Gdy pierwszy raz w życiu, trafiły do mnie blisko dwa
kilogramy Derenia jadalnego, zupełnie nie wiedziałam, co mogłabym z niego
zrobić. Dereń jadalny, rozkochał mnie momentalnie piękną, czerwoną barwą i
ciekawym kształtem.
Dereń jadalny, jest krzewem, uprawianym także w
Polsce, jego osobliwe owoce, były dla mnie tajemnicą, dopóki nie poznałam ich
wspaniałych właściwości.
Owalne owoce derenia, są mięsiste, mocno czerwono-bordowe,
przypominając nieco większą żurawinę, niegdyś w Polsce były owocami
luksusowymi, zarezerwowanymi tylko dla władców i zamożnych, dziś Dereń, jest
bardzo powszechny i ma coraz więcej miłośników.
Owoce te dojrzewają od sierpnia do października,
wrzesień zaś, to najlepszy czas na zbiór tych ciekawych owoców. Są one
niesamowicie zdrowe, zawierają mnóstwo witamin i minerałów, zawierają naturalny
beta-karoten, cenne flawonoidy i kwasy organiczne, ale także magnez, cynk,
miedz, potas, wapń, fosfor, są bombą witamy C, zatem idealnie wspomagają
odporność, od wieków pełną ważną rolę w medycynie naturalnej.
Dereń świetnie działa na choroby związane z układem
moczowym, żołądkiem, leczy anemię, niedokrwistość, wspomagają przemianę
materii.
Co ja zrobiłam z Derenia? Skusiłam się na kultową i
zdrową dereniówkę (jestem ciekawa, jak finalnie będzie smakowała) i sok
dereniowy, który zrobiłam z brązowym cukrem. Często z Derenia robi się też
dżemy i marmolady, ale też dodaje się do sosów, jak żurawinę :)
