wtorek, 31 marca 2015

Projekt Ślub #2 w Firmowym Gabinecie Kosmetycznym Apis – Relacja :)

W minioną sobotę, w piękny, słoneczny dzień, miałam zaszczyt uczestniczyć w drugiej już odsłonie ślubnego eventu - Projekt Ślub, który organizowany jest w Firmowym Gabinecie Kosmetycznym Apis w mojej rodzinnej Bydgoszczy. Spotkania te, to idealna okazja, by przyszłe panny młode, wraz z nadejściem wiosny, idealnie zaplanowały bajkowy i wymarzony ślub :)
 
 
Do dyspozycji przybyłych Pań, obecne były ekspertki w przeróżnych dziedzinach. Przemiła Pani z mBanku przedstawiła zagadnienie organizacji ślubu z jakże ważnej perspektywy finansowej, Pani z Cukierni Kokosanka (ten uroczy, różowiutki tort smakował wybornie), omówiła temat tortów ślubnych, Pani z salonu Herisson, opowiedziała, jak najlepiej zaplanować i dobrać ślubną fryzurę, przecudowne Panie kosmetolog z Gabinetu Apis - Ania i Asia, przybliżyły nam temat makijażu ślubnego, jak należy go dobrać, na jakie szczegóły warto zwrócić uwagę oraz niesamowicie ważnej przed ślubem pielęgnacji skóry twarzy i ciała, tak, by wyglądała ona w ten ważny dzień zdrowo i promiennie. Zaproszenia ślubne, ręcznie robione, to dzieła Pani Marty z Handicraft, która opowiedziała o swej pasji, na koniec poznałyśmy fantastyczne siostry z Ksis, których boskie buty, to istne dzieła sztuki!
 

Wszystkie ekspertki były do dyspozycji przybyłych przez kolejne godziny, w tym czasie, można było stworzyć swój własny, indywidualny kosmetyk w laboratorium Apis, oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie skorzystała z tej świetnej akcji, z pomocą kosmetolog Apis, Pani Ani, zrobiłam maskę do twarzy idealną dla mojej cery, składającą się z podstawy żelowo-kremowej, oleju migdałowego, kwasu hialuronowego, ekstraktu z mimozy oraz nasion lnu i płatków róż, mega wspaniała sprawa! Oczywiście panny młode mogły również skorzystać z indywidualnych porad w zakresie pielęgnacji, makijażu, fryzury, finansów, przymierzyć butki, czy ubrania z NifeFashion, zasmakować słodkości, wybrać tort i zaproszenia ślubne. W czasie spotkania losowano mnóstwo świetnych nagród i zaproszeń, między innymi do Multikina, szczęście uśmiechnęło się i do mnie, wylosowałam voucher do Gabinetu hurra :)
 

Spotkanie odbyło się w przeuroczym klimacie ślubnym, niesamowicie cieszę się, że mogłam tam być, było przepięknie, słodko i pachnąco! :)

poniedziałek, 30 marca 2015

Natura Siberica – Krem na dzień do skóry suchej – Odżywienie i regeneracja (Aralia Mandshurnica) :)

Dziś ponownie zapraszam Was w podróż w rejony syberyjskiej ziemi, bowiem kosmetyki marki Natura Siberica, którymi obdarował mnie świetny sklep Skarby Syberii, w postaci fantastycznego, Tonizującego żelu pod prysznic oraz braciszka dzisiejszego kosmetyku - Kremu na noc do skóry suchej, pięknie zadomowiły się w mojej łazience, moja skóra pokochała, myślę z wzajemnością także Krem na dzień do skóry suchej z tejże serii Odżywienie i regeneracja - Aralia Mandshurnica :)
 
 
Rosyjska firma Natura Siberica, stacjonująca w Moskwie, składy swoich kosmetyków opiera na bazie na bazie naturalnych, organicznych komponentów, dzikich ziół, olejów i interesujących roślin syberyjskich, marka posiada światowy i restrykcyjny certyfikat Ecocert, ICEA, produkty oraz składowe nie są oczywiście testowane na zwierzętach – free cruelty, nie zawierają parabenów, SLSów, silikonów, olejów mineralnych, nie zawierają również składników pochodzenia zwierzęcego, także są to kosmetyki wegańskie.
 

Krem na dzień do skóry suchej – Odżywienie i regeneracja (Aralia Mandshurnica), znajduje się w smukłej, eleganckiej i bardzo poręcznej buteleczce w jasnozielonych odcieniach (50 ml), z białą pompeczką typu airless, która jest zdecydowanie najlepszym rozwiązanie w przypadku tego typu kosmetyków codziennego stosowania, mamy także zawsze pewność, iż produkt zużyjemy zawsze do ostatniej kropli, pompki airless są według mnie bardzo praktyczne, wygodne i higieniczne.
 

 Buteleczka, podobnie, jak kremik nocny, zapakowana jest w estetyczny, matowy kartonik w tych samych odcieniach, z którego możemy zasięgnąć informacji o produkcie, jego właściwościach,  świetnych certyfikatach, marce oraz oczywiście poznać naturalny skład kremu, kartonik zdobi także srebrne logo firmy. Dodatkowo również do tego kremu dodano ulotkę, dzięki której szczegółowo przeczytamy o misji kosmetyków Natura Siberica, miejscach, w których pozyskiwane są komponenty, o historii ludności Syberii, kulturze i jej środowisku naturalnym.
 

Komponenty kremu, to bogactwo pięknych, naturalnych składników! Ekstrakt z Aralii Mandżurskiej, charakterystyczny dla tejże serii - Odżywienie i regeneracja, pięknie nawilża skórę, zmiękcza, działając przeciwzapalnie i tonizująco. Krem zawiera także ekstrakty z rumianku i melisy, łagodzące podrażnienia, kojące dla skóry, zapobiegające stanom zapalnym, kosmetyk wzbogacono także o filtr przeciwsłoneczny, ważny w każdym kremie dziennym – tu SPF-20. Krem zawiera również masło shea, nawilżający kwas hialuronowy, witaminę E, polipeptydy przeciwzmarszczkowe oraz ekstrakty z roślin takich jak ekstrakt z liści brzoskwini, olej lniany, proteiny pszenicy, wodę rumiankową, ekstrakt z orlika syberyjskiego, ekstrakt z wieczornika syberyjskiego oraz organiczny olej cydrowy. Wszystkie te roślinne cudeńka, które znajdziemy w kremie, zatwierdzone przez Międzynarodowe Centrum Certyfikacji Ekologicznej, przecudownie regenerują naszą skórę, moja cera, mieszana w kierunku suchej pokochała ten krem, idealnie sprawdza się pod makijaż, skóra twarzy jest świeża, nawilżona i bardzo miękka :)
 
 
Ma on lekką, kremową konsystencję w kolorze jasnego beżu, ponieważ nie zawiera sztucznych barwników, ani aromatów, pachnie składnikami w nim zawartymi, woń jest bardzo naturalna, chyba jeszcze piękniejsza niż w przypadku kremu na noc, zapach kojarzy mi się z letnią, zieloną łąką. Krem genialnie rozprowadza się i ładnie wchłania. Nocą działa jego braciszek (tu pełna recenzja), w dzień zaś pierwsze skrzypce gra właśnie on, możecie go zakupić w świetnym sklepie Skarby Syberii, gdzie znajdziecie także wielu innych, kosmetycznych kusicieli rodem z Rosji :)
 

Jaki krem stosujecie na dzień i pod makijaż? Macie swoich ulubieńców? :)

piątek, 27 marca 2015

Moja aktualna pielęgnacja twarzy – Kosmetyki, których obecnie używam :)

Uwielbiam czytać o Waszej pielęgnacji, toteż i ja postanowiłam taką swoistą trylogię o mojej pielęgnacji napisać :)
tu zaś o kosmetykach, które obecnie używam do pielęgnacji włosów.
 Dziś więc pora na ostatnią część owej pielęgnacyjnej trylogii - moją aktualną pielęgnację twarzy, która chyba, jak u większości z nas, zajmie najwięcej miejsca. Pielęgnacja twarzy jest dla mnie niesamowicie ważna, moja cera mieszana w kierunku suchej na szczęście nie jest nadmiernie problematyczna, jednakże czasem zdarzają się jej wybryki, kaprysy i fale nieposłuszeństwa, także robię wszystko, by do nich nie dopuścić i utrzymywać cały czas jej zdrowy stan. Pielęgnacja mojej twarzy, to przede wszystkim kosmetyki naturalne, o pięknych składach, na produktach do twarzy nie należy oszczędzać, to jak wyglądać będzie nasza buźka, zależy od tego, ile czasu jej poświęcimy i czy używamy do jej pielęgnacji odpowiednich dla naszej cery kosmetyków. Ważne jest oczyszczanie, złuszczanie naskórka, dobry demakijaż oraz odżywianie i przede wszystkim nawilżanie (niezależnie do typu cery, skóra zawsze potrzebuje nawilżenia), to właśnie codzienne rytuały pielęgnacyjne skutkują dobrym i zdrowym wyglądem skóry, także z przyjemnością przedstawiam Wam mój zespól kosmetyków godnych polecenia, których obecnie używam! :)
 
 
 Na dzień, pod makijaż używam kremu Pose Organics, jest to bardzo leciutki krem z pięknym, ziołowym składem (m.in. wyciąg z aloesu, lawendy i rumianku) i certyfikatem Leaping Bunny. Krem nie podrażnia, wygładza skórę i genialnie nawilża, jest ideałem pod makijaż, więcej o kremie pisałam tu. Jego następcą został równie świetny krem na dzień Natura Siberica (recenzja już niebawem), brat kremu na noc, który aplikuję już drugi miesiąc – Natura Siberica – Krem na noc do skóry suchej z serii Odżywienie i regeneracja Aralia Mandshurnica. Rosyjski kremik ma piękny skład, w który między innymi wchodzi ekstrakt z Aralii mandżurskiej, z liści brzoskwini, olej awokado, czy makadamia, krem posiada Ecocert i genialną pompkę airless, rano skóra jest miękka i odżywiona, pełna recenzja kremu tu, a zakupić go można na Skarby Syberii. Pod oczy nakładam, zarówno na dzień, jaki i na noc, fantastyczny i mega lekki Łagodzący krem pod oczy z Sylveco. Jest to już moje trzecie opakowanie tego kremu, to mój zdecydowany faworyt w tym temacie, bazuje on na wyciągu z chabra bławatka, świetlika łąkowego oraz brzozy białej, redukuje sińce pod oczami, jest bardzo delikatny, poczytajcie o nim tu, za dostępny jest tu. Usta pielęgnuje moją ukochaną pomadką peelingującą, odżywczą także z Sylveco, pieśń pochwalna na jej temat tu, uwielbiam ją, jestem jej maniaczką totalną, jest ona moim kosmetycznym hitem, brązowy cukier trzcinowy, który złuszcza skórę ust i cudne oleje, które nawilżają, natłuszczają, do tego pięknie, słodko pachnie, możecie ją zakupić tu. Codziennie również serwuję sobie domowe serum DIY, które jest mieszanką oleju z pestek malin z kwasem hialuronowym, pół na pół, zawsze świeże i cudowne dla skóry, boski olej z pestek malin dostępny jest w Blisko Natury, kwas hialuronowy zaś w sklepie Helfy
 
 
 Mimo, że zawsze lubiłam mleczka do demakjażu, ostatnio makijaż zmywam świetnym Lipowym płynem micelarnym firmy Sylveco. Jego recenzja u mnie niebawem, ma piękny, ziołowy skład, ładnie zmywa makijaż, nie podrażnia oczu i skóry, koi, oczyszcza i do tego jest bardzo delikatny. Dzięki niemu przekonałam się do micelków, można go kupić oczywiście w sklepie Sylveco tu. Jestem uzależniona od toników, tu istny tonikowy skarb – łagodzący tonik różany z Odylique, brak słów, by opisać, jak wspaniały jest ten kosmetyk, 100% natury w uroczym opakowaniu, bardzo wydajny, ochy i achy tonikowe tu, a można go zakupić w sklepie Lavendic. Twarz złuszczam wspaniałym scrubem naturalnym Green People, drobinki zmielonych pestek brzoskwini genialnie peelingują, certyfikowane cudeńko ze świetnym składem, bardzo się z nim polubiłam, cała recenzja tu, pochodzi ze sklepu Lavendic, lecz na ten moment nie jest już dostępny. Wypeelingowaną skórę otulam dwoma maseczkami, wieczorami regenerującą maską z masłem shea i olejem arganowym z Apis (recenzja tu, dostępna w sklepie), rano zaś odświeżajacą maseczką Bania Agafii (więcej tu, do zakupienia na Lavendic). Maska Apisowa jest kremowa, treściwa, genialnie nawilża, odżywia, zapobiega przesuszeniom, Bania Agafii zaś wygładza i bardzo odświeża skórę, dzięki zawartości mięty pieprzowej, idealna na poranki! :)
 
A jak wygląda Wasza pielęgnacja twarzy w te pierwsze, wiosenne dni? Macie swoich kosmetycznych faworytów? :)
 

czwartek, 26 marca 2015

Blisko Natury – Masło Kombo (Pycnanthus Angolensis Seed Butter) – 100% naturalne masło z orzechów drzewa Kombo :)

Kocham naturalne masła do ciała, pisałam już o dwóch masłach, którymi obdarował mnie świetny sklep Blisko Natury, migdałowym oraz makadamia, oba, okazały się prawdziwymi, naturalnymi perełkami, dziś więc pora na trzecie masło, jednocześnie najbardziej egzotyczne i najmniej popularne z całej trójki - Masło Kombo :)


 Czysty surowiec kosmetyczny Pycnanthus Angolensis, otrzymuje się z orzechów drzewa Kombo, dziko rosnących w Ghanie (Zachodnia Afryka), drzewo zwane jest Muszkatołowcem Afrykańskim, rośnie nawet do 100 metrów, a jego owocem są właśnie orzechy Kombo, pokryte bardzo twarda skorupą, dzięki tłoczeniu na zimno, otrzymuje się z nich czyste masło.


Masło Kombo jest rzadko spotykanym, oryginalnym masłem, zawierającym mnóstwo dobroczynnych właściwości dla naszej skóry. Zawiera unikalny kwas kombowy, który jest bardzo silnym antyoksydantem, który działa przeciwstarzeniowo, zwalczając wolne rodniki, także dla skóry z oznakami starzenia, to ideał. Kombo jest bogate także w inne nasycone i nienasycone kwasy tłuszczowe: stearynowy, palmitynowy, mirystynowy, oleinowy, linolowy, palmityno-oleinowy oraz mirystyno-oleinowy. Taka kompozycja kwasów, działa przeciwzapalnie, przeciwgrzybicznie, przeciwświądowo, antyseptycznie i przeciwalergicznie, skutecznie koi, łagodzi, to idealne masło dla osób borykających się z chorobami skóry, takimi jak łuszczyca, atopowe zapalenie skóry, trądzik, czy egzema, bowiem dogłębnie wspomaga odnowę skóry, regenerację, uelastycznia ją i przynosi ulgę nawet skórze bardzo suchej i popękanej, przyspieszając gojenie. Masło Kombo używane jest tez przy masażach po wysiłku fizycznym, ponieważ wspomaga krążenie krwi, rozgrzewa i relaksuje mięśnie, ale także jako uwaga – naturalny bronzer, bowiem, dzięki swej ciemno-brązowej barwie, nadaje skórze lekko czekoladowy odcień, dlatego też nie poleca się go do stosowania przy skórze twarzy, masło używam jedynie do pielęgnacji ciała i włosów.


Masełko z Blisko Natury, otrzymujemy w białym, zamykanym, praktycznym opakowaniu (moje ma 50 g, ale można zakupić także 20 g) z tworzywa, z którego dowiadujemy się o kosmetyku, jego właściwościach, pojemności i dystrybucji, opakowanie zabezpieczone jest przed uprzednim otwarciem. Ma ono bardzo treściwą, gęstą, grudkowatą konsystencję w kolorze brązowym, która w kontakcie z ciepłem skóry, staje się bardzo miękka. Ja używam go do masażu i pielęgnacji skóry stóp i całych nóg, mieszam je z masłem migdałowym, uzyskuję taką oto konsystencję, to idealny kompres np. po depilacji. 
  

Masło Kombo będzie też interesująca maską do włosów brązowych i czarnych (może bowiem barwić blond piękności), na końcówkach trzymam je 15 minut, następnie tradycyjnie zmywam szamponem.


Masło Kombo, to oryginalny i jeszcze nadal niepopularny surowiec i składnik kosmetyków, tym bardziej zachęcam, by się z nim poznać, można je kupić oczywiście w sklepie Blisko Natury, który jest cudowną kopalnią mnóstwa naturalnych produktów :)


Znacie Masło Kombo? Jakie egzotyczne i mało spotykane surowce kosmetyczne polecacie? Jestem bardzo ciekawa! :)



środa, 25 marca 2015

Green People – Owocowy scrub do twarzy (mandarynka, bergamotka, prawoślaz) :)

Kocham peelingi do twarzy i ciała, bardzo lubię zarówno te enzymatyczne, jak i mechaniczne, skruby. Owocowy scrub do twarzy, świetnej, angielskiej firmy Green People, wpadł mi w oko w sklepie Lavendic, więc bez chwili wahania skusiłam się, bowiem na dodatek był w fantastycznej promocji (zachęcam do zaglądania na promocje w sklepie, można złapać bardzo fajne okazje :)
 
 
Green People, to marka stworzona w 1997 roku, przez Charlotte Vohtz, której córka Sandra, choruje na atopowe zapalenie skóry i liczne alergie, chcąc więc zapewnić jej dobrą, naturalną pielęgnację i poprawę stanu skóry, stworzyła markę, której kosmetyki bazują na 100% naturalnych, organicznych składnikach, nie zawierają żadnych substancji drażniących, SLSów, parabenów, alkoholu, sztucznych substancji zapachowych i barwników, olejów mineralnych, są to produkty wegańskie, nie zawierające żadnych substancji odzwierzęcych, nie są oczywiście testowane na zwierzętach. Produkty Green People posiadają liczne certyfikaty: bardzo restrykcyjny, światowy EcoCert, Vegan Society, Soil Association, FairTrade, co oznacza, iż mamy do czynienia z prawdziwym kosmetycznym skarbem, powstałym w zgodzie z Naturą i człowiekiem.  
 

Owocowy scrub do twarzy, otrzymujemy w smukłej, praktycznej, białej buteleczce z niebieskim logo (50 ml), z pompką typu airless, którą uwielbiam (higieniczne i bardzo praktyczne stosowanie, poza tym mamy pewność, ze kosmetyk zużyjemy do samego końca), zamykamy buteleczkę na ochronną nakładkę. Scrub zapakowano dodatkowo w kartonik, na którym odnaleźć możemy informacje na temat produktu, jego właściwościach, firmie, jej misji, zapoznać się z certyfikatami i oczywiście pięknym składem kosmetyku.
 
 
Skład skrubu jest świetny, bogaty w wyciąg z organicznego prawoślazu lekarskiego, który łagodzi, koi skórę, działa przeciwzapalnie, chroni i zmiękcza, mandarynka, która odżywia cerę, rozjaśnia, wygładza, bergamotka, stymuluje krążenie i detoksykuje naskórek, za złuszczanie odpowiadają malutkie drobinki zmielonych pestek brzoskwini, które genialnie oczyszczają i wyrównują koloryt naszej buźki. Scrub zawiera także inne roślinne składniki: oliwę z oliwek, olej ze słonecznika, z wyciąg z pestek moreli, masło shea, aloes, olej jojoba, olejek lawendowy, cytrynowy. 
 

Przy takim bogatym, naturalnym składzie możemy być pewni, że scrub nie uczuli i nie podrażni, dedykowany jest do każdego typ cery, ja mam mieszaną w kierunku suchej, idealnie oczyszcza i nawilża jednocześnie, nie mam uczucia ściągnięcia, oleje dodatkowo pielęgnują skórę, jednakże scrub nie pozostawia suchej warstwy, moja skóra po jego zastosowaniu, jest jędrna i miękka, gotowa na przyjęcie np. maski do twarzy lub dalszej pielęgnacji codziennej (tonik, krem, makijaż).
 
 
 Scrub pięknie pachnie, to roślinna, bardzo naturalna woń, orzechowo-owocowa, umilająca obcowanie z kosmetykiem. Ma on treściwą konsystencję z kolorze jasnego beżu, z malutkimi drobinkami pestek brzoskwiniowych. Stosuję go już dwa miesiące i niebawem osiągnie denko, bardzo żałuję zatem, że kosmetyki  Green People, nie będą już dostępne w sklepie (dystrybutor wycofał się ze sprzedaży marki), ale mam jednak nadzieję, że powrócą, bowiem jestem bardzo ciekawa innych kosmetyków tej angielskiej, naturalnej firmy z tak świetną misją :)
 
 
 
Znacie Green People? Macie swoje ukochane scruby
 / peelingi do twarzy? :)