piątek, 20 kwietnia 2018

Truskawkowe zakochanie! Vianek - Ujędrniająca maseczka na twarz, szyję i dekolt z czerwonej serii – Apetyczny hit w mojej pielęgnacji!

Kosmetyki Vianek, zawsze sprawdzają się u mnie w 100%, dziś kolejny, iście boski, naturalny produkt tejże marki, córki firmy Sylveco, w postaci truskawkowej, ujędrniającej maseczki na twarz, szyję i dekolt, która stała się prawdziwym hitem w pielęgnacji mojej skóry wiosną.


Vianek, to polskie produkty, pozbawione parabenów, olejów ropopochodnych, silikonów, sztucznych barwników, czy pegów, są to oczywiście kosmetyki nie testowane na zwierzętach. Maseczkę otrzymujemy w saszetce (10 ml), która idealnie starcza na pokrycie mojej skóry twarzy, szyi i dekoltu. W jej skład wchodzą piękne i naturalne komponenty, jest tu olej lniany, olej z wiesiołka i piękny ekstrakt z owoców truskawek, które działają cudownie na skórę, pięknie ją wygładzają, ujędrniają, oczyszczają i silnie nawilżają. Olej z pestek malin, olej arganowy i olej z pestek truskawek, ładnie odżywiają skórę i chronią, dodatkowo działa tu odmładzająca witamina E i łagodzący panthenol.


Nakładanie maski w towarzystwie przecudownego, truskawkowego zapachu, to istna przyjemność, apetyczna woń towarzyszy nam cały czas, ja zostawiam ją na 20 minut i zmywam letnią wodą, skóra momentalnie jest wygładzona, miękka, ma równy koloryt. Efekty jej działania widać już po pierwszej aplikacji. Maseczka dedykowana jest skórze dojrzałej, wymagającej szczególnej pielęgnacji i rewitalizacji, genialnie sprawdza się przy mojej cerze mieszanej, w kierunku suchej. Truskawkowe cudeńko nie podrażnia mnie, pięknie rozprowadza się po skórze i ładnie się jej trzyma, ma bowiem gęstą, delikatną formułę. Dla mnie to maseczkowe must have, zwłaszcza teraz, wiosną, gdy wyczekujemy przecież z niecierpliwością sezonu na truskawki! A wy, macie swoje ulubione maseczki do twarzy? :)

 

czwartek, 19 kwietnia 2018

Piękne usta wiosną! Wooden Spoon – Naturalny, certyfikowany, organiczny balsam do ust Rose Kiss

Wiosna, to piękne słońce, ale też zmiany pogody, nasze usta narażone są teraz na przeróżne czynniki zewnętrzne, ich cieniutka i co za tym idzie wrażliwa skóra, potrzebuje zatem dobrej pielęgnacji, by były zawsze zdrowe, nawilżone, zadbane i pięknie wyglądały.


Mam kilka ulubieńców, pośród naturalnych pomadek do ust, naturalny, certyfikowany, organiczny balsam do ust Rose Kiss, marki Wooden Spoon, zdecydowanie dołączył do moich ulubieńców w tym temacie! Wooden Spoon, debiutuje dziś na moim blogu, jest to marka z dobrą misją i pięknymi składami, a kosmetyki spod jej skrzydeł, to kosmetyczne skarbeńka, zawierają one wyłącznie składniki pochodzące z natury, surowe i nieprzetworzone oleje organiczne roślinne, niemodyfikowane genetycznie, z ekologicznych upraw, nie odnajdziemy w nich sztucznych barwinków, substancji zapachowych, pochodnych ropy naftowej, czy konserwantów, są to produkty oczywiście free cruelty, nie testowane na zwierzętach na żadnym etapie produkcji. Balsam do ust Rose Kiss, posiada ceniony przeze mnie certyfikat Soil Association Organic. Słowem, naprawdę warto je poznać, a jak sprawdza się balsam w codziennym stosowaniu?


Balsam do ust, otrzymujemy w tradycyjnym sztyfcie z białego tworzywa, ozdobiony jest różanymi grafikami, na opakowaniu odnajdziemy informacje o kosmetyku, firmie, certyfikacie i wspaniały skład balsamu. Sztyft bazuje na ekologicznym oleju kokosowym, maśle shea i maśle kakaowym, dzięki temu doskonale nawilża usta, pielęgnuje je i koi, balsam zawiera także wosk pszczeli, który dodatkowo wygładza i chroni usta przed działaniem wolnych rodników, słońcem, mrozem, czy wiatrem, dodatkowo mamy tu witaminę E i oczywiście olejek różany, bowiem jest to balsam Rose Kiss. Skład jest wzorowy i prawdziwie naturalny. Pozostawia on warstwę ochronną, która błyskawicznie i długotrwale nawilża skórę ust, nadając im naturalny połysk. Balsam ma miłą dla ust, miękką formułę, z nim w torebce nie ma mowy o wysuszonych wargach. Jeśli czytacie mojego bloga częściej, wiecie, iż balsamy do ust z dobrym składem, ja zawsze stosuję też do odżywiania rzęs na noc, nakładam go wraz z olejem rycynowym. 


Różany pocałunek Wooden Spoon, zadowoli każde usta, pięknie nawilża, wygładza, chroni i odżywia, ideał do wiosennej kosmetyczki i świetny, podręczny towarzysz do torebki dla każdej miłośniczki naturalnych cudów kosmetycznych! :)

 

środa, 18 kwietnia 2018

Wiosenne umilacze kąpielowe – Esencje do kąpieli Kneipp – Na zimną porę roku z eukaliptusem i Lawendowe sny z lawendą!

Wiosna, to najlepszy czas na sprawianie sobie choć małych przyjemności! W kąpieli kocham kosmetyki, które nie tylko pielęgnują, myją, ale także zachwycają zapachem i umilają kąpielowe chwile!


Zabieg kąpielowy, to dla mnie nie tylko oczyszczenie ciała, ale też zmysłów, esencje Kneipp, to od lat moje idealne kosmetyki, by w kąpieli jednocześnie odpocząć, spokojnie zrelaksować się pośród boskich, naturalnych zapachów. Esencje niemieckiej marki Kneipp, poznałam niegdyś w postaci esencji Totalny relaks z melisą i Głęboki odpoczynek z paczulą i drzewem sandałowym, które do dziś miło wspominam, tym razem sięgnęłam po esencje Na zimną porę roku z eukaliptusem i Lawendowe sny z lawendą. Obie także zachwyciły mnie, jak poprzedniczki, zresztą kosmetyki Kneipp po prostu nie zawodzą mnie. Cenię te produkty, bowiem firma opiera swą naturalną filozofię na osobie Sebastiana Kneippa, który stworzył wspaniałe i prekursorskie wówczas metody leczenia i zdrowego upiększania, bazujące na roślinach, balansie ciała, ducha, człowieka i natury, jako całości, do dziś receptury Kneippa są wykorzystywane, a produkty tej marki bazują na najlepszych roślinnych ekstraktach, nie są testowane na zwierzętach, nie zawierają konserwantów, pochodnych ropy naftowej, czy silikonów, także dlatego polecam je z całego serca. 


Obie esencje, umieszczono w typowych dla marki, smukłych, przezroczystych, szklanych, poręcznych buteleczkach (100 ml) z zieloną nakrętką, praktycznych i ułatwiająca użycie. Na opakowaniach, prócz estetycznych grafik nawiązujących do specyfiki produktu, widzimy także informacje na temat kosmetyków, obie buteleczki dodatkowo zapakowano w ekologiczne kartoniki o tym samych designie, na których zasięgniemy informacji również o stosowaniu esencji, firmie, jej filozofii oraz składy kosmetyków. Esencje mają bardzo gęstą, treściwą, lekko żelową, oleistą konsystencję, trzeba pamiętać, by esencja dokładnie wymieszała się z wodą, wówczas zachwyci nas momentalnie. Są to kosmetyki dla każdego typu skóry, nie wysuszają, są bardzo wydajne, zakupić je można w każdej drogerii sieciowej.  


Esencja Na zimną porę roku z eukaliptusem
Esencja zawiera niesamowicie aromatyczny, naturalny olejek eukaliptusowy i kamforę. Pięknie rozgrzewa, daje ciepło i otula, genialna na zimniejsze wieczory, do wspaniałej, prozdrowotnej kąpieli. Pachnie genialnie, prawdziwym eukaliptusem, świetna, gdy zmagamy się z przeziębieniem, lub tez jeśli mamy na cieplutką kąpiel po zimnym dniu. Barwi wodę w wannie na zielony, piękny kolor.


Esencja Lawendowe sny z lawendą
Wlewając tę esencje, uzyskujemy wspaniałą, fioletowo-niebieską wodę w wannie, zapach po prostu mnie powala, przecudowna, aromatyczna, świeża lawenda. Czuję się niczym na polach upraw lawendy w Prowansji. Lawenda znana jest ze swych aromaterapeutycznych właściwości, działa odprężająco, uspakaja i koi zmysły po całym dniu, ideał do wieczornego relaksu. Którą zatem wybieracie? :)

 

piątek, 13 kwietnia 2018

Orientana – Naturalny, kompleksowy bio krem pod oczy regenerująco – odmładzający z piwonią chińską!

Wiosną stawiam na lżejsze formuły kremowe, jak zawsze zwracam też uwagę na skład i efekty, jakie daje kosmetyk. Nowość Orientana, idealnie trafiła w moje oczekiwania i potrzeby mojej skóry, oto naturalny, kompleksowy bio krem pod oczy regenerująco – odmładzający z piwonią chińską.


Orientana, jest polską firmą, która nie zawodzi mnie od lat, zawsze, gdy piszę o tychże kosmetykach na blogu, wiem, że mogę je Wam polecić z całego serca. Kosmetyki te bazują na naturalnych składnikach z roślin azjatyckich, są to produkty najwyższej jakości, nie znajdziemy barwników, silikonów, parabenów, czy parafiny, to oczywiście kosmetyki cruelty free. Mam kilka ulubieńców wśród kremów pod oczy, nowość Orientany dołączyła do moich hitów w tym temacie. Ma świetny, naturalny skład i praktyczne opakowanie, krem otrzymujemy bowiem w uroczej, białej buteleczce (15 ml), z pompka typu airless, która jest doskonałym rozwiązaniem także w przypadku kremów pod oczy, idealnie odmierza ilość produktu, jedna pompka zupełnie starcza na okolice oczu i co ważne, zawsze zużyjemy kosmetyk do samego końca. Opakowanie zdobią piękne grafiki z różową piwonią, a z kartonika o tym samym designie, możemy zasięgnąć informacji o kosmetyku, właściwościach oraz poznać skład kremu.


Pamiętajcie, iż pielęgnacja okolic oczu, jest niesamowicie ważna, dokładnie należy wybierać w tym wypadku produkty, skóra w tychże okolicach jest bowiem bardzo delikatna. Ja wybieram w tym temacie kremy naturalne, które łagodzą, nawilżają, ale również zniwelują worki pod oczami i ewentualne opuchnięcia. Krem z piwonią chińską, dedykowany jest cerze dojrzałej, ze zmarszczkami wokół oczu, skórze wymagającej odżywienia i regeneracji. Niweluje oznaki starzenia, ładnie odżywia skórę, wyrównuje ją i jednocześnie chroni. Oprócz piwonii chińskiej, która poprawia strukturę skóry, krem zawiera mnóstwo wspaniałych, roślinnych komponentów, takich jak kofeina, alpina lekarska, czy imbir, które sprawiają, że moja skóra pod oczami, jest miękka i jędrna. Kremik w składzie ma też mikę, która ładnie wyrównuje koloryt skóry, ale także pełen witamin olej z kiełków pszenicy, czy ekstrakt z jagód goji. 


Stosuję go na noc, pod krem, po aplikacji serum, ale z powodzeniem można go aplikować wedle potrzeb i na dzień, ma bardzo leciutką konsystencję w kolorze jasnego ecru, świetnie rozprowadza się i wchłania. Na uwagę zasługuje też przecudny zapach kremu, bardzo delikatny, kwiatowy, przepiękny. Jest to świetny, delikatny krem z wspaniałym składem, jeśli cenicie naturalność i poszukujecie idealnego kosmetyku pod oczy, koniecznie musicie sięgnąć po ten krem!

 

czwartek, 12 kwietnia 2018

Moje NOWOŚCI kwietniowe – SoBio etic, Madara, Wooden Spoon, Lioele, Monotheme, Batiste, Star Wars!

Pierwsze dni kwietnia, wiosennie zaowocowały u mnie iście genialnymi nowościami! Zobaczcie, jakież to cuda pojawiły się u mnie i co niebawem zakróluje na moim blogu!


SoBio etic
Kosmetyki SoBio etic, poznałam kilka lat temu, gdy w moje ręce trafiła odżywcza maska do włosów z olejem arganowym, jak dotąd był to jedyny kosmetyk tej firmy u mnie, postanowiłam zatem poznać bliżej tę kultową markę, na blogu niebawem zakrólują boskości z serii Aqua Energie – Dynamizująco-dotleniający krem na dzień i Maska złuszczająco dotleniająca. Seria Hydra Aloe Vera, także zadebiutuje u mnie, pojawi się Hipoalergiczne kojące serum nawilżające z czystym sokiem z aloesu, moja skóra już nie może doczekać się tych kosmetyków!
Madara
Madara, to boskie, organiczne, certyfikowane przez Ecocert kosmetyki z Łotwy. Nie lada gratką u mnie, jest nowość marki - City Anti Pollution Miejski krem CC przeciw zanieczyszczeniom SPF 15 z kwasem hialuronowym w jasnym odcieniu Light beige. Wypatrujcie go na blogu, bowiem zapowiada się mega hit w tym temacie!
Wooden Spoon
Certyfikowany przez Soil Association, organiczny balsam do ust w odsłonie Rose Kiss, rozkwitł na wiosnę w mojej kosmetyczce i towarzyszy mi na każdym kroku, jestem przekonana, że moje, różane peany na jego cześć szybko pojawią się na blogu!


Lioele - Triple The Solution BB Cream SPF30 PA++ Whitening & Wrinkle Care
Stało się, po długich wyborach, testach, skusiłam się na koreański krem BB, wybór padł na Lioele Triple The Solution. Pewnie napiszę o nim więcej na blogu, bowiem od razu poszedł w ruch. Zdradzę Wam, że jestem z niego bardzo zadowolona, ładnie kryje i przy wiosennym makijażu z nim, nie ma  mowy o efekcie maski.
Monotheme – Woda toaletowa Vanilla Blossom
Na włoskie wody toaletowe Monotheme, zwróciłam już uwagę jakiś czas temu, spośród dużej gamy zapachowej, najbardziej spodobał mi się zapach Vanilla Blossom, który dostałam w pięknym prezencie. Zapach jest przepiękny, otulający, klasyczny, głęboki, może nieco słodkawy, ale nie duszący. Flakon wygląda przepięknie i wykonany jest z weneckiego szkła, buteleczka niewątpliwie przyciąga wzrok i zdobi moją półeczkę zapachów. Zapach utrzymuje się bardzo długo, jest trwały i cały czas waniliowy, nie jest to woń złożona, wody te tworzy się w oparciu o mono scent, czyli jeden typ zapachu. Bardzo ją polubiłam, zarówno na dzień, jak i na wieczór, zapach jest doskonały i nie wykluczone, że skuszę się kiedyś na inne zapachy tej marki.
Batiste – Suchy szampon - Divine dark
To już moje trzecie opakowanie tej wersji Batiste dla brunetek, jako, że mam ciemne włosy, sprawdza się świetnie, jest to kosmetyk wegański, nie testowany na zwierzętach. Fajnie odświeża włosy i nie bieli ich, nie ma tu parabenów i silikonów, lubię go i dlatego wracam.


Star Wars – Notatnik i kubeczek
Czyż nie piękne, włochate prezenty przyniósł mi zajączek? Oryginalne produkty doskonałej jakości z uniwersum Star Wars, w postaci Chewbacca Mug with Cookie Holder i Chewbacca Fur Notebook. Kubek ma miejsce na ciasteczko, można je podgrzać, a notatnik, to istne, kudłate cudo! :)
 

środa, 11 kwietnia 2018

Magiczna, mądra powieść o marzeniach - Do zobaczenia w kosmosie - Jack Cheng - Wydawnictwo YA!

O czym marzycie? Czy staracie się realizować plany i pragnienia? Książka Do zobaczenia w kosmosie, otwiera oczy, urzeka, zachwyca i przenosi w piękny świat pełen nadziei.


Premiera: 28 lutego 2018
Wydawnictwo: Wydawnictwo YA!
Tytuł oryginalny: See You In The Cosmos
Tłumaczenie: Michał Zacharzewski
Oprawa: okładka miękka
Ilość stron: 288
 

Nie będę przed Wami ukrywać i już na początku, zdradzę, że jestem zachwycona książką Do zobaczenia w kosmosie, której autorem jest Jack Cheng. Zakochałam się od pierwszego wejrzenia, przepiękna okładka, która zdobi powieść, zachwyca niebieskością, gwiazdami i intrygującą, sympatyczną grafiką chłopca z pieskiem, która doskonale ilustruje piękną fabułę. Nie przegapcie tego tytułu w księgarni, to zdecydowanie jedna z piękniejszych książek, jakie ostatnio czytałam. Jest to moje pierwsze spotkanie z autorem, Jack Cheng urodził się w Szanghaju, w Chinach, lecz wychowywał się w USA, gdzie do dziś pisze. 


Powieść Do zobaczenia w kosmosie, rozkochała mnie od pierwszej strony: Kim jesteście? Jak wyglądacie? Macie jedną głowę czy dwie? A może więcej? Alex Petroski ma jedenaście lat i mieszka w Kolorado, przy jego boku zawsze obecny jest jego ukochany, mądry piesek Carl Sagan, który imię swe zawdzięcza słynnemu naukowcowi. Carla Sagana Alex znalazł na parkingu i od razu pokochał. Chłopiec ma wielki plan, który pragnie wcielić w życie, a mianowicie, chce w kosmos, wystrzelić swojego iPoda, który pełen będzie wszelakich dźwięków i informacji na temat naszej planety Ziemi i jej mieszkańców, ludzi. Widzimy jak żyje Alex, z jego relacji poznajemy także jego otoczenie i rodzinę, Alex mieszka jedynie z chorą na schizofrenię matką, starszy brat Ronnie natomiast wyprowadził się już z domu. 


Książkę czyta się iście ekspresowo, bowiem podzielona jest na notatki głosowe, które nagrywa Alex, są to jakby króciutkie rozdziały, które niesamowicie dynamizują powieść, która krok po kroku genialnie wciąga nas w świat chłopca, stajemy się jego częścią i kibicujemy w realizacji marzeń. Książka pięknie prowadzi nas poprzez notatki głosowe Alexa, to jakby bardzo prawdziwa relacja słowami mądrego dziecka, to naprawdę piękny, literacki zabieg. By wystrzelić iPoda, Alex potrzebuje oczywiście rakiety, którą także sam także skonstruował. W notatkach do mieszkańców innych planet zwraca się cały czas osobiście, opowiada o festiwalu rakietowym, na który udaje się, by tam zrealizować swój plan. Od startu mojej rakiety dzielą mnie tylko dwa dni, więc jak najszybciej muszę nagrać dla was jakieś sensowne dźwięki z Ziemi. Na festiwalu rakietowym, poznaje mnóstwo osób o podobnych zainteresowaniach, zalogowanych, jak on na rocketforum, okazuje się, że rozumie się z nimi, tak samo dobrze, jak w internecie, ze Steve`m i Zedem rusza w podróż, dzięki której odkrywa ślady jego ojca i poznaje przyrodnią siostrę imieniem Terra.


Nie jest to jednak książka pełna jedynie tych miłych i słodkich sytuacji. Chłopiec sam tworzy swój własny, tak daleki od rzeczywistości świat swoich marzeń, planów, jest pasja, miłość do pieska, ale są też łzy i niestety gorzkie rozczarowania. Do zobaczenia w kosmosie, to książka, która żyje w czytelniku, nie mogłam się od niej oderwać. Po przeczytaniu nie da się o niej zapomnieć, jest urocza, magiczna, dająca zdecydowanie do myślenia, podkreślająca jak cenne są dla nas, ważne w naszym życiu, bliskie osoby, zwierzęta, marzenia, więzy rodzinne i prawdziwe, czyste, dziecięce intencje, które drzemią przecież całe życie w każdym z nas.

    

wtorek, 10 kwietnia 2018

Kosmetyki w mini recenzjach – Babcia Agafia, AA, P2, 7th Heaven, Catrice, Essence, Ziaja, Kallos

Dziś u mnie szybkie, mini recenzje kilku kosmetyków, które w większości kupiłam pod wpływem chwili, impulsu, gdzieś na zakupach, część z nich jest warta uwagi.


Babcia Agafia – Mydło miodowe w płynie do rąk i ciała
Baduszkowych kosmetyków, chyba nikomu nie muszę przedstawiać, to produkty bardzo łatwo obecnie dostępne stacjonarnie i często w dobrych cenach. Lubię te kosmetyki i czasem kupuję, zatem skusiłam się na mydło miodowe w płynie do rąk i ciała. Mydło zawiera sls, zatem świetnie sprawdza się u mnie na łazienkowej umywalce do codziennego mycia dłoni, ładnie oczyszcza i nie wysusza. Zawiera wyciąg z korzenia tataraku, aronii czarnej, koniczyny łąkowej, szczawiku czterolistnego, różeńca górskiego, pokrzywy, mydlnicy lekarskiej, hyzop, zimoziół północny, ostropest, rumianek, bylicę, strączyniec oskrzydlony, wyciąg z omanu wielkiego, kocanki, aralii, łyszczec, nagietka, ekstrakt z miodu, lippi i olej lniany, przyznacie, ze jak na żel, skład jest naprawdę bardzo ładny, to właśnie skłoniło mnie do jego zakupu i jestem jak najbardziej z niego zadowolona.
AA - Mineralny dezodorant Alu free bez soli aluminium
Dezodorant z kuleczką, jest chyba nowością, bowiem pierwszy raz go spotkałam w markecie, skusił mnie skład bez soli aluminium i delikatny, świeży zapach. Sprawdza się dobrze na co dzień, chroni przed nieprzyjemną wonią, nie wiem zaś jak zachowałby się przy intensywnym wysiłku fizycznym. Nie ma tu parabenów, aluminium, alkoholu, mogą go tez stosować osoby z alergią, być może skuszę się kiedyś na inną jego wersję.
P2 - Zmywacz do paznokci z gąbką Express
Uwielbiam zmywacze z gąbką, szybko i łatwo usuwam nimi lakiery do paznokci, tym razem skusiłam się na P2 i jestem zadowolona, ładnie zmywa i usuwa lakier, pazurki są czyste, a skórki w dobrym stanie.
Lakiery do paznokci Catrice ICONails i Essence the gel
Trzy moje lakiery, dwa z nich są marki Catrice, jeden Essence. Kolory Catrice, to 34 For The Berry First Time – fuksjowo-fioletowy, borówkowy, piękny oraz 46 Work Hard, Play Orange, świeża pomarańczka z neonowym wykończeniem. Oba lakiery są wegańskie i pochodzą z serii ICONails, dają genialne, żelowe wykończenie już po jednej warstwie, na pewno kupię inne kolory. Lakier Essence, w odcieniu 46 black is back, to u mnie dość częsty gość, bardzo go lubię.
7th Heaven - Chocolate Mud Masque - Maseczka czekoladowa, oczyszczająco-nawilżająca
Maseczki te lubiłam już pod marką Montagne Jeunesse i ponownie skusiła mnie ta angielska czekoladka, posiada certyfikat Leaping Bunny i oznaczenie Peta. Zawiera glinkę, masło kakaowe, masło shea, czy ekstrakt z wanilii. Na pewno wprowadza w dobry nastrój, bowiem pachnie bosko, jak prawdziwa czekoladka, ale tez ładnie oczyszcza skórę, dlatego do niej wracam.
Ziaja - Mamma Mia - Ginekologiczny płyn do higieny intymnej
W tym temacie od lat króluje Sylveco, Biolaven i Vianek, ale skusiłam się wypróbować Ziajowy płyn i nie zawiodłam się, jest delikatny, łagodzący, skuteczny, teraz mam w planach inny, ciekawy, naturalny płyn do higieny intymnej.
Kallos – Nawilżajaca maska do włosów z algami Algae
Kultowe maski gościły u mnie w wielu odsłonach, algowej jeszcze nie miałam, zatem padło na ten wybór. Są tu ekstrakty z alg, ale też oliwa z oliwek. Moje włosy dobrze reagują na te maski, są miękkie i łatwo się rozczesują po ich użyciu i choć algowa wersja pachnie dość intensywnie, również sprawdza się na plus.
Znacie któryś z tych kosmetyków? 
Jakie macie wrażenia po ich stosowaniu? :)

poniedziałek, 9 kwietnia 2018

SAVON NOIR Marokańskie czarne mydło naturalne - Beaute Marrakech – kultowy kosmetyk, właściwości i zastosowanie - Rytuał hammam

Jestem przekonana, że słyszeliście już o savon noir, to kultowy wręcz, mydlany kosmetyk, który pokochał cały świat, a jego właściwości pielęgnacyjne doceniane są już od wieków.


Prawdziwe, tradycyjne, marokańskie, naturalne savon noir, to czarne mydło roślinne, wytwarzane na bazie zmydlonego oleju oliwnego i czarnych oliwek, takie właśnie pokochała moja skóra. Oryginalne mydło marki Beaute Marrakech, zakupicie na Etnoświat, jest to wszechstronny, mega uniwersalny i piękny kosmetyk do całego ciała, zwłaszcza, jeśli fundujecie swojej skórze cenny rytuał hammam. Czarne mydło, mieszka w zakręcanym pojemniku (100 g), z którego bez problemu wydobywamy kosmetyk na rękę, po czym od razu nakładam je na rękawicę kessa. Na opakowaniu, z marokańskimi zdobieniami, znajdziemy informacje na temat kosmetyku, stosowania, i świetny skład savon noir. 


Czarne mydło ma postać mydlanej pasty, jest to ciemno-zielony odcień, po dodaniu małej ilości wody, przybiera gęstą formę masy, która czyni cuda na naszej skórze. Jest delikatne, także poleca się je także przy pielęgnacji skóry dzieci, jeśli macie wrażliwą, skłonną do podrażnień skórę atopową, alergiczną, zmagacie się z łuszczycą, trądzikiem, wypryskami i innymi niedoskonałościami, musicie je mieć w swej łazience. Ja mam cerę mieszaną w kierunku suchej, savon noir, sprawdza się u mnie znakomicie.


Przede wszystkim czarne mydło nie wysusza, jak to często zdarza się u mnie w przypadku mydeł drogeryjnych, ładnie oczyszcza i zmiękcza, zarówno ciało, jak i twarz, u mnie jest to nieodłączna część rytuału hamman, jak go wykonuję? W ciepłej kąpieli relaksuję się i rękawicą kessa z nałożonym na nią savon noir, masuję koliście calutkie ciało, takie zabieg wygładza, ujędrnia i regeneruje naskórek, dodatkowo pobudzamy krążenie. Mydło zadziała kojąco, złagodzi podrażnienia i chroni skórę. Następnie nakładam na ciało glinkę (moja ulubiona, to biała), leżę około 20 minut i spłukuję maskę, po wyjściu z wanny nacieram się olejem, tu polecam olej arganowy, ale pięknie nawilżyć się także można jakąś wysokiej jakości oliwką z oliwek, nawiązując do składu mydła. Regularne stosowanie savon noir, sprawi, ze skóra naprawdę zyska zdrowie, gładkość i jędrność, dodatkowo wyrównamy jej koloryt, odnowimy i przygotujemy na wchłanianie kolejnych kosmetyków. Marokańskie czarne mydło, to dla mnie must have, jeśli zatem jeszcze go nie znacie, koniecznie musicie szybko nadrobić! :)

  

niedziela, 8 kwietnia 2018

Współczesna proza w najlepszym wydaniu – Powieść Miłość i wojna autorstwa Lesley Lokko - Wydawnictwo Świat Książki

Wiosenne dni są coraz dłuższe, ja w wolnych chwilach oczywiście sięgam po książkę. Ostatnie dni spędziłam w świecie książki autorstwa Lesley Lokko, zatytułowanej Miłość i wojna, jesteście ciekawi tej intrygującej, współczesnej powieści? Zapraszam gorąco do mojej recenzji!


Miłość i wojna - Lesley Lokko
Premiera: 15 lutego 2018
Wydawnictwo: Świat Książki
Tytuł oryginalny: In Love and War
Tłumaczenie: Urszula Smerecka
Oprawa: okładka miękka ze skrzydełkami
Ilość stron: 416


Lesley Lokko, urodziła się w rodzinie ghańsko-szkodzkiej, wychowała się w Ghanie, jest autorką bestsellerowych powieści, takich jak Pamiętne lato, Gorzka czekolada, czy Białe kłamstewka, jej książki w naszym kraju wyszły spod skrzydeł Wydawnictwa Świat Książki, również w przypadku jej nowego dzieła, powieści Miłość i wojna, o której dziś u mnie więcej. Pomimo, iż nie miałam okazji poznać jej poprzednich książek, które biją rekordy popularności, nowość bardzo zaintrygowała mnie, zapowiadając fascynującą podróż w nieznane i dalekie rejony świata. Książka, podobnie, jak poprzednie pozycje Lokko, ozdobiona jest przepiękną, pełną nostalgii i kolorów okładką, która z pewnością zwróci Waszą uwagę w księgarni, jest bardzo kobieca i delikatna, po prostu piękna. Nie ukrywam, że liczne rekomendacje tejże książki, wzbudzały we mnie duże oczekiwania, jakie więc fale Miłość i wojna, pozostawiła we mnie?


Prolog, rozpoczyna się w listopadzie 2016 roku, gdy reporterka telewizyjna, trzydziestosześcioletnia Lexi Sturgis, poszukiwaczka gorących tematów, specjalizująca się w konfliktach zbrojnych, wyrusza ponownie w swój żywioł. Dość krótkie części i rozdziały, bardzo dynamizują powieść, sprawiając, iż czyta się ją wręcz ekspresowo. Następnie powieść szybko przenosi nas do Zambii, po czym szybko lądujemy w Kenii, książka niesie nas także do Londynu, do Afryki, czy Egiptu, słowem podróżujemy z nią po całym świecie, tam gdzie wielu bałoby się udać, to zawsze miejsca niebezpieczne, dotknięte konfliktami zbrojnymi, Lexi czuje się częścią tych zawsze pełnych sekretów i przeróżnych uwikłań sytuacji, sama jest wyzwoloną, pełną pasji, bardzo opanowaną, lecz skrytą w sobie, bystrą kobietą. 


Ktoś brutalnie wepchnął jej głowę do worka, natychmiast odcinając dopływ światła. (…) Pistolet – (…) samochód, furgonetka. Serce miała w gardle. Zabierali ją gdzieś, ale dokąd? Kim byli? I dlaczego? Gdy w Kairze zabito młodego lekarza i porwana zostaje młoda lekarka Deena Kenan, pracująca dla Lekarzy bez granic, Lexi Sturgis rusza w jej poszukiwania. Dlaczego porwano właśnie ją? Czy ma to związek z członkiem rodziny lekarki?


Ważną postacią powieści jest także przyjaciółka Lexi - Jane Elizabeth Marshall, również pracująca w telewizji. Kobiety pomimo wielu różnic między nimi, przyjaźniły się: Ich zacieśniająca się przyjaźń pod wieloma względami była niezwykła. W książce nie brakuje sytuacji, gdy widzimy Lexi w przeróżnych, czasem bardzo stresujących zdarzeniach, gdy idzie w nieznane, dociera do informacji, wciągniętą w wir pracy, gdy bawi się, kocha się z mężczyzną, ale także boi się i dużo ryzykuje, znamy jej działania, razem z nią odkrywamy otaczający, niebezpieczny i często przerażający świat na terenach, gdzie panuje wojna. Miłość i wojna, to także książka poruszająca ważne, współczesne tematy, jak konflikty zbrojne, niebezpieczeństwa czyhające wówczas na ludzi, ich tragedie, to też tytuł, który dotyka spraw kobiet, ich pozycji społecznej, wciąż jednak walki o udowadnianie, iż są tak samo wykształcone i ważne, jak mężczyźni. Najnowsza powieść Lesley Lokko, to zdecydowanie świetna i wciągająca lektura na wiosenne wieczory, czy też słoneczne dni na łonie natury, kobieca, ale jednocześnie wartka i pełna ciekawych uwikłań na tle światowych konfliktów zbrojnych, polecam Wam z całego serca!