Pokazywanie postów oznaczonych etykietą olej z pestek malin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą olej z pestek malin. Pokaż wszystkie posty

środa, 19 czerwca 2019

NATURALNE OLEJE NA LATO - Jakie oleje stosować latem? Oleje z naturalnym filtrem SPF – Które oleje polecam szczególnie na letni czas? Właściwości i zastosowanie!

W najbliższy weekend powitamy kalendarzowe lato! W tym roku, ponownie zapowiada się ciepłe lato, bardzo słoneczne, pełne wysokich temperatur, należy zatem poprawnie zadbać o skórę, chronić ją, nawilżać i dobrze pielęgnować.


Naturalne oleje są moim ulubiony kosmetykiem od lat, to wielofunkcyjni czarodzieje, które w bardzo wszechstronny sposób możemy wykorzystać do pielęgnacji od stóp do głów. Należy pamiętać, by wybierać naturalne, czyste, tłoczone na zimno, najlepiej nierafinowane oleje. Ja jestem wierna olejom Etja, gdzie zawsze mam pewność, iż otrzymam kosmetyk najwyższej jakości. Oleje mogą posiadać naturalnie nawet ochronę do 50 SPF, zatem naprawdę warto z nich korzystać. W związku z licznymi wątpliwościami i pytaniami od Was, postanowiłam ponowić temat i pokazać Wam, jakie oleje warto stosować latem


Olej z nasion malin
Rubus Idaeus (Raspberry) Seed Oil, czyli olej z pestek malin, tłoczony jest na zimno i nierafinowany. Doskonale chroni on przed promieniami słonecznymi, ma aż 28-50 SPF. Świetnie sprawdzi się przy każdego typu cerze, także tej wrażliwej, skłonnej do alergii. To mój zdecydowany faworyt latem. Nie pozostawia bardzo tłustej warstwy, pięknie i szybko się wchłania. Bezpośrednio, jak serum, nakładam go na twarz, szyję i dekolt, dodaję także do balsamu i masła do ciała. Zawiera dobroczynne, nienasycone kwasy tłuszczowe omega-6, ale także omega-3, które idealnie łagodzą podrażnienia. Ma też witaminy A i E oraz kwas elagowy, który jest silnym antyoksydantem. Ma on przepiękny zapach, jest to malinowo-orzechowa, głęboka woń. 
Olejowe must have na lato.
Olej makadamia
Olej pozyskiwany jest z orzechów makadamia, które rosną na tzw. wiecznie zielonych drzewach, od wieków znane są jego walory odżywcze i prozdrowotne dla skóry. W kosmetyce olej wykorzystywany jest ze względu na swe działanie antyutleniające i chroniące struktury komórek naszej skóry, ale także na ochronę SPF 6. Nazywany jest „suchym olejem”, bowiem nasza skóra szybciutko go chłonie, nie pozostawia więc tłustej warstwy. Jest po prostu boski, lekki, świetnie nawilża, odżywia, wygładza, uelastycznia skórę, polecam go też przy demakijażu. 


Olej marchwiowy (macerat)
Kolejny, letni hicior, posiadający ochronę 38-40 SPF. Olej ten, ma charakterystyczny, lekko ziemisty zapach, zawiera witaminy A, B, C, E, F, minerały i cenny beta karoten. Działa nawilżająco, odżywia i odmładza skórę, dobrze koi po opalaniu, działa przeciwzapalnie, dobrze jest go stosować w mieszankach z innymi olejami, na przykład morelowym, czy migdałowym. To doskonały, naturalny samoopalacz, nadaje pięknej i delikatnej opalenizny skórze.
Olej z kiełków pszenicy
Zawiera witaminy A, D i E, kwas linolowy, olejowy, stearynowy, linolenowy, palmitynowy, ma przyjemny zapach zboża, świetny do cery suchej, mieszanej, ale także do włosów, ideał jako serum na końcówki i skórę głowy, polecam go tez stosować do olejowania paznokci. Chroni przed słońcem, ma aż 20 SPF. Jest dość tłustym olejem, pięknie wygładza, koi i zmiękcza, ja stosuję go bezpośrednio na skórę. Osoby uczulone na pszenicę, oczywiście powinny go unikać.


Olej z nasion truskawki
Fragaria Ananassa (Strawberry) Seed Oil, to tłoczony na zimno olej z nasion truskawki. Idealnie pielęgnuje każdy rodzaj cery, świetnie sprawdzi się nawet przy cerach wrażliwych, skłonnych do podrażnień, alergii, wyprysków, przesuszonych, moja skóra mieszana w kierunku suchej, kocha ten olej. Nie pozostawia on tłustej warstwy, w konsystencji blisko mu do oleju z pestek malin, pięknie wchłania się, nawilżając, zmiękczając i wygładzając skórę. Zawiera kwasy tłuszczowe omega-6, 9 ale także omega-3, które łagodzą podrażnienia. Olej bogaty jest także w witaminę F i E – witaminę młodości, działa regenerująco i przeciwstarzeniowo. Stosować go także można, jako odżywkę do rzęs i brwi.
Olej z pestek arbuza
Tłoczony jest na zimno, nierafinowany, kosmetyczny olej uzyskiwany w procesie tłoczenia pestek arbuza. Arbuzy popularne są u nas w właśnie w ciepłe miesiące, warto zatem skusić się właśnie, także na tenże ciekawy olej. Możemy go stosować jako bazę do naszych mieszanek olejowych, także z olejkami eterycznymi, ale również solo doskonale spełnia się w pielęgnacji ciała. Pięknie nawilża, jest lekki i delikatny, nie pozostawia on olejowej, ciężkiej warstwy, zaś szybko się wchłania. Polecam zmieszać go z olejkiem grejpfrutowym, czy pomarańczowym, ideał na lato. Zawiera aż do 80% niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych (NNKT), karoten, witaminę E oraz witaminy z grupy B, C i PP, dlatego olej z pestek arbuza, zdecydowanie polecam też stosować na włosy.


Prócz powyższych olejowych cudów, na lato nadają się także: 
olej avocado (4-15 SPF), olej kokosowy (2-8 SPF), 
olej ze słodkich migdałów (5 SPF), masło shea (3-6 SPF), 
olej z orzecha laskowego (6 SPF), olej konopny (6 SPF), 
olej jojoba (3-4 SPF). 
Stosujecie oleje latem? Macie swoich ulubieńców?


piątek, 20 stycznia 2017

Jeden z moich ukochanych olejów, czyli olej z pestek malin Nature Queen - Rubus Idaeus Raspberry Seed Oil :)

Olej z pestek malin, pojawiał się już kilka razy na moim blogu, jednak jako, że olej ten, należy do jednych z moich ukochanych, dziś przybliżę Wam nie tylko jego wszechstronne właściwości, ale także na jak wiele sposób można go wykorzystać w pielęgnacji całego ciała, jak i włosów.
 
 
Rubus Idaeus (Raspberry) Seed Oil, uwielbiam także za piękny, naturalny zapach i szybkie wchłanianie, kocham go zarówno latem, jak i zimą, idealnie pielęgnuje absolutnie każdy rodzaj skóry, świetnie sprawdzi się nawet przy cerach wrażliwych, skłonnych do alergii, wyprysków, przesuszonych, zmęczonych, moja skóra mieszana w kierunku suchej, kocha ten olej z wzajemnością. Czyściutki olej z nasion malin Nature Queen, możecie kupić w sklepie marki, facebook, a mieści się on w bardzo praktycznej buteleczce (30 ml) z ciemnego szkła z malinowymi grafikami, dokładna aplikacja oleju jest możliwa, dzięki obecności pompki, która precyzyjnie i higienicznie pozwala nam dozować olej.


100% naturalny olej z pestek malin, tłoczony na zimno, nie pozostawia tłustej warstwy, momentalnie się wchłania, nawilżając, zmiękczając i wygładzając moją skórę. Stosuję go w przeróżnych kombinacjach, bezpośrednio nakładam go na twarz, szyję i dekolt, na noc, jak serum, doskonale ujędrnia i odżywia skórę. Można oczywiście aplikować olej na całe ciało, dłonie, stopy, czy usta. Olej zawiera dobroczynne, nienasycone kwasy tłuszczowe omega-6, ale także omega-3, które idealnie łagodzą podrażnienia, działa także regenerująco i przeciwstarzeniowo, dodatkowo działa tu kwas elagowy, silny antyoksydant. 


Raspberry Seed Oil, to idealny towarzysz latem, ponieważ posiada on niesamowitą zdolność pochłaniania promieni UV, zawiera aż do SPF-50, ale także zimą, bowiem chroni przez mrozem i wiatrem. Ma on przepiękny, malinowo-orzechowy zapach, tworzę także z nim krem do twarzy, w którym pięknie wyczuwam tę woń maliny. Świetny jest także w pielęgnacji włosów, jako dodatek do odżywek, masek, ale również jako zabezpieczenie dla rozdwajających się końcówek, wzmacnia, wygładza i uelastycznia włosy. Ja stosuję go też, jako odżywkę do paznokci. Dodatkowo polecam Wam masaże z tym olejem, można dodać do niego ulubionego olejku eterycznego, ale zdecydowanie sam, ma taką moc, że nie jest to koniecznością. Znacie ten olej? Macie swoich, olejowych, zimowych ulubieńców? :)


piątek, 3 kwietnia 2015

Maseczka do twarzy DIY – Moja naturalna, domowa, własnoręcznie robiona maseczka do twarzy :)

Niedawno pisałam Wam o moim kremie DIY (tu - klik), który ubóstwiam i robię regularnie co jakiś czas i serum, dziś zaś zapraszam na przepisik maski do twarzy, którą wykonuję również bardzo często, gdy tylko mam wszystkie odpowiednie do tego celu składniki :)
 
 
Składa się ona z:
1 łyżki glinki białej (zakupiona w Hebe, recenzja tu)
1 łyżki glinki ghassoul (dostępna na Helfy, więcej o niej tu)
1 łyżki sproszkowanych płatków róż (zakupić można 
na Helfy, recenzja tu)
6 kropli kwasu hialuronowego 1% (również dostępna na Helfy
6 dużych kropli oleju z pestek mail (do kupienia w Blisko Natury
tu pełna recenzja)
5 kropli oliwy z oliwek (oliwę dobrej jakości kupuje w markecie)

Wszystkie te składniki bardzo dokładnie mieszam w miseczce porcelanowej, najlepiej by mieszadełko, które używamy w tym celu, było drewniane, bowiem metalowe narzędzia mogą wchodzić w reakcje z naszą maseczką (przede wszystkim dotyczy to glinek). Maskę mieszamy aż do uzyskania gęstej, jednolitej masy, papeczki, następnie nakładamy ją na twarz i trzymamy 15 - 20 minutek, najlepiej by nie doprowadzać maski do wyschnięcia, spsikując twarz co jakiś czas, gdy czujemy ściągnięcie, ja używam do tego celu wody termalnej, czasem hydrolatów, toniku, bądź po prostu wody mineralnej dobrej jakości.
 
 
Glinka biała jest bardzo delikatna, łagodzi i koi skórę, glinka ghassoul, dogłębnie oczyszcza pory, wyrównuje koloryt cery, płatki róż działają przeciwstarzeniowo i tonizują, kwas hialuronowy, to fantastyczne nawilżenie, olej z pestek malin, świetna regeneracja, a oliwa z oliwek, natłuszczenie i ochrona skóry. Żadna gotowa maska tak nie oczyszcza i nie odżywia i nie nawilża mojej twarzy, skóra po jej aplikacji jest gładka i miękka. Koniecznie zatem skomponujcie składniki, możecie oczywiście dodawać je, miksować i zamieniać, także do dzieła! :)
 

piątek, 27 marca 2015

Moja aktualna pielęgnacja twarzy – Kosmetyki, których obecnie używam :)

Uwielbiam czytać o Waszej pielęgnacji, toteż i ja postanowiłam taką swoistą trylogię o mojej pielęgnacji napisać :)
tu zaś o kosmetykach, które obecnie używam do pielęgnacji włosów.
 Dziś więc pora na ostatnią część owej pielęgnacyjnej trylogii - moją aktualną pielęgnację twarzy, która chyba, jak u większości z nas, zajmie najwięcej miejsca. Pielęgnacja twarzy jest dla mnie niesamowicie ważna, moja cera mieszana w kierunku suchej na szczęście nie jest nadmiernie problematyczna, jednakże czasem zdarzają się jej wybryki, kaprysy i fale nieposłuszeństwa, także robię wszystko, by do nich nie dopuścić i utrzymywać cały czas jej zdrowy stan. Pielęgnacja mojej twarzy, to przede wszystkim kosmetyki naturalne, o pięknych składach, na produktach do twarzy nie należy oszczędzać, to jak wyglądać będzie nasza buźka, zależy od tego, ile czasu jej poświęcimy i czy używamy do jej pielęgnacji odpowiednich dla naszej cery kosmetyków. Ważne jest oczyszczanie, złuszczanie naskórka, dobry demakijaż oraz odżywianie i przede wszystkim nawilżanie (niezależnie do typu cery, skóra zawsze potrzebuje nawilżenia), to właśnie codzienne rytuały pielęgnacyjne skutkują dobrym i zdrowym wyglądem skóry, także z przyjemnością przedstawiam Wam mój zespól kosmetyków godnych polecenia, których obecnie używam! :)
 
 
 Na dzień, pod makijaż używam kremu Pose Organics, jest to bardzo leciutki krem z pięknym, ziołowym składem (m.in. wyciąg z aloesu, lawendy i rumianku) i certyfikatem Leaping Bunny. Krem nie podrażnia, wygładza skórę i genialnie nawilża, jest ideałem pod makijaż, więcej o kremie pisałam tu. Jego następcą został równie świetny krem na dzień Natura Siberica (recenzja już niebawem), brat kremu na noc, który aplikuję już drugi miesiąc – Natura Siberica – Krem na noc do skóry suchej z serii Odżywienie i regeneracja Aralia Mandshurnica. Rosyjski kremik ma piękny skład, w który między innymi wchodzi ekstrakt z Aralii mandżurskiej, z liści brzoskwini, olej awokado, czy makadamia, krem posiada Ecocert i genialną pompkę airless, rano skóra jest miękka i odżywiona, pełna recenzja kremu tu, a zakupić go można na Skarby Syberii. Pod oczy nakładam, zarówno na dzień, jaki i na noc, fantastyczny i mega lekki Łagodzący krem pod oczy z Sylveco. Jest to już moje trzecie opakowanie tego kremu, to mój zdecydowany faworyt w tym temacie, bazuje on na wyciągu z chabra bławatka, świetlika łąkowego oraz brzozy białej, redukuje sińce pod oczami, jest bardzo delikatny, poczytajcie o nim tu, za dostępny jest tu. Usta pielęgnuje moją ukochaną pomadką peelingującą, odżywczą także z Sylveco, pieśń pochwalna na jej temat tu, uwielbiam ją, jestem jej maniaczką totalną, jest ona moim kosmetycznym hitem, brązowy cukier trzcinowy, który złuszcza skórę ust i cudne oleje, które nawilżają, natłuszczają, do tego pięknie, słodko pachnie, możecie ją zakupić tu. Codziennie również serwuję sobie domowe serum DIY, które jest mieszanką oleju z pestek malin z kwasem hialuronowym, pół na pół, zawsze świeże i cudowne dla skóry, boski olej z pestek malin dostępny jest w Blisko Natury, kwas hialuronowy zaś w sklepie Helfy
 
 
 Mimo, że zawsze lubiłam mleczka do demakjażu, ostatnio makijaż zmywam świetnym Lipowym płynem micelarnym firmy Sylveco. Jego recenzja u mnie niebawem, ma piękny, ziołowy skład, ładnie zmywa makijaż, nie podrażnia oczu i skóry, koi, oczyszcza i do tego jest bardzo delikatny. Dzięki niemu przekonałam się do micelków, można go kupić oczywiście w sklepie Sylveco tu. Jestem uzależniona od toników, tu istny tonikowy skarb – łagodzący tonik różany z Odylique, brak słów, by opisać, jak wspaniały jest ten kosmetyk, 100% natury w uroczym opakowaniu, bardzo wydajny, ochy i achy tonikowe tu, a można go zakupić w sklepie Lavendic. Twarz złuszczam wspaniałym scrubem naturalnym Green People, drobinki zmielonych pestek brzoskwini genialnie peelingują, certyfikowane cudeńko ze świetnym składem, bardzo się z nim polubiłam, cała recenzja tu, pochodzi ze sklepu Lavendic, lecz na ten moment nie jest już dostępny. Wypeelingowaną skórę otulam dwoma maseczkami, wieczorami regenerującą maską z masłem shea i olejem arganowym z Apis (recenzja tu, dostępna w sklepie), rano zaś odświeżajacą maseczką Bania Agafii (więcej tu, do zakupienia na Lavendic). Maska Apisowa jest kremowa, treściwa, genialnie nawilża, odżywia, zapobiega przesuszeniom, Bania Agafii zaś wygładza i bardzo odświeża skórę, dzięki zawartości mięty pieprzowej, idealna na poranki! :)
 
A jak wygląda Wasza pielęgnacja twarzy w te pierwsze, wiosenne dni? Macie swoich kosmetycznych faworytów? :)
 

wtorek, 24 marca 2015

Moja aktualna pielęgnacja włosów – Kosmetyki, których obecnie używam + Nakręćmy się na wiosnę :)

Niedawno pisałam o mojej aktualnej pielęgnacji ciała, dziś zapraszam Was w podróż z kosmetykami, których używam obecnie do moich kudełków :) Jak zapewne wiecie, w większości są to kosmetyki naturalne, uwielbiam także blogi włosomaniaczek, gdzie odnajduję wiele inspiracji włosowych, by jak najlepiej dbać o moje bardzo długie, dość sztywne, trudne do układania, mieszane, z trudnymi końcówkami, jednakże dość sprężyste i lśniące o przeciętnej gęstości włosy. Ważne, by do włosów stosować odpowiednio dobrane produkty, które zadziałają dobrze na całą długość włosa, ale także na skalp, skórę naszej główki. Oto kosmetyki do włosów, które obecnie stosuję :)
 
 
Od lat olejuję włosy, aktualnie końcówki, jak i skórę głowy pielęgnuję wspaniałym olejem z pestek malin, o którym pisałam tu. Olej ten, to świetna bomba witalna dla włosów, nie jest bardzo tłusty, odżywia i wzmacnia włosy, uelastycznia je, doskonale nadaje się również do włosów farbowanych, ponieważ dodatkowo spowalnia utratę koloru. Nakładam go na końcówki oraz skórę głowy i zmywam szamponem, dodaje go też do masek włosowych. Można go kupić na Blisko Natury. Uległam również manii masek Kallosa, miałam wersję tradycyjną – Keratynową z proteinami mleka i keratyny, skusiłam się tez na wersję czekoladową, intensywnie regenerującą. Obie sprawdzały się świetnie, dlatego planuję teraz zakup wersji bananowej. Maski Kallosa nakładam na mokre włosy, zostawiam na 5 minut i zmywam, włosy pięknie rozczesują się, są miękkie i nawilżone, Kallosy kupuje w Hebe. Kocham szampony Khadi, mają piękne, naturalne składy, certyfikaty i taki specyficzny urok, tu wersja wzmacniająca z Amlą, o której pisałam tu,  doskonale oczyszcza włosy i skórę, zapobiega wypadaniu, zmywa oleje, ma piękny, naturalny zapach i miło, kremowo się pieni. Szampon można zakupić w sklepie Helfy. Obecnie stosuję również indyjską odżywkę Sesa, która prawie sięgnęła denka, jest ona bardzo, bardzo wydajna, malutka ilość odżywki, potrafi zmiękczyć pięknie włosy, które po jej użyciu są lśniące i lejące, zawiera masło shea i wyciąg z truskawek, dzięki któremu ma świetny zapach, cała recenzja odżywki tu, a zakupić ją można na Helfy. Niedawno rozpoczęłam stosowanie rosyjskiej maski Bania Agafii – Siedem sił, także recenzja wkrótce. Maska stymuluje wzrost włosa, nawilża skórę głowy i ma naturalny, ziołowy skład, a można ją zakupić w sklepie Lavendic za jedyne 4,00 zł, także naprawdę warto! :)


Jestem częścią świetnej, włosowej akcji Ewy z Włosy na emigracji - Nakręćmy się na wiosnę, tu pierwsze poczynania wszystkich dziewczyn biorących udział w akcji, jestem dumna, że moje loki znalazły się wśród tak pięknych fal i burzy loków! Powyżej ja z moją kocią królową :)

A Wy czego używacie wiosną do pielęgnacji włosów? Polecacie coś szczególnie wartego uwagi? :)

 

wtorek, 17 marca 2015

Krem DIY – Mój naturalny, domowy, własnoręcznie robiony krem / balsam oraz naturalne serum DIY :)


Uwielbiam tworzyć własne kosmetyki, sprawia mi tą przeogromną radość, a moja skóra jest z tego jeszcze bardziej zadowolona. Domowe kosmetyki mają ogromną przewagę nad tymi gotowymi, robimy je dla siebie, bądź bliskich, znając dokładnie indywidualne skłonności skóry, typ cery, czy nawet upodobania odnośnie konsystencji. Domowy kosmetyk nie uczuli nas, dokładnie wiemy, co wchodzi w jego skład, to fantastyczne rozwiązanie dla osób z cerą skłonną do podrażnień, alergii, ale również przeogromna frajda i najlepsza forma naturalnej pielęgnacji, zatem zachęcam kolejny raz, by otworzyć swoje mini laboratorium i spróbować stworzyć domowy kosmetyk, tylko uwaga, to bardzo uzależnia! :)


Dziś mój ukochany ostatnio i często przygotowywany, naturalny krem do twarzy, który stosuję szczególnie na noc, ale także na dzień, w domu, gdy nie mam makijażu. Krem składa się z:

- Półtorej łyżki masła migdałowego (poprzednią wersję robiłam z masłem makadamia, było równie świetne) - recenzja tu, dostępny na Blisko Natury
-  1 łyżki nierafinowanego masła shea
- 5 dużych kropli kwasu hialuronowego - recenzja tu, dostępny na Helfy
- 6 kropli oleju z pestek malin - recenzja tu, dostępny na Blisko Natury
- 5 kropli oliwy z oliwek (oliwę dobrej jakości kupuję w markecie)
 
 Wszystkie te składniki bardzo dokładnie mieszam w miseczce porcelanowej, najlepiej by mieszadełko, które używamy w tym celu, było drewniane, bowiem narzędzia metalowe lub z tworzywa sztucznego, mogą wchodzić w reakcje z naturalnymi komponentami, oczywiście należy zadbać, by wszystkie przedmioty, służące nam podczas wykonywania kosmetyku, były bardzo czyste i jak najbardziej higieniczne. Z takiej ilości składników, uzyskuję około 25 ml kremiku, który przekładam do małego słoiczka z ciemnego szkła (chroni przed promieniami słonecznymi) i rozkoszuję się nim. Krem jest przyjemnie puszysty, niesamowicie mięciutki, ma treściwą, gęstą konsystencję, pięknie rozprowadza się pod skórze, tworząc ochronną warstwę, oczywiście taki kosmetyk nie posiada żadnych konserwantów, sztucznych dodatków, barwinków, zapachów, pachnie tym, co dodaliśmy, cudownymi, naturalnymi masełkami i olejami :)
 
 
 Stworzony krem można przechowywać w lodówce, starcza mi on na około 10 aplikacji. Nakładam go zarówno na twarz, szyję, jak i dekolt. Oczywiście składniki te w większej ilości, utworzą razem przecudowny balsam, krem, masło do całego ciała, to niesamowita, naturalna bomba odżywcza i witalna dla każdego typu skóry, szczególnie polecam go do stosowania przy skórach suchych (ja mam cerę mieszaną w kierunku suchej), potrzebujących szczególnego nawilżenia, natłuszczenia, na pewno nie uczuli, naturalne składniki gwarantują, że również skłonne do alergii i podrażnień osoby będą zadowolone z takiego kremiku. Masło migdałowe, to bogactwo protein i witamin D, E, B1, B2, B6 oraz kwasów oleinowego, palmitynowego, linolowego, stearynowego, nawilża ono, koi, łagodzi i ujędrnia naskórek, masło shea (karite), zawiera witaminy A, E i F, poprawia elastyczność skóry i regeneruje ją, kwas hialuronowy dba o elastyczność i dogłębne nawilżenie, z wiekiem w naszej skórze jest go coraz mniej, więc należy stosować kosmetyki z jego zawartością, cudowny olej z pestek malin i oliwa z oliwek, nawilżają naskórek, natłuszczają, działają przeciwstarzeniowo, wygładzają i zmiękczają, dopełniając przebogaty skład naszego kremu. Krem zrobiłam niedawno także dla mojego faceta (wiem, wiem, ma ze mną za dobrze :) ponieważ idealnie nadaje się do stosowania po goleniu – zobaczcie, jak opakowałam mój kremowy prezent :)
 
 
Oprócz kremu, polecam także stworzenie swojego domowego, naturalnego, najprostszego na świecie serum, które składa się jedynie z dwóch składników: oleju z pestek malin i kwasu hialuronowego 1%, pół, na pół, 3 krople kwasu hialuronowego, mieszam z 3 kroplami oleju z pestek mail, przygotowuję go bezpośrednio przed użyciem, zawsze świeżutkie, cudowne dla skóry!


Tworzycie własne kosmetyki? Jakie przepisy DIY polecacie? :)

 

czwartek, 19 lutego 2015

Blisko Natury – Olej z pestek malin (Czysty Rubus Idaeus – Raspberry Seed Oil) :)

Oleje naturalne wszelakiej maści, to jedna z moich największych miłości w kosmetycznym świecie pielęgnacji. Na blogu bardzo często piszę o olejach, które dzięki niesamowitym, naturalnym właściwościom, są idealnym składnikiem przeróżnych kremów, balsamów, czy maseł do ciała, ale również jako samodzielny produkt, działają cuda! Mam wiele ulubieńców w olejowym świecie, serce skradł mi totalnie olejek makadamia, ale lubię także olej kokosowy, olej monoi, olej jojoba, do ukochanych olejów dołączył także Olej z pestek malin, który przybył do mnie ze świetnego, pełnego naturalnych cudów sklepu Blisko Natury :) 
 
 
Czysty Rubus Idaeus, otrzymujemy w bardzo praktycznej, smukłej, buteleczce (50 ml) z ciemnego szkła, które chroni olej przed promieniami słonecznymi. Butelka jest zabezpieczona, także mamy pewność, iż olej jest świeży i przez nikogo wcześniej nie był otwierany. Dokładna aplikacja oleju jest możliwa, dzięki obecności plastikowej nakładki, która precyzyjnie pozwala nam dozować malinowy olej, co do kropelki. Na białej, estetycznej etykiecie możemy zasięgnąć informacji na temat produktu, jego właściwościach, stosowaniu oraz dystrybucji.
 

Jest to 100% naturalny, tłoczony na zimno olej z pestek malin, który idealnie pielęgnuje absolutnie każdy rodzaj cery, świetnie sprawdzi się nawet przy cerach wrażliwych, skłonnych do alergii, wyprysków, przesuszonych, zmęczonych, moja skóra mieszana w kierunku suchej, kocha ten olej z wzajemnością. Ubóstwiam wręcz olej makadamia, ten, podobnie jak makadamia, nie pozostawia bardzo tłustej warstwy, pięknie i momentalnie się wchłania, nawilżając, zmiękczając i wygładzając moją skórę. Stosuję go w zasadzie codziennie, w przeróżnych kombinacjach, ponieważ jak większość naturalnych kosmetyków, jest to wielozadaniowy cudotwórca.
 
 
Bezpośrednio nakładam go na twarz, szyję i dekolt, na noc, doskonale ujędrnia i odżywia skórę. Dodaję go do balsamu i masła do ciała (ilość kropel dowolna), można oczywiście aplikować olej na całe ciało, dłonie, stopy, czy usta, to niesamowita bomba kojąca i odżywiająca, która zawiera dobroczynne, nienasycone kwasy tłuszczowe omega-6, ale także omega-3, które idealnie łagodzą podrażnienia. Olej bogaty jest także w witaminę E – witaminę młodości, działa regenerująco i przeciwstarzeniowo, dodatkowo działa tu kwas elagowy, silny antyoksydant. Olej z pestek malin będzie mi na pewno towarzyszył także latem, gdy słońce daje popalić naszej skórze, ponieważ posiada on niesamowitą zdolność pochłaniania promieni UV, podobnie jak SPF-28-50! Ma on przepiękny zapach! Jest to malinowo-orzechowa, głęboka, naturalna woń.  
 
 
 Oprócz bezpośredniego stosowania i mieszania go z kremami i balsamami, w celu wzbogacenia ich składu i działania, ja dodaję olej ten, do własnoręcznie skomponowanych kosmetyków, między innymi masek, glinek (z białą glinką, to jedna z moich ulubionych masek na twarz), moim hitem jest także serum stworzone z oleju z pestek malin i żelu hialuronowego (o którym pisałam tu - klik) , takie serum, to mega nawilżający i odżywiający kosmetyk, któremu nie ma równych! Oczywiście olejek świetny jest także w pielęgnacji włosów, jako dodatek do odżywek, masek, ale również bezpośrednio na skórę głowy, czy całą długość włosa, wzmacnia, uelastycznia włosy i spowalnia utratę koloru (przy włosach farbowanych). Ja stosuję go też, jako odżywkę do rzęs, brwi i paznokci. Nie muszę chyba także dodawać, że masaż z tym olejkiem (mieszam go też z innymi olejami), to domowe spa, na najwyższym, luksusowym poziomie :)
 
 
Cudownych właściwości oleju z pestek malin, jest mnóstwo, jest on totalną bombą odżywczą dla naszego, całego ciała! 
 
Owe, olejowe przecudno, dostępne jest w sklepie Blisko Natury :)
 
 
Olej z pestek malin dołączył do listy moich hitów, znacie go? :)
Jakie oleje są Waszymi naj, naj?