czwartek, 20 listopada 2014

Beauty Without Cruelty II & III - Piękno bez okrucieństwa - Relacja ze spotkań :)

Jako, że planuję powoli kolejne, czwarte już spotkanie z cyklu Beauty Without Cruelty (relacja z pierwszej edycji tu - klik :), toteż postanowiłam zrelacjonować Wam i pokazać, jak było na organizowanych przeze mnie spotkaniach w nieuchronnie mijającym już roku :)
 
 
Druga edycja Beauty Without Cruelty, odbyła się 12 kwietnia (moje wystąpienie było wówczas częścią Bydgoskiego Tygodnia Weganizmu), trzecia zaś 15 maja (podczas Dnia Wegetarianizmu, które współorganizowała Fundacja Viva! oraz Otwarte Klatki), oba wydarzenia odbyły się w Klubokawiarni 1138 w Bydgoszczy. Podczas spotkań tych, mówię o kosmetykach naturalnych, ekologicznych, nie testowanych na zwierzętach, organicznych, mineralnych, wegańskich i naszych rodzimych, polskich, prowadząc jednocześnie dyskusję, zachęcając zebranych do świadomych zakupów w temacie kosmetycznym :)
 

 Ukazuję przybyłym, jak okrutnym cierpieniem zwierząt, mogą okupione być produkty firm, marek, które często nawet nieświadomie, wspieramy, używając i płacąc za nie, zwracam uwagę na certyfikaty, oznaczenia, które widnieją na kosmetykach, a także na ich składy, pokazując jak możemy korzystać z Natury i osiągnięć kosmetologii, nikogo nie krzywdząc. Czwartą edycję, rozszerzę także o kosmetyki kolorowe (m.in. bydgoska marka Deni Carte oraz produkty do makijażu z Helfy.pl). Wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy jakich kosmetyków na co dzień używa, nie znają wielu faktów, o których zawsze przy okazji spotkań mówię, jest dużo zaskoczeń, a co dla mnie najważniejsze, wiele łazienek i kosmetyczek po tychże spotkaniach ulega diametralnej zmianie :)
 
 
Przybyli zawsze mają okazję osobiście poznać się z dobrymi kosmetykami i w tym miejscu pragnę ponownie podziękować firmom Sylveco, Apis, Lavendic, Helfy, Biokram za cudowne produkty i próbki, które uświetniły minione spotkania i zachęciły wraz ze mną, kolejne osoby do używania i kupna kosmetyków świadomie - bardzo dziękuję :)
 
 
Be Free Cruelty :)

środa, 19 listopada 2014

Deni Carte – Sztuczne rzęsy – kępki :)

Sztuczne rzęsy, są produktem, który gwarantuje nam efektowne wykończenie makijażu oczu, nadając im wyrazistości, większej głębi, powiększając jednocześnie oko :) Nie sięgam regularnie po sztuczne rzęsy w makijażu codziennym, jednak, gdy chcę osiągnąć bardziej efekt bardziej spektakularny, gdzie długie i gęste rzęsy będą grały pierwsze skrzypce, sztuczne rzęsy są wówczas niezastąpione, aplikuję je również przy okazji wykonywania makijaży do sesji zdjęciowych, na planach filmów czy teledysków. W fantastycznej paczuszce od bydgoskiej marki Deni Carte, przybyły do mnie Sztuczne rzęsy w kępkach – podwójna objętość SML, które umożliwiają upiększenie oka w każdej jego partii, tak prezentują się na moich oczach :)
 
 
 Chyba tylko mała cześć z nas, zadowolona jest ze swoich rzęs, stosujemy odżywki, dbamy jak tylko możemy o nasze rzęsiska, bo wiadomo, iż one właśnie oprócz funkcji ochronnej oka, dodają mu wyrazu i głębi. Poprawnie zaaplikowane sztuczne rzęsy, potrafią o 180 stopni zmienić nasze spojrzenie. Rzęsy kępki Deni Carte, umieszczone są w przezroczysto-czarnym, praktycznym, zamykanym pudełeczku, które dodatkowo zapakowano w folię ochronną. Do rzęs dołączony jest oczywiście klej
 

Czarne kępki umieszczone są w pudełeczku, w trzech rzędach od góry – short, medium i long, co pozwala na naturalne stopniowanie kępek na oku. W każdej z długości mamy po 20 kępek (każda zawiera 24 rzęsy). Aplikowanie kępek, jest wbrew pozorom bardzo łatwą sprawą, szybko można nauczyć się sprawnie nimi posługiwać, do czego oczywiście zachęcam. Ja zawsze docinam sztuczne rzęsy, gdy stosuję całe rzęsy, czy też kępki, by wyglądały bardziej naturalnie, przygotowuję sobie wszystkie kępki i klej, by w czasie nakładania nie było żadnych niespodzianek.
 
 
 Do nakładania używam czystej pęsetki, oko jest już pomalowane. Zaczynamy od zewnętrznego kącika, nakładając najdłuższe kępki long, by wymodelować fantastycznie kształt naszego oka. Bardzo leciutko końcówkę kępki maczam w kleju (klej jest biały, szybko schnie, tworząc lekko lepką konsystencję, trzeba uważać, by nie stosować go zbyt dużo) i delikatnie przyklejam przy linii naturalnych rzęs, trzymając około 30 sekund. 
 
 
 Ilość przyklejonych kępek, zależy od nas, kępki dają na oku bardziej naturalne efekty, teatralne spojrzenie zaś uzyskać można zdecydowanie, przyklejając całe sztuczne rzęsy. Można używać rzęs wielokrotnie, lecz koniecznie należy dbać o ich higienę, przede wszystkim dokładnie oczyszczać z kleju. Założone kępki możemy razem z naturalnymi rzęsami dodatkowo wytuszować, by spoić je w jedną całość, dodatkowo eyelinerem pociągnąć można na linii rzęs kreseczkę.
 
 
Kępki Deni Carte możecie kupić tu – klik :) 

Co sądzicie o sztucznych rzęsach, często aplikujecie je na oczach? Lubicie kępki, czy całe rzęsy? :)

poniedziałek, 17 listopada 2014

PUPA – Zestawy do manicure Nail Art Mania – Crazy Crystals i Bubbles :)

W minione lato, moja spora przyznam, kolekcja lakierów i innych akcesoriów do paznokci, powiększyła się o dwa ciekawe, nieco zwariowane zestawy do manicure, włoskiej firmy Pupa: Crazy Crystals – numer 001, mieniące się mikrokryształki w kolorze głębokiego błękitu oraz Bubbles – numer 007 (jak James Bond :) kawiorowe, jasno-fioletowe perełki, oba zestawy pochodzą z serii Nail Art Mania, którą marka wciąż poszerza o nowe, interesujące duety do paznokci :)
 
 
Oba zestawy opakowane są w kwadratowe kartoniki, z których możemy dowiedzieć się, jak prawidłowo korzystać z ich zawartości, na opakowaniu podany jest również skład (produkty bez parabenów) i inne informacje o firmie. Każdy z zestawów, zawiera bazowy lakier do paznokci w kolorze, typu long lasting (buteleczki 5 ml, fiolet PO42, niebieski PO66) oraz odpowiedni do zestawu dodatek. W przypadku Bubbles, są to perełki, kawiorowe w odcieniu ślicznego, jasnego fioletu, nieco lawendowego, w Crazy Crystalis, są to mikrokryształki, niebieskie, lśniące drobinki, w kolorze głębokiego błękitu, wpadającego lekko w turkus, do tegoż zestawu, dodano również praktyczny pędzelek, którym możemy usunąć nadmiar pyłku. 
 

Aplikacja tych produktów, jest naprawdę prosta :) Malujemy najpierw paznokcie lakierem (jedną warstwę), czekamy, aż lakier podeschnie, następnie malujemy drugą warstwę i aplikujemy perełki, bądź drobinki. Mikrokryształki  Crazy Crystalis, są umieszczone w opakowaniu z dziurkami, typu solniczka, także po prostu posypujemy każdy paznokieć, by drobinki pokryły całą płytkę, nadmiar usuwamy pędzelkiem, a pozostałości wsypujemy powrotem do słoiczka. Troszkę inaczej sprawa ma się z bąbelkami, które mieszczą się w normalnej, lakierowej buteleczce (lepiej chyba sprawdziłby się tu, jakiś dłuższy aplikator, bo perełki szybko się wysypują), także ja najpierw wysypuję je na oddzielny talerzyk i dopiero tam zaczynam działać, posypując paznokcie, następnie dociskając kuleczki palcem. W ramach ugruntowania manicure, maluję je bezbarwnym top-coatem, by bąbelki dłużej trzymały się na paznokciach :)
 

Przyznam się Wam, iż częściej korzystałam z samych lakierów, ponieważ ich jakość i trwałość, jest naprawdę spektakularna, pomalowane lakierem Pupy paznokcie prezentowały się pięknie nawet przez tydzień, cały czas genialny kolor nie tracił mocy, nie ścierał się. Moje zestawy, zostały kupione w Hebe, ale myślę, że nie będzie  problemu, by się w nie zaopatrzyć w innych miejscach, gdzie dostępne są kosmetyki Pupa :)
 
 
Zestawy Nail Art Mania Pupy, są doskonałym i ciekawym urozmaiceniem, dla osób, które lubią poeksperymentować z manicure, pobawić się nim i choć nie jest to rozwiązanie na co dzień, bo sama korzystam z nich okazjonalnie, jest to pewien kosmetyczny gadżet, na który w ramach wariactwa, które drzemie, w każdym z nas, można sobie czasem pozwolić :)


środa, 5 listopada 2014

Hesh – Maseczka z płatków róży od Helfy.pl :)

Sklep Helfy, to niesamowita kopalnia absolutnie cudownych, naturalnych i orientalnych kosmetyków, w ostatniej paczuszce, która przybyła do mnie od Helfy, znalazła się dzisiejsza super-bohaterka Maseczka z płatków róży indyjskiej firmy Hesh :)
 
 
 Hesh, to marka, która powstała w 1978 roku i od tamtej pory produkuje naturalne kosmetyki ziołowe, które bazują na Ajuwerdyjskich recepturach (więcej tu – klik), w oparciu jedynie o roślinne składniki. Firma troszczy się o środowisko, jest członkiem wielu wspaniałych instytucji, takich jak ADMA (Ayurvedic Drug Manufacturers Association), CHEMEXCIL, IACCI, AISSCMA, BWC (Piękno Bez Okrucieństwa). Obcowanie z tak fantastycznym produktem, to ogromna przyjemność :)
 

Maseczka umieszczona jest w zabezpieczonej folii (100g), która opakowana jest w urokliwy, różowy kartonik,  z którego dowiadujemy się o kosmetyku, jego stosowaniu, firmie i oznaczeniach. Śliczna kobieca twarz oczywiście z różą, identyfikuje nas z produktem, a oznaczenie z króliczkiem informuje, iż maseczka nie była oczywiście testowana na zwierzętach. Jest to produkt w 100% naturalny, skład maseczki to jedynie sproszkowane płatki róży! Maseczkę przesypałam sobie z woreczka do oddzielnego pudełka, bo służyć będzie mi jeszcze zapewne długo. Już sam różany proszek, pachnie niesamowicie, lecz doznania aromatyczne wzmagają się zdecydowanie, gdy maseczkę nałożymy na twarz. Sproszkowane róże, wykorzystywano w kosmetyce od zarania dziejów, można je stosować zarówno w pielęgnacji twarzy, jak i całego ciała. Maska doskonale nawilża, regeneruje skórę, perfekcyjnie wygładza, nadaje się do każdego typu cery, idealna jest do cery suchej, dojrzałej i wrażliwej. Moja cera mieszana w kierunku suchej była po tej masce jak nowonarodzona, odżywiona i miękka. Płatki róży, to bogactwo olejków lotnych, tłuszczy, flawonoidów, witaminy C, kwasów organicznych, związków cukrowych.
 

 Aby użyć dobrze tego cudu natury, należy wymieszać proszek z małą ilością wody, by uzyskać rzadką papeczkę :) Można oczywiście zadziałać tu z wodą różaną, przeróżnymi hydrolatami, żeby wzmocnić efekt tonizujący, można użyć też dobrej jakości wody mineralnej, niektórzy mieszają różany proszek także z mlekiem. Taką maseczkową papkę nakładamy na twarz lub ciało i odpoczywamy w ogrodzie pełnym wonnych róż 20 minut, następnie zmywam maskę letnią wodą - efekt jest natychmiastowy, zdrowa, gładka odżywiona skóra :)
 
 
Maska ma też właściwości peelingujące, jest doskonałym składnikiem masek z glinkami na przykład. Różanego proszku można też dodawać do gotowych już maseczek, by wzbogacić ich skład, różane cudo, można również dosypać do kąpieli lub stosować także na włosy zmieszanym z mlekiem kokosowym. Genialny, naturalny, wielozadaniowy kosmetyk, jestem nią absolutnie zachwycona i jestem pewna, że zaopatrzę się w kolejne opakowanie!  
 
 
Maska jest jednym z moich ostatnich hiciorów!
Możecie ją kupić na Helfy.pl tu – klik :)
 
 
Lubicie naturalne maseczki? Znacie ten różany cud? :)