Wy macie swoich faworytów w tym temacie? :)
 


wtorek, 31 października 2017

emOILent do suchych partii ciała – Wszechstronny kosmetyk Biały Jeleń z linii Organic-natura!


Lubicie wszechstronne i wielofunkcyjne kosmetyki? Ja uwielbiam! Często taki produkt jest świetnym rozwiązaniem w pielęgnacji skóry całego ciała, takim właśnie kosmetykiem jest emOILent do suchych partii ciała, polskiej, cenionej już przez pokolenia marki Biały Jeleń


Zdradzę Wam, że Biały Jeleń, cały czas mnie pozytywnie zaskakuje, wprowadzając coraz to ciekawsze kosmetyki do asortymentu, wśród nowości znaleźć można linię Organic-natura, do której należy dzisiejszy bohater. EmOILent znajduje się w bardzo eleganckim słoiczku (100 ml) z ciemnego szkła, które chroni kosmetyk przed promieniami słonecznymi. Słoiczek zamykamy za pomocą czarnej nakrętki. Dodatkowo słoiczek, podobnie jak maskę z tejże linii, o której pisałam także na blogu, umieszczono w eko-tubce, na której znajdziemy informacje o kosmetyku, składnikach i właściwościach produktu.  


Kosmetyk, zawiera olej migdałowy i olej z ostropestu, które nawilżają, natłuszczają i koją, jest tu też wyciąg z nasion słonecznika, a całość wzbogacono także o witaminę młodości – witaminę E. EmOILent jest doskonały do całego ciała, każda partia skóry, która dotknięta jest nadmierną suchością, będzie zadowolona z tego kosmetyku. Na opakowaniu mamy informację, iż stacza on na 100 aplikacji, jest tak wydajny, że myślę, iż na jeszcze więcej, oczywiście wszystko zależy od naszego użytkowania i częstotliwości.


Nakładam go wedle potrzeby, na stopy, pięty, łokcie, ramiona, jest to mega wielofunkcyjny produkt, dla osób z cerą bardzo suchą, sprawdzi się do całego ciała, także przy cerach skłonnym do podrażnień, wrażliwych czy atopowych. Kosmetyk ma delikatny, świeży zapach i gęstą, treściwą, konsystencję w białym kolorze. Aby w pełni cieszyć się z jego działania, należy rozgrzać go w dłoniach, wówczas topi się, nieco, jak masło shea, masując, należy wcierać w skórę. 


EmOILent pozostawia moją skórę bardzo miękką, nawilżoną, jędrną i gładką, lubię jego aplikację i to jak pięknie rozpuszcza się pod ciepłem skóry, uwielbiam stosować go po kąpieli, doskonały jest także po depilacji. Tak wielozadaniowy kosmetyk, powinien znaleźć się w każdym domu! :)

 

poniedziałek, 30 października 2017

Dwa, świetne, apteczne kremy Synchroline – Rozświetlający Perky Pearl P2 cream i Odżywczy Nutritime do skóry suchej!

Niedawno na blogu pisałam o świetnym mleczku Synchroline Cleansing milk z linii Hydratime, dziś dwa genialne kremy do twarzy tejże marki, oto Rozświetlający krem Perky Pearl P2 cream i Odżywczy z linii Nutritime.


Kosmetyki włoskiej marki Synchroline, znajdziecie aptekach, zarówno stacjonarnych, jak i internetowych. Marka ma w ofercie naprawdę spory i ciekawy asortyment, wiele linii poświęcone jest szczególnej pielęgnacji skóry suchej, bardzo suchej, wrażliwej, z AZS, wymagającej specjalnej ochrony.


Perky Pearl P2 cream, rozświetlający krem na dzień SPF15
Krem Perky Pearl, skradł mi serce od pierwszego wejrzenia, zachwyca bowiem wizualnie. Przepiękne pudełko w różowo-białych kolorach, wygląda naprawdę pięknie i luksusowo. Otwierając je naszym oczom ukazuje się kartonik z remem oraz przecudowna, perłowa bransoletka w białym woreczku, która koresponduje z właściwościami rozświetlającymi kosmetyku. Naprawdę trzeba tu docenić majstersztyk wizualnej strony kremu, który dzięki temu będzie doskonałym prezentem.
 

Perky Pearl, otrzymujemy w smukłej, bardzo eleganckiej, zabezpieczonej przez otwarciem tubce (50 ml), dzięki czemu dozowanie jest zawsze higieniczne, mamy także pewność, iż kosmetyk zużyjemy do ostatniej kropli. Dodatkowo tubeczkę umieszczono w perłowym kartoniku z pomocną ulotką. Krem przeznaczony jest do skóry pozbawionej blasku, z oznakami starzenia, u mnie, to zdecydowanie krem na dzień. Wspaniale rozświetla skórę, chroniąc ją jednocześnie (SPF 15), ładnie wyrównuje koloryt, wygładza, zatem jest doskonałą bazą pod makijaż, zarówno ten tradycyjny, jak i mineralny. 



Jest to kosmetyk apteczny, warto przyjrzeć się niektórym jego składnikom, zawiera taurynę, argininę, ciekawy ekstrakt roślinny z korzenia Persicaria, wygładzający skórę. Kwas etyloaskorbinowy działa silnie odmładzajaco, a acetyloglikozamina nawilża. Skóra po jego aplikacji, jest momentalnie pełna blasku i zdrowo wygląda. Stosuję go codziennie rano, ma delikatną konsystencję, ładnie rozprowadza się po skórze i szybko wchłania. 


Odżywczy krem do twarzy Nutritime
Krem Nutritime, jest aptecznym kosmetykiem, najwyższej jakości, moja cera 30+, mieszana w kierunku suchej, naprawdę polubiła się z nim. W przeciwności do Perky Pearl, który jest u mnie świetnym, dziennym kosmetykiem, krem Nutritime stosuję na noc, rano, cera jest miękka i gotowa na nowy dzień. 


Otrzymujemy go w 50 ml tubce, zabezpieczonej przez otwarciem, którą dodatkowo zapakowano w niebiesko-biały, estetyczny kartonik z ulotką. Krem dedykowany jest skórze bardzo suchej, potrzebującej szczególnego odżywienia, wzmocnienia. U mnie działa nocą, nawilża, chroni i łagodzi. Zawiera między innymi kwas hialuronowy i panthenol. Jest świetnym kremem dla cer atopowych, skłonnych do podrażnień, alergii, bardzo suchych.


Jego właściwości powodują, iż zostanie ze mną nie tylko teraz jesienią, ale także w okresie zimowym, wspiera bowiem barierę ochronną skóry, przyda się na zimowe spacery. Natłuszcza (formuła water–in-oil) i zmiękcza. Na uwagę zasługuje także jego treściwa, lecz nadal bardzo lekka formuła w białym kolorze, krem szybko wchłania się, pozostawiając ochronny film, który uwielbiam, dodatkowy atutem jest delikatny, piękny, higieniczny zapach.


Który z kremów zainteresował Was? :)