sobota, 29 września 2018

LILY LOLO – Naturalny krem BB w dwóch odsłonach – Jasne odcienie BB Cream Fair oraz Light – Jak dobrać idealny odcień lub stworzyć własny?

Jeśli zaglądacie na mojego bloga częściej, zapewne wiecie, iż kocham miłością wieloletnią i szczerą Lily Lolo. Dziś ponownie u mnie świetny krem BB tej marki, który gościł już kilka razy u mnie, dziś zaś pokażę go Wam w dwóch odcieniach, które obecnie używam.


Krem BB Lily Lolo, czyli beauty balm, czy też blemish balm, to kosmetyk, łączący w sobie funkcje makijażowe, upiększające i pielęgnacyjne zarazem. Wiem, że nie jestem odosobniona w zachwytach nad nim, zdobył już serca wielu, jest to bowiem produkt, który z powodzeniem może zastąpić zarówno krem, jak i podkład, jest też najdoskonalszą bazą pod podkład mineralny, wspaniale stapia się z nim, tworząc duet idealny i dając piękne, naturalne wykończenie makijażu. Kosmetyki Lily Lolo, produkowane są z naturalnych i mineralnych składników, nie zawierają sztucznych aromatów, parabenów, nanoczasteczek, substancji konserwujących, mają piękne składy, są to kosmetyki free cruelty, nie testowane oczywiście na zwierzętach, kremy BB są wegańskie. 


Krem BB, dostępny jest na Costasy w trzech odcieniach, u mnie goszczą dwa, jasne odcienie Fair oraz Light, jestem bowiem typowym bladziochem. Latem, mimo, iż bardzo unikam słońca i stosuję wysokie filtry, niestety nie da się uciec od minimalnego opalenia, mieszałam wówczas odcień Fair z kroplą koloru Light i wiem, że to rozwiązanie ratowało życie nie tylko mi. Jeśli zatem macie bardzo jasną, porcelanową cerę, Fair, będzie strzałem w dziesiątkę, zaś jeśli Fair jest dla Was zbyt blady, polecam nieco ciemniejszy Light lub miks tychże dwóch. Jeśli obawiacie się odcienia, na Costasy, można zamówić sobie najpierw próbkę o pojemności 1,5 ml i upewnić się przed zakupem pełnowymiarowego opakowania. Krem BB Lily Lolo, po aplikacji, momentalnie wyrównuje koloryt skóry, sprawia, że wygląda ona zdrowo i naturalnie, zawiera ciekawe komponenty, pielęgnuje, chroni skórę, działa przeciwstarzeniowo. W jego składzie znajdziemy nawilżający kwas hialuronowy, wygładzający i zmiękczający olej jojoba, olej z kiełków pszenicy, olej ze słodkich migdałów, olej arganowy, olej manuka, olej z nasion słonecznika, olej z pestek granatu, kojący aloes i mineralne pigmenty.


BB Cream, mieści się w poręcznej, stojącej pionowo, smukłej, białej, matowej tubce (40 ml), z czarną nakładką. Kosmetyk aplikujemy, dzięki praktycznej pompce, która jest idealnym rozwiązaniem w przypadku tego typu produktów, codziennego użytku, do tego mamy kontrolę nad ilością wydobytego BB. Na tubce znajdują się informacje o producencie i stosowaniu kremu. Dodatkowo krem, zapakowano w elegancki kartonik, z typowym dla firmy, prostym, czarno-białym, gustownym designem, na kartoniku odnajdziemy piękny skład kremu. Kremy mają leciutką formułę, kremową, która dobrze rozprowadza się po skórze, ja nakładłam je pędzlem flat-top, do tradycyjnego, podkładu w płynie, lecz obecnie wolę aplikację gąbkowym jajeczkiem. Po aplikacji, od razu ładnie stapia się on ze skórą, nie ma mowy o efekcie maski, to naturalne ujednolicenie kolorytu twarzy, jest to także świetne rozwiązanie dla osób, które nie używają na co dzień podkładu, a chcą ujednolicić i upiększyć cerę. Kremy BB Lily Lolo, nie zapychają porów, są bezpieczne nawet dla skóry bardzo wrażliwej, ze skłonnością do podrażnień, alergii, dotkniętej trądzikiem, czy innymi niedoskonałościami. Ja uwielbiam je od długiego już czasu, a Wy znacie kremy BB Lily Lolo? :)


piątek, 28 września 2018

Obsesja piękna - Jak kultura popularna krzywdzi dziewczynki i kobiety - Renee Engeln - Wydawnictwo Buchmann – Współczesna obsesja na punkcie wyglądu zewnętrznego!

Żyjemy w burzliwych czasach, gdzie wygląd i nasza zewnętrzna powłoka, są bardzo ważnym elementem życia, lecz czy współczesność za bardzo nie kultywuje i wręcz obsesyjnie nie dąży do niespełnionego ideału? 


Obsesja piękna. Jak kultura popularna krzywdzi
dziewczynki i kobiety - Renee Engeln
Tytuł oryginalny: Beauty Sick: How the Cultural Obsession
with Appearance Hurts Girls and Women
Tłumaczenie: Marta Bazylewska
Premiera: 01 sierpnia 2018
Wydawnictwo: Buchmann
Oprawa: okładka miękka ze skrzydełkami
Ilość stron: 416


Obsesja piękna. Jak kultura popularna krzywdzi dziewczynki i kobiety, to książka, której autorką jest ceniona i wielokrotnie nagradzana profesor psychologii Renee Engeln. Jestem przekonana, że pozycja ta, zwraca zdecydowanie uwagę na półkach księgarni swą okładką, na pewno nie umknie ona Waszym oczom, naprawdę oprawa jest niesamowita, idealnie oddaje tematykę, którą porusza książka, do tego jest bardzo estetyczna i nowoczesna. Gdy książka czekała u mnie na przeczytanie, zastanawiałam się, w jaki sposób autorka przedstawi tak trudny temat. Przyznacie, iż współcześnie trwa niewątpliwie nieustanna pogoń za pięknem, za wieczną młodością, a co za tym idzie kobiety chcąc dogonić tę obsesję, sięgają do naprawdę drastycznych zmian. Ja należę do osób, które uważają, iż wszystko jest dla ludzi, sama pewnie, gdybym miała większe fundusze, pokusiłaby się o bardziej kosztowne zabiegi, by zachować ładną twarz na dłużej, lecz na pewno nie za wszelką cenę.

 
Myślę, że my, jako kobiety musimy znać granicę, którą same sobie wyznaczamy, nie osądzam zatem kobiet, które wykonują na sobie owe zmiany, jeśli tak im się podoba, ja nie mam prawa im tego zabraniać, lecz inaczej sprawa ma się w stosunku do dziewczynek. Młode dziewczyny, atakowane przez zakłamane wizerunki idealnych modelek, pozujących na okładkach i social mediach, wpadają w kompleksy, o tym autorka książki Obsesja piękna, mówi dużo. Książka podkreśla, jak bardzo świat skupia się obecnie na wyglądzie, pomijając aspekt wnętrza człowieka, wszystko jest wizualne. Młode dziewczyny, nie znają prawdy, iż za jednym zdjęciem modelki, obrobionej w programach graficznych, stoi sztab ludzi, wszystko na nim jest tak naprawdę fikcją. Obsesja piękna Renee Engeln, pełna jest badań, bardzo ciekawych faktów, wywiadów, próby wyjaśnienia, dlaczego tak wiele kobiet pragnie stać się jedynie ładnym przedmiotem, pomijając swoją skrywaną duchowość, podpowiada też, jak walczyć z ową obsesją, poczuć własne ciało, a nie tylko na nie patrzeć! A Wy co sądzicie na ten temat?


czwartek, 27 września 2018

Nowość marki Orientana - Naturalny krem do rąk ze śluzem ślimaka – Pielęgnacja dłoni jesienią!

Nasze dłonie szczególnie jesienią i zimą, narażone są na działanie czynników zewnętrznych, mrozu, wiatru, deszczu, a zmienne temperatury dają o sobie znać cały czas, trzeba je zatem prawidłowo pielęgnować.


Na blogu kosmetyki z zawartością śluzu ślimaka, pojawiły się u mnie, gdy polska marka naturalna Orientana, włączyła do asortymentu kremy ze składem go zawierającym. Niespodzianką było dla mnie pojawienie się w tejże serii kremu do rąk, który od razu poszedł w ruch. Śluz, który wydzielają ślimaczki, to znany na całym świecie eliksir młodości i zdrowej skóry. Jest on bogaty w kolagen, alantoinę, elastynę i wiele witamin, śluz ten, pozyskuje się bez szkody dla zwierząt, a kosmetyki Orientana oczywiście nie są testowane na zwierzętach, w wypadku tejże serii, warto zaś zaznaczyć, iż nie są to kosmetyki wegańskie, zawierają bowiem ów składnik odzwierzęcy. W składzie kremu nie znajdziemy parabenów, silikonów, czy olejów mineralnych.



Krem do rąk Orientana, mieszka w poręcznej, białej tubeczce, mieszczącej 50 ml kremu. Na tubce, odnajdziemy ślimaczkowe, typowe dla serii grafiki, informacje o produkcie i skład kosmetyku. Dodatkowo kosmetyk zapakowano w kartonik o tym samym designie. Zdradzę Wam, iż mam kilku ulubieńców, pośród kremów do rąk, ten również wspaniale się sprawdza, jest idealny do torebki, zawiera oczywiście śluz ślimaka, masło mango, olej ryżowy, olej awokado, olej jojoba, czy sok z liści aloesu. Skład jest świetny, bezpieczny i myślę, ze każde dłonie zakochają się w nim. Funkcją kremu, jest ochrona, odżywienie, ale także nawilżenie i zmiękczenie skóry naszych dłoni, u mnie sprawdza się na medal. Szybko wchłania się, pozostawiając dłonie mięciutkie i gładkie, ma miłą w aplikacji, aksamitną konsystencję, myślę, że jest ideałem na jesień. Ja bardzo często myję ręce, zawsze po myciu sięgam po ten krem, no i wisienką na torcie jest tu boski zapach, delikatny, otulający, luksusowy, uwielbiam tę woń, zatem i kremik polecam Wam! Macie swoje hity w pielęgnacji dłoni? :)


środa, 26 września 2018

Rysa - Igor Brejdygant - Wydawnictwo W.A.B. – Mroczny, polski, rasowy kryminał z wyraźną nutą thrillera – Lektura idealna na jesienne wieczory!

Jesień, to dla mnie idealny czas, by zasiąść z książką w ręku i chłonąć powieści! Myślę, że książka, o której u mnie więcej dziś, zachwyci nie tylko miłośników ciemnych zakamarków literatury, do których i ja należę, ale także tych, którzy chcąc nadrobić książkowe zaległości, szukają po prostu dobrej, polskiej, współczesnej literatury.


Rysa - Igor Brejdygant
Premiera: 22 sierpnia 2018
Wydawnictwo: W.A.B.
Oprawa: okładka miękka
Ilość stron: 384


Książka zatytułowana Rysa, której autorem jest polski pisarz Igor Brejdygant, kusiła mnie i intrygowała już przy zapowiedziach wydawniczych, kocham bowiem czytać kryminały, sensację, mocno podszytą nutą thrillera, zaś w polskim wydaniu, gatunki te, jeszcze bardziej przyspieszają mi bicie serca. Rysę, znajdziecie na półkach księgarni bez problemu, na okładce widnieje hipnotyczna, kobieca twarz, której nie sposób przeoczyć, a rekomendacje Wojtka Miłoszewskiego, czy Cezarego Harasimowicza, przypieczętują wybór. Pomimo, iż Igor Brejdygant, nie jest debiutantem, u mnie gości pierwszy raz, jest on nie tylko pisarzem, ale przede wszystkim pisze scenariusze, reżyseruje i fotografuje, napisał scenariusze do Zbrodni, Prostej historii o morderstwie Palimpsestu czy Paradoksu. Jakie wrażenia zatem towarzyszyły mi przy czytaniu jego najnowszej powieści Rysa?


Książka nie jest podzielona na rozdziały, przez co naprawdę trudno się od niej oderwać, fabuła bowiem postępuje w swoim tempie, nie ma tu miejsca na nudę, wciąga nas szybko i bardzo mocno, my łatwo stajemy się jej częścią, łączymy się z bohaterką i czytamy powieść jednym tchem, będąc cały czas w napięciu i oczekiwaniu na dalszy rozwój sytuacji. Jesteśmy zatem w stolicy, w centrum Warszawy, ginie bezdomny, który spożywał spore ilości alkoholu, sprawę prowadzi komisarz Monika Brzozowska, która podczas rozwiązywania rozrastającej się o kolejne, tajemnicze zbrodnie zagadki, niestety prócz seryjnego mordercy, będzie musiała zmierzyć się także ze swoją trudną przeszłością i rysą, jaka od lat w niej tkwi. Jest to zawsze ciekawe ujęcie tematu, bardzo lubię, gdy te dwie sfery w powieści przenikają się i mają na siebie nawzajem wpływ, dodaje to tajemnicy powieści, pewnej złożoności, reakcji tu i teraz, na to, co działo się w niegdyś przeszłości. Rysa, to z pewnością tytuł, który pochłoną jak ja, miłośnicy rodzimych kryminałów, jest tu zdecydowanie mroczny, brudny klimat, specyficzne tajemnice, złożeni bohaterowie, sekrety, intryga, chęć odkrycia prawdy, czyli wszystko to, co w tego typu literaturze uwielbiam, zatem zdecydowanie polecam i Wam, koniecznie na jesienne, ciemne wieczory!




Małe wielkie rzeczy - Henry Fraser - Wydawnictwo Insignis – Jak wiele siły tkwi w nas samych! Każdy dzień to dobry dzień!

Każdy dzień to dobry dzień, to zdanie oddaje życiową drogę autora książki, którą chcę Wam dziś polecić, przedmowę do tejże opowieści, napisała autorka Harry`ego Pottera!


Małe wielkie rzeczy - Henry Fraser
Premiera: 19 września 2018
Wydawnictwo: Insignis
Tytuł oryginalny: World The Little Big Things:
A young man's belief that every day can be a good day
Tłumaczenie: Joanna Hardukiewicz-Chojnowska
Oprawa: twarda
Ilość stron: 178


Książka Małe wielkie rzeczy, której autorem jest Henry Fraser, swą premierę miała dosłownie tydzień temu. Ta świetna nowość Wydawnictwa Insignis, jest idealną lekturą na jesień, dlaczego? Dodaje pozytywnej siły, energii, daje wiarę w to, ze nasze życie ma sens i że my, jako ludzie poradzimy sobie w każdej sytuacji, nawet takiej, która wydaje się już bez wyjścia. Wspaniałą i wzruszającą przedmowę książki, napisała autorka Harry`ego Pottera J.K. Rowling, opisuje w niej, jak napotkała na historię Henry`ego, jak poznała go i dlaczego jest jedną z najbardziej niezwykłych osób, jakie napotkała na swojej życiowej drodze. Myślę, że taka rekomendacja, to skarb, Rowling nie tylko zachęca nas, by sięgnąć po opowieść Frasera, ale też widzi w nim drogowskaz dla innych ludzi.


Książka na pewno zwróci Waszą uwagę w księgarni piękną, bardzo oryginalną okładką, którą namalował specjalnie jej autor. Henry, jest brytyjskim artystą, malującym ustami, dziś jest także mówcą motywacyjnym, dającym innym wiele nadziei, siły i energii, warto zagłębić się w jego historię. Małe wielkie rzeczy, to w zasadzie autobiografia, fakty, przeżycia, jakie napotkały Frasera. Poznajemy jego drogę, odkąd był siedemnastoletnim, przystojnym chłopakiem i w wyniku wypadku w Portugalii, skoku do wody, został całkowicie sparaliżowany od szyi w dół. Wbiegłem do wody tak daleko, aż sięgała mi do pasa (…), zanurkowałem. Jednak tym razem zanurzając się, trafiłem głową w dno. Gdy otworzyłem oczy, dałem sobie sprawę, ze pływam bezwładnie pod powierzchnią wody, twarzą w dół, z rękami zwisającymi przed mną (…). Co przeżył, myślał w chwili, gdy to się stało, jakie emocje targały nim wewnątrz, co czuł i jak otoczenie reagowało na tą sytuację. Szokująca droga od szpitala w Portugalii, transport do Anglii, ból, przykucie do łóżka, chłopak docenia każdy oddech, który wykonuje sam, bez udziału aparatury, docenia promienie słońca, ludzi go odwiedzających, możliwość jedzenia. Dużym wydarzeniem są ćwiczenia, czy wózek, którego Henry, po długim leżeniu, nie mógł się doczekać. Książka daje nam dużo do myślenia, czy na co dzień doceniamy oddech, to, że możemy normalnie funkcjonować, jeść, chodzić, rozmawiać z ludźmi? Jeśli choć trochę martwicie się o to w swoim życiu, dajcie sobie powera na jesień i przeczytacie Małe wielkie rzeczy, to inspirująca, piękna opowieść o tym, że każdy dzień, może być dla nas dobrem, bez względu na wszystko, jeśli tylko my sami w to uwierzymy!


wtorek, 25 września 2018

SO'BiO étic – Mój ideał kremowy na jesień! Naturalny, certyfikowany krem 24H z czystym sokiem z aloesu do skóry suchej i normalnej – Linia Hydra Aloe Vera

Krem do twarzy, to kosmetyk, bez którego chyba większość z nas, nie wyobraża sobie codziennej pielęgnacji. Dziś mój kremowy hit, który zawładnął ostatnio moim kosmetycznym serduchem.


Jesienią, jak i przez cały rok, skóra potrzebuje dobrego nawilżenia, każdy rodzaj cery, kocha, gdy kosmetyk dobrze pielęgnuje, chroni i nawilża jednocześnie. W okresie jesiennym, ponownie wracam do mocnych makijaży, które zawsze dobrze wyglądają, gdy skóra jest zadbana i zdrowa. Naturalny, certyfikowany krem SO'BiO étic 24H z czystym sokiem z aloesu do skóry suchej i normalnej z linii Hydra Aloe Vera, stał się mym hitem, pięknie dba o skórę, która chłonie go, jest miękka i bez niespodzianek. Francuska marka SO'BiO étic, zachwyca mnie nieustannie, ufam tym kosmetykom i zawsze polecam je i Wam, z tejże linii, miałam już boskie, hipoalergiczne, kojące serum nawilżające z czystym sokiem z aloesu, dziś zaś zapraszam Was na spotkanie z kremem. Kosmetyki SO'BiO étic, zawierają wyłącznie ekologiczne, naturalne komponenty, pochodzące z certyfikowanych upraw, nie znajdziemy w nich parabenów, silikonów, olejów mineralnych, sztucznych barwników i aromatów. Kosmetyki te, powstają pod skrzydłami Lea Nature, ich opakowania są biodegradowalne i przyjazne środowisku, produkty nie są oczywiście testowane na zwierzętach i posiadają restrykcyjne, cenione przez mnie certyfikaty Ecocert oraz Cosmebio.


Kremik pochodzi z linii Hydra Aloe Vera, w której znajdziemy kosmetyki, które w swym składzie zawsze mają organiczny sok z liści aloesu, ale krem zawiera także mnóstwo innych, wspaniałych komponentów, 99% tychże składników jest pochodzenia naturalnego. Jest tu także olej z nasion słonecznika, masło shea, witamina E, wosk kandelila, kwas hialuronowy i wiele innych, ciekawych, naturalnych skalników. Skład jest śliczny i bezpieczny nawet dla skóry wrażliwej, alergicznej, czy skłonnej do podrażnień, dedykowany jest skórze normalnej i suchej, u mnie przy skórze mieszanej, w kierunku suchej, sprawdza się na medal, zarówno pod makijaż, jak i podczas wieczornej pielęgnacji. Kosmetyk mieści się w poręcznej, ślicznej, białej, pionowej tubce (50 ml), zamykanej na klik, która dodatkowo umieszczono w bogaty w informacje i certyfikaty kartonik. Jest bardzo wydajny, ma bardzo delikatną konsystencję w białym kolorze, pięknie rozprowadza się po skórze, szybciutko wchłania, wygładza i mega nawilża. Na uwagę zasługuje też jego delikatny, świeży, owocowo-cytrusowy zapach. Po jego aplikacji, momentalnie czuć efekt nawilżenia, pięknie też odżywia, wygładza skórę, działając jednocześnie kojąco, przeciwzapalnie i chroniąc skórę przed działaniem czynników zewnętrznych. Stosuję go codziennie, zarówno rano, jak i wieczorem na twarz, dekolt, jak i szyję. Idealnie sprawdza się u mnie, jako baza pod makijaż, świetnie współpracuje z makijażem mineralnym, ale też z tradycyjnym płynnym podkładem, jestem z niego naprawdę bardzo zadowolona, zatem jeśli szukacie na jesień dobrego kremu, silnie nawilżającego i do tego z pięknym, naturalnym składem, musicie go poznać. 
Znacie kosmetyki SO'BiO étic? Warto ich poszukać, teraz także stacjonarnie! Dostępne są w sieci sklepów Organic Farma Zdrowia oraz w Drogeriach Natura, tam, gdzie kusi asortyment naturalnych kosmetyków, także ruszajcie na łowy! :) 



poniedziałek, 24 września 2018

Premiera! Szczęście za horyzontem - Krystyna Mirek - Edipresse Książki – Przepiękna powieść na cudowne rozpoczęcie jesieni!

Spalone mosty to najlepszy w życiu start, ten cytat, pochodzący z tekstu utworu Ratujmy, co się da, Budki Suflera, przyświeca fabule pięknej książki, o której u mnie więcej dziś!


Szczęście za horyzontem - Krystyna Mirek
Premiera: 19 września 2018
Wydawnictwo: Edipresse Książki
Oprawa: miękka
Ilość stron: 344


Szczęście za horyzontem, to książka, której autorką jest Krystyna Mirek. Jeśli jesteście miłośnikami polskiej literatury obyczajowej, pisarka ta, na pewno jest Wam doskonale znana, napisała bowiem już ponad dwadzieścia powieści, w których wielu czytelników odnajduje siebie samych, jej książki są pełne uczuć, przeróżnych sytuacji życiowych, trudnych wyborów, jakie dokonuje każdy człowiek, chyba w tym tkwi jej wielka siła i niewątpliwy sukces. Szczęście za horyzontem, to bardzo gorąca premiera, bowiem książka miała swą premierę zaledwie w minioną środę! Na pewno znajdziecie ją na regałach nowości wydawniczych w każdej, dobrej księgarni. Niechaj nie umknie Waszym oczom przepiękna okładka, bardzo pozytywna, ciepła, z przecudnej urody dziewczyną w kapeluszu i niebieskimi, polnymi kwiatami, oprawa wizualna książki, naprawdę zachwyca i trafi na pewno w gust wielu miłośniczek tego rodzaju powieści, w tym również i mój.

 
W powieści mkniemy szybko poprzez dwadzieścia cztery rozdziały, które czyta się iście ekspresowo, szybko chłonąc karty książki i stając się częścią pięknej i zgrabnej fabuły. Poznajemy główną bohaterkę – Justyna, jest w zaawansowanej ciąży bliźniaczej, wraca ze spotkania z dawno już niewidzianymi koleżankami z liceum, po szalonym wieczorze, podczas którego niestety skusiła się na dwa kieliszki wina, wsiada w samochód, bierze udział w wypadku, w wyniku którego traci dzieci. Winę za wypadek bierze na siebie partner Justyny – Sławek, który pomimo złego samopoczucia kobiety, jest przy niej, choć oboje wiedzą, iż ich związek, oparty w przeszłości jedynie na przyjemnościach, pomiędzy pracą i karierą, nie ma w sobie prawdziwej miłości. Justyna rozstaje się ze Sławkiem i dotychczasowym życiem, traci pracę i postanawia wyjechać do bardzo dawno nie widzianej babci. Podlipie Małe przesypia podczas podróży, trafiając przypadkowo do Jesionowa, tu w sklepie napotyka na dziwną rodzinę, widzi ojca z trójką dzieci, mężczyzna jest zdenerwowany, maluchy są zaniedbane, a jeden z nich ma widoczne oznaki choroby. Justyna słyszy plotki, iż opieka społeczna ma mu odebrać dzieci, ze względu na trudną tam sytuację, jest zła na mężczyznę, bardzo żal jej dzieci. Dojeżdża do babci, opowiadając jej o swojej sytuacji, kobieta nie chce współczucia, ma obecnie nic, jest zaś psychicznie obarczona swoim postępowaniem, babcia zatem radzi, by odpokutowała winy w wybrany przez siebie sposób. Justyna nie zastanawia się długo, jedzie do rodziny, którą napotkała w sklepie i postanawia przez dwa lata, służyć im, pomagając, odkupić swoje czyny. Dwa lata – postanowiła. Rok za każde dziecko. Będzie tu służącą. (…) Ale kara musi być dotkliwa. (…) Postanowiła grzecznie szorować gary (…). Stworzyć osieroconym dzieciom prawdziwy dom. Rodzina, to Jan Małecki, który po śmierci żony, sam opiekuje się trójką dzieci, najstarszy jego synek, Wiktor, to zaradny chłopiec, który na co dzień, jest niczym głowa rodziny, dba o rodzeństwo, młodszego Leosia i śliczną Emilkę. Dzieci dogląda jedynie czasem babcia Łabędzka, teściowej Jana, nie lubią dzieci, jest ona niemiłą kobietą, która niechętnie i rzadko zajmuje się trójką wnucząt. Justyna rozumie, że nie powinno się pochopnie nikogo oceniać, dowiaduje się, jaka naprawdę jest sytuacja Jana i jego rodziny, do tego dochodzi namolna Matylda, która ma swoje plany dotyczące Janka. Justyna na tle górskich krajobrazów, zmienia życie rodziny, jej codzienne funkcjonowanie, przy czym sama doznaje totalnej zmiany. Nie chcę zdradzać Wam, zbyt dużo, koniecznie musicie przeczytać. Całość historii, pokazującej, iż życie zaskakuje nas nieustannie, a nawet jedna chwila zmienia wiele, chłonie się bardzo szybko, podziwiając lekkie i świetne pióro autorki. Szczęście za horyzontem, przeczytałam w miniony weekend, siedząc z kocykiem w jesiennym ogródku na działce, z ciepłą herbatą z miodem i cytryną w ręku, książka jest naprawdę wspaniałym pomysłem na przyjemną, jesienną lekturę, idealna, ciepła, niesamowicie wciągająca i świetnie napisana, polecam z całego serducha!



niedziela, 23 września 2018

Dermena Skin Care z Molekułą Regen 7 – Pielęgnacja skóry twarzy jesienią z czerwoną linią Capiline – Nawilżający krem na dzień, redukujący zaczerwienienia na noc oraz żel myjący!

 Kosmetyki Dermena, sprawdzają się u mnie już od kilku lat, mam wiele hitów, pochodzących z asortymentu tejże polskiej, aptecznej marki, dziś u mnie genialne trio, które weszło ze mną w okres początków jesiennej pielęgnacji i końca lata.


Produktów Dermena, szukajcie w aptekach, często można tam trafić na ich ciekawe promocje, a naprawdę warto się skusić, bowiem są to bezpieczne, dobre kosmetyki w rozsądnych cenach. Linia Capiline, zadebiutowała u mnie trzema kosmetykami, które, jako trio, daje świetne efekty, zaś oczywiście można każdy kosmetyk z powiedzeniem, stosować osobno. Oto nawilżający krem ochronny na dzień, krem redukujący zaczerwienienia na noc oraz żel myjący do twarzy. Polubiłam się z każdym z nich, jest to linia dedykowana cerze naczynkowej, skłonnej do rumienia, wrażliwej i podatnej na podrażnienia, przy mojej mieszanej skórze w kierunku suchej ze skłonnością do podrażnień, zaczerwienień, wszystkie trzy kosmetyki sprawdzają się naprawdę wspaniale. Zawierają one, bardzo charakterystyczną dla marki, opatentowaną Molekułę Regen 7, jest to czynna, fizjologiczna substancja pochodzenia witaminowego, jeden z dwóch podstawowych metabolitów witaminy PP, zawierająca między innymi wyciągi z algi brunatnej. Linia w designie przywołuje kolor czerwony, jak zawsze, w przypadku kosmetyków Dermeny, zachwyca wizualnie, prostotą i czystością odbioru. 


Dermena Capiline – Nawilżający krem ochronny na dzień
Nawilżający krem Dermena z linii Capiline, jest ideałem na jesień, zawiera ciekawe składniki, w tym charakterystyczną dla marki Molekułę Regen 7, jest tu także odbudowujący i odżywczy ekstrakt z czerwonych alg, antyoksydacyjna kwercetyna, czy pełen witaminy C ekstrakt z malpighia gabra, czyli owoców aceroli. Krem ochronny na dzień, otrzymujemy w smukłej, pionowej, białej tubce, zawierającej 50 ml kosmetyku, jego opakowanie doskonale zabezpieczone jest dokładnie przed otwarciem, a dozowanie kremu jest zawsze higieniczne, mamy także pewność, iż kosmetyk zużyjemy do ostatniej kropli. Dodatkowo tubkę umieszczono w tradycyjnym dla marki kartoniku z przydatną ulotką. Krem przeznaczony jest do stosowania na dzień, działa przede wszystkim nawilżająco, zmniejsza zaczerwienienia skóry, chroni naczynka, wygładza. Jest świetny pod makijaż, ładnie się wchłania, pozostawiając moją skórę gotową na makeup. Ma delikatną konsystencję, doskonale rozprowadza się po skórze, dodatkowo zawiera filtry UVA/UVB, jest idealny do bezpiecznej, codziennej pielęgnacji, bardzo go polubiłam!



Dermena Capiline - Krem redukujący zaczerwienienia na noc
Krem redukujący zaczerwienienia, stosuję na noc, otrzymujemy go także w pionowej, białej, dobrze zabezpieczonej tubce (50 ml. Krem przeznaczony jest do cery naczynkowej, ale sprawdzi się tez przy cerze, takiej, jak moja, skłonnej do przesuszeń, czasem kapryśnej i wrażliwej. Aplikuję go delikatnie, podczas wieczornego rytuału, cieniutką warstwą na całą twarz, ładnie koi skórę, wyrównuje koloryt, wygładza, natłuszcza i uelastyczna, niwelując zaczerwieniania, dzięki czemu skóra rano jest w dobrej kondycji. Jeśli macie problem z naczynkami, zaczerwienieniami właśnie, będzie dla Was strzałem w dziesiątkę. Warto go stosować w duecie właśnie z kremem na dzień, tu także mamy w składzie Molekułę Regen 7, ekstrakt z czerwonych alg, kwercetynę, ekstrakt z owoców aceroli, ale jest też ekstrakt z alg zielonych, masło shea, kojąca alantoina, czy olej makadamia. 


Dermena Capiline - Żel myjący do twarzy
Otrzymujemy go w smukłej, bardzo poręcznej, białej buteleczce (200 ml) z praktyczną, zamykaną pompką, uwielbiam tego typu rozwiązania w przypadku produktów codziennego i wielokrotnego użytku, pompka działa bez zarzutu, żel wydobywamy szybko i bez problemu, przy czym mamy kontrolę nad ilością, jaką chcemy zaaplikować, jedna, dwie pompki doskonale starczają u mnie na umycie całej twarzy, szyi i dekoltu. Schludny, estetyczny design uprzyjemnia wizualny odbiór kosmetyku, na buteleczce mamy oczywiście informacje o żelu i skład. Żel Dermeny nie podrażnia mojej skóry, ładnie i delikatnie myje i nie wysusza skóry. Składniki myjące, oczyszczają i zachowują naturalne ph skóry, w składzie widnieje między innymi ekstrakt z owoców aceroli, ekstrakt z alg zielonych i oczywiście Molekuła Regen 7. Ma on żelową, przezroczystą konsystencję, pięknie oczyszcza skórę z wszelkich zanieczyszczeń i resztek makijażu, działa delikatnie, nie podrażnia i nie uczula mojej suchej, często skóry, pokocha go cera naczynkowa i skłonna do rumienia. Zaskakuje mnie jego wydajność i zachwyca cudowny, świeży, owocowy zapach!
Zapraszam Was do odwiedzenia nowego sklepu Pharmena, gdzie znajdziecie cały asortyment marki Dermena, warto też skusić się na promocje, powyższy żel obecnie kosztuje 16,40 zł, także skaczcie na jesienne zakupy! :)