sobota, 20 października 2018

Nowość Sylveco - DUETUS – Tonik do twarzy z ekstraktem z ziela pięciornika i maseczka do twarzy z węglem aktywnym – Kosmetyki unisex dla dwojga!

Znacie już Duetus
Nowa marka Sylveco, zdecydowanie skradła moje serce!


Dziś u mnie debiutuje marka Duetus, Sylveco zaskoczyło mnie niedawno trzema, nowymi markami, wśród nich znalazły się właśnie te uniwersalne kosmetyki unisex dla dwojga. Pokochałam je od pierwszego wejrzenia i mam nadzieję, że zawojują one wiele kosmetycznych serc, zarówno płci żeńskiej, jak i męskiej. Są to naturalne, nie testowane na zwierzętach cudeńka, bardzo wszechstronne, antysmogowe, ochronne i osadzone w duchu minimalizmu o pięknej, estetycznej szacie graficznej. Idealne dla mieszczuchów, ale też dla osób ceniących po prostu naturalne, proste i dobre składy. Każdy znajdzie tu coś dla siebie, produkty te, to ciekawe receptury oparte o właściwości regulująco-detoksykujące, w składach występuje węgiel aktywny, olej z konopi, olej z czarnuszki, ekstrakt ze skrzypu polnego, kwasy AHA, BHA, PHA. Są to kosmetyki wegańskie, naturalne, pełne naturalnych olejków eterycznych, nie ma tu sztucznych barwników, czy aromatów. Moją przygodę z marką rozpoczyna tonik do twarzy z ekstraktem z ziela pięciornika i maseczka do twarzy z olejem z konopi i węglem aktywnym.


Tonik Duetus, stał się mym hitem. Bankowo będę do niego wracać, bo naprawdę zachwycił mnie, swą wydajnością, składem, efektami, ale też delikatnym zapaszkiem. Otrzymujemy go w czarnej, eleganckiej buteleczce (150 ml), z białą nakrętką zamykaną na klik, dzięki czemu łatwo aplikuję tonik na płatek. Butelka zdobi moją łazienkę, na uwagę bowiem zasługują ciekawe grafiki zdobiące całą markę. Opakowania wyglądają naprawdę pięknie i minimalistycznie, na butelce znajdziemy także informacje na temat produktu i skład. W jego skład, wchodzi ekstrakt z ziela pięciornika gęsiego, panthenol, kwas mlekowy, betaina kokamidopropylowa, czy olejek bergamotkowy, dający ładną, świeżą woń. Jest to bezpieczny i naturalny kosmetyk, ja stosuję go nie tylko do oczyszczania twarzy, ale także szyi i dekoltu, nie uczuli i nie podrażni nawet bardzo wrażliwej skóry. Jest dedykowany cerze mieszanej z niedoskonałościami, przy mojej mieszanej, w kierunku suchej, sprawdza się znakomicie, skóra po jego aplikacji jest doskonale odżywiona, złagodzona, miękka i czyściutka. Polecam go z całego serca.


Zdradzę Wam, że marzę, by ta maseczka była w większych opakowaniach, bo po użyciu saszetki, mam ochotę na więcej. Polecam ją na jesień, maseczka pięknie odżywia skórę, regeneruje, działa oczyszczająco, nawilżająco i przeciwstarzeniowo. Otrzymujemy ją w saszetce 10 ml, w czarno-zielonych odcieniach, na której zajdziemy skład i informacje. Maseczka Duetus, zawiera olej z pestek winogron, glinkę białą, olej konopny, węgiel aktywny, skwalan, witaminę E, ekstrakt z lukrecji gładkiej, kwas salicylowy, czy olejek tymiankowy. Składniki działają na skórę, pięknie ją wygładzają, oczyszczają, ujędrniają i silnie nawilżają. Efekty widać po jednym zabiegu z maską, z jedną saszetką. Maseczka jest ideałem dla cery mieszanej z niedoskonałościami, nie uczula mnie i działa łagodnie. Maska ma glinkową konsystencję w czarnym kolorze, ładnie rozprowadza się po skórze. Ja pozostawiłam ją na 10 minut na skórze, po czym zmyłam letnią wodą, skóra jest od razu pięknie oczyszczona i gładka. Ma też dobrą cenę, także, podobnie, jak tonik, będzie u mnie częstym gościem. Znacie już Duetus? :)


piątek, 19 października 2018

5 Piątka - Erica Spindler - Edipresse Książki – Świetny kryminalny thriller paranormalny z serii Strażnicy Światła – Trwa odliczanie…

Dziś, piątkowo, przybijam Wam piątkę! Dosłownie rzecz ujmując, bowiem zapraszam na recenzję 5 Piątki!


5 Piątka - Erica Spindler
Tytuł oryginalny: Fallen Five
Seria: Strażnicy Światła Tom 3
Premiera: 5 września 2018
Wydawnictwo: Edipresse Książki
Tłumaczenie: Jacek Żuławnik
Oprawa: miękka
Ilość stron: 288



5 Piątka, to świetny, bardzo oryginalny, kryminalny thriller paranormalny, którego autorką jest bardzo popularna i poczytna Erica Spindler. Ta amerykańska, pisarka, wpisana została na listę bestsellerowych autorów New York Timesa, urodziła się w 1957 roku, jej książki są bestsellerami na całym świecie, jest to bardzo płodna autorka, jeśli nie mieliście okazji poznać jej twórczości, koniecznie musicie nadrobić. Ja, jako jej zdeklarowana miłośniczka, niedawno czytałam jej doskonałą powieść kryminalną Tamta dziewczyna, dziś pora na nową, kolejną już część cyku The Lightkeepers, czyli Strażnicy Światła. Piątka 5 jest trzecim tomem tejże serii, za nami jest już siódemka i szóstka. Tym razem na okładce widnieje wielka liczba pięć, w zielonym kolorze, jeśli jesteście ciekawi dlaczego, sięgnijcie po ową serię, która opowiada o Strażnikach Światła, których nieliczni przedstawiciele, starożytnej rasy, zesłanej niegdyś na Ziemię, walczą tu z siłami zła, zagrażającymi całej ludzkości.
 

 
Książkę chłonie się z niesamowitą przyjemnością, jeśli, tak, jak ja jesteście miłośnikami także tego typu literatury, Piątkę przeczytacie w ekspresowym tempie. Detektyw Micki Dee Dare, jest funkcjonariuszką policji w Nowym Orleanie, wraz z partnerem Zachem Harrisem, prowadzi dochodzenie dotyczące śmierci Sary Stevens, oboje podejrzewają Gerarda, jej partnera. Tymczasem Micki ma wrażenie, iż widzi Hanka, zmarłego już jej mentora i przyjaciela, wkrótce dociera do niej list od niego, czego może być to znak? Policjantka i Zach, dostają zaś nowe, pilne zlecenie śledztwa, z dwudziestego piętra apartamentowca, skacze deweloper Thomas King, który ponosi śmierć na miejscu. Dowiadujemy się, iż zarówno Micki, jak i Zach, są Strażnikami Światła, Zach zaś jest Pół Blaskiem, Strażnikiem Światła, członkiem starożytnej rasy, wysłanej na Ziemię do walki z siłami ciemności. Ten intrygujący duet, dokładnie bada sprawę domniemanego samobójstwa Kinga. Dzieją się rzeczy niewyjaśnione, paranormalne, Zach ma wizje, czuje energię, nadprzyrodzone zaś zdolności, wykorzystuje w pracy. Jaką rolę gra żona denata – przybierająca czarne oczy Natalie King, psychiatra Rene Blackwood, która zabiła także Hanka? Fabuła Piątki mknie, jak szalona, jestem przekonana, że tak, jak ja nie będzie mogli oderwać się od lektury. Jest to zdecydowanie książka dla miłośników thrillerów paranormalnych, w serii Spindler, zakochają się na pewno osoby lubiące klimat znany z serialu Z Archiwum X, ale powieść spodoba się też fanom kryminałów i sensacji. Świetna wciągająca, nieco jakby filmowa fabuła, nietypowi bohaterowie i jedyny w swym rodzaju klimat, spowodowały, iż polecam Wam bardzo Piątkę na jesienne wieczory i nieprzespane noce z książką! 

        

czwartek, 18 października 2018

Demakijaż naturalnie z nową marką Sylveco – Rosadia – Olejek oraz mleczko do demakijażu – Naturalne kosmetyki z różą!

Po całym dniu, zmywając makijaż, bardzo lubię stosować kosmetyki, które nie tylko doskonale oczyszczą skórę, ale także zafundują jej solidną dawkę naturalnych składników aktywnych.


Moja ulubiona, polska firma, produkująca naturalne kosmetyki - Sylveco, poszerzyła swój asortyment o nowe marki, przy Aloesowe i Duetus, pojawiła się różana Rosaria, są to naturalne kosmetyki z różą, które zawierają różę bułgarską, inaczej damasceńską, dziką różę oraz drzewko różane. Sercem tychże produktów jest olejek z róży damasceńskiej, który pozyskiwany jest przez destylację kwiatów róży, prosto z Bułgarii. Kosmetyki działają przeciwstarzeniowo, łagodząco, odżywczo, nawilżająco, wzmacniająco. Marka skradnie serca maniakom różanym, do których i ja należę, ale polecam ją też osobom ze skórą naczynkową, dojrzałą, suchą i wrażliwą. 


Moim ulubiony mleczkiem, było długi czas arnikowe mleczko oczyszczające Sylveco, ale przyznam Wam, że znalazło godnego następcę, mleczko Rosaria pokochałam bowiem ja i moja cera, myślę, że będę mu wierna. Oczywiście jest to kosmetyk nie testowany na zwierzętach, zawierający mnogość ciekawych składników. Mamy tu olej słonecznikowy, olej rycynowy, olej z dzikiej róży, olej z pestek winogron, witaminę E, olejek eteryczny z drzewa różanego, czy olejek lawendowy. Wiem, iż większość z Was, makijaż woli zmywać płynami micelarnymi, bądź płynami dwufazowymi, ja zaś od zawsze mam u siebie mleczko, prócz olejków, to mój ulubiony kosmetyk do demakijażu. Taki rytuał, połączenia olejku z mleczkiem, zawsze pozwala mi dokładnie oczyścić twarz, nawet przy mocniejszych makijażach, które nie ukrywam dość często sobie wykonuję. Mleczko sprawdzi się przy cerze normalnej, suchej, wrażliwej i delikatnej, skłonnej do zmarszczek, podrażnień i alergii, idealnie sprawdza się przy mojej skórze mieszanej w kierunku suchej. Mleczko mieszka w poręcznej, białej buteleczce (150 ml) z czarną, zamykaną pompką, bardzo wygodnie i higienicznie wydobywa się produkt na płatek. Buteleczka ozdobiona jest typowymi dla marki, uroczymi, różowymi zdobieniami, z niej także dowiadujemy się o składzie mleczka i właściwościach. Mleczko jest bardzo delikatne, nie odczuwam żadnego pieczenia nawet w okolicach oczu, dokładnie zmywa makijaż, także ten wodoodporny i wszelkie inne zanieczyszczenia. Ma mleczną, miękką konsystencję i niesamowicie przyjemny, lawendowo-różany zapach. Uwielbiam zmywać nim makijaż, zdecydowanie dołączyło do moich mlecznych ulubieńców.


Olejek do demakijażu, pojawiał się u mnie w odsłonie różowej serii Vianka, pokuszę się o stwierdzenie, iż olejek Rosaria, przebił go w mojej osobistej hierarchii olejów do demakijażu, jest doskonały. W jego składzie nie odnajdziemy żadnych niepotrzebnych dodatków, parabenów, silikonów, sztucznych barwników, substancji zapachowych. Olejek to mieszanka cudownych, naturalnych olejów, które razem, to ideał oczyszczający i pielęgnujący dla skóry. Mieści się w takiej samej buteleczce, co mleczko, dozownik – praktyczna, pompka, ułatwia aplikację na dłonie. Olejek wydobywamy bez problemu, nie ma obawy przed wylaniem się produktu, aplikujemy do dokładnie tyle ile potrzebujemy, po czym bezpiecznie zamykamy. W jego skład wchodzą wspaniałe oleje: olej słonecznikowy, olej z pestek winogron, olej rycynowy, olejek eteryczny z drzewa różanego, olejek geraniowy, olejek lawendowy, które łagodzą, koją, oczyszczają, chronią także skórę i doskonale zmiękczają ją, działają przeciwstarzeniowo. Kosmetyk świetnie usuwa makijaż, nakładam go ciepłymi dłońmi na całą twarz, masuję, rozpuszczając makijaż, następnie wycieram płatkiem nasączonym ciepłą wodą. Sprawdzi się on cerze wrażliwej, naczynkowej i delikatnej, skóra po oczyszczaniu przecudownie pachnie, jest gładka, czysta, odżywiona, miękka i miła w dotyku. Oba kosmetyki Rosaria, skradły moje serce, znacie je?


poniedziałek, 15 października 2018

Sylveco - Naturalny antyperspirant z kulką - Naturalny dezodorant bez soli aluminium i alkoholu w dwóch odsłonach – Ziołowy i kwiatowy!

Czekałam na moment, gdy moja ulubiona firma, produkująca naturalne kosmetyki, wypuści na rynek, swoje antyperspiranty, oto one!


Naturalny dezodorant, antyperspirant, nie jest już obecnie na rynku kosmetycznym, czymś niezwykłym, jednak, gdy polskie, ukochane przeze mnie od lat Sylveco, oddało w nasze ręce tenże kosmetyk, od razu pragnęłam go wypróbować. Na blogu pisałam już niegdyś o hicie, jakim był dla mnie ałun, kryształ, pełniący od wieków rolę naturalnej ochrony, lecz duecik dezodorantów Sylveco, przebił go zdecydowanie. Naturalne dezodoranty w kulce, zarówno ziołowy, jak i kwiatowy, zachwyciły mnie składem i działaniem, to naturalne kosmetyki, świetnej jakości, zawierające ciekawe komponenty, nie znajdziemy tu parabenów, soli aluminium, alkoholu, olejów mineralnych, czy sztucznych aromatów, kosmetyki te nie są oczywiście testowane na zwierzętach. 


Oba dezodoranty, doskonale chronią skórę, tworząc na niej ochronną, lekką powłoczkę, która przeciwdziała rozwojowi bakterii, potowi i przykremu zapachowi, przy czym nie zapycha skórnych porów. Ziołowa wersja, będzie lepsza dla bardziej aktywnych osób, zawiera ekstrakt z kory dębu, olej słonecznikowy, skrobię ryżową, skwalan, panthenol, alantoinę, witaminę E, olejek cytrynowy, olejek z werbeny egzotycznej, olejek miętowy, olejek z drzewa herbacianego, czy olejek z szałwii muszkatołowej. Po jego aplikacji, możemy czuć się świeżo, daje bowiem ziołowo-miętowy zapach. Kwiatową odsłonę dezodorantu, używam na co dzień, tu mamy piękną woń kwiatową, nieco egzotyczną, będąca połączeniem olejku cytrynowego, olejku pomarańczowego i geraniowego, w składzie jest też olej ze słodkich migdałów, skrobia ryżowa, skwalan, panthenol, ekstrakt z szałwii lekarskiej, alantoina i witamina E. Dużym atutem obu dezodorantów, jest ich mega wydajność, nie zostawiają śladów nawet na czarnych ubraniach, nie plamią, nie podrażniają mojej skóry, nawet po depilacji. Oba mieszczą się w solidnym, białym opakowaniu z kolorową kulką, ziołowy z zieloną, kwiatowy zaś z różową, która nie zacina się i działa bez problemu. Bardzo łatwo się nimi operuje, są poręczne i praktyczne. Dezodoranty Sylveco uwielbiam za naturalny, delikatny zapach i doskonałą ochronę, musicie je wypróbować, jeśli jeszcze ich nie znacie!

 

Moje wrażenia z platformą Legimi – Ostatnio przeczytane – Religie dawnych Słowian, Opowieść podręcznej, Twoja krew nie kłamie, Onkolodzy. Walka na śmierć i życie, Macierzyństwo bez lukru 2

Czy jesień nastraja Was, by częściej sięgnąć po książkę? Dziś mam dla Was kolejną porcję książek przeczytanych na Legimi. Jak sprawdziła się u mnie ta platforma, pełna najlepszych ebooków i audiobooków?


Legimi, to naprawdę ciekawa platforma czytelnicza, skupiająca przeogromną ilość książek w postaci ebooków i audiobooków. Korzystałam z niej na moim tablecie przez trzy miesiące. To ogromna, wirtualna księgarnia, mamy tu ponad 25 tysięcy tytułów, zawsze znajdziecie tu nowości książkowe i obecne bestsellery. Aby móc korzystać Legimi, koniecznie jest założenie tam konta, po czym wybieracie dowolny pakiet, uzależniony od Waszych preferencji czytelniczych, prócz tego, oczywiście należy w urządzeniu zainstalować aplikację Legimi. Można wówczas sięgać po książki na swoją wirtualną półkę i czytać, bądź słuchać. Kończąc mój pakiet, przejrzałam te oto książki.


Religie dawnych Słowian - Dariusz Andrzej Sikorski
Od zawsze interesuję się kulturą Słowian, a mimo to, książka ta, odsłoniła przede mną nowe, ciekawe informacje. Autor niesamowicie wciąga czytelnika w świat Słowian, zgłębia ich wierzenia, mówi o miejscach kultu, przytacza poglądy innych badaczy. Porusza też problem kontrowersji, faktów, jak badania nad religią Słowian zmieniały się, naprawdę polecam bardzo!
Opowieść podręcznej - Margaret Atwood
Oglądałam oba sezony serialu, który powstał na podstawie książki, jeśli jeszcze go nie widzieliście, koniecznie musicie nadrobić. Genialna metafora świata, w którym panuje reżim i dominacja. Podręczna pokazuje nam zepsuty świat, w którym ona sama przeznaczona jest tylko do rodzenia dzieci. Niesamowita fabuła, bestseller światowy, wspaniała autorka Margaret Atwood!
Twoja krew nie kłamie - Sabine Linek
Ciekawa książka o tym, jak wiele mówi o nas nasza krew, jak ważne jest, by badać ją. Krew daje nam obraz stany naszego zdrowia, potrafi pokazać, czy coś złego dzieje się w naszym ciele. Książka niesamowicie ciekaw i pełna rzetelnej wiedzy.
Onkolodzy. Walka na śmierć i życie -  Tomasz Marzec, Joanna Kryńska
Słowa lekarzy onkologów, prawdziwe, pełne mądrości, czasem smutku. Jak każdy lekarz, onkolog czuje powołanie, ale także dużą presję, by ratować każde życie. W czasach, gdy coraz więcej osób dopada ta okrutna choroba, warto przeczytać tę książkę. 
Macierzyństwo bez lukru 2 – Praca zbiorowa
Pełna świetnego humoru książka, która jest zbiorem słów matek – blogerek. Historie z życia wzięte, świat – kontra matka, mnóstwo śmiechu, ale też gorzkiej prawdy o codzienności każdej mamy.

 

sobota, 13 października 2018

Nowość - Wybacz mi - Cykl Bieszczadzka Rapsodia. Część 1 - Karolina Klimkiewicz - Wydawnictwo Szara Godzina – Przepiękna powieść na jesień!

Wiem, że nie tylko ja kocham jesień za wspaniałe premiery książkowe, które lecą w ręce czytelników, niczym piękne, kolorowe liście z drzew.


Wybacz mi - Karolina Klimkiewicz
Cykl: Bieszczadzka Rapsodia - Część 1
Premiera: 18 września 2018
Wydawnictwo: Szara Godzina
Oprawa: okładka miękka
Ilość stron: 288


Książka zatytułowana Wybacz mi, której autorką jest polska pisarka Karolina Klimkiewicz, to piękna powieść, idealna na jesienny czas. Ujmująca i życiowa fabuła, interesujący, złożeni bohaterowie i sceneria polskich gór, spowodowały, iż książkę pochłonęłam z nieukrywaną i wielką przyjemnością, nie mogąc oderwać się od lektury. Jest to mój pierwszy raz z autorką, choć Karolina Klimkiewicz, ma już za sobą debiut w postaci książki Jeśli tylko…, Wybacz mi, zaś, to tytuł otwierający ciekawy cykl Bieszczadzka Rapsodia, którego zawsze z niecierpliwością, będę wypatrywać. Książka z przepiękną okładką, na pewno nie umknie Waszym oczom na półkach księgarni, szukajcie jej w nowościach. Piękne, jakby malowane, lekkie i eteryczne twarze młodej kobiety, matki oraz ślicznej dziewczynki, splecione razem z tłem bieszczadzkim, idealnie oddają ciekawą fabułę tejże powieści. 


Emilia Grzegorzewska, jako niespełna dwuletnia dziewczynka, została porzucona przez matkę. W dniu swych, dwudziestych piątych urodzin, dostaje od niej list ze słowami Czekam na Ciebie, bez wahania i głębszych namysłów, dziewczyna postanawia jechać do Pensjonatu Odskocznia w Bieszczadach, by spotkać się z matką, przede wszystkim po to, by odnaleźć prawdę, poznać tę kobietę, dowiedzieć się, kim jest i dlaczego jej przy mnie nie ma. Dojeżdża do Tarnawy Wyżnej, gdzie obok, znajduje się pensjonat, nie ma tu zasięgu telefonicznego, a dzikość prawdziwej, bieszczadzkiej natury, jest na wyciągnięcie ręki. Emilię zachwyca zarówno piękny, górki pensjonat, jak i las, kwiaty, zwierzęta, śpiew ptaków, którego tak bardzo brakuje w miastach. Poznaje Olę Markov, jej syna - przystojnego Dymitra, właściciela domu Jakuba, jego syna Sebastiana i innych mieszkańców, którzy wspaniale i ciepło, goszczą Emilię na miejscu, lecz ta nie może doczekać się jedynie spotkania z matką. Tu rozpoczyna się ciąg zaskakujących sytuacji, okazuje się, iż nie ma w życiu rzeczy oczywistych. Wokół matki zebrało się wiele tajemnic, my, jako czytelnicy, mocno wciągając się w fabułę, krok po kroku, stajemy się jej częścią, zgłębiamy je wraz z główną bohaterką. Poznajemy coraz bardziej historię matki Matyldy, powoli rozumiejąc jej decyzje, nie brakuje tu też miłości. Najpiękniejsze Bieszczady, ukrywają wiele sekretów, owe tajemnice Emilia pragnie odkryć. Niesamowitego smaku powieści, dodaje fakt umieszczenia fabuły w Bieszczadach, kocham te rejony i myślę, że każdy, kto choć raz tam zawitał, dokładnie wie, jaki klimat mam na myśli. Wybacz mi, to istny ideał na książkowe, jesienne wieczory, przepiękna lektura, poruszająca cenne dla każdego z nas tematy i wartości, must have na czytelniczą, tegoroczną jesień!



piątek, 12 października 2018

VIANEK – Trzy kremy z czerwonej serii – Kremy do twarzy na dzień do cery suchej i tłustej z ekstraktem z koniczyny czerwonej oraz krem pod oczy z ekstraktem z miłorzębu japońskiego i kofeiną!

Jeśli szukacie na jesień naturalnego kremu na dzień, tudzież kremu pod oczy, który daje efekty, dzisiejsza recenzja, jest zdecydowanie dla Was!


Kremy Vianek, moja skóra uwielbia od lat, są to kosmetyki naturalne, polskie, z dobrą misją i pięknymi składami, zawierają składniki pochodzące z natury, oleje, ekstrakty roślinne z ekologicznych upraw, nie odnajdziemy w nich sztucznych barwinków, pochodnych ropy naftowej, czy konserwantów, są to produkty oczywiście free cruelty, nie testowane na zwierzętach. Dziś trzy, cudne kremy przeciwzmarszczkowe Vianka, tym razem z czerwonej serii.


To krem idealny dla mnie, jestem bowiem posiadaczką cery ze skłonnością do przesuszeń. Kocham go za zapach, konsystencję i skład i nie wyobrażam sobie obecnie codziennej pielęgnacji bez niego. Krem dedykowany jest skórze suchej, dobrze sprawdzi się przy cerze wrażliwej, skłonnej do zaczerwienień. Ma działanie przede wszystkim przeciwzmarszczkowe, pięknie odżywia skórę jednocześnie nawilża, odmładza i wygładza skórę. Stosuję go codziennie rano, ładnie nawilża, chroni i rewitaluzuje skórę i sprawdza się również jako baza pod makijaż. Mieści się w białej, bardzo poręcznej buteleczce airless (50 ml), zapakowanej dodatkowo w kartonik o pięknym, typowym dla czerwonej serii designie. Jest bardzo wydajny, ma delikatną konsystencję, dobrze rozprowadza się po skórze, szybciutko wchłania, wygładza, nawilża i wzmacnia skórę. Jak wszystkie cudeńka Vianka, pełen jest ciekawych składników, mamy tu olej z pestek winogron, glicerynę, olej z wiesiołka, olej z pestek malin, olej jojoba, ekstrakt z koniczyny, witaminę E, kwas hialuronowy, czy piękny olejek eteryczny z drzewa różanego. Na pewno będę wracać do tego kremiku.


Tenże krem, to ideał do cery tłustej, na dzień, bowiem chroni ją, działa przeciwzmarszczkowo, odżywia i matuje. W składzie jest tu kwas hialuronowy, który przy tłustej cerze, zapobiega utracie jędrności, kompleks ceramidów uszczelnia barierę wodno-lipidową, krem matuje, dzięki obecności skrobi ryżowej. Krem dostarcza też skórze witamin E i C, znajdziemy tu także olej z pestek winogron, olej z wiesiołka, olej jojoba, olej z pestek malin, czy ekstrakt z koniczyny. Jest niesamowicie lekki, miękki i skóra ładnie go chłonie, nie pozostaje na niej tłusta warstwa. Mieści się w takiej samej, jak krem do cery suchej, buteleczce, na uwagę zasługuje piękny, jakby nieco malinowy zapach, znany z kosmetyków czerwonej serii. Jeśli macie problem ze świeceniem się skóry, potrzebujecie nawilżenia, jednocześnie zmatowienia, kremik ten, to strzał w dziesiątkę.


Wśród kremów pod oczy, moim hitem, od lat, jest naturalne cudeńko Sylveco w postaci łagodzącego kremu po oczy chaber bławatek, świetlik łąkowy i brzoza biała, lecz również kremy pod oczy Vianka, darzę szczególnym zaufaniem. Kremik otrzymujemy w smukłej buteleczce (15 ml), z pompeczką typu airless, która jest doskonałym rozwiązaniem w przypadku kremów o lżejszej konsystencji. Opakowanie umieszczono dodatkowo w kartoniku, z którego możemy zasięgnąć informacji o kosmetyku, właściwościach oraz poznać skład kremu, a znajdziemy w nim olej z wiesiołka, olej z pestek malin, olej z pestek truskawek, witaminę E, koenzym Q10, kofeinę, czy ekstrakt z liści miłorzębu japońskiego. Uwielbiam kremy pod oczy, które nawilżają, działają przeciwzmarszczkowo, ale również niwelują worki pod oczami i ewentualne opuchnięcia. Ja krem pod oczy Vianka, stosowałam na noc, by rano móc cieszyć się brakiem cieni pod oczami. Jest to delikatny kosmetyk, nie uczula i nie podrażnia skóry wokół oczu, ślicznie pachnie, ma ultra lekką konsystencję, cieniutka warstwa kremu, wystarczy, by dobrze pielęgnować te okolice. A Wy, macie swój ulubiony krem pod oczy?



czwartek, 11 października 2018

Czerwone zegary - Leni Zumas - Wydawnictwo Czarna Owca – Piekłem kobiet jest ich ciało – Genialna, współczesna literatura piękna, powieść o sprawach ważnych!

Już dawno żadna książka tak mocno nie utkwiła mi w głowie. Cieszy mnie fakt, że pomimo tego, iż czytam naprawdę dużo, wciąż powstają książki, które potrafią zawładnąć mną tak, że nie potrafię oderwać się od lektury!


Czerwone zegary - Leni Zumas
Tytuł oryginalny: Red Clocks
Tłumaczenie: Agnieszka Patrycja Wyszogrodzka - Gaik
Premiera: 22 sierpnia 2018
Wydawnictwo: Czarna Owca
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Ilość stron: 424


Książka zatytułowana Czerwone zegary, której autorką jest Leni Zumas, naprawdę pochłonęła mnie w całości, przeczytałam ją ekspresowo, wchodząc coraz bardziej w świat powieści. Jest to moje pierwsze spotkanie z autorką, Leni Zumas, to amerykańska pisarka, która wydała już zbiór opowiadań Farewell Navigator: Stories i powieść The Listeners, za którą otrzymała nagrodę Oregon Book Award, obecnie Zumas mieszka w Portland, tam też uczy na Uniwersytecie Stanowym kreatywnego pisania. Czerwone zegary, z pewnością zwrócą Waszą uwagę w księgarni, okładka książki, jest bowiem naprawdę genialna, zarówno pod względem grafiki, świetnie oddającej fabułę i przekaz książki, ale też w kwestii wizualnej, tytuł bowiem jest nadrukowany przezroczystą, wypukłą czcionką, jako czytelnik zawsze doceniam tak ciekawy aspekt wizualny książki. Dlaczego więc warto sięgnąć po powieść Leni Zumas?

 
Książka porusza ważne problemy współczesnego świata, fabuła osadzona jest tak, że czytelnik łatwo odnajduje konotacje do współczesnej sytuacji, jaka ma miejsce obecnie w Stanach Zjednoczonych. To naprawdę kawał świetnej, dobrej, współczesnej literatury pięknej, ważnej, świetnie napisanej, a jednocześnie lekkiej i przystępnej. Pięć kobiet, wszystkie mieszkają w małym, nadmorskim miasteczku Newville w Oregonie, każda z nich jest inna, lecz wszystkie łączą problemy, oscylujące wokół tematów macierzyństwa, wyborów, trudnych decyzji, własnej tożsamości, życia, wolności. Każdą z nich dotyczy nowe prawo, które obecnie, po wyborach, w tychże kwestiach zostało zaostrzone, aborcja jest nielegalna, wiąże się z karą, jak za zabójstwo, zakazane jest także zapłodnienie in vitro, są problemy z adopcją, zaczyna się polowanie na kobiety, które dopuścić się mogą tych wykroczeń. Piekłem kobiet, staje się ich ciało. Tak też poznajemy Ro, nauczycielkę – singielkę, która marzy o adopcji dziecka, pisze ona także biografię dziewiętnastowiecznej polarniczki, prekursorki w świecie kobiet Eivør Minervudottir, jej uczennica adoptowana przez rodziców dziewczyna - Mattie, jest w ciąży, dziewczyna marzy o studiach, jak poradzi sobie w tejże sytuacji? Jest też Susan, mama dwójki dzieci, która tkwiąc w nieudanym małżeństwie, czuje niechęć do własnego życia. Poznajemy też Gin, mieszkająca w lesie znachorkę, miłośniczkę ziół, ona stała się moją ulubioną bohaterką powieści. Czerwone zegary, odmierzające życie kobiety, jej zdolność do posiadania dzieci, czas na szczęście, priorytety, książka bardzo mocno podkreśla fakt, jak ważne są dla każdej kobiety aspekty ciała, ale także wybory i wolność własnych decyzji i działań. Powieść Leni Zumas, nie należy do łatwych lektur, jednakże warto poświecić jej cenny czas i w obliczu tych tematów, odpowiedzieć sobie, na zawarte w niej pytania, nawet te mało wygodne.



środa, 10 października 2018

PREMIERA – Nowość Biotaniqe – Linia Korean Beauty – Rytuał Piękna, zainspirowany koreańską, etapową pielęgnacją krok po kroku - Odmładzająca esencja nawilżająca, serum liftingujące, maski na tkaninie oraz krem ujędrniający!

Już na początku, zdradzę Wam, że jestem zakochana w nowościach Biotaniqe, nowa linia tejże marki - Korean Beauty, to totalny strzał w dziesiątkę dla mojej skóry!


Polska marka Biotaniqe, zachwyca mnie już dłuższy okres czasu, na blogu zachwycałam się oczyszczającym żelem micelarnym z linii Vit C, kremami, ale też węglowym peelingiem, żelem, maską 3w1. Marka rozwija się i wciąż zaskakuje genialnymi nowościami, gorącą, premierową linię Korean Beauty, można już zakupić w każdym Rossmannie, widziałam też, że internetowo jest obecnie w naprawdę kuszącej promocji, także lećcie na zakupy. Biotaniqe, opiera formuły produktów i składy kosmetyków na najnowszej technologii i badaniach, jest tu zawsze mnóstwo ciekawych, innowacyjnych składników aktywnych, cennych dla skóry, nie ma tu parabenów, a linia Korean Beauty, zaskakuje w składzie, naturalnymi surowcami kosmetycznymi z niezwykłej wyspy Jeju. Jest to rytuał piękna, dla każdego typu skóry, zainspirowany koreańską, etapową pielęgnacją krok po kroku, zatem ważne jest, by kosmetyki stosować razem, pamiętając o dobrej kolejności aplikacji, wówczas całość daje niesamowite efekty, kompleksowo dba o skórę, zaspokajając na każdym kroku jej potrzeby. Armia kosmetyków Korean Beauty, ma za zadanie rozświetlenie skóry, nawilżenie jej, ale także odmładza ją, wygładza i odżywia. Każdy kosmetyk w kolejności ma inne zadanie, dlatego dobrze jest każdego dnia, postępować wedle zaleceń i według nich aplikować te kosmetyczne cudeńka. U mnie ów rytuał rozpoczyna się esencją nawilżającą, następnie wkracza serum liftingujące, maska na tkaninie i finalnie nakładam krem ujędrniający. Linia zawiera prócz tego krem pod oczy, kończący zabieg i krem rozświetlający, jestem pewna, że również są świetne.


Nawodnienie – Rozpoczynamy zabieg - Biotaniqe - Korean Beauty –
 Odmładzająca Esencja Nawilżająca
Kosmetyk otrzymujemy w pięknej buteleczce airless (30 ml), z praktyczną, białą pompką, dzięki której higienicznie odmierzymy odpowiednią ilość kosmetyku do jednorazowego zastosowania. Dodatkowo buteleczka mieszka w kartoniku o typowym dla linii Korean Beauty, pięknym designie, korespondującym z rytuałem. Wszystkie kosmetyki linii, zachwycają wizualnie i upiększają łazienkę. Odmładzającą Esencję Nawilżającą, wklepuję delikatnie na oczyszczoną uprzednio już skórę, wystarczą dwie krople kosmetyku. Esencja nawadnia skórę, by ta następnie, chłonęła lepiej kolejne kosmetyki, działa odmładzająco i antyoksydacyjnie, jest to ultra lekki kosmetyk. Zawiera oczyszczoną wodę probiotyczną pro.aQua, unikalną kompozycję fermentowanych, botanicznych ziół z Wyspy Jeju, ekstrakt z kwiatu lotosu, ekstrakt z aloesu, czy ekstrakt z owoców opuncji. Esencja ma boski, świeży zapach i jest bardzo wydajna.


Lifting – Drugi krok - Biotaniqe - Korean Beauty –
Serum Liftingujące
Serum Liftingujące, mieszka także w pięknej, przezroczystej buteleczce airless o zawartości 30 ml z przydatną, białą pompeczką. Na kartoniku z typowymi dla serii grafikami, znajdziemy także liczne informacje o kosmetyku, skład i sposób zastosowania. Serum, to koktajl młodości, który dostarcza skórze mnogości składników aktywnych. Funduje lifting, napina, działa przeciwzmarszczkowo, wygładza, silnie odżywia, poprawia owal twarzy. Dwie kropelki wmasowanego w skórę serum, wystarczą, by skóra odczuła różnicę, mamy tu bowiem mnóstwo ciekawych składników. Jest tu słynny obecnie, filtrowany, wygładzający śluz ślimaka, kompozycja fermentowanych, botanicznych ziół z Wyspy Jeju, oczyszczona woda probiotyczna pro.aQua, ekstrakt z kwiatów kamelii japońskiej, opuncji, aloesu, kwas hialuronowy. Serum ma aksamitną konsystencję i momentalnie wchłania się, nie pozostawiając tłustej warstwy. 


Regeneracja, nawilżenie – kolejny etap – Biotaniqe - Korean Beauty –
Aktywnie Nawilżająca Maska na Tkaninie oraz Ujędrniająca Maska na Tkaninie
Słynne, uwielbiane na całym świecie maski na tkaninie w dwóch odsłonach z linii Korean Beauty. Każda z nich, wykonana jest z naturalnej tkaniny, idealna zarówno pod względem dopasowania do mojej twarzy, jak i efektami, jakie daje. Maski mieszkają w saszetkach, po jej wyjęciu, otrzymujemy maseczkową tkaninę. Po zaaplikowaniu esencji i serum, należy ją dobrze rozłożyć i delikatnie zaaplikować na twarz. Ja pozostawiam je 15 minut na skórze, zabieg umila delikatny, higieniczny zapach, po zakończeniu, pozostałości wmasowuję w skórę, maski są bowiem dostatecznie nasączone, moja skóra chłonie je, a po zabiegu, jest zdecydowanie nawilżona, odżywiona. Maski, to jednocześnie dobry relaks i pielęgnacja, są tu dwie do wyboru, Aktywnie Nawilżająca, zawiera przede wszystkim sok z liści aloesu, oczyszczoną wodę probiotyczną pro.aQua, wygładza i nawilża skórę, zaś Ujędrniająca, napina, liftinguje skórę, zawiera, oczyszczoną wodę probiotyczną pro.aQua, czy algi. Obie są genialne i mają dobrą cenę.


Rozświetlenie, odmłodzenie – Biotaniqe - Korean Beauty –
Krem ujędrniający
Finalnie aplikuję na skórę krem, który pięknie pielęgnuje, ujędrnia i nawilża, finalizując wszelkie substancje w cerze. Krem jest ideałem na jesień, wspaniale nawilża, ujędrnia, daje efekt liftingu, odmładza, wyrównuje koloryt, moja skóra mieszana w kierunku suchej go ukochała. W składzie mamy tu fermentowane proteiny ryżowe, czy wodę probiotyczną pro.aQua, ma on piękną, lekką konsystencję i śliczny, delikatny zapach, dobrze rozprowadza się po skórze i szybko wchłania, skóra jest zadbana i zdrowa. Kosmetyk mieści się w różowym słoiczku (50 ml), który dodatkowo zapakowano w pełen informacji kartonik. Krem stosuję codziennie, rano, finalizując pielęgnację z linią Korean Beauty, idealnie sprawdza się jako baza pod makijaż, zarówno mineralny, jak i pod tradycyjny, płynny podkład. Musicie koniecznie poznać nową linię Biotaniqe, Korean Beauty, to najwyższej jakości, cudowne kosmetyki, które zachwyciły mnie efektami, wielkim ich plusem jest świetna dostępność, ciekawe składniki i piękna oprawa wizualna, polecam z całego serca!