Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pulpe de Vie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pulpe de Vie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 marca 2018

Miód, grejpfrut, śliwka i morela, czyli wiosenna boskość Pulpe de Vie - Sucré Frappé - Maseczka-peeling do twarzy 2w1

Zapewne myślicie sobie, że znów opiewam peany na cześć kosmetyków Pulpe de Vie! … i macie rację, bowiem kolejna boskość tej francuskiej marki w postaci Sucré Frappé, czyli Maseczki-peelingu do twarzy 2w1, stała się moich ukochańcem i zdecydowanie dołączyła do moich kosmetycznych hitów ostatnich dni.


Wybaczcie, ale dziś będą tylko ochy i achy, jest to kosmetyk bez wad, idealny od a do z, ma idealny skład, zapach, konsystencję i opakowanie, ale pozwólcie, że zacznę od początku. Pulpe de Vie, to kosmetyki z restrykcyjnymi certyfikatami Ecocert, Cosmebio oraz Cruelty free i fantastycznymi, przesłodkimi opakowaniami, które na pewno już znacie, jeśli czytacie mojego bloga częściej. Maseczka-peeling, podobnie, jak inne produkty tej marki, zawiera naturalne składniki, pochodzące z lokalnych upraw ekologicznych we Francji, nie ma tu parabenów, szkodliwych substancji konserwujących, jest to kosmetyk nie testowany na zwierzętach na żadnym etapie ich produkcji, po prostu piękny.


Sucré Frappé jest multifunkcyjnym kosmetykiem przeznaczonym dla wszystkich typów skóry, ja mam cerę mieszaną w kierunku suchej i sprawdza się cudownie, doskonale zadziała także przy skórze wrażliwej, cieniutkiej, ale też przy cerze z problemami skórnymi. Ja używam jej na trzy sposoby, jako peeling, jako maseczki oraz do mycia twarzy. Momentalnie przywraca skórze równowagę, oczyszcza ją i wygładza. W składzie znajdziemy olej z nasion słonecznika, glicerynę roślinną, sproszkowane pestki moreli z południa Francji, ekologiczny miód, ekstrakt z grejpfruta, olej z pestek śliwki, wyciąg z ogórka, całość wzbogaca witamina E. Skład to czyste dobro, które aplikujemy na naszą skórę.


Gdy robię peeling, aplikuję kosmetyk na twarz i masuję koliście całą twarz i szyję, po czym spłukuję wodą, gdy mam więcej czasu pozostawiam produkt na twarzy na 5 minutek, można też szybko umyć twarz, wówczas tworzy się emulsja, którą zmywam, na przykład po demakijażu. Kosmetyk mieści się w ślicznej, różowej, poręcznej tubce (75 ml), zamykanej na klik. Opakowanie dodatkowo umieszczono w eko-kartoniku z przepięknymi biedronkowymi grafikami, z którego dowiadujemy się o składzie kosmetyku, certyfikatach jakie posiada i właściwościach.


Maseczka-peeling ma treściwą, gęstą, otulającą, miodową konsystencję w drobinkami pestek moreli, nakładanie jej na skórę, to dla mnie po prostu najczystsza przyjemność! Cudeńka Pulpe de Vie kupicie w Mydlarni Marsylskie. Przy zakupach w podsumowaniu wpiszcie kod rabatowy CHERRYBELLE1
Otrzymacie wówczas rabacik -15% na calutki asortyment sklepu, 
do końca marca.


czwartek, 22 marca 2018

Mój hit do pielęgnacji ciała – Francuskie, naturalne, bio masło peelingujące Pulpe de Vie z pestkami moreli i hydrolatem z pomidora!

Nie ukrywam, że dziś u mnie na blogu kosmetyk, który od pierwszego użycia rozkochał mnie! Na pewno znacie to uczucie, gdy kosmetyk zachwyci Was na tyle, że wciąż chcecie karmić nim Waszą skórę.


Pulpe de Vie, francuską markę, poznałam już rozkoszując się kremem nawilżającym Caresse Veloutée, masło peelingujące, o którym więcej dziś, to kolejny kosmetyczny skarb do pielęgnacji. Kosmetyki te zachwycają mnie cudownymi składami, restrykcyjnymi certyfikatami i fantastycznymi, przesłodkimi opakowaniami. Masło peelingujace, zawiera naturalne składniki, pochodzące z lokalnych upraw ekologicznych we Francji, nie ma tu parabenów, szkodliwych substancji konserwujących, jest to bezpieczny kosmetyk free cruelty, nie testowany na zwierzętach na żadnym etapie ich produkcji. Mamy tu nie tylko piękny certyfikat Ecocert, ale też Cruelty free oraz Cosmebio.


Kocham wszelakie peelingi, lubię zarówno te enzymatyczne, jak i mechaniczne, uwielbiam peelingujacy masaż, który jednocześnie pobudza krążenie, odżywia i wzmacnia skórę. Masło peelingujące Gratouille-moi, mieszka w słodkiej, różowej tubie (125 ml), kosmetyk wydobywamy bez problemu, zawsze ilość, taką jaką potrzebujemy do jednorazowego zużycia. Na opakowaniu odnajdziemy słodkie, biedronkowe grafiki oraz informacje na temat kosmetyku, w tym oczywiście skład peelingu. Masełko wygląda pysznie, choć oczywiście nie możemy go zjeść, nasza skóra ucieszy się z kamienia jej nim, kosmetyk masuje, oczyszcza, moją skórę, wygładza, pobudzając krążenie, skłania do regeneracji. 


Gratouille-moi, zawiera ekologiczny, nawilżający olej z nasion słonecznika, złuszczające zmielone pestki moreli, odżywcze ekstrakty chrząstnicy kędzierzawej oraz ciekawy składnik 22% hydrolat z pomidora bio, który zmiękcza skórę i działa przeciwstarzeniowo. Kosmetyk ma przepiękny zapach, słodki, otulający, który pokochałam oraz treściwą, gęstą konsystencję, pełną drobinek, czyli zmielonych pestek moreli. Masełko wyrównuje koloryt skóry, po spłukaniu ciała wodą, nie zostaje na niej tłusta warstwa, skóra jest nawilżona i jędrna.





 

poniedziałek, 12 marca 2018

Mój kosmetyczny skarb! Nawilżający krem Caresse Veloutée Pulpe de Vie – Certyfikowane, naturalne cudo do twarzy prosto z Francji! + Rabat dla Was!

Dziś na blogu kosmetyk bardzo dla mnie szczególny! Nawilżający krem Caresse Veloutée marki Pulpe de Vie, dołączył bowiem do moich zdecydowanych, kremowych ukochańców do twarzy!
 
 
Pulpe de Vie, to francuskie, kosmetyczne skarby do pielęgnacji, kuszące nie tylko cudownymi składami, ale także restrykcyjnymi certyfikatami i fantastycznymi, przesłodkimi opakowaniami. Kremik zawiera iście naturalne składniki, pochodzące z lokalnych upraw ekologicznych we Francji, nie ma tu parabenów, szkodliwych substancji konserwujących, jest to kosmetyk free cruelty, nie testowany na zwierzętach na żadnym etapie ich produkcji.


Krem szybko zawładnął moją pielęgnacją i jest naprawdę moim wielkim odkryciem. Caresse Veloutée Pulpe de Vie, otrzymujemy w smukłej, poręcznej, przesłodkiej, różowej buteleczce (30 ml), z praktyczną, białą pompką, typu airless, dzięki czemu dozowanie jest zawsze higieniczne i precyzyjne, mamy także pewność, iż kosmetyk zużyjemy do ostatniej kropli. Dodatkowo buteleczkę umieszczono w pięknym eko-kartoniku, na którym widnieją cudowne grafiki z biedronką, wszelkie informacje, certyfikaty oraz ładny skład kremu. Zawsze doceniam dbałość o szczegóły w przypadku kosmetyków, krem zachwyca mnie również wizualnie, marka dba o absolutnie każdy aspekt produktu i tym tez skradła moje serducho. 


Krem stosuję zarówno na dzień, jak i na noc, nie podrażnia skóry, a moja cera 30+, mieszana w kierunku suchej, po prostu go uwielbia, wchłania się znakomicie i odżywia momentalnie. Krem zawiera mnóstwo oryginalnych, wspaniałych, mało spotykanych składników naturalnych, takich jak silnie nawilżający kwas hialuronowy, łagodzący polisacharyd Fucocert, przeciwzmarszczkowe polifenole, ekologiczny olej z nasion słonecznika, woda z owoców aktinidii chińskiej, czyli kiwi, olej z nasion lnicznika siewnego, roślinny skwalan, ekstrakty z brzoskwini, minerały, chroniące skórę także przed słońcem i czynnikami zewnętrznymi, czy ekstrakt z malwy. Skład jest zachwycający i zrobił na mnie duże wrażenie.


Moja skóra po aplikacji kremu, jest świetnie nawilżona i pełna blasku, jest on dla mnie ideałem pod makijaż, ma bowiem niesamowicie leciutką, aksamitną konsystencję, pokochałam go też za boski, delikatny zapach, to woń owocowa, nieco brzoskwiniowa. Polubiłam go bardzo, szybko skradł mi serce i zawładnął pielęgnacją, stając się kosmetycznym skarbem!