Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hotel Aurora. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hotel Aurora. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 10 sierpnia 2020

Nowość Wydawnictwa Szara Godzina – Hotel Aurora - Emilia Teofila Nowak – Pełna humoru, kobieca, przyjemna powieść na gorące lato!

Kilka dni temu, świętowałam z Wami gorącą, letnią premierę nowej powieści spod skrzydeł Wydawnictwa Szara Godzina, dziś już zapraszam Was na moją recenzję, jestem bowiem po lekturze, pełnej humoru, przyjemnej książki zatytułowanej Hotel Aurora, której autorką jest Emilia Teofila Nowak. 

Hotel Aurora - Emilia Teofila Nowak

Premiera: 20 lipca 2020

Wydawnictwo: Szara Godzina

Oprawa: miękka

Ilość stron: 368

Hotel Aurora, pochłonęłam dosłownie w jeden dzień, podczas pobytu na działeczce, to iście idealne okoliczności do lektury tejże powieści, Wydawnictwo Szara Godzina, zadbało bowiem, by moje, czytelnicze lato w tym roku, zachwycało doskonałymi propozycjami wydawniczymi. Jeśli zatem wybieracie się na urlop, na wakacje, gdzie planujecie nadrabiać czytelnicze zaległości, Hotel Aurora, to idealny wybór, bardzo lekka i przyjemna, do tego pełna humoru powieść skradnie wiele czytelniczych serc. Książkę zdobi świetna, zdecydowanie przyciągająca oko okładka, koniecznie poszukajcie jej na lato w internetowych i stacjonarnych księgarniach. Jest to moje pierwsze spotkanie z autorką, Emilia Teofila Nowak, urodziła się w 1992 roku, mieszka w Poznaniu, pisze bloga, zachęcając na nim do tworzenia i kreatywności, prowadzi także warsztaty kreatywnego pisania, kocha naturę, biega i praktykuje jogę. Hotel Aurora, to literatura obyczajowa z dużą dozą humoru, powieść napisana jest przystępnym, żywym językiem, dobrej dynamiki dodaje sporo dialogów, fabuła postępuje liniowo i jest dobrze skrojona, by momentalnie wciągnąć czytelnika. Książka podzielona jest na trzy pory roku, zaczynamy latem, zaś kończymy jesienią. Pierwsze skrzypce gra tu Antonina Walczak, przesympatyczna dziewczyna, która wraz z przyjaciółką Grażyną Pioruńską, wybiera się w Sudety, a konkretnie w Karkonosze, niedaleko Jakuszyc, to tam właśnie mieści się tytułowy, przepiękny, niestety podupadający i zaniedbany obecnie Hotel Aurora. Właścicielem hotelu jest ojciec Grażyny - Marian, rozwiedziony z matką przyjaciółki - Barbarą. Od początku już możemy obserwować stosunki i zażyłości, jakie łączą zarówno obie przyjaciółki, jak i niezbyt zacieśnione więzy rodzinne Grażyny. Antonina, lubi, gdy nazywa się ją Antkiem, zaś Grażyna ze względu na lekkie krągłości przyjaciółki, nazywa ją Kluska. Kochająca poezję Antonina nie sądzi, iż jakikolwiek mężczyzna mógłby się nią zainteresować, na nowych drogach życia, czeka ją niespodzianka. W hotelu pracuje Debora, pojawia się też syn Mariana, Antoni Ebeling, słynny pisarz kryminałów, poznajemy też Kleopatrę Ebeling, jego córkę i całą, hotelarską rodzinkę. Dziewczyny biorą sprawy w swoje ręce, promują hotel, który znów wita gości: Wyciągniemy tę ruderę z bagna, zaś zaczynają pojawiać się konflikty i międzyludzkie komplikacje. Jako polonistka wiem, iż nigdy nie należy od razu łączyć powieści z twórcą, zaś mam wrażenie, iż książka jest bardzo blisko autorki, w książce pojawia się blog, dźwięki  Freddiego Merkury, ale też postać Teofila Nowaka. Mamy tu miłość, niekiedy dziwne drogi przyjaźni, ale też decyzje życiowe i wybory, do tego naprawdę spora dawka humoru, całość powoduje, iż tego lata musicie sięgnąć po Hotel Aurora!

 

 

 

poniedziałek, 20 lipca 2020

PREMIERA, już DZIŚ! Wydawnictwo Szara Godzina – Hotel Aurora - Emilia Teofila Nowak – Idealna na lato, obyczajowa powieść dla odważnych kobiet! + Fragment!

Dokładnie dziś, zatem w piękny, letni poniedziałek 20 lipca, swą długo oczekiwaną i zapowiadaną premierę, ma nowa powieść spod skrzydeł świetnego, cenionego przez mnie Wydawnictwa Szara Godzina, które wciąż zaskakuje mnie i wszystkich czytelników genialnymi, rodzimymi książkami. Oto intrygująca powieść Hotel Aurora, której autorką jest Emilia Teofila Nowak


Marzenia potrafią być niebezpieczne!
Antonina, na prośbę Grażyny, postanawia udać się w rodzinne strony przyjaciółki. W malowniczych Sudetach rozpoczyna swoją pierwszą pracę w podupadającym hotelu Aurora. Już w trakcie podróży poznaje przystojnego pisarza, który od pierwszego wejrzenia kradnie serce dziewczyny. W hotelu zaś spotyka Mariana, ojca Grażyny, który z powodu choroby nie daje sobie już sam rady z prowadzeniem biznesu. Czy w walce ze złym losem jesteśmy bezsilni? A może wystarczy jedna, charakterna osoba, by odmienić przeznaczenie? Hotel Aurora to ponadczasowa, tragikomiczna opowieść o niszczycielskiej sile pragnień, o więziach między ludźmi – często toksycznych. O tym, że świat dla każdego z nas jest zupełnie innym miejscem, a także hołd dla odwagi i nadziei na to, że prawda i miłość zawsze zwyciężają.


Jest to mój pierwszy raz z autorką, Emilia Teofila Nowak, urodziła się w 1992 roku, zamieszkuje w Poznaniu, prowadzi bloga, zachęcając odbiorców do tworzenia i kreatywności, prowadzi także warsztaty kreatywnego pisania, kocha naturę, biega, praktykuje też jogę. Powieść Hotel Aurora, nie ukrywam intryguje mnie niesamowicie, zapowiada się bowiem doskonała, współczesna literatura obyczajowa z nutą humoru, ideał na lato! Książkę zdobi świetna, przyciągająca oko okładka, już od dziś koniecznie poszukajcie jej w internetowych i stacjonarnych księgarniach, a w ramach zachęty zapraszam Was do poczytania ciekawego fragmentu powieści Hotel Aurora!


Hotel ojca Grażyny nazywał się „Aurora”, tak jak na imię miała Śpiąca  Królewna. Nazwa nie wynikała jednak z zamiłowania obecnie  siedemdziesięcioletniego pana do bajek Disneya. Stanowiła dowód  jego braku kreatywności i kompletnej nieznajomości branży hotelarskiej.  Najwięcej bowiem hoteli, jak tłumaczyła Grażyna, nazywało  się właśnie „Aurora”. 
– To czemu w ogóle twój tata otworzył hotel? – spytała Antonina  jeszcze przed Lubinem.
– Długa historia.
– Mamy jeszcze… Ile? Ze dwie godziny?
Grażyna skinęła głową i westchnęła ciężko. Między jej idealnie  wyskubanymi brwiami pojawiła się pionowa zmarszczka. Sięgnęła  po papierosa i zapaliła go, a potem wcisnęła więcej gazu i zaczęła  swoją historię.  Jej ojciec, Marian, był naukowcem. Studiował w Warszawie, mieście,  w którym przyszedł na świat. Tam poznał też swoją przyszłą  żonę, Barbarę. Barbara w głębokim poważaniu miała studiowanie,  zresztą we wczesnym PRL-u trzeba było czegoś więcej niż zdanej  matury, żeby dostać się na uniwersytet. Barbara poświęcała się sprzedawaniu  kwiatów na bazarze. Właściwie Grażyna nie wiedziała do końca, jak to się stało, że jej rodzice się ze sobą związali, ale wkrótce  po obronie doktorskiej Mariana, wyjechali za granicę. Do Ameryki  Południowej, gdzie Marian miał prowadzić badania nad wiciowcami,  badając chorych z leiszmaniozą*. Tam właśnie przyszedł na  świat starszy brat Grażyny. Później cała trójka przeniosła się do Afryki,  gdzie Marian wolał podobno spędzać więcej czasu z pacjentami  cierpiącymi na drakunkulozę**, niż z własną żoną i synem.
– Czyli twój tata to specjalista od chorób pasożytniczych? Doktor  medycyny, tak? – upewniła się Antek.
– Jaki tam z niego lekarz, co ty. Ma doktorat z parazytologii***.  Jest biologiem. Wydaje mu się, że wie wszystko na każdy temat,  ale jest biegły tylko w pasożytach. O nich akurat, naprawdę, wie  wszystko. Sam jest jednym z nich… Nie mogę dziwić się matce, że  go zostawiła, ale… – Grażyna wzruszyła ramionami. – Są siebie warci,  chore skurwysyny.  Marian i Barbara odwiedzili też Indie i Australię. Zatrzymywali  się w tym czasie w licznych hotelach. Aż do momentu, kiedy  Marian sam zapadł na chorobę pasożytniczą. Zwykłą, mało orientalną,  boreliozę. Stan jego zdrowia nie pozwalał na kontynuowanie  pracy naukowej. W związku z tym doktor stwierdził, że opracuje  zebrane do tej pory materiały i wyda je w pracy, dzięki której  otrzyma tytuł profesora. Zrobi to jednak po spełnieniu swojego  większego marzenia: założeniu hotelu.– Tak się przyzwyczaił do tych hoteli, że źle się czuł potem  w swoim warszawskim mieszkanku. Sprzedał je i kupił tanią działkę  nieopodal Jakuszyc, z jakąś ruderą pośrodku. Na zboczu góry,  gdzie nawet nie dociera żaden szlak turystyczny. A potem zaczął  brać kredyty, jeden za drugim.  Początkowo przebywającego na chorobowym doktora odwiedzało  całkiem sporo kolegów z uczelni i hotel jakoś prosperował. Dawało  to złudne poczucie niedoświadczonemu biznesowo naukowcowi,  że interes ma się świetnie. Dlatego brał kolejne kredyty, a wtedy, na  początku lat dziewięćdziesiątych było to jeszcze łatwiejsze niż teraz.  Wszyscy zakładali własne biznesy, a banki tylko czekały na moment,  aż upojeni wolnością po kilkudziesięciu latach PRL-u, lekko  niepoczytalni ludzie zaczną się gubić we własnych zobowiązaniach.  Marian postanowił zbudować na swoim zboczu góry basen.  W pewnym momencie pojawił się nawet jakiś świrnięty inwestor,  który wniósł kapitał na zbudowanie pola golfowego, ale okazało się  szybko, że miało to być pranie brudnych pieniędzy. Inwestor był  związany z warszawską mafią i policja dosyć szybko go dopadła,  a Marian został z rozkopanym zboczem góry, osuwającym się basenem  oraz wkurzonymi windykatorami. Biedni również ci ostatni.  Podjeżdżali autami na tyle, na ile się dało, ale dalej musieli wspinać  się na górę, co najmniej trzysta metrów, by potem schodzić tą  samą drogą w dół, niosąc na swoich barkach telewizor.
– Jeden z nich dostał podobno zawału po zejściu i roztrzaskał
skonfiskowaną ojcu mikrofalę. – Na twarzy Grażyny pojawił się pełen
sentymentu uśmieszek.
– Mikrofalę – powtórzyła z namysłem Antonina. – Rozumiem
zatem, że hotel nie serwuje ekskluzywnego jedzenia?
– Chyba oszalałaś. Nie dostaniesz nic poza pierogami, które
ze dwa lata leżą w zamrażalniku. Tobie to będzie pasować, ty opierdolisz wszystkie pierogi, bez względu na jakość. Co nie, Klusko?