czwartek, 12 kwietnia 2018

Moje NOWOŚCI kwietniowe – SoBio etic, Madara, Wooden Spoon, Lioele, Monotheme, Batiste, Star Wars!

Pierwsze dni kwietnia, wiosennie zaowocowały u mnie iście genialnymi nowościami! Zobaczcie, jakież to cuda pojawiły się u mnie i co niebawem zakróluje na moim blogu!


SoBio etic
Kosmetyki SoBio etic, poznałam kilka lat temu, gdy w moje ręce trafiła odżywcza maska do włosów z olejem arganowym, jak dotąd był to jedyny kosmetyk tej firmy u mnie, postanowiłam zatem poznać bliżej tę kultową markę, na blogu niebawem zakrólują boskości z serii Aqua Energie – Dynamizująco-dotleniający krem na dzień i Maska złuszczająco dotleniająca. Seria Hydra Aloe Vera, także zadebiutuje u mnie, pojawi się Hipoalergiczne kojące serum nawilżające z czystym sokiem z aloesu, moja skóra już nie może doczekać się tych kosmetyków!
Madara
Madara, to boskie, organiczne, certyfikowane przez Ecocert kosmetyki z Łotwy. Nie lada gratką u mnie, jest nowość marki - City Anti Pollution Miejski krem CC przeciw zanieczyszczeniom SPF 15 z kwasem hialuronowym w jasnym odcieniu Light beige. Wypatrujcie go na blogu, bowiem zapowiada się mega hit w tym temacie!
Wooden Spoon
Certyfikowany przez Soil Association, organiczny balsam do ust w odsłonie Rose Kiss, rozkwitł na wiosnę w mojej kosmetyczce i towarzyszy mi na każdym kroku, jestem przekonana, że moje, różane peany na jego cześć szybko pojawią się na blogu!


Lioele - Triple The Solution BB Cream SPF30 PA++ Whitening & Wrinkle Care
Stało się, po długich wyborach, testach, skusiłam się na koreański krem BB, wybór padł na Lioele Triple The Solution. Pewnie napiszę o nim więcej na blogu, bowiem od razu poszedł w ruch. Zdradzę Wam, że jestem z niego bardzo zadowolona, ładnie kryje i przy wiosennym makijażu z nim, nie ma  mowy o efekcie maski.
Monotheme – Woda toaletowa Vanilla Blossom
Na włoskie wody toaletowe Monotheme, zwróciłam już uwagę jakiś czas temu, spośród dużej gamy zapachowej, najbardziej spodobał mi się zapach Vanilla Blossom, który dostałam w pięknym prezencie. Zapach jest przepiękny, otulający, klasyczny, głęboki, może nieco słodkawy, ale nie duszący. Flakon wygląda przepięknie i wykonany jest z weneckiego szkła, buteleczka niewątpliwie przyciąga wzrok i zdobi moją półeczkę zapachów. Zapach utrzymuje się bardzo długo, jest trwały i cały czas waniliowy, nie jest to woń złożona, wody te tworzy się w oparciu o mono scent, czyli jeden typ zapachu. Bardzo ją polubiłam, zarówno na dzień, jak i na wieczór, zapach jest doskonały i nie wykluczone, że skuszę się kiedyś na inne zapachy tej marki.
Batiste – Suchy szampon - Divine dark
To już moje trzecie opakowanie tej wersji Batiste dla brunetek, jako, że mam ciemne włosy, sprawdza się świetnie, jest to kosmetyk wegański, nie testowany na zwierzętach. Fajnie odświeża włosy i nie bieli ich, nie ma tu parabenów i silikonów, lubię go i dlatego wracam.


Star Wars – Notatnik i kubeczek
Czyż nie piękne, włochate prezenty przyniósł mi zajączek? Oryginalne produkty doskonałej jakości z uniwersum Star Wars, w postaci Chewbacca Mug with Cookie Holder i Chewbacca Fur Notebook. Kubek ma miejsce na ciasteczko, można je podgrzać, a notatnik, to istne, kudłate cudo! :)
 

środa, 11 kwietnia 2018

Magiczna, mądra powieść o marzeniach - Do zobaczenia w kosmosie - Jack Cheng - Wydawnictwo YA!

O czym marzycie? Czy staracie się realizować plany i pragnienia? Książka Do zobaczenia w kosmosie, otwiera oczy, urzeka, zachwyca i przenosi w piękny świat pełen nadziei.


Premiera: 28 lutego 2018
Wydawnictwo: Wydawnictwo YA!
Tytuł oryginalny: See You In The Cosmos
Tłumaczenie: Michał Zacharzewski
Oprawa: okładka miękka
Ilość stron: 288
 

Nie będę przed Wami ukrywać i już na początku, zdradzę, że jestem zachwycona książką Do zobaczenia w kosmosie, której autorem jest Jack Cheng. Zakochałam się od pierwszego wejrzenia, przepiękna okładka, która zdobi powieść, zachwyca niebieskością, gwiazdami i intrygującą, sympatyczną grafiką chłopca z pieskiem, która doskonale ilustruje piękną fabułę. Nie przegapcie tego tytułu w księgarni, to zdecydowanie jedna z piękniejszych książek, jakie ostatnio czytałam. Jest to moje pierwsze spotkanie z autorem, Jack Cheng urodził się w Szanghaju, w Chinach, lecz wychowywał się w USA, gdzie do dziś pisze. 


Powieść Do zobaczenia w kosmosie, rozkochała mnie od pierwszej strony: Kim jesteście? Jak wyglądacie? Macie jedną głowę czy dwie? A może więcej? Alex Petroski ma jedenaście lat i mieszka w Kolorado, przy jego boku zawsze obecny jest jego ukochany, mądry piesek Carl Sagan, który imię swe zawdzięcza słynnemu naukowcowi. Carla Sagana Alex znalazł na parkingu i od razu pokochał. Chłopiec ma wielki plan, który pragnie wcielić w życie, a mianowicie, chce w kosmos, wystrzelić swojego iPoda, który pełen będzie wszelakich dźwięków i informacji na temat naszej planety Ziemi i jej mieszkańców, ludzi. Widzimy jak żyje Alex, z jego relacji poznajemy także jego otoczenie i rodzinę, Alex mieszka jedynie z chorą na schizofrenię matką, starszy brat Ronnie natomiast wyprowadził się już z domu. 


Książkę czyta się iście ekspresowo, bowiem podzielona jest na notatki głosowe, które nagrywa Alex, są to jakby króciutkie rozdziały, które niesamowicie dynamizują powieść, która krok po kroku genialnie wciąga nas w świat chłopca, stajemy się jego częścią i kibicujemy w realizacji marzeń. Książka pięknie prowadzi nas poprzez notatki głosowe Alexa, to jakby bardzo prawdziwa relacja słowami mądrego dziecka, to naprawdę piękny, literacki zabieg. By wystrzelić iPoda, Alex potrzebuje oczywiście rakiety, którą także sam także skonstruował. W notatkach do mieszkańców innych planet zwraca się cały czas osobiście, opowiada o festiwalu rakietowym, na który udaje się, by tam zrealizować swój plan. Od startu mojej rakiety dzielą mnie tylko dwa dni, więc jak najszybciej muszę nagrać dla was jakieś sensowne dźwięki z Ziemi. Na festiwalu rakietowym, poznaje mnóstwo osób o podobnych zainteresowaniach, zalogowanych, jak on na rocketforum, okazuje się, że rozumie się z nimi, tak samo dobrze, jak w internecie, ze Steve`m i Zedem rusza w podróż, dzięki której odkrywa ślady jego ojca i poznaje przyrodnią siostrę imieniem Terra.


Nie jest to jednak książka pełna jedynie tych miłych i słodkich sytuacji. Chłopiec sam tworzy swój własny, tak daleki od rzeczywistości świat swoich marzeń, planów, jest pasja, miłość do pieska, ale są też łzy i niestety gorzkie rozczarowania. Do zobaczenia w kosmosie, to książka, która żyje w czytelniku, nie mogłam się od niej oderwać. Po przeczytaniu nie da się o niej zapomnieć, jest urocza, magiczna, dająca zdecydowanie do myślenia, podkreślająca jak cenne są dla nas, ważne w naszym życiu, bliskie osoby, zwierzęta, marzenia, więzy rodzinne i prawdziwe, czyste, dziecięce intencje, które drzemią przecież całe życie w każdym z nas.

    

wtorek, 10 kwietnia 2018

Kosmetyki w mini recenzjach – Babcia Agafia, AA, P2, 7th Heaven, Catrice, Essence, Ziaja, Kallos

Dziś u mnie szybkie, mini recenzje kilku kosmetyków, które w większości kupiłam pod wpływem chwili, impulsu, gdzieś na zakupach, część z nich jest warta uwagi.


Babcia Agafia – Mydło miodowe w płynie do rąk i ciała
Baduszkowych kosmetyków, chyba nikomu nie muszę przedstawiać, to produkty bardzo łatwo obecnie dostępne stacjonarnie i często w dobrych cenach. Lubię te kosmetyki i czasem kupuję, zatem skusiłam się na mydło miodowe w płynie do rąk i ciała. Mydło zawiera sls, zatem świetnie sprawdza się u mnie na łazienkowej umywalce do codziennego mycia dłoni, ładnie oczyszcza i nie wysusza. Zawiera wyciąg z korzenia tataraku, aronii czarnej, koniczyny łąkowej, szczawiku czterolistnego, różeńca górskiego, pokrzywy, mydlnicy lekarskiej, hyzop, zimoziół północny, ostropest, rumianek, bylicę, strączyniec oskrzydlony, wyciąg z omanu wielkiego, kocanki, aralii, łyszczec, nagietka, ekstrakt z miodu, lippi i olej lniany, przyznacie, ze jak na żel, skład jest naprawdę bardzo ładny, to właśnie skłoniło mnie do jego zakupu i jestem jak najbardziej z niego zadowolona.
AA - Mineralny dezodorant Alu free bez soli aluminium
Dezodorant z kuleczką, jest chyba nowością, bowiem pierwszy raz go spotkałam w markecie, skusił mnie skład bez soli aluminium i delikatny, świeży zapach. Sprawdza się dobrze na co dzień, chroni przed nieprzyjemną wonią, nie wiem zaś jak zachowałby się przy intensywnym wysiłku fizycznym. Nie ma tu parabenów, aluminium, alkoholu, mogą go tez stosować osoby z alergią, być może skuszę się kiedyś na inną jego wersję.
P2 - Zmywacz do paznokci z gąbką Express
Uwielbiam zmywacze z gąbką, szybko i łatwo usuwam nimi lakiery do paznokci, tym razem skusiłam się na P2 i jestem zadowolona, ładnie zmywa i usuwa lakier, pazurki są czyste, a skórki w dobrym stanie.
Lakiery do paznokci Catrice ICONails i Essence the gel
Trzy moje lakiery, dwa z nich są marki Catrice, jeden Essence. Kolory Catrice, to 34 For The Berry First Time – fuksjowo-fioletowy, borówkowy, piękny oraz 46 Work Hard, Play Orange, świeża pomarańczka z neonowym wykończeniem. Oba lakiery są wegańskie i pochodzą z serii ICONails, dają genialne, żelowe wykończenie już po jednej warstwie, na pewno kupię inne kolory. Lakier Essence, w odcieniu 46 black is back, to u mnie dość częsty gość, bardzo go lubię.
7th Heaven - Chocolate Mud Masque - Maseczka czekoladowa, oczyszczająco-nawilżająca
Maseczki te lubiłam już pod marką Montagne Jeunesse i ponownie skusiła mnie ta angielska czekoladka, posiada certyfikat Leaping Bunny i oznaczenie Peta. Zawiera glinkę, masło kakaowe, masło shea, czy ekstrakt z wanilii. Na pewno wprowadza w dobry nastrój, bowiem pachnie bosko, jak prawdziwa czekoladka, ale tez ładnie oczyszcza skórę, dlatego do niej wracam.
Ziaja - Mamma Mia - Ginekologiczny płyn do higieny intymnej
W tym temacie od lat króluje Sylveco, Biolaven i Vianek, ale skusiłam się wypróbować Ziajowy płyn i nie zawiodłam się, jest delikatny, łagodzący, skuteczny, teraz mam w planach inny, ciekawy, naturalny płyn do higieny intymnej.
Kallos – Nawilżajaca maska do włosów z algami Algae
Kultowe maski gościły u mnie w wielu odsłonach, algowej jeszcze nie miałam, zatem padło na ten wybór. Są tu ekstrakty z alg, ale też oliwa z oliwek. Moje włosy dobrze reagują na te maski, są miękkie i łatwo się rozczesują po ich użyciu i choć algowa wersja pachnie dość intensywnie, również sprawdza się na plus.
Znacie któryś z tych kosmetyków? 
Jakie macie wrażenia po ich stosowaniu? :)

poniedziałek, 9 kwietnia 2018

SAVON NOIR Marokańskie czarne mydło naturalne - Beaute Marrakech – kultowy kosmetyk, właściwości i zastosowanie - Rytuał hammam

Jestem przekonana, że słyszeliście już o savon noir, to kultowy wręcz, mydlany kosmetyk, który pokochał cały świat, a jego właściwości pielęgnacyjne doceniane są już od wieków.


Prawdziwe, tradycyjne, marokańskie, naturalne savon noir, to czarne mydło roślinne, wytwarzane na bazie zmydlonego oleju oliwnego i czarnych oliwek, takie właśnie pokochała moja skóra. Oryginalne mydło marki Beaute Marrakech, zakupicie na Etnoświat, jest to wszechstronny, mega uniwersalny i piękny kosmetyk do całego ciała, zwłaszcza, jeśli fundujecie swojej skórze cenny rytuał hammam. Czarne mydło, mieszka w zakręcanym pojemniku (100 g), z którego bez problemu wydobywamy kosmetyk na rękę, po czym od razu nakładam je na rękawicę kessa. Na opakowaniu, z marokańskimi zdobieniami, znajdziemy informacje na temat kosmetyku, stosowania, i świetny skład savon noir. 


Czarne mydło ma postać mydlanej pasty, jest to ciemno-zielony odcień, po dodaniu małej ilości wody, przybiera gęstą formę masy, która czyni cuda na naszej skórze. Jest delikatne, także poleca się je także przy pielęgnacji skóry dzieci, jeśli macie wrażliwą, skłonną do podrażnień skórę atopową, alergiczną, zmagacie się z łuszczycą, trądzikiem, wypryskami i innymi niedoskonałościami, musicie je mieć w swej łazience. Ja mam cerę mieszaną w kierunku suchej, savon noir, sprawdza się u mnie znakomicie.


Przede wszystkim czarne mydło nie wysusza, jak to często zdarza się u mnie w przypadku mydeł drogeryjnych, ładnie oczyszcza i zmiękcza, zarówno ciało, jak i twarz, u mnie jest to nieodłączna część rytuału hamman, jak go wykonuję? W ciepłej kąpieli relaksuję się i rękawicą kessa z nałożonym na nią savon noir, masuję koliście calutkie ciało, takie zabieg wygładza, ujędrnia i regeneruje naskórek, dodatkowo pobudzamy krążenie. Mydło zadziała kojąco, złagodzi podrażnienia i chroni skórę. Następnie nakładam na ciało glinkę (moja ulubiona, to biała), leżę około 20 minut i spłukuję maskę, po wyjściu z wanny nacieram się olejem, tu polecam olej arganowy, ale pięknie nawilżyć się także można jakąś wysokiej jakości oliwką z oliwek, nawiązując do składu mydła. Regularne stosowanie savon noir, sprawi, ze skóra naprawdę zyska zdrowie, gładkość i jędrność, dodatkowo wyrównamy jej koloryt, odnowimy i przygotujemy na wchłanianie kolejnych kosmetyków. Marokańskie czarne mydło, to dla mnie must have, jeśli zatem jeszcze go nie znacie, koniecznie musicie szybko nadrobić! :)

  

niedziela, 8 kwietnia 2018

Współczesna proza w najlepszym wydaniu – Powieść Miłość i wojna autorstwa Lesley Lokko - Wydawnictwo Świat Książki

Wiosenne dni są coraz dłuższe, ja w wolnych chwilach oczywiście sięgam po książkę. Ostatnie dni spędziłam w świecie książki autorstwa Lesley Lokko, zatytułowanej Miłość i wojna, jesteście ciekawi tej intrygującej, współczesnej powieści? Zapraszam gorąco do mojej recenzji!


Miłość i wojna - Lesley Lokko
Premiera: 15 lutego 2018
Wydawnictwo: Świat Książki
Tytuł oryginalny: In Love and War
Tłumaczenie: Urszula Smerecka
Oprawa: okładka miękka ze skrzydełkami
Ilość stron: 416


Lesley Lokko, urodziła się w rodzinie ghańsko-szkodzkiej, wychowała się w Ghanie, jest autorką bestsellerowych powieści, takich jak Pamiętne lato, Gorzka czekolada, czy Białe kłamstewka, jej książki w naszym kraju wyszły spod skrzydeł Wydawnictwa Świat Książki, również w przypadku jej nowego dzieła, powieści Miłość i wojna, o której dziś u mnie więcej. Pomimo, iż nie miałam okazji poznać jej poprzednich książek, które biją rekordy popularności, nowość bardzo zaintrygowała mnie, zapowiadając fascynującą podróż w nieznane i dalekie rejony świata. Książka, podobnie, jak poprzednie pozycje Lokko, ozdobiona jest przepiękną, pełną nostalgii i kolorów okładką, która z pewnością zwróci Waszą uwagę w księgarni, jest bardzo kobieca i delikatna, po prostu piękna. Nie ukrywam, że liczne rekomendacje tejże książki, wzbudzały we mnie duże oczekiwania, jakie więc fale Miłość i wojna, pozostawiła we mnie?


Prolog, rozpoczyna się w listopadzie 2016 roku, gdy reporterka telewizyjna, trzydziestosześcioletnia Lexi Sturgis, poszukiwaczka gorących tematów, specjalizująca się w konfliktach zbrojnych, wyrusza ponownie w swój żywioł. Dość krótkie części i rozdziały, bardzo dynamizują powieść, sprawiając, iż czyta się ją wręcz ekspresowo. Następnie powieść szybko przenosi nas do Zambii, po czym szybko lądujemy w Kenii, książka niesie nas także do Londynu, do Afryki, czy Egiptu, słowem podróżujemy z nią po całym świecie, tam gdzie wielu bałoby się udać, to zawsze miejsca niebezpieczne, dotknięte konfliktami zbrojnymi, Lexi czuje się częścią tych zawsze pełnych sekretów i przeróżnych uwikłań sytuacji, sama jest wyzwoloną, pełną pasji, bardzo opanowaną, lecz skrytą w sobie, bystrą kobietą. 


Ktoś brutalnie wepchnął jej głowę do worka, natychmiast odcinając dopływ światła. (…) Pistolet – (…) samochód, furgonetka. Serce miała w gardle. Zabierali ją gdzieś, ale dokąd? Kim byli? I dlaczego? Gdy w Kairze zabito młodego lekarza i porwana zostaje młoda lekarka Deena Kenan, pracująca dla Lekarzy bez granic, Lexi Sturgis rusza w jej poszukiwania. Dlaczego porwano właśnie ją? Czy ma to związek z członkiem rodziny lekarki?


Ważną postacią powieści jest także przyjaciółka Lexi - Jane Elizabeth Marshall, również pracująca w telewizji. Kobiety pomimo wielu różnic między nimi, przyjaźniły się: Ich zacieśniająca się przyjaźń pod wieloma względami była niezwykła. W książce nie brakuje sytuacji, gdy widzimy Lexi w przeróżnych, czasem bardzo stresujących zdarzeniach, gdy idzie w nieznane, dociera do informacji, wciągniętą w wir pracy, gdy bawi się, kocha się z mężczyzną, ale także boi się i dużo ryzykuje, znamy jej działania, razem z nią odkrywamy otaczający, niebezpieczny i często przerażający świat na terenach, gdzie panuje wojna. Miłość i wojna, to także książka poruszająca ważne, współczesne tematy, jak konflikty zbrojne, niebezpieczeństwa czyhające wówczas na ludzi, ich tragedie, to też tytuł, który dotyka spraw kobiet, ich pozycji społecznej, wciąż jednak walki o udowadnianie, iż są tak samo wykształcone i ważne, jak mężczyźni. Najnowsza powieść Lesley Lokko, to zdecydowanie świetna i wciągająca lektura na wiosenne wieczory, czy też słoneczne dni na łonie natury, kobieca, ale jednocześnie wartka i pełna ciekawych uwikłań na tle światowych konfliktów zbrojnych, polecam Wam z całego serca!



czwartek, 5 kwietnia 2018

Różana miłość do Coslys - Woda micelarna do skóry wrażliwej – Czysta cera wiosną! Certyfikowany, naturalny kosmetyk cruelty free

Wiosna zawitała na dobre, pamiętajmy więc, by dobrze w tym czasie zadbać o cerę. Zawsze podkreślam, iż niesamowicie ważnym dla mnie, jest codzienny rytuał oczyszczania twarzy i demakijażu.


Zapraszam Was na spotkanie z boskim kosmetykiem, który moja cera 30+, mieszana w kierunku suchej, szczerze pokochała. Woda micelarna do skóry wrażliwej marki Coslys, posiada cenione przeze mnie, restrykcyjne certyfikaty Ecocert i Cosmebio, co oznacza, iż nie znajdziemy szkodliwych parabenów, olejów mineralnych, silikonów, sztucznych barwników, substancji zapachowych, a składniki pochodzą z kontrolowanych upraw ekologicznych. Oczywiście jest to kosmetyk wegański, cruelty free, nie testowany na zwierzętach na żadnym etapie produkcji, dodatkowo mamy tu cudowne oznaczenie francuskiej organizacji One Voice, która walczy o prawa zwierząt. Nie ukrywam, iż marka Coslys, znakomicie sprawdza się u mnie, zatem polecam te cudowne kosmetyki z całego serducha.


Woda micelarna, pełni u mnie funkcję oczyszczania twarzy z makijażu, ale także z wszelakich zanieczyszczeń, jednocześnie jest to kosmetyk pielęgnujący skórę. Micelek otrzymujemy w poręcznej, białej buteleczce (200 ml) ze srebrną nakrętką, wygodnie i higienicznie wydobywa się produkt na płatek, wedle potrzeby. Buteleczkę, jak i kartonik (pochodzące z recyklingu), zdobią różane grafiki, z niej także zasięgniemy informacji o składzie, właściwościach i stosowaniu kosmetyku. Woda micelarna jest po prostu piękna, zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz, nie uczula i nie podrażnia mojej skóry, jest niesamowicie delikatna. Dokładnie zmywa moje często bardzo mocne makijaże, także wodoodporne. Zawiera naprawdę wspaniałe składniki, a wśród nich znajdziemy organiczną wodę z kwiatów róży damasceńskiej i ekstrakt z niej, kojący aloes i organiczny ekstrakt z bawełny, ekstrakt z mydlnicy lekarskiej, fiołka, a delikatne składniki myjące, doskonale oczyszczają twarz i zmywają makijaż.


Dodatkowo woda micelarna Coslys, jest dla mnie tonikiem, który nawilża i tonizuje, chroniąc moją skórę. Ma przepiękny, różany zapach, który uprzyjemnia codzienne obcowanie z nią, to boska woń róży, głęboka i kwiatowa. Jest to kosmetyk idealny, zachwycający mnie zarówno składem, zapachem, efektami, ale też wizualnie, także must have każdej naturalnej maniaczki kosmetycznej! Znacie Coslys? Macie ukochany micelek? :)


wtorek, 3 kwietnia 2018

Nowość Etja – Naturalne mydła potasowe - Argan&Pomarańcza, Lawendowe, Kawa&Peeling i Tamanu&Drzewo herbaciane – Które wybrać?

Dziś przenoszę Was w cudowny świat przepięknych, świeżych, otulających i orientalnych zapachów, które skryte są w mydłach potasowych, stworzonych ze 100% naturalnych składników! 


Prawdziwe, naturalne mydła potasowe, to nowość Etja, polskiej firmy, która od lat serwuje nam genialne oleje i olejki eteryczne. W ofercie znalazły się aż cztery mydełka, które rozkochały mnie od pierwszego użycia. Mają idealny skład, zapach, konsystencję i dają wspaniałe efekty pielęgnacyjne. Mydła wytwarzane są ręcznie, tradycyjnymi metodami na bazie zmydlonego, nierafinowanego, tłoczonego na zimno oleju lnianego, jest on sercem mydeł Etja i najlepszym olejem roślinnym do tego typu kosmetyku, tłoczony z wysokiej jakości nasion lnu, to zdecydowanie jeden z najbardziej popularnych olejów na świecie, zawiera bowiem mnóstwo cudownym dla skóry właściwości, bogaty jest w kwas alfa-linolenowy, linolowy, oleinowy oraz witaminę B i witaminę młodości - witaminę E.



Mydełka potasowe mieszkają w poręcznych, białych, zakręcanych pojemnikach (80 g). Na estetycznych opakowaniach, prócz przyjemnych dla oka grafik, widzimy także informacje na temat kosmetyku, stosowania, właściwości i świetny skład mydełka. Każde z nich ma inny skład, wszystkie zaś cztery zachwyciły mnie pod względem zapachu i idealnej konsystencji. Wszystkie te mydła, w postaci jakby gęstej, mydlanej pasty, są świetnym, bardzo wszechstronnym kosmetykiem, można je używam na wielu płaszczyznach, absolutnie do całego ciała, od stóp do głów. Będą wspaniałym kosmetykiem do codziennego, nawet bardzo częstego mycia rąk, dłoni, także świetnie postawić je po prostu na umywalce, zlewie dla całej rodzinki. Każdy zadowolony będzie także w przypadku stosowania ich pod prysznicem i w wannie. Bezpieczne mydło pięknie pielęgnuje skórę całego ciała, pod prysznicem, wystarczy dosłownie maźnięcie mydełka, by rozkoszować się nim i oczyścić skórę, pod prysznicem stosuję je z rękawicą kessa. W wannie warto spędzić z nim dłuższą chwilę i wykąpać się z upiększającej mieszance olejów i olejków eterycznych. Nie ukrywam, że ja tak właśnie najczęściej je wykorzystuję.

 
Jeśli zmagacie się z twardą skórą stóp, koniecznie musicie zaopatrzyć się w mydła potasowe i zafundować im moczenie, które spowoduje, iż skóra zmięknie, będzie odżywiona i skłonna do regeneracji. Mydła potasowe, rozpuszczają się ładnie w wodzie, zatem można sobie na ich bazie, stworzyć mydło w płynie, rozpuścić i stosować wedle swoich potrzeb. Jednym z ciekawszych zastosowań naturalnych mydeł potasowych, jest ich wykorzystanie do mycia włosów. Moje bardzo długie, mieszane włosy, naprawdę fajnie reagują na taką kurację, wówczas biorę naprawdę małą ilość mydła na rękę i rozprowadzam po głowie i na całej długości włosów, następnie masuję, wytwarzając kremową, gęstą piankę. Tradycyjnie spłukuję włosy ciepłą wodą, dość dokładnie, zwłaszcza wtedy, gdy olejowałam je wcześniej. Oczywiście wszystkie cztery mydła, stosuję do mycia twarzy, to bezpieczne i naturalne kosmetyki bez konserwantów, które nie wysuszają, ładnie zmiękczają moją skórę, nawilżają i odżywiają ją, szczególnie świetnie sprawdzają się u mnie po demakijażu, by dogłębnie oczyścić cerę. Mamy do wyboru cztery mydełka, które zatem wybrać dla siebie?


Mydło potasowe Argan&Pomarańcza
Cóż mamy tu w składzie? Oczywiście duszę kosmetyku, nierafinowany, tłoczony na zimno olej lniany, wzbogacony absolutnie cudownym, organicznym olejem arganowym, bogatym w witaminę E – witaminę młodości, nazywa się go eliksirem młodości, złotem Maroka, działa on silnie regenerująco i przeciwstarzeniowo. Całość dopełnia eteryczny olejek pomarańczowy, przepięknie pachnący świeżutką, boską pomarańczką. To mydło najczęściej stosuję do mycia twarzy, szyi i dekoltu, bardzo intensywnie oczyszcza, nawilża, wygładza, ujędrnia i regeneruje naskórek. Mam cerę 30+, mieszaną w kierunku suchej i przy takiej sprawdza się znakomicie, genialnie zadziała przy cerach suchych, wrażliwych, skłonnych do zmarszczek.


Mydło potasowe Lawendowe
Mój ideał relaksujący w wannie! Mamy tu oczywiście olej lniany, ale także olej ze słodkich migdałów i naturalny olejek lawendowy. To mydełko działa kojąco i gojąco, łagodzi podrażnienia, chroni skórę. Ja używam je do mycia ciała oraz do depilacji, nie wysusza, działając ochronnie i antybakteryjnie. Ma tak wspaniałą, lekką konsystencję, że można się w nim zakochać, a zapach? Lawenda to według mnie jeden z piękniejszych zapachów świata, koi zmysły i otula przepiękną wonią! Mydełko sprawdzi się przy każdego rodzaju skórze, naprawdę ideał dla całej rodzinki.


Mydło potasowe Kawa&Peeling
Kosmetyk ten działa złuszczająco, oczyszczająco, nawilżająco, ale również ujędrnia i działa przeciwstarzeniowo, pobudza mikrokrążenie, chroni też przed działaniem czynników zewnętrznych. Zawiera oczywiście olej lniany, ale hitem jest tu organiczny olej z nasion kawy. Mydełko oczyszcza, wygładza, a zarazem odnawia skórę, jest naturalnym peelingiem z drobinkami nasion kawy, genialne do walki z grubą skórą, cellulitem, ja aplikuję je na całe ciało, szczególnie na uda i masuję, skóra momentalnie jest gładka i jędrniejsza. Kawa pobudza zapachem, jest to idealny kosmetyk dla kawoszy, ale nie tylko, zapach jest piękny i idealnie wpasowuje się w moje wonne upodobania. Mydełko można sobie wzbogacić olejkami eterycznymi, by zwiększyć działanie antycellulitowe, jest to szybki i prosty sposób, wystarczy dodać do 50 gram mydełka, 10 kropelek olejku cynamonowego, lub jak ja, dodać 5 kropelek olejku pomarańczowego, 5 cytrynowego i 5 grejpfrutowego, bomba prozdrowotna dla skóry gotowa.  


Mydło potasowe Tamanu&Drzewo herbaciane
Mydełko to posiada niesamowite właściwości pielęgnacyjne, oczyszczające, ochronne, antyseptyczne i przeciwłojotokowe. Mydełko bogate jest w cudowny olej lniany, mamy tu też organiczny olej tamanu, eteryczny olejek z drzewa herbacianego i organiczny olej jojoba gold. Jest to mydło idealne dla cery trądzikowej i dotkniętej niedoskonałościami, działa odnawiając naskórek, skłaniając go do regeneracji, skóra po aplikacji mydła, jest oczyszczona, miękka i nawilżona. W przypadku trądziku, polecam pozostawić mydło na skórze przez 2 minutki, zadziała, niczym delikatny peeling enzymatyczny, tak samo podziałajcie w przypadku łuszczycy. Mydło nie wysusza, także nie bójcie się przesuszeń, pachnie oczywiście olejkiem herbacianym, to ziołowa, woń, którą ja bardzo lubię.
Wszystkie cztery mydełka, to zdecydowanie kosmetyczny skarb, genialne pod każdym względem, jestem przekonana, że tak jak mi, skradną Wam serducha! Które wybieracie? :)