wtorek, 19 lutego 2019

PRZEDPREMIEROWO Mój książkowy skarb - 25 gramów szczęścia – Historia kolczastego stworzenia, które skruszyło ludzkie serce - Wydawnictwo Quello – Doktor House od jeży!

Są pewne książki, które zajmują w mojej, domowej biblioteczce, miejsce szczególne, dziś o jednej z nich, która swą premierę będzie miała już wiosną tego roku, a u mnie zagościła w przedpremierowej odsłonie.


25 gramów szczęścia – Massimo Vacchetta, Antonella Tomaselli
Premiera: 23 marca 2019
Wydawnictwo: Quello
Tłumaczenie: Marta Koral
Tytuł oryginalny: 25 grammi di felicita
Oprawa: miękka
Ilość stron: 208


25 gramów szczęścia - Historia kolczastego stworzenia, które skruszyło ludzkie serce, to książka autorstwa Massimo Vacchetta i Antonelli Tomaselli. Ten książkowy skarb, swą premierę będzie miał już 23 marca, także już teraz zaplanujcie jej zakup. W księgarni skusi Was absolutnie przepiękna okładka, obok której po prostu nie można przejść obojętnie, turkusowe odcienie, a na nich czyste piękno, czyli mały jeżyk w ludzkich dłoniach, jestem totalnie zakochana w tej okładce. Jest to idealne zobrazowanie zawartości książki, która przede wszystkim opowiada o miłości, o miłości człowieka do jeży, jeży do człowieka, o prawdziwej miłości do tych ślicznych, kolczastych zwierząt. Massimo Vacchetta, jest weterynarzem z powołania, założycielem Ośrodka Rehabilitacji Jeży we Włoszech o nazwie La Ninna, który niesie misję ochrony jeży właśnie. Książka 25 gramów szczęścia, została napisana wraz z Antonellą Tomaselli, pisarką i dziennikarką, która kocha zwierzęta, to dzięki niej mamy okazję poznać historię miłości do jeży Massimo, jego działania i interesującą pracę z nimi.


Ośrodek zyskał nazwę La Ninna, dzięki samiczce jeża, której przypadek, zapoczątkował miłość weterynarza do tychże zwierząt. Gdy malutka, dwu/trzy dniowa samiczka, trafiła do niego, ważyła tylko 25 gramów, stąd tytuł książki, której patronuje Ośrodek Rehabilitacji Jeży w Kłodzku Jerzy dla Jeży, Fundacja Przytul Jeża, Jeżulkowo Ośrodek Rehabilitacji Zwierząt oraz Karmimy Psiaki i Leśne Pogotowie, książkę rekomenduje też świetny aktor Marcin Dorociński, zatem są w nią zaangażowani sami dobrzy ludzie. Autor, Massimo Vacchetta, to prawdziwy doktor House od jeży, pomógł już ponad pięciuset tym wspaniałym zwierzątkom, dzięki książce, którą dosłownie pochłonęłam w tempie ekspresowym, możemy być blisko jego pracy. Na wstępie Antonella Tomaselli, wyjaśnia motywację do stworzenia książki i historie poznania Massimo, następie już wkraczamy w fascynujący, kolczasty świat. Poznajemy historię, jak Ninna, zawładnęła sercem weterynarza: Przede wszystkim chciałem się zająć jeżykiem (…) Jeżyk prosił o pomoc. Była w bardzo złym stanie, jednak mężczyzna nie dawał za wygraną i wszelkimi sposobami chciał uratować jej życie, darząc małego jeżyka szczególnym uczuciem. 25 gramów szczęścia, napisana jest płynnym, przystępnym językiem, nie można się od niej oderwać, śledząc jednocześnie życie, pracę weterynarza i losy oraz postępy jeżusi Ninny, a następnie kolejnych już maluchów. Zdradzę Wam, że i ja mam wielki sentyment do jeży, ratowałam ich już w życiu kilka, to unikalne i przecudowne zwierzęta, na które warto zwrócić uwagę. Jestem też z pokolenia domowego przedszkola, gdzie w piosence słychać tekst: Dokąd tupta nocą jeż?, który konkretnie zakorzenił się mi w głowie. Jeszcze raz z całego serca polecam Wam tę szczególną książkę, 25 gramów szczęścia, bowiem, to perełka książkowa, piękna i wzruszająca, a jednocześnie ucząca miłości do natury i do tych cudnych zwierząt, jakimi są jeże!



poniedziałek, 18 lutego 2019

Nowość Lily Lolo – Naturalny tusz do rzęs – Big Lash Mascara – Dłuższe, grubsze i gęstsze rzęsy! Wegański tusz do rzęs

Tusz do rzęs, jest totalnym must have każdej z nas, to z pewnością niezastąpiony kosmetyk w każdym makijażu, zarówno dziennym, jak i wieczorowym.


Maskara w makijażu, przede wszystkim otwiera nasze oko, nadaje wyrazistości oczom, upiększa je, pogrubiając, zagęszczając i wydłużając nasze rzęsy. Lily Lolo, miało już w ofercie naturalny tusz do rzęs Natural Mascara, który przez długi czas był moim hitem, do niego dołączyła w mojej kosmetyczce Big Lash Mascara! Oba tusze Lily Lolo można zakupić oczywiście na Costasy. Kosmetyki brytyjskiej marki Lily Lolo, to od lat moja, kosmetyczna miłość, którą polecam Wam z całego serca. Kosmetyki te, produkowane są wyłącznie z naturalnych i mineralnych składników, nie zawierają sztucznych aromatów, parabenów, nanoczasteczek, substancji konserwujących, mają zawsze wzorowe składy, są to oczywiście kosmetyki free cruelty, nie testowane na zwierzętach na żadnym etapie ich produkcji. Lily Lolo, to absolutnie zawsze najwyższa jakość, dobry skład, trwałość, piękne i funkcjonalne opakowania i wygoda w użytkowaniu, przyjazne są również dla środowiska i zwierząt.


Innowacyjna Big Lash Mascara, mieści się w eleganckim, czarnym, poręcznym opakowaniu (6,5 ml) z wygrawerowanym logo firmy, dodatkowo zapakowano ją w biało-czarny kartonik, z którego zasięgnąć możemy informacji o produkcie, producencie i oczywiście ładnym składzie tuszu. Cudeńko Lily Lolo, zawiera wosk z nasion słonecznika, wosk ryżowy, roślinną gumę senegalską, oliwę z oliwek, wodę kwiatową z chabrów, ekstrakt z jojoby, ciekawym komponentem jest wosk z kwiatów róży damasceńskiej i akacji. Skład jest śliczny, dzięki czemu tusz ten, ma nie tylko funkcję makijażową, ale również pielęgnacyjną, woski i oleje, ładnie odżywiają rzęsy, sprawiają, że są one silniejsze i szybciej rosną, zatem jest to tusz i odżywka w jednym. To nowatorska formuła tuszu Lily Lolo, pozbawiona drażniących i alergizujących substancji także takich, jak sadza i DEA, jest to także tusz wegański, nie zawiera bowiem żadnych substancji odzwierzęcych. Big Lash Mascara idealnie sprawdzi się zatem nawet u osób, które posiadają wrażliwe, skłonne do podrażnień i alergii oczy.

 
Tusz ma leciutką formułę, bardzo przyjemną w aplikacji, dobrze osiada na rzęsach, otulając je piękną, intensywną czernią i szybko schnie. Jest tu zupełnie inna szczoteczka, niż w przypadku poprzedniej maskary Lily Lolo, obawiałam się jej, jednak po pierwszy użyciu, było wielkie wow, szczoteczka genialnie podkręca rzęsy, pogrubia i zagęszcza na całej ich szerokości, z powiedzeniem uzyskuję dzięki niej efekt teatralnych rzęs, który tak lubię. Z pewnością nie raz pokażę rzęsy ubrane w ten tusz w makijażach. Tusz nie skleja rzęs, nie kruszy się i nie rozmazuje. Jedna, dwie warstwy tuszu, dają efekt naturalny, lecz jeśli, jak ja lubicie efekt bardziej podkreślonych rzęs, z powiedzeniem można go stopniować. Jestem totalnie urzeczona tym tuszem i z pewnością będę mu wierna, a Wy macie swój ukochany tusz do rzęs?



niedziela, 17 lutego 2019

Genialny, mroczny, szwedzki thriller z nutą kryminalną - Jesienna zbrodnia - Anders de la Motte - Wydawnictwo Czarna Owca

Kochacie thrillery, kryminały, sensację? Lubicie mroczny klimat szwedzkich powieści? Jeśli tak, to dzisiejsza recenzja, jest zdecydowanie dla Was!

Jesienna zbrodnia - Anders de la Motte
 Premiera: 27 listopada 2018
Wydawnictwo: Czarna Owca
Seria: Czarna seria – cykl: Kwartet sezonowy
Tytuł oryginalny: Höstdåd
Tłumaczenie: Iwona Jędrzejewska
Oprawa: okładka miękka
Ilość stron: 480


Genialny, mroczny thriller z nutą kryminalną, zatytułowany Jesienna zbrodnia, to powieść popularnego w Szwecji pisarza Andersa de la Motte. Mimo, że jest to moje pierwsze spotkanie czytelnicze z tymże autorem, wiele słyszałam o jego książkach, dorastał on w małej miejscowości w Skanii, niegdyś pracował jako policjant, jego trylogia Geim, Buzz, Buble, zyskała niesamowitą popularność, swoją drogą muszę ją także nadrobić, w 2015 roku zaś, jego powieść Ultimatum, uzyskała nagrodę za najlepszy kryminał. Miałam zatem wielkie oczekiwania, zasiadając do lektury, czy Jesienna zbrodnia mnie wciągnęła? Zdecydowanie tak, to świetny, rasowy, mroczny thriller, rodem ze Skandynawii, uwielbiam takie klimat,  fabuła, jest skrojona idealnie, wciąga, jak szalona, nie ma tu zbędnego pośpiechu, autor stawia na specyficzny, ciemny klimat i rozwój niewyjaśnionego dotąd śledztwa. 


Anna Vesper, ceniona i skuteczna śledcza ze Sztokholmu, rezygnuje z pracy w stolicy i wraz z córką Agnes, przenosi się do pracy do małego miasteczka Nedanås, przejmując posadę po odchodzącym na emerytuję szefie policji. Akcję książki, poznajemy z dwóch płaszczyzn, przeszłości i teraźniejszości. W roku 1990, w starych kamieniołomach, podczas spotkania z przyjaciółmi, zginął dziewiętnastoletni wówczas Simon Vidje, niedawny maturzysta, jego śmierć do dziś porusza lokalną społeczność, był to bowiem bardzo zdolny chłopak, który mógł wiele osiągnąć ze swą twórczością muzyczną. Śledztwo po latach, wznawia Anna Vesper, która będzie musiała zmierzyć się nie tylko z czyhającymi na każdym etapie sekretami i tajemnicami, ale też rodzinnymi emocjami zmarłego chłopaka. Czy śmierć Simona, to tragiczny, nieszczęśliwy wypadek, czy morderstwo, którego sprawca nie został złapany przez tyle lat? Jesienna zbrodnia, wciąga tak mocno, że dosłownie nie mogłam oderwać się od książki, klimat małego miasteczka i emocje, jakie towarzyszą rozwiązywaniu sprawy, cały czas trzymały mnie w niepewności, przysłowiową wisienką na torcie tej świetnej powieści, jest iście zaskakujący finał, tę książkę, po prostu trzeba przeczytać!


sobota, 16 lutego 2019

Nie powiem - Clare Empson - Wydawnictwo Czarna Owca – Literatura współczesna na najwyższym poziomie – Przejmująca powieść, pełna emocji.

Są książki, które po przeczytaniu, na długo zostają w naszej pamięci i trudno uwolnić się od echa, jakie pozostawiły w naszej głowie, dziś u mnie właśnie o tego typu powieści. 

Nie powiem - Clare Empson
 Premiera: 14 listopada 2018
Wydawnictwo: Czarna Owca
Tytuł oryginalny: Him
Tłumaczenie: Aga Zano
Oprawa: okładka miękka
Ilość stron: 400


Nie powiem, to książka, której autorką jest Clare Empson, jest to moje pierwsze spotkanie z tą pisarką, bowiem w tytule oryginalnym Him, to debiut książkowy tejże Angielki, mieszkającej obecnie z mężem i trójką swych dzieci na granicy hrabstw Wiltshire i Dorset, Empson jest również blogerką oraz dziennikarką. Muszę przyznać, iż jest to niezwykle udany debiut, który po raz kolejny udawania mi, iż zawsze warto sięgać po nieznanych i debiutujących autorów. Książka skusi Wasze oko i zwróci uwagę intrygującą okładką, koniecznie poszukajcie jej w księgarni. Powieść naprawdę wciąga, już od pierwszego rozdziału, emocjonalnie nie zwalnia ani na moment, bardzo trudno oderwać się od niej, czyta się po prostu ekspresowo. Książka napisana jest przystępnym, bardzo dobrym i zgrabnym językiem, jest przejmująco, wzruszająco, tajemniczo, a całość owiana jest w nieco mroczny klimat finału. To prawdziwie dobra literatura współczesna na najwyższym poziomie.


Catherine, straciła umiejętność mówienia, poznajemy ją w momencie, gdy dotykają ją już zaburzenia dysocjacyjne, a konkretnie mutyzm selektywny, w szpitalu odwiedza ją rodzina, dzieci oraz mąż. Catherine odcięła się od świata, bo nie potrafiła poradzić sobie z tym, co wydarzyło się tamtego dnia (…). Cóż zatem spowodowało jej stan? Na przestrzeni powieści, skaczemy w czasie, zarówno do dalszej przeszłości, piętnaście lat wstecz, gdy kobieta była początkująca studentką i poznała się z Lucianem, ale też do niedalekiej przeszłości, dowiadując się, cóż działo się cztery miesiące temu, prócz tego łączymy całość na przestrzeni teraźniejszych wydarzeń. Wspomnienia, gdy Catherine, poznała chłopaka, gdy byli młodzi, zakochani, a ona sama odkrywała świat, kontrastują z późniejszym życiem. Czy sytuacja, trauma, jakiej doświadczyła kobieta wyjaśni się? Jak ważna jest dla człowieka rodzina, miłość? Jest to niesamowita, inteligentna i przejmująca powieść obyczajowa, sięgająca głębi ludzkich uczuć i emocji, polecam z całego serca.

 

piątek, 15 lutego 2019

Otulam skórę waniliowym duetem Bio Happy! Certyfikowane, naturalne kosmetyki o wspaniałym zapachu – Masło do ciała oraz krem do rąk z linii Date & Vanilla

Wanilia, jej właściwości i zapach od zawsze były moimi wonnymi faworytami, kocham ten otulający zapach, który wprowadza w błogi nastrój. Dziś u mnie wspaniały, kosmetyczny, waniliowy duet! Świetna marka Bio Happy, to naturalne kosmetyki, które powstają we Włoszech, za ich cudowne zapachy odpowiadają prawdziwi mistrzowie francuskiego perfumiarstwa. Produkty Bio Happy, posiadają certyfikat Natrue, nie są testowane na zwierzętach, są oczywiście cruelty free, nie zawierają parabenów, formaldehydu, parafiny, SLSów, silikonów i sztucznych barwników, w ich składzie znajdziemy naturalne, organiczne, tłoczone na zimno oleje i roślinne ekstrakty, są to wegańskie kosmetyki bez komponentów pochodzenia zwierzęcego. Marka debiutowała w mojej kosmetyczne, świetnym balsamem Golden Dream, dziś zaś chcę Wam polecić genialny, waniliowy duet z linii Date & Vanilla. 


Masło do ciała Date & Vanilla, otrzymujemy w praktycznym słoiczku (125 ml), zamykanym na metalowe zatrzaski, jest to świetne rozwiązanie w przypadku tego typu produktów do ciała, bowiem zawsze wiemy ile kosmetyku nam jeszcze pozostało, a aplikacja jest wygodna i szybka. Pod słoiczkiem znajduje się przyjemny skład masła, na opakowaniu zaś odnajdziemy informacje na temat produktu i certyfikat. Masło bazuje na maśle kakaowym i maśle shea, które doskonale nawilżają, odżywiają, zmiękczają skórę i pielęgnują ją. Mamy tu także olej ze słodkich migdałów, olej z nasion słonecznika, roślinne glicerydy, skwalan, witamina E, kwas mlekowy, a także olej z kolibła egipskiego. Masełko uelastycznia skórę, wygładza, działa antystarzeniowo, nadaje skórze sprężystości, miękkości i działa także  aromaterapeutycznie, bowiem zapach wanilii jest tu po prostu boski! Otulający, nieco słodki, po prostu wanilia w całej okazałości. Kosmetyk polecam do każdego typu skóry, idealnie sprawdzi się przy skórach normalnych, suchych, ale także potrzebujących szczególnej pielęgnacji, odżywi skórę nawet bardzo delikatną. Ja stosuję je zarówno przy pielęgnacji ciała, jak i stóp, jest to wszechstronny i wielozadaniowy kosmetyk. Masełko ma maślaną, bogatą konsystencję w białym kolorze, idealnie rozprowadza się po skórze i wchłania, nie pozostawia tłustej warstwy, zatem można je tez stosować także po porannym prysznicu i od razu po aplikacji, założyć ubranie. Moja skóra po zastosowaniu masła jest mięciutka, gładka i naprawdę przecudownie pachnie wanilią.


Warto dbać o dłonie zimą, narażone są teraz bardzo na działanie czynników zewnętrznych. Krem do rąk Date & Vanilla, otrzymujemy w poręcznej i praktycznej tubce (50 ml), zamykanej na klik. Ozdobiona jest ona miłymi dla oka grafikami i przyjemnym designem marki. Aplikacja kremu jest wygodna i szybka, na zabezpieczonej tubce widnieją także oczywiście informacje na temat kosmetyku, certyfikat oraz skład. Zawiera on ekologiczny olej z nasion słonecznika, olej kokosowy, olej ze słodkich migdałów, masło shea, skwalan, mało kakaowe, witaminę E, ciekawym komponentem jest tu olej z kolibła egipskiego, który znany jest z właściwości przeciwzmarszczkowych i uelastyczniających skórę. Skład jest świetny, bezpieczny, każde dłonie zakochają się w nim, polecam go także facetom. Funkcją kremu, jest nawilżenie, ochrona, odżywienie, ale także zmiękczenie skóry dłoni, sprawdza się u mnie idealnie, mam go zawsze w torebce. Szybko wchłania się, ma wspaniałą, aksamitną konsystencję. Sięgam po niego zawsze po umyciu rąk, ale też w ciągu dnia, oczywiście jego dużym atutem jest boski, waniliowy zapach! Znacie kosmetyki Bio Happy? 

 

środa, 13 lutego 2019

Mój Hit! Księga dobrych myśli - Beata Pawlikowska - Wydawnictwo Edipresse Książki – 365 dni dobrej energii na cały, dobry rok!

Mimo, że mamy już luty, a to styczeń zwykle skłania nas ku rocznym planom, warto pomyśleć o tym, jak miną nam kolejne miesiące, aż do grudnia. To w jaki sposób myślimy, przekłada się bowiem później na to, jak żyjemy. Dziś u mnie książka naprawdę szczególna, mój hit ostatnich tygodni.


Księga dobrych myśli - Beata Pawlikowska
Premiera: 16 stycznia 2019
Wydawnictwo: Edipresse Książki
Oprawa: miękka
Ilość stron: 416



Księga dobrych myśli, to książka, której autorką jest Beata Pawlikowska, z pewnością znacie tę pełną pozytywnej energii kobietę, która jest nie tylko doskonałą pisarką, ale też podróżniczką, dziennikarką, prowadzi także audycje radiowe. Księga dobrych myśli, to moje pierwsze spotkanie z tą niezwykłą osobą, jako pisarką, dodatkowo jest ona autorką przecudnych rysunków, które niewątpliwie są jedną z głównych sił i atutów publikacji. Książka intrygowała mnie od momentu zapowiedzi tegorocznych, wiedziałam, iż będzie coś totalnie dla mnie i tak tez się stało. Cudeńko wydawnicze spod skrzydeł Wydawnictwa Edipresse Książki, zwróci Waszą uwagę w księgarni niewątpliwie dzięki wspaniałej, bajkowej wręcz okładce z rysunkami właśnie autorki, książka jest tak pięknie wydana, że naprawdę trudno to opisać, musicie sami ją dotknąć i poczuć, zachwycają kolory, pozytywne rysunki Pani Beaty, ale też złote wykończenia, naprawdę majstersztyk, który powinien znaleźć się także na Waszych półkach, ja jestem nią totalnie urzeczona. 

 
Niech to będzie najlepszy rok twojego życia! Księga dobrych myśli, to 365 pięknych, pełnych energii, dobrych słów, tekstów, które nie tylko podnoszą na duchu, ale też popychają do zmian, do lepszych i łatwiejszych decyzji, zachęcają by docenić, to co się ma, to co nas otacza, by cieszyć się życiem i zauważać pozytywne aspekty życia w każdym momencie, nawet tym najtrudniejszym. Dzięki niej nieco inaczej spoglądam na świat, ludzi, autorka zachęca, by znaleźć w sobie więcej siły, cierpliwości, wytrwałości, by przede wszystkim zachować równowagę dla siebie przede wszystkim, ale też dla innych. Jest to bardzo cenna książka, zarówno dla tych, którzy potrzebują tego typu wsparcia, ale też dla tych, którym po prostu, z tą książką pod ręką, lepiej będzie się szło przez życie. Nie jest to typowy poradnik, to codzienna dawka dobrych fal, świetne jest to, że nie ma tu roku, dzięki temu codzienne daty, którymi opatrzone są kolejne dni, mogą być uniwersalne, bez względu kiedy czytamy dany tekst. Księga dobrych myśli, to totalna perełka, książkowe must have, po prostu musicie ją poznać, dotknąć, przeczytać i codziennie dzięki niej ładować pozytywne bateryjki!


wtorek, 12 lutego 2019

Pielęgnacja pieska i kotka – Chusteczki nawilżane dla zwierząt Luba – Oczyszczanie i ochrona skóry oraz do pielęgnacji wrażliwych miejsc!

Bardzo cieszy mnie fakt, iż coraz więcej uwagi poświęca się pielęgnacji zwierząt, one przecież, jak my, potrzebują czystości i odpowiedniej higieny na co dzień.


Chusteczki nawilżane Wet Wites for dogs Luba, to świetne produkty, które sprawdzą się u nas nie tylko u piesków, ale też w przypadku pielęgnacji kotów. Nasza suczka jest zadowolona z czystych łapek i sierści, zwłaszcza, gdy topniał śnieg, było błoto, doceniliśmy chusteczki bardzo, bowiem wówczas często miała brudny brzuszek. Koty zaś w domowym zaciszu, cieszą się z czystych łapek, które często brudzą się w kuwetce, ale chusteczki to też świetny kosmetyk do pielęgnacji psich i kocich uszu i całego pyszczka. 


Chusteczki w odsłonie - oczyszczanie i ochrona skóry, mieszkają w żółtym opakowaniu, zaś do wrażliwych miejsc – w niebieskim, obie są doskonale zabezpieczone naklejaną etykietą, by chusteczki nie wyschły, docenić tu trzeba świetny, zwracający uwagę, zwierzakowy design i przyjemne grafiki, które zdobią obie wersje chusteczek. W każdym wypadku mamy tu 36 sztuk chusteczek, każda z nich jest lekka i delikatna, doskonale nasączona. Żółta wersja przeznaczona jest nawet do skóry atopowej zwierząt, nie zawiera alkoholu i kompozycji zapachowych, zatem bez problemu można nimi oczyścić skórę nawet wrażliwych pupili i szczeniaczków, chusteczki te są świetne do łapek, sierści całego ciała i okolic ogona po spacerku. Jest to też dobry i szybki sposób na oczyszczenie zwierzaka z kurzu, pamiętajcie też, ze zimą często chodniki sypie się solą, którą należy niezwłocznie usunąć z łapek. Chusteczki do pielęgnacji wrażliwych miejsc, to pomoc ratunkowa w każdej sytuacji, oczyszczają, zabezpieczają, są łagodne, nie zawierają alkoholu i sztucznych zapachów, zawierają kwas mlekowy, panthenol i alantoinę. Nie podrażnią oczu, także można nimi wytrzeć cały pyszczek, uszy, ich gęste włókna nie pozostawią nitek i kłaczków, polecam je zarówno do szczeniąt, małych kociaków, u nas przydają się w pielęgnacji naszej seniorki. Znacie te chusteczki? Co sądzicie o takiej formie pielęgnacji ukochanych zwierzaków? :)

 

poniedziałek, 11 lutego 2019

Profesjonalny kosmetyk z medyczną jakością – Ampułki Topmedica Proteoglycans Plus – Intensywna pielęgnacja przeciwstarzeniowa!

W pielęgnacji przeciwstarzeniowej, ważny jest odpowiedni wybór kosmetyków, najwyższej jakości, zawierających wysokie stężenia składników aktywnych. Dziś o kosmetyku, który naprawdę daje genialne efekty na mojej skórze.


Ampułki Topmedica Proteoglycans Plus, to bardzo intensywna pielęgnacja przeciwstarzeniowa, zimą warto zafundować sobie takie domowe zabiegi, ampułki działają nie tylko na płaszczyźnie anti-age, ale też przeciwdziałają powstawaniu przebarwienień, wyrównują koloryt skóry, pielęgnują, ujędrniają, poprawiają owal twarzy, ładnie odżywiają i wygładzają skórę. Proteoglycans Plus, hiszpańskiej marki Topmedica, zakupić można na topestetic, gdzie skusi Was cała gama kosmetyków tejże marki, ale także innych, świetnych firm, z którym polecam zwrócić uwagę na Swederm, czy Beaute Pacifique, w sklepie często można upolować perełki w ciekawych promocjach. Ampułki, pochodzą z linii przeciwstarzeniowej, jest to dermokosmetyk, który dedykowany jest skórze zarówno mieszanej, dojrzałej, suchej, wrażliwej, jak i naczynkowej, ale też tłustej, dotkniętej problemami i niedoskonałościami, z powodzeniem mogą je stosować także osoby dotknięte trądzikiem, atopowym zapaleniem skóry, czy łuszczycą. Moja cera mieszana, w kierunku suchej, naprawdę bardzo polubiła zabiegi z ampułkami.



Na biało-niebieskim kartoniku, widnieją informacje o ampułkach, skład i sposób ich użycia, w środku zaś znajdziemy przydatną ulotkę oraz trzy blistry z białego tworzywa, każda z nich zawiera 10 ampułek, razem zatem w opakowaniu mamy 30 ampułek z ciemnego szkła, chroniącego preparat przed promieniami słonecznymi, a każda z nich zawiera 2 ml kosmetyku. Dodatkowo otrzymujemy trzy zamykane aplikatory z kapturkiem. Ampułki polecam aplikować zarówno na twarz, jak i na szyję i dekolt, to prawdziwa bomba przeciwstarzeniowa, którą skóra doceni. Jak je zatem stosować? Codziennie, na oczyszczoną skórę, wówczas należy jedną ampułkę wstrząsnąć, złamać czubeczek, nałożyć aplikator i przelać zawartość na dłoń, ja wmasowuję delikatnie preparat w skórę, czekam chwilkę i nakładam krem. Jeśli nie zużyjemy całej ampułki, można zamknąć kapturek, ale trzeba ją wówczas zużyć w przeciągu 24 godzin. Kosmetyk ładnie się wchłania, także można kurację stosować rano, ja zaś lubię je używać podczas wieczornego rytuały pielęgnacyjnego, cenne składniki działają zatem u mnie nocą, a w skład ampułek, to 3%  proteoglikany, czyli glikoproteiny, które działają nawilżająco, łagodząco, kojąco, uelastyczniają skórę i chronią, jest tu też 5% witamina C, wyrównująca koloryt, wspomagająca syntezę kolagenu, ale też azjatyckie glony undaria pinnatifida, czyli undaria pierzastodzielna, które działają silnie przeciwstarzeniowo, regenerują skórę, redukują zmarszczki, nawilżają. Ampułki, to naprawdę dermokosmetyk, na który warto się skusić, skuteczny i najwyższej jakości. Znacie kosmetyki Topmedica? Zaciekawiły Was te ampułki?


piątek, 8 lutego 2019

Weekendowe, domowe spa z organicznymi kosmetykami Vita Liberata – Nowość Pianka Invisi Foaming Tan Water oraz peeling Super Fine Skin Polish!

Zbliża się weekend, warto zatem pomyśleć o tym, by sprawić sobie trochę luksusów, przyjemności, zadbać o ciało i sprawić swojej skórze pielęgnacyjny zabieg w domowym zaciszu. 


Premierowo dziś u mnie dwa, wspaniałe kosmetyki irlandzkiej marki Vita Liberata, którą znam i polecam już od lat. Produkty te zakupić można zarówno internetowo, jak i stacjonarnie w każdej Sephorze. Poznałam już kilka kosmetyków Vita Liberata, każdy z nich zachwycał mnie zarówno składem, jak i działaniem, zawsze były to produkty, zawierające wysokiej jakości, zatwierdzone przez restrykcyjny, ceniony przez mnie certyfikat Ecocert, organiczne składniki, roślinne oleje, naturalne ekstrakty, nie odnajdziemy w tych kosmetykach parafiny, silikonów, parabenów. Duet w postaci pianki i peelingu w towarzystwie specjalnej, praktycznej rękawicy, świetnie sprawdza się u mnie zimą, dając naprawdę wielką przyjemność w ich stosowaniu, zatem polecam oba te cudeńka Wam, skóra z pewnością podziękuje za takie rozkosze.



Vita Liberata - Invisi Foaming Tan Water - Organiczny samoopalacz w piance w odcieniu Medium/Dark
Jest to jedna z nowości marki, pianka samoopalająca Invisi Foaming Tan Water, to ciekawy i innowacyjny kosmetyk. Zawiera sok z liści aloesu, na którym bazuje, glicerynę roślinną, ekstrakt z melona, kwas hialuronowy, ekstrakt z winogron, ekstrakt z ginkgo biloba, z granatu, malin, czy lukrecji, w 90% kosmetyk jest organiczny. Mój odcień, to Medium Dark, dajacy naprawdę delikatny i naturalny koloryt skóry, zaś jest także dostępna wersja Super Dark, dająca bardziej widoczną, piękną opaleniznę. Prócz kolorytu, pianka oczywiście dba o skórę, pięknie nawilża, działa przeciwstarzeniowo, zmiękcza i wygładza, skład jest bowiem naprawdę bogaty. Pinka mieści się w praktycznej, przezroczystej butelce (200 ml) z doskonale działającym aplikatorem, jest biała i niesamowicie delikatna, jak woda, nie ma zatem możliwości pobrudzenia ubrania, warto ją lekko wstrząsnąć przed użyciem. Rozprowadzam ją po ciele, idealną do tego typu zabiegu rękawicą Vita Liberata, która pozwala mi na dokładną i równomierną aplikację, warto ją sobie sprawić kupując piankę. Invisi Foaming Tan Water, momentalnie wchłania się w skórę, nie lepi się, nie tworzy absolutnie żadnych smug, od razu po aplikacji można z powodzeniem nałożyć ubranie, a koloryt skóry bardzo delikatny i naturalny, idealny na zimę pojawia się w przeciągu około pięciu godzin.


Vita Liberata - Super Fine Skin Polish – Peeling złuszczający
Byłam bardzo ciekawa tego kosmetyku, już po pierwszym użyciu, zakochałam się. Peeling pięknie złuszcza skórę, oczyszcza i odżywia, jest to delikatny i bezpieczny kosmetyk, który polecam do każdego rodzaju skóry, nawet tej wrażliwej i skłonnej do podrażnień, można go stosować nawet przy codziennej pielęgnacji. Warto mieć tego typu kosmetyk, gdy używamy produktów samoopalających, wówczas skóra zachwyca zdrowiem, jest gładka i idealnie przyjmuje kosmetyki nadające koloryt, który dłużej się utrzymuje. W składzie mamy tu kojący wosk pszczeli, odżywcze masło shea, oliwę z oliwek, ekstrakty z żurawiny, witaminę E, masło murumuru, ekstrakt z melona, winogron, ginkgo biloba, kwas hialuronowy, ekstrakt z granatu, liczi, alg, a także malin, czy jedwabiu i lukrecji, jak zawsze w przypadku Vita Liberata, skład jest świetny. Super Fine Skin Polish, ma niesamowicie lekką i delikatną formułę, w białym kolorze, w konsystencji odnajdziemy malutkie, brązowe drobinki, które pobudzają krążenie, masują, oczyszczają, ujędrniają i złuszczają naskórek, peeling jest iście idealny, kosmetykiem pielęgnacyjnym, który z pewnością zachwyci Was, tak, jak mnie. Znacie te kosmetyki? 
Które produkty goszczą w Waszym, domowym spa?