środa, 25 lutego 2015

Beauty Without Cruelty – IV Edycja - Piękno bez okrucieństwa – 05.02.2015 Relacja :)

Czwarta już edycja moich spotkań Beauty Without Cruelty, czyli Piękno bez okrucieństwa, odbyła się 5 lutego br., jak zwykle w zaprzyjaźnionej, bydgoskiej Klubokawiarni 1138. Spotkanie tym razem zainicjowało cykl spotkań w 1138, poświęcony Prawom Wszelkich Istot – o prawach ludzi i zwierząt :)
 
 
Beauty Without Cruelty, to spotkania o pielęgnacji Free Cruelty, podczas których opowiadam o kosmetykach nie testowanych na zwierzętach, ustawach dotyczących tematu, paradoksach, okrucieństwu, jakim okupione są przeróżne produkty kosmetyczne, apeluję, by być świadomym konsumentem oraz zwracać uwagę na skład i certyfikaty na kosmetykach, słowem jak dbać o pielęgnację i urodę, korzystając z osiągnięć kosmetologii i Natury, nikogo przy tym nie krzywdząc.
 

Przybyli, zawsze mogą przekonać się osobiście, jak cudowne są kosmetyki free cruelty, wąchamy więc, smarujemy, wklepujemy i zachwycamy się najlepszymi produktami :) Wielkie, ogromne podzięki dla Sylveco, Apis, Lavendic, Helfy, Blisko Natury, Etnobazar za cudowne kosmetyki i próbki, które uświetniły spotkanie, jeszcze raz bardzo, bardzo dziękuję!


Piąta edycja już przy końcu kwietnia, a tu i tu relacje 
z poprzednich Beauty Without Cruelty :)


Go Cruelty Free! :)

poniedziałek, 23 lutego 2015

Eubiona – Pianka do włosów zwiększająca objętość - Naturalna pianka do włosów z certyfikatem Ecocert :)

Wśród profesjonalnych, naturalnych produktów gotowych do układania i poskramiania włosów, moją uwagę zwróciła Pianka do włosów zwiększająca objętość firmy Eubiona. Jako, że zarówno ja, jak i mój mężczyzna, jesteśmy posiadaczami długich włosów, pianka świetnie służy nam obojgu :) Eubiona (z greckiego eubios – dobry), to niemiecka marka, której kosmetyki łączą w sobie misję przyjaźni środowiska naturalnego, natury z człowiekiem i zwierzętami, tworzone są z wyselekcjonowanych składników z upraw ekologicznych, naturalnych olejów, ekstraktów ziołowych i kwiatowych,  nie zawierają konserwantów, silikonów, pochodnych ropy naftowej, sztucznych barwników i substancji zapachowych, a większość z nich, to kosmetyki wegańskie (prócz serii miodowej np. balsamy do ust).
 
 
 Pianka posiada jeden z najbardziej wartościowych certyfikatów kosmetycznych – Ecocert – Organic Cosmetic, co w tym wypadku oznacza, że 100% składników produktu jest pochodzenia naturalnego i pochodzi z upraw ekologicznych, rośliny nie były modyfikowane genetycznie, składniki i produkt nie były testowane na zwierzętach,  opakowanie jest biodegradowalne.
 

Pianka Eubiony zawiera wyciąg z drzewa oliwnego, hydrolat mięty pieprzowej, wyciąg z owocu granatu, które głęboko odżywiają włosy, wzmacniają je, pielęgnują i nawilżają. Hydrolat miętowy działa stabilizująco, dzięki piance włosy łatwo się układają, zyskują objętość, a fryzura jest idealnie utrwalona. Można ją aplikować zarówno na mokre, jak i suche włosy, ja wolę na mokre. Nie daje efektu sztywności włosów, działa delikatnie, ale skutecznie, moje niesforne kosmyki i babyhair podlegają jej działaniu bez problemu :) Z powodzeniem można nią stylizować wszelkie wymyślne fryzury.
 
 
 Aplikuję piankę na dłoń (jest wydajna trzy, cztery pompki w moim przypadku wystarczą, a mam włosy długie do pośladków) i wciskam ją we włosy, które objęte pianką stają się bardzo plastyczne i miękkie zarazem. Kosmetyk otrzymujemy w smukłej buteleczce (150 ml) z miętową, estetyczną grafiką, na opakowaniu możemy zapoznać się z informacjami na temat właściwości produktu, certyfikatów, firmy oraz składu pianki. Pompka działa idealnie, nie zacina się, a pianka, która się z niej wydostaje na boski, naturalny zapach, to miętowa, ziołowa woń. 
 

 Pianka ma leciutką, wodnistą strukturę, w białym odcieniu, absolutnie nie klei się. Jest to moja pierwsza 100% naturalna pianka do włosów, a zakupić ją można na Lavendic :) 
 
 
Znacie inne, naturalne produkty służące do układania włosów? Eubiona ma też lakier do stylizacji, dobry naturalny lakier do włosów ma podobno niemiecka marka Lagona. 
Dajcie koniecznie znać, jakie polecacie produkty w tym temacie? :)

niedziela, 22 lutego 2015

Apis – Krem aktywnie wygładzający z brazylijskimi jagodami Acai :)

Kremy spod skrzydeł bydgoskiej firmy Apis, goszczą u mnie dość często, bowiem cenię sobie ich działanie i składniki aktywne, które zawierają. Pisałam już o fantastycznym kremie 5 warzyw, Kremie rewitalizującym oraz Kremie ochronnym SPF 30, dziś pora na kolejny świetny kosmetyk -  Krem aktywnie wygładzający z brazylijskimi jagodami Acai :)
 
 
Krem otrzymujemy w charakterystycznym dla firmy praktycznym i eleganckim słoiczku (50 ml), z białą nakrętką, który dodatkowo opakowany jest w kartonik, z którego zasięgnąć możemy informacji o firmie, produkcie, jego właściwościach, składnikach i ich działaniu. Zarówno krem, jak i kartonik, prezentują się świetnie, są zabezpieczone przed otwarciem, zatem mamy pewność, ze nasz krem jest świeży i przez nikogo wcześniej nie otwierany. Do kremu tradycyjnie otrzymujemy plastikową łopatkę, którą możemy wykorzystywać przy aplikacji kosmetyku.
 

Kosmetyk dedykowany jest cerze dojrzałej (ja już po 30stce także idealnie ;) z utratą sprężystości i elastyczności, genialnie nawilża i szybciutko się wchłania. Aplikuję go oczywiście zarówno na twarz, szyję, jak i dekolt, idealnie sprawdza się pod makijaż, na dzień, ale także genialnie odżywia skórę nocą. Bazuje on na ekologicznych ekstraktach z brazylijskich jagód Acai, dzięki temu spowalnia proces starzenia się komórek skóry i chroni je. Jagody Acai to źródło antyoksydantów, węglowodanów, minerałów, protein, witamin A, C, E, oraz z grupy B, bogate są również w kwas glutaminowy, asparaginowy, archidonowy, mirystynowy, ekstrakt ten poprawia również koloryt skory. 
 

 Krem zawiera także silnie regenerujący ekstrakt z orchidei, wzmacniający naskórek oraz kwas hialuronowy (który silnie nawilża), olej makadamia (świetny, dobroczynny olej, jeden z moich ulubieńców), olej arganowy (słynny strażnik młodej skóry) i kofeinę (poprawiającą krążenie). Krem należy do serii profesjonalnej, idealny jest do stosowania w domu po zabiegach kosmetycznych. Ma lekką, kremową konsystencję w kolorze jasnego ecru i piękny jagodowy zapach. Ładnie rozprowadza się po skórze, po jego aplikacji moja skóra jest gładka, miękka i nawilżona.
 
 
Zakupić go można w sklepie Apis :) Jego następcą został świetny krem Pose z Shiniboxa, którego recenzja już niebawem :)

Jakie kremy do twarzy obecnie stosujecie? 

sobota, 21 lutego 2015

Mój pierwszy Shinybox :)

Na blogach pojawiają się recenzje i opisy najnowszego Shinyboxa z lutego, a nawet zapowiedzi już marcowego zestawu, ja zaś, jako, że jest to mój pierwszy w życiu box, pozwolę sobie na spokojnie, opisać pudełeczko z grudnia zeszłego roku, które pod koniec stycznia wygrałam u Angel z Kosmetyki Bez Tajemnic, za co jeszcze raz ślicznie dziękuję :) Nigdy nie skusiłam się na Shinybox, ani także na Glossybox, czy PinkJoy, bałam się, że zestaw może nie spełnić moich oczekiwań i jakoś odwlekałam decyzję zamówienia któregoś z pudełek. Dzięki tej nagrodzie, przekonałam się, że jednak czasem warto zrobić sobie prezent i zamówić którąś z kolejnych edycji :)
 
 
Kosmetyki są przepięknie zapakowane w dwa kartonowe pudełka, zewnętrzne oraz świetne i solidne wewnętrzne, w czerwono-zielonych kolorach, które na pewno przyda mi się do przechowywania innych rzeczy (pomyślę nad jego przeznaczeniem). Jest to edycja świąteczna, a hasłem przewodnim pudełka było „Powiedz stop nietrafionym prezentom”, zatem grafiki, które zdobią kartonik, przywodzą na myśl grudniowe święta. Zestaw, który do mnie trafił, wzbogacony został przez Angel, produktom towarzyszyły kupony rabatowe z Organique, Pat&Rub i Pose, zawieszka na torebkę, przypinka świąteczna oraz ulotka z opisem kosmetyków zawartych w pudełku. Produkty na V (jak to trafnie Angel określiła) oraz pasta do zębów, to kosmetyki nie z mojej bajki, zostały więc skutecznie przyćmione cudownymi, pozostałymi produktami :)


Pose – Luksusowy krem pielęgnacyjny
Nie ukrywam, że najpiękniejszym hitem zestawu jest Organiczny krem Pose, na który już długi czas miałam ochotę, używam go już miesiąc i szczerze kocham, pełna recenzja tego świetnego, certyfikowanego kosmetyku (Leaping Bunny) na blogu pojawi się już na dniach. Kremy Pose nie są testowane na zwierzętach, mają fantastyczne składy, genialnie, ze znalazły się w Shinyboxach!


Organique – Cynamonowe mydło glicerynowe
Dzięki niemu całe pudełko bosko pachnie! Piękny, wciągający, ciepły zapach cynamonu, który umila korzystanie z mydełka. Kosteczka (50 g), to również trafiony produkt z pudełka, lubię Organique, a mydełko ręcznie wytwarzane ładnie zadomowiło się w mojej łazience.


APC – Zestaw cieni sypkich plus brokat
Cieni nigdy nie mam zbyt wielu, zwłaszcza, że te mają świetne odcienie i łatwo się je odkręca. Czarny cień sypki z ślicznymi drobinkami, fantastycznie sprawdzi się w makijażach wieczorowych, złoto-beżowy cień jest genialny, niesamowicie rozświetla, ja malowałam nim powieki nawet w makijażu codziennym, oba sypkie cienie mieszam z duraline, dają wówczas jeszcze bardziej intensywne efekty. Złoty brokat zapewne również przyda mi się nie raz.


Lierac – Płyn micelarny do demakijażu
Markę znałam jedynie wirtualnie, także chętnie wypróbuję na sobie moc micelka z Lierac. Fioletowa buteleczka 50 ml zawiera kosmetyk o ślicznym zapachu białego piżma i kwiatu piwonii! Płyn zawiera ekstrakty z malwy i kwiatu lnu, nawilża skórę (nie zawiera alkoholu) i dedykowany jest do każdego typu cery, niebawem, z wielką chęcią się do niego dobiorę :)


Dodatkowe prezenty od Angel :)
Badger Balm – Balsam do ust - Certyfikowany, naturalny, bezzapachowy balsam do ust o pięknym składzie, jak ukończę setne opakowanie mojej ukochanej pomadki Sylveco, otworzę ten słynny balsam. Balsam tworzą tłoczone na zimno, organiczne oleje naturalne i ekstrakty owocowe, Badger Balm posiada certyfikat Leaping Bunny, nie ma sztucznych dodatków. Kosmetyk pielęgnuje i nawilża, napiszę osobną recenzję, bo warto :)
MySecret – Maskara zwiększająca objętość rzęs o 300%
Kosmetyk spod skrzydeł polskiej firmy Pierre Rene, miałam niegdyś tusz od nich, który sprawdzał się znakomicie, mam nadzieję, że i ten przypadnie mi do gustu Ma fajne, żółte opakowanie i ciekawą szczoteczkę, świetny prezent!
Dodatkowo w pudełeczku znalazłam małe mydełko, w czerwonych odcieniach, wydaje mi się, ze również ręcznie robione, glicerynowe, o ślicznym, owocowym zapachu :)

Grudniowy Shinybox z prezentami od Angel, pełen ciekawostek i kosmetycznych hitów, sprawił mi tyle radości, ze hej :) W tegorocznych edycjach, w pudełkach znalazły się świetne kosmetyki, także myślę, że warto jednak skusić się czasem na tego typu, pudełkowe, kosmetyczne zestawy :) Zamawiacie Shiny, Glosy, czy inne boxy? :)
 

czwartek, 19 lutego 2015

Blisko Natury – Olej z pestek malin (Czysty Rubus Idaeus – Raspberry Seed Oil) :)

Oleje naturalne wszelakiej maści, to jedna z moich największych miłości w kosmetycznym świecie pielęgnacji. Na blogu bardzo często piszę o olejach, które dzięki niesamowitym, naturalnym właściwościom, są idealnym składnikiem przeróżnych kremów, balsamów, czy maseł do ciała, ale również jako samodzielny produkt, działają cuda! Mam wiele ulubieńców w olejowym świecie, serce skradł mi totalnie olejek makadamia, ale lubię także olej kokosowy, olej monoi, olej jojoba, do ukochanych olejów dołączył także Olej z pestek malin, który przybył do mnie ze świetnego, pełnego naturalnych cudów sklepu Blisko Natury :) 
 
 
Czysty Rubus Idaeus, otrzymujemy w bardzo praktycznej, smukłej, buteleczce (50 ml) z ciemnego szkła, które chroni olej przed promieniami słonecznymi. Butelka jest zabezpieczona, także mamy pewność, iż olej jest świeży i przez nikogo wcześniej nie był otwierany. Dokładna aplikacja oleju jest możliwa, dzięki obecności plastikowej nakładki, która precyzyjnie pozwala nam dozować malinowy olej, co do kropelki. Na białej, estetycznej etykiecie możemy zasięgnąć informacji na temat produktu, jego właściwościach, stosowaniu oraz dystrybucji.
 

Jest to 100% naturalny, tłoczony na zimno olej z pestek malin, który idealnie pielęgnuje absolutnie każdy rodzaj cery, świetnie sprawdzi się nawet przy cerach wrażliwych, skłonnych do alergii, wyprysków, przesuszonych, zmęczonych, moja skóra mieszana w kierunku suchej, kocha ten olej z wzajemnością. Ubóstwiam wręcz olej makadamia, ten, podobnie jak makadamia, nie pozostawia bardzo tłustej warstwy, pięknie i momentalnie się wchłania, nawilżając, zmiękczając i wygładzając moją skórę. Stosuję go w zasadzie codziennie, w przeróżnych kombinacjach, ponieważ jak większość naturalnych kosmetyków, jest to wielozadaniowy cudotwórca.
 
 
Bezpośrednio nakładam go na twarz, szyję i dekolt, na noc, doskonale ujędrnia i odżywia skórę. Dodaję go do balsamu i masła do ciała (ilość kropel dowolna), można oczywiście aplikować olej na całe ciało, dłonie, stopy, czy usta, to niesamowita bomba kojąca i odżywiająca, która zawiera dobroczynne, nienasycone kwasy tłuszczowe omega-6, ale także omega-3, które idealnie łagodzą podrażnienia. Olej bogaty jest także w witaminę E – witaminę młodości, działa regenerująco i przeciwstarzeniowo, dodatkowo działa tu kwas elagowy, silny antyoksydant. Olej z pestek malin będzie mi na pewno towarzyszył także latem, gdy słońce daje popalić naszej skórze, ponieważ posiada on niesamowitą zdolność pochłaniania promieni UV, podobnie jak SPF-28-50! Ma on przepiękny zapach! Jest to malinowo-orzechowa, głęboka, naturalna woń.  
 
 
 Oprócz bezpośredniego stosowania i mieszania go z kremami i balsamami, w celu wzbogacenia ich składu i działania, ja dodaję olej ten, do własnoręcznie skomponowanych kosmetyków, między innymi masek, glinek (z białą glinką, to jedna z moich ulubionych masek na twarz), moim hitem jest także serum stworzone z oleju z pestek malin i żelu hialuronowego (o którym pisałam tu - klik) , takie serum, to mega nawilżający i odżywiający kosmetyk, któremu nie ma równych! Oczywiście olejek świetny jest także w pielęgnacji włosów, jako dodatek do odżywek, masek, ale również bezpośrednio na skórę głowy, czy całą długość włosa, wzmacnia, uelastycznia włosy i spowalnia utratę koloru (przy włosach farbowanych). Ja stosuję go też, jako odżywkę do rzęs, brwi i paznokci. Nie muszę chyba także dodawać, że masaż z tym olejkiem (mieszam go też z innymi olejami), to domowe spa, na najwyższym, luksusowym poziomie :)
 
 
Cudownych właściwości oleju z pestek malin, jest mnóstwo, jest on totalną bombą odżywczą dla naszego, całego ciała! 
 
Owe, olejowe przecudno, dostępne jest w sklepie Blisko Natury :)
 
 
Olej z pestek malin dołączył do listy moich hitów, znacie go? :)
Jakie oleje są Waszymi naj, naj?