piątek, 14 października 2016

Lily Lolo – Natural Lipstick – Moja kolekcja naturalnych szminek do ust Lily Lolo – Sześć odcieni od nudziaków, brzoskwiń poprzez róże do czerwieni (plus zbiór recenzji) :)

Królewskie miejsce, zdecydowanie na podium, wśród mojej, nie ukrywam dość pokaźnej kolekcji kosmetyków do ust, zajmują naturalne szminki, wspaniałej, brytyjskiej marki Lily Lolo, kocham je ja i moje usta, jeśli ich jeszcze nie znacie, to koniecznie poczytajcie o nich, zobaczcie, jak piękne efekty dają na ustach i dlaczego warto je mieć.
 
 
 Wszystkie kosmetyki Lily Lolo, produkowane są wyłącznie z naturalnych i mineralnych składników, nie zawierają sztucznych aromatów, parabenów, nanoczasteczek, substancji konserwujących, mają zawsze piękne składy, są to kosmetyki free cruelty, nie są testowane na zwierzętach na żadnym etapie produkcji, za co od lat cienię je i polecam z całego serducha. 
Pisałam o nich tu, tu i tu
 
 
Wszystkie szminki Lily Lolo, kupić można na Costasy, obecnie jest to trzynaście odcieni w kolorach brzoskwiniowych, nude, różach i czerwieniach, u mnie mieszka sześć z nich, każdy z nich jest piękny i jedyny w swoim rodzaju, szminki Lily Lolo bardzo często goszczą na moich ustach, uwielbiam je nie tylko za naturalny skład i piękną, miękką konsystencję, ale także za przepiękny efekt, jaki dają i zawsze mega intensywny kolor. Szminki Lily Lolo (4g), mają estetyczne, solidne i poręczne opakowania, w biało-czarnych, firmowych odcieniach, na grzbiecie widzimy nazwę koloru i wygrawerowane logo marki, szminki bez problemów otwiera się, odkręca i zamyka na klik. Kosmetyki dodatkowo zapakowano w tradycyjne dla marki kartoniki, z których zasięgnąć możemy informacji o produktach oraz poznać ich wspaniały, naturalny skład. Szminki idealnie rozprowadzają się na ustach, są mięciutkie, mają niesamowicie gładką i kremową konsystencję, ich kolory są zawsze bardzo trwałe i intensywne. 
 
 
 Szminki Lily Lolo nie wysuszają ust, zaś pielęgnują je i odżywiają skórę warg, dzięki świetnym składnikom. Zawierają tłoczony na zimno olej z nasion rącznika pospolitego, zwanym olejem rycynowym oraz wzmacniający delikatną skórę ust, olej jojoba, także dodatkowo spełniają funkcje nawilżające, wzbogacono je także o natłuszczający i wygładzający wosk pszczeli, wosk pozyskiwany z liści wilczomlecza, wosk z liści palmy kopernicji i kojącą lanolinę, które wygładzają oraz chronią usta, odnajdziemy tu także mikę, mineralny składnik, olej z nasion słonecznika, który zawiera witaminę E – witaminę młodości, ekstrakt z rozmarynu, czyli naturalny przeciwuleniacz oraz pigmenty koloru, składy szminek, naprawdę robią wrażenie, żadna drogeryjna szminka, nie dorównuje składem tym cudeńkom. Naturalny skład szminek, powoduje, iż prócz świetnego makijażu, otrzymujemy także naturalną pielęgnację, która nie podrażni bardzo wrażliwej, delikatnej i cieniutkiej skóry naszych ust.
 

Trwałość szminek, zawsze przedłużam uprzednio użytą konturówką, bardzo polecam Wam także genialne konturówki Lily Lolo (pisałam o nich tu), utrwalam je pudrem transparentnym i nakładam drugą warstwę, makijaż przygotowany w ten sposób prezentuje się nienagannie, bez uszczerbku naprawdę przed wiele godzin.
 

PEACHES – odcienie brzoskwiniowe
Z tego przedziału posiadam odcień Intense Crush. Niesamowicie intensywny, trwały kolor w odcieniach koralowej brzoskwinki, daje piękny, trójwymiarowy efekt na ustach, który można stopniować i idealne krycie. Ciepła brzoskwinia, łamana koralowymi odcieniami, u mnie obecna zawsze w torebce, cudna do każdego rodzaju makijażu i dla każdego typu karnacji. Jest tu także odcień Demure, którego jestem bardzo ciekawa.  


PINKS – odcienie różu
Tu znajdziemy szminkowe przecuda, jedne z moich ukochanych szminek ever, czyli Passion Pink i Love Affair. Passion Pink, czyli boski róż, wpadający w fuksję, ma niesamowicie trwały kolor, który można stopniować, od lekkiego różu, do głębokiej fuksji, kolor jest bardzo mocno napigmentowany, daje idealne krycie, już po pierwszej warstwie. Love Affair, pokochają także miłośniczki odcieni nude, do których pomimo miłości do czerwieni, należę i ja. Klasyczny, bardzo kremowy, uniwersalny, idealny na dosłownie każdą okazję kolor, must have. Tu intryguje mnie bardzo kolor Temptation, może Wy go znacie?


REDS – odcienie czerwieni
Czyste piękno czerwieni znalazłam w postaci French Flirt i Scarlet Red, które znajdziemy w tym przedziale kolorów, jest tu także cudownie zapowiadający się Berry Crush. Francuski flirt, jak na nazwę odcienia przystało, kusi swą przepiękną, cieplutką czerwienią, jest to kolor bardzo delikatny, nie jest to krwista, mocna czerwień, której boi się na ustach wiele kobiet, jest nieco bardzo zgaszona, oczywiście genialna do makijażu wieczorowego, ale również świetna do dziennego, pięknie komponuje się z brązami. Scarlet Red, zaś to już głęboki odcień czerwieni, lekko malinowej, który bardzo często gości na moich ustach. Daje efekt karmazynowej czerwieni, do głębokiej, maliny, czy wiśni, kolor jest bardzo mocno napigmentowany, daje idealne krycie, już po pierwszej warstwie.


NUDES – odcienie cieliste, nude
W mojej kolekcji znajduje się odcień Nude Allure, ideał nudziaka, jeśli wiecie, co oznaczają poszukiwania idealnego beżu, to poznacie tę radość, gdy pojawi się on! Klasyczny, kremowy, uniwersalny, idealny na każdą okazję beżowy, lekko karmelowy kolor, po prostu piękny. Ciekawi mnie czy odcień Rose Gold, skradłby także moje serce.

  
Znacie szminki Lily Lolo? Jaki odcień podoba Wam się najbardziej? :)


czwartek, 13 października 2016

BodyBoom - Beztroski banan – Naturalny, bananowy peeling kawowy, moje rozkoszne, domowe spa w owocowym wydaniu :)

Jesień, to absolutnie idealny czas na peelingi kawowe, taki właśnie zabieg z kawą, rozpieszcza nie tylko naszą skórę, ale i zmysły po deszczowym, zimnym dniu. Dziś więcej o słynnym BodyBoom, peelingowym chłopaku, który podbił już wiele serc, ale wciąż poszerza się grono jego fanek, do których z przyjemnością należę i ja. Ostatniej zimy, czyli prawie rok temu, poznałam limitowaną wersję tegoż kawowego peelingu w wersji cynamonowej, tym razem zapraszam na randkę z jego bananową odsłoną. 
 
 
BodyBoom, to polski, naturalny kosmetyk free cruelty, najwyższej jakości, skomponowany z wyłącznie z naturalnych składników, jest mieszanką kuszącą boską, kawowo-bananową wonią, jest to zapach, który zabiera nas w ciepłe rejony i przynosi owocowe ukojenie, jeśli kochacie zapach bananów, jak ja, na pewno trudno Wam będzie powstrzymać się od zjedzenia tego cudeńka, dajcie zaś uciechę skórze od stóp do głów. Peeling należy do solno-cukrowych, miłych zdzieraczków, idealnie złuszcza, wygładza skórę, która po jego użyciu jest miękka, nawilżona, odżywiona i ma piękny, słodki zapach bananowej kawy. 
 
 
Peelingi BodyBoom, otrzymujemy zawsze w typowej dla marki kopercie papierowej (zawierającej 200 g peelingu), bardzo dokładnie zabezpieczonej, mamy zatem zawsze pewność, iż nasz kosmetyk jest nowy, świeży i przez nikogo wcześniej nie był otwierany, dzięki strunowemu zamknięciu, szczelnie chronimy produkt, można też przesypać go sobie do innego opakowania. Kopertę zdobią grafiki w żółtych odcieniach bananowych, odnajdziemy tu także informacje o produkcie, stosowaniu, właściwościach oraz oczywiście wzorowy, naturalny skład. 
 
 
Peeling, to oczywiście przede wszystkim aromatyczna kawa, czyściutka coffea robusta, wysokiej jakości oraz sól himalajska i brązowy cukier, które pięknie złuszczają naskórek, wygładzają, pobudzają do krążenia, wyrównują koloryt i oczyszczają. Kawa, stosowana jest w kosmetyce w zasadzie od zawsze, ma wspaniałe działanie na naszą skórę, zawiera kofeinę, która rozbija tkankę tłuszczową, likwiduje cellulit, ujędrnia naskórek, dodatkowo działa przeciwstarzeniowo i odżywczo. Peeling zawiera także olej ze słodkich migdałów, mój ukochany olej makadamia, olej arganowy, puder kakaowy oraz witaminę E, będącą naturalnym konserwantem. Oleje zmiękczają dodatkowo skórę, nawilżają ją i pielęgnują. 
 
 
Wiem, ze wiele z nas, robi peelingi kawowe w domu, tu zaś mamy tak bogatą mieszankę, że nie potrzeba kompletować tylu boskich składników, tylko cieszyć się przygotowanym już najwspanialszym, naturalnym kosmetykiem, do tego z wyjątkowym, bananowym zapaszkiem, wersję tę, zakupicie w sklepie firmowym BodyBoom, gdzie kuszą także inne odsłony w tym na przykład truskawkowa, czy grejpfrutowa, o której też niebawem Wam napiszę. Do peelingu dołączona jest drewniana łyżeczka, praktyczna i świetna do aplikacji, przy jej pomocy szybko wydostaniemy nasz peeling z opakowania. Peeling ma sypką formę, po nałożeniu go na nawilżoną wodą skórę, masujemy ciało okrężnymi ruchami, można zostawić też peeling na ciele i twarzy do 10 minut, rozkoszując się i relaksując bananowym zapachem, ta wersja idealna jest bowiem do odprężającego, domowego, kawowego spa, a Wy którą odsłonę BodyBoom lubicie najbardziej?  :)
 
 

poniedziałek, 10 października 2016

Naturalny, organiczny szampon w kostce Secrets de Provence – Certyfikowany szampon do włosów bez sls o wyglądzie słodkiego donuta :)

Jestem posiadaczką bardzo długich włosów, szampon do włosów zatem, to kosmetyk, który gości u mnie często w bardzo wielu odsłonach. Szampon w kostce, francuskiej marki Secrets de Provence, okazał się niesamowitą niespodzianką i bardzo intrygującym produktem, wspaniałym kosmetykiem, łączącym w sobie unikalną aplikację, świetne działanie i dobry skład. 
 
 
Kosmetyki Secrets de Provence, to naturalne produkty, zawierające ekologiczne komponenty, nie znajdziemy tu parabenów, slsów, olejów mineralnych, kosmetyki nie są oczywiście testowane na zwierzętach i posiadają wspaniałe, restrykcyjne, cenione przeze mnie certyfikaty takie jak Ecocert i Cosmebio. Swoją przygodę z marką, rozpoczęłam od organicznego szamponu w kostce do włosów normalnych, który sprawdza się znakomicie na moich długich, mieszanych u nasady i lekko suchych na końcówkach włosach.


Szampon otrzymujemy w nietypowej formie – okrągłego donuta (85 g), jest to bardzo poręczny kształt, słodziak, nie wyskakuje mi z rąk, pocierany, niczym mydełko, doskonale wytwarza na mokrych włosach gęstą, kremową pianę, rozprowadzamy szampon na całej głowie i masujemy, po czym tradycyjnie spłukujemy głowę. Okrąglaczek mieści się w opakowaniu z przecudnymi grafikami, charakterystycznymi dla marki, na nim także odnajdziemy informacje dotyczące kosmetyku, jego właściwości, stosowania, producenta, certyfikaty oraz skład szamponu. Szampon nie zawiera sls, a łagodne składniki myjące, także nie spowoduje alergii, świetnie sprawdzi się u osób, u których szampony drogeryjne powodują podrażnienia. W składzie znajduje się roślinna gliceryna, skrobia i proteiny pszenicy, olej rycynowy, żółta glinka i masło shea.   


Składniki sprawiają, że włosy są czyste, wzmocnione i gładkie, szampon chroni je także przed czynnikami zewnętrznymi, witalizując cebulki włosa, głęboko także nawilżając skórę głowy. Szampon ma śliczny, luksusowy, prowansalski zapach, nieco kwiatowo-roślinny, mój przeznaczony jest do włosów normalnych, ale dostępna jest też wersja do włosów przetłuszczających się, z łupieżem, do włosów suchych, ale także dla dzieci.


Intrygująca forma okrągłego pączka, muszę przyznać, jest bardzo praktyczna, trzymam go na gąbeczce przy wannie, przyciąga wzrok, zajmuje mało miejsca, jest to zatem super sprawa, przy na przykład wyjazdach, podróżach, a jego wydajność naprawdę zaskakuje, taki krążek, to podobno jakby dwie butle standardowego szamponu, potrafi wystarczyć aż do 40-50 zastosowań, za mną już kilka zabiegów, a zużycie jest ledwo widoczne. Szampon nawilża skórę głowy, wygładza włosy i oczyszcza świetnie nawet po olejowaniu, obecnie olejuję włosy olejem Inca Ichni, wróciłam także do oleju kokosowego. Szampon Secrets de Provence, dostępny jest w Mydlarnia Marsylskie, gdzie kusi także mnóstwo innych kosmetyków tejże marki, ja jestem zachwycona szamponem, jego nietypowy wygląd, naturalny skład i efekty, jakie daje, spowodowały, że dołączył do moich włosowych ulubieńców, a może znacie już szampony w kostkach? Jak na Waszych włosach, sprawdzają się takie nietypowe rozwiązania? :)



piątek, 7 października 2016

Olej z nasion Baobabu i olej Inca Ichni - Etja, dwa olejowe, naturalne skarby na jesień :)

Jeśli już po tytule, zaintrygowały Was nazwy dzisiejszych bohaterów, to koniecznie musicie poczytać o nich więcej, bowiem olej z nasion Baobabu i olej Inca Ichni, to nie tylko bardzo oryginalne, unikalne i mało znane roślinne oleje naturalne, ale także wszechstronni i wielofunkcyjni cudotwórcy dla skóry naszego ciała i włosów.
 
 
Oba oleje stosuję w przeróżnych kombinacjach, zarówno bezpośrednio na skórę, jak i w mieszankach, ale także w diy, wzbogacam nimi też gotowe już kosmetyki. Oleje Etja, otrzymujemy tradycyjnie w smukłych, szklanych buteleczkach (50 ml) z praktyczną, czarną, zabezpieczoną nakładką, zawsze świetnie działającą pompką. Z etykiet możemy zasięgnąć informacji na temat produktów, ich właściwości i stosowania. Buteleczki dodatkowo zapakowano w kartoniki, które bogate są w informacje na temat olejów, firmy i jej oferty, w środku odnajdziemy także ulotkę. Są to najwyższej jakości oleje, które polecam z całego serducha, zawsze nieskazitelne i 100% naturalne. Oba oleje możecie zakupić stacjonarnie w sklepach z naturalnymi kosmetykami, ziołami czy internetowo w sklepie firmowym Etja tu i tu.


Olej z nasion Baobabu - Adansonia Digitata (Baobab) Seed Oil
 Oryginalny i wszechstronny olej, tłoczony na zimno z nasion baobabu, nierafinowany, idealnie pielęgnuje każdy rodzaj skóry, świetnie sprawdzi się przy skórze suchej, mieszanej, jak moja, tłustej, a nawet przy cerach wrażliwych, skłonnych do alergii, wyprysków, mocno przesuszonych. Nie jest bardzo tłustym olejem, szybciutko się wchłania się, także polubią go osoby, które nie lubią bardzo tłustych filmów po aplikacji, pięknie nawilża, zmiękcza i wygładza moją skórę. Olej ma żółtawy kolor, lekką konsystencję i ładny, delikatny, orzechowy zapach. Ma on właściwości łagodzące, także genialnie nadaje się, jako składnik kremów i balsamów kojących, ale także ochronnych, na jesień, czy tegoroczną zimę, bowiem, doskonale ochroni skórę przed wiatrem i mrozem.


  
Wygładza skórę, działa przeciwstarzeniowo, zrobiłam z nim krem do ciała na bazie masła shea, masła kakaowego, dodałam prócz niego, także olej ze słodkich migdałów i olejek mandarynkowy. Zaleca się go stosować w stężeniu do 90%, z innymi olejami, z którymi doskonale się miesza i współpracuje. Można dodać go też do gotowego kremu na twarz, czy ciało, ale także zadziałać nim, jako serum do włosów, działa przeciwłupieżowo, nawilża końcówki. Olej z nasion Baobabu, to świetny towarzysz masażu rozgrzewającego, a dzięki wysokiej zawartości niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych (NNKT) i witamin, jest niesamowitym kosmetykiem odżywiającym i pielęgnacyjnym, tej jesieni, musicie go poznać, ja go uwielbiam! 


Olej Inca Ichni - Plukenetia Volubilis (Sacha ichni) Seed Oil
 Tłoczony na zimno i nierafinowany olej Inca Ichni, pozyskiwany jest z bardzo charakterystycznych, przecudnych, gwiaździstych orzechów rośliny Sacha Ichni (zobaczcie je tu), która rośnie w Peru, byłam go niesamowicie ciekawa i szybko zabrałam się za obcowanie z nim, najlepiej sprawdzić przed aplikacją, czy nasza skóra go dobrze toleruje, zwłaszcza, gdy borykacie się z azs, czy łuszczycą. Tenże unikalny, boski olej doceniano już tysiące lat temu, jego bogate właściwości i charakterystyczny, przepiękny według mnie zapach sprawił, iż dołączył on także do grona moich olejowych ulubieńców. Inca Ichni ma bardzo jasną, żółtawą barwę, ultra leciutką konsystencję, pachnie naturalnie, jak świeżo zebrany groszek, nieco egotycznie.


Doskonały na skórę w stężeniu 100%, ale świetnie miesza się też z innymi olejami, ja wymieszałam go nawet z olejem z nasion kawy, zapach wówczas iście hipnotyzujący! Olej chroni skórę, wnika głęboko i nawilża, jest bardzo łagodny, zatem można go stosować, jako fazę olejową w domowych kremach diy nawet pod oczy, jak i do całej twarzy i ciała. Zawiera kwasy tłuszczowe Omega-3, Omega-6, Omega-9 i witaminy A i E, wygładza zmarszczki, zwalcza cellulit i przebarwienia, ale także napina skórę i ładnie goi. Stosuję go też przy olejowaniu włosów na całej długości, doskonale nawilży włosy po kuracjach koloryzujących, olej jest dodatkowo bardzo wydajny, pięknie wzbogaca moje cieplutkie, jesienne kąpiele, odżywiając skórę. Zrobiłam na jego bazie swoiste serum do paznokci, mieszając go jedynie z olejkami eterycznymi, zatem wybierzcie swój ulubiony zapach i tak też go koniecznie wypróbujcie. 


Który wybieracie? :)