poniedziałek, 17 listopada 2014

PUPA – Zestawy do manicure Nail Art Mania – Crazy Crystals i Bubbles :)

W minione lato, moja spora przyznam, kolekcja lakierów i innych akcesoriów do paznokci, powiększyła się o dwa ciekawe, nieco zwariowane zestawy do manicure, włoskiej firmy Pupa: Crazy Crystals – numer 001, mieniące się mikrokryształki w kolorze głębokiego błękitu oraz Bubbles – numer 007 (jak James Bond :) kawiorowe, jasno-fioletowe perełki, oba zestawy pochodzą z serii Nail Art Mania, którą marka wciąż poszerza o nowe, interesujące duety do paznokci :)
 
 
Oba zestawy opakowane są w kwadratowe kartoniki, z których możemy dowiedzieć się, jak prawidłowo korzystać z ich zawartości, na opakowaniu podany jest również skład (produkty bez parabenów) i inne informacje o firmie. Każdy z zestawów, zawiera bazowy lakier do paznokci w kolorze, typu long lasting (buteleczki 5 ml, fiolet PO42, niebieski PO66) oraz odpowiedni do zestawu dodatek. W przypadku Bubbles, są to perełki, kawiorowe w odcieniu ślicznego, jasnego fioletu, nieco lawendowego, w Crazy Crystalis, są to mikrokryształki, niebieskie, lśniące drobinki, w kolorze głębokiego błękitu, wpadającego lekko w turkus, do tegoż zestawu, dodano również praktyczny pędzelek, którym możemy usunąć nadmiar pyłku. 
 

Aplikacja tych produktów, jest naprawdę prosta :) Malujemy najpierw paznokcie lakierem (jedną warstwę), czekamy, aż lakier podeschnie, następnie malujemy drugą warstwę i aplikujemy perełki, bądź drobinki. Mikrokryształki  Crazy Crystalis, są umieszczone w opakowaniu z dziurkami, typu solniczka, także po prostu posypujemy każdy paznokieć, by drobinki pokryły całą płytkę, nadmiar usuwamy pędzelkiem, a pozostałości wsypujemy powrotem do słoiczka. Troszkę inaczej sprawa ma się z bąbelkami, które mieszczą się w normalnej, lakierowej buteleczce (lepiej chyba sprawdziłby się tu, jakiś dłuższy aplikator, bo perełki szybko się wysypują), także ja najpierw wysypuję je na oddzielny talerzyk i dopiero tam zaczynam działać, posypując paznokcie, następnie dociskając kuleczki palcem. W ramach ugruntowania manicure, maluję je bezbarwnym top-coatem, by bąbelki dłużej trzymały się na paznokciach :)
 

Przyznam się Wam, iż częściej korzystałam z samych lakierów, ponieważ ich jakość i trwałość, jest naprawdę spektakularna, pomalowane lakierem Pupy paznokcie prezentowały się pięknie nawet przez tydzień, cały czas genialny kolor nie tracił mocy, nie ścierał się. Moje zestawy, zostały kupione w Hebe, ale myślę, że nie będzie  problemu, by się w nie zaopatrzyć w innych miejscach, gdzie dostępne są kosmetyki Pupa :)
 
 
Zestawy Nail Art Mania Pupy, są doskonałym i ciekawym urozmaiceniem, dla osób, które lubią poeksperymentować z manicure, pobawić się nim i choć nie jest to rozwiązanie na co dzień, bo sama korzystam z nich okazjonalnie, jest to pewien kosmetyczny gadżet, na który w ramach wariactwa, które drzemie, w każdym z nas, można sobie czasem pozwolić :)


środa, 5 listopada 2014

Hesh – Maseczka z płatków róży od Helfy.pl :)

Sklep Helfy, to niesamowita kopalnia absolutnie cudownych, naturalnych i orientalnych kosmetyków, w ostatniej paczuszce, która przybyła do mnie od Helfy, znalazła się dzisiejsza super-bohaterka Maseczka z płatków róży indyjskiej firmy Hesh :)
 
 
 Hesh, to marka, która powstała w 1978 roku i od tamtej pory produkuje naturalne kosmetyki ziołowe, które bazują na Ajuwerdyjskich recepturach (więcej tu – klik), w oparciu jedynie o roślinne składniki. Firma troszczy się o środowisko, jest członkiem wielu wspaniałych instytucji, takich jak ADMA (Ayurvedic Drug Manufacturers Association), CHEMEXCIL, IACCI, AISSCMA, BWC (Piękno Bez Okrucieństwa). Obcowanie z tak fantastycznym produktem, to ogromna przyjemność :)
 

Maseczka umieszczona jest w zabezpieczonej folii (100g), która opakowana jest w urokliwy, różowy kartonik,  z którego dowiadujemy się o kosmetyku, jego stosowaniu, firmie i oznaczeniach. Śliczna kobieca twarz oczywiście z różą, identyfikuje nas z produktem, a oznaczenie z króliczkiem informuje, iż maseczka nie była oczywiście testowana na zwierzętach. Jest to produkt w 100% naturalny, skład maseczki to jedynie sproszkowane płatki róży! Maseczkę przesypałam sobie z woreczka do oddzielnego pudełka, bo służyć będzie mi jeszcze zapewne długo. Już sam różany proszek, pachnie niesamowicie, lecz doznania aromatyczne wzmagają się zdecydowanie, gdy maseczkę nałożymy na twarz. Sproszkowane róże, wykorzystywano w kosmetyce od zarania dziejów, można je stosować zarówno w pielęgnacji twarzy, jak i całego ciała. Maska doskonale nawilża, regeneruje skórę, perfekcyjnie wygładza, nadaje się do każdego typu cery, idealna jest do cery suchej, dojrzałej i wrażliwej. Moja cera mieszana w kierunku suchej była po tej masce jak nowonarodzona, odżywiona i miękka. Płatki róży, to bogactwo olejków lotnych, tłuszczy, flawonoidów, witaminy C, kwasów organicznych, związków cukrowych.
 

 Aby użyć dobrze tego cudu natury, należy wymieszać proszek z małą ilością wody, by uzyskać rzadką papeczkę :) Można oczywiście zadziałać tu z wodą różaną, przeróżnymi hydrolatami, żeby wzmocnić efekt tonizujący, można użyć też dobrej jakości wody mineralnej, niektórzy mieszają różany proszek także z mlekiem. Taką maseczkową papkę nakładamy na twarz lub ciało i odpoczywamy w ogrodzie pełnym wonnych róż 20 minut, następnie zmywam maskę letnią wodą - efekt jest natychmiastowy, zdrowa, gładka odżywiona skóra :)
 
 
Maska ma też właściwości peelingujące, jest doskonałym składnikiem masek z glinkami na przykład. Różanego proszku można też dodawać do gotowych już maseczek, by wzbogacić ich skład, różane cudo, można również dosypać do kąpieli lub stosować także na włosy zmieszanym z mlekiem kokosowym. Genialny, naturalny, wielozadaniowy kosmetyk, jestem nią absolutnie zachwycona i jestem pewna, że zaopatrzę się w kolejne opakowanie!  
 
 
Maska jest jednym z moich ostatnich hiciorów!
Możecie ją kupić na Helfy.pl tu – klik :)
 
 
Lubicie naturalne maseczki? Znacie ten różany cud? :)
 

poniedziałek, 3 listopada 2014

Yankee Candle, Bolsius, Aril, La Rissa, Ikea – Woski, świece, świeczki i podgrzewacze :)

Dziś zapraszam Was w podróż pełną cudownie pachnących różnorodności :) Każdego wieczoru, zwłaszcza w okresie jesienno-zimowym, moje mieszkanie, ozdabiają wizualnie i eterycznie, palące się, pachnące, rozliczne produkty. Postanowiłam zatem przedstawić Wam moje ulubione, wonne zdobycze, świeczki, podgrzewacze i oczywiście słynne woski :)


Długo opierałam się rosnącej wciąż manii wosków Yankee Candle, aż w końcu szał dopadł i mnie, przyznaję więc z pełną świadomością, iż dołączyłam do grona ich ogromnych miłośniczek. Zakupiłam kominek i ochoczo rozkoszuję się otulającymi zapachami wosków YC :) Zapachy idealne na obecne zimniejsze już dni (a także na zimę), to woski z linii, którą, nie ukrywam, lubię najbardziej, zapachy słodkie, ciepłe, bardzo otulające. Wosk Salted Caramel, to przecudowny, jesienno-zimowy aromat karmelowy, zmieszany z cukrem trzcinowym i odrobiną, gruboziarnistej soli morskiej. Gdy wosk rozprzestrzeni swój aromat, czujemy się, jakbyśmy właśnie konsumowali karmelowe, świeżo upieczone ciasto :) Zapach jest jednym z moich ulubionych, niesamowity, ciepły, słodziutki, idealny na jesienny wieczór Wosk Fireside Treads, to również słodka woń. Czujemy tu przede wszystkim niezwykły zapach opiekanych pianek, rozcukrzonych cieplutkim ogniem. Topione Marshmallows, rozciągają lukrowy, wanilliowy klimat, bardzo kojarzą się z cukrową watą :) Podobnym zapachem możemy się rozkoszować, topiąc wosk Merry Marshmallows, który porywa również zapachem waniliowych pianek, tyle, ze tu w wersji świątecznej, czuć pieczone waniliowe łakocie i cukrowe Mikołaje :) Bardzo przypadł mi też do gustu wosk z linii owocowej Sweet Strawberry, który również pachnie bardzo słodko, prawdziwą truskawką. Ubóstwiam zapach truskawek, tu kuszą swym zachwycającym, intensywnym i pozytywnym aromatem, z domieszką słodyczy. Z jesienno-zimowych zapachów, planuję zaopatrzyć się koniecznie w Vanilla Cupcake (aromaty biszkoptu, babeczki, lukru z cytryną) i Red Velvet (wanilia, kakao, ciasto kremowe z cukrem trzcinowym mniam :)


Woski Yankee Candle, kuszą swym wyglądem, przypominającym ciacho, często świetnymi grafikami, zachęcającymi do kupna, które często odzwierciedlają mieszkającą w wosku woń. Topiąc się, wydzielają bardzo intensywne, zniewalające zapachy, które umilają nam naprawdę długie godziny. Mamy do wyboru mnóstwo doskonałych opcji zapachowych, także Yankee Candle, to niekończąca się pachnąca przygoda :)


W klimacie słodko-otulającym, goszczą u mnie także świece i podgrzewacze. Do wosków stosuję podgrzewacze bezzapachowe (które kupuję w markecie w ilościach wręcz hurtowych), lubię także te zapachowe. Podgrzewacze firmy Bolsius o zapachu Sugar & Spice (6 sztuk – w cenie około 5 zł), pachną  orientalnym cynamonem, palą się około 4-5 godzin, są dobrej jakości, dają ładny płomień i delikatny słodki, korzenny zapach.


Równie dobrze sprawdzają się świece zapachowe w szkle (Big Jar) tej marki, miałam okazję wypróbować wiele z nich. Jedną z moich ukochanych, jest świeca Baked Cookies, fenomenalnie pachnąca pieczonymi, kruchymi ciasteczkami :) Słodki zapach waniliowo-czekoladowo-cukrowy otula mieszkanie, dając cudną woń. Z tejże serii zakupiłam też duże świece Vanilla, Sandalwood oraz Sugar & Spice, które zachwyciła mnie już przy okazji podgrzewaczy. Świece Bolsius miałam również w kategoriach zapachów kwiatowych, letnich, była to między innymi świetna Magnolia, również lekko słodka, ale świeża, wciągająca i nieco romantyczna.


Często tez kupuję wkłady wymienne Bolsius w przeróżnych wersjach zapachowych. Jako maniaczka świec zapachowych, poluję na nie dosłownie wszędzie, toteż w moje ręce wpadły również świece, które dostępne są w Biedronkach: La Rissa oraz Aril, z których również byłam zadowolona.


Z La Rissa uwielbiałam zapach Wanilia-Pomarańcza, bardzo intensywny, słodki, a zarazem świeży i bardzo przyjemny. Z tejże serii miałam również świece Jabłko-Cynamon, świece te paliły się równomiernie i długo, nie jestem zaś pewna, czy nadal są dostępne. Świece w szkle marki Aril, mają mniej intensywne aromaty, jednakże palą się też bardzo dobrze i umilają świetnie wieczory, miałam okazje wypróbować wersję oczywiście Waniliową oraz Białe kwiaty i Owoce cytrusowe. Świece te, są bardzo tanie (niecałe 5 zł), a doskonale wprowadzają piękne zapachy do naszego domu. Przy okazji wizyty w Ikea, również często kupuję świece zapachowe Sinnlig, niska cena, ciekawe zapachy i długi czas palenia, powodują, iż je również bardzo lubię gościć u siebie, moimi ulubionymi są waniliowa i truskawkowa, obie nieziemsko słodkie i intensywne :)


Jestem ciekawa Waszych typów w temacie wosków i świec :) Jakie aromaty lubicie? Jakie są Waszymi ukochanymi? Jakie zapachy i marki polecacie? :)



czwartek, 30 października 2014

Lavera – Krem-olejek z orzechem makadamia i passiflorą :)

Sklep Lavendic, w którym możecie zaopatrzyć się w mnóstwo cudownych, naturalnych i ekologicznych kosmetyków, ma baaaardzo bogaty asortyment :) Wśród wszystkich fantastycznych marek, dostępnych w sklepie, nie mogło więc zabraknąć słynnej na całym świecie, niemieckiej marki Lavera, spod której skrzydeł pochodzi właśnie Krem-olejek z orzechem makadamia i passiflorą :)


Lavera od 1987 roku, produkuje naturalne kosmetyki (pielęgnacyjne oraz do makijażu), które zawierają składniki, pochodzące z roślin, w większości z upraw ekologicznych. Lavera po łacinie znaczy prawdziwy, produkty firmy są prawdziwym skarbem natury, nie zawierają sztucznych barwników, konserwantów, aromatów, pochodnych ropy naftowej, nie są testowane na zwierzętach. To najwyższej jakości kosmetyki, posiadające szereg certyfikatów i oznaczeń. Produkowane są zgodnie z surowymi wytycznymi kontroli kosmetyków naturalnych, regulowanych przez Stowarzyszenie Producentów Kosmetyków BDIH, posiadają także certyfikaty Instytutu Ekologii i Instytutu Certyfikującego Uprawy Ekologiczne, na kosmetykach dostrzec można również oznaczenie Vegan (produkty nie zawierają składników pochodzenia zwierzęcego) oraz NaTrue

 
Wszystko to, gwarantuje nam idealny i bezpieczny kosmetyk, z którym ja obcuję z wielką, nieskrywaną przyjemnością :) Firma co jakiś czas wypuszcza na rynek limitowane edycje kosmetyków, Lavendic, obdarował mnie właśnie takim cudeńkiem :) Krem-olejek to produkt przeznaczony pod prysznic i do kąpieli, mieści się w tradycyjnej, poręcznej tubce (150 ml) z zatrzaskiem, co jest jak najbardziej praktycznym rozwiązaniem, w przypadku tego typu produktów. Grafika z orzechami makadamia na opakowaniu zachęca do zgłębienia informacji na nim. Dowiadujemy się, iż produkt pochodzi z edycji limitowanej, jest produktem naturalnym, roślinnym, organicznym, wegańskim, wolnym od sztucznych barwników, silikonów, i parafiny.


W składzie zaś odnajdziemy wyciąg z orzechów makadamia, tensyd kokosowy, olej z orzechów makadamia, ekstrakt z passiflory, olej z kwiatu słonecznika oraz witaminę E. Dzięki tym składnikom, skóra po zastosowaniu kremu-olejku, jest genialnie miękka, nawilżona i miła w dotyku. Krem-olejek ma bardzo lekką, delikatną konsystencję w kolorze ecru. Ja stosuję go po peelingu, fantastycznie wówczas pielęgnuje skórę i odżywia ją. Rozprowadza się właśnie, jak krem-olejek, pianka jest gęsta i bardzo kremowa. Nie mogłabym pominąć również informacji o jego zapachu :) Woń jest boska, egzotyczna, głęboka, lekko słodka, orzechowa, rozkoszna! Utrzymuje się ona również na skórze po kąpieli :)



Mam zdecydowanie ochotę na inne wersje kremu-olejku z Lavery, wyobraźcie sobie na przykład wersję kakao z czerwoną pomarańczą mmmm :)

 

środa, 29 października 2014

Batiste, Kallos, Ziaja, Celia, BeBeauty, L`Albre Vert, La Roche Posay – Mini Recenzje :)

Dziś zapraszam Was na kolejną, czwartą już porcję, mini recenzji, według mnie wartych uwagi produktów :)
 

Batiste – Suchy szampon do włosów
Skuszona w zasadzie samymi pozytywnymi opiniami, postanowiłam nareszcie wypróbować słynny, suchy szampon z Batiste :) Na pierwszy ogień poszła miniaturka w wersji Cherry (50 ml), która mnie zachwyciła i zachęciła do kupna, pełnowymiarowej już wersji kwiatowej – Blush (200 ml). Batiste ratuje mnie, gdy szybciutko chcę odświeżyć swoje włosy bez ich mycia. Momentalnie absorbuje serum i zanieczyszczenia. Wystarczy dwa, trzy razy rozpylić szampon na włosy, wymasować i gotowe. Włosy wyglądają lepiej, unoszą się i do tego sympatycznie pachną :) Na pewno będę wierną fanką Batiste :)


Kallos – Maska keratynowa z proteinami mleka i keratyny
Osławiony Kallos zawitał również w moje progi :) Wychwalana na blogach maska do włosów w kremie z proteinami mleka i keratyny (opakowanie aż 1000 ml), sprawdziła się i u mnie. Ma właściwości silnie regenerujące, odbudowuje strukturę włosa, chroni i odżywia nawet bardzo suche włosy. Pozostawiam ją na 5 minut, na umytych włosach i spłukuję, po jej zastosowaniu włosy są bardzo miękkie i łatwo się rozczesują, jednakże moim ideałem maski do włosów jest Maska do włosów z olejkiem arganowym marki SO'BiO étic, o której pisałam tu – klik :)


Ziaja – Ziajka Oliwka pielęgnacyjna dla dzieci i niemowląt
Oliwkę mam w domu zawsze, tym razem kupiłam oliwkę dla dzieci z Ziaji (270 ml) w bardzo niskiej cenie (około 10 zł). Jest to łagodny kosmetyk (można ją stosować już u niemowląt od 1 dnia życia), toteż nie podrażni nawet wrażliwej skóry. Jak każda oliwka nawilża i lekko natłuszcza skórę, wzmacniając barierę ochronną. Ja najczęściej apikuję ją na ciało po kąpieli, wygładza i zmiękcza naskórek. Skład nie jest mega idealny (fajny skład miała poprzednia moja oliwka Babydream), ale zawiera między innymi genialny wyciąg z rumianku i witaminę F, jest bardzo wydajna i ma miły, dziecięcy zapach :)


Celia – Mleczko z olejkami do demakijażu twarzy i oczu
W tym miksie recenzji pisałam o innym mleczku Celii, dziś o wersji z serii Woman. Również to mleczko nie podrażnia moich wrażliwych oczu i doskonale zmywa makijaż. Nie zawiera parabenów, silikonów, barwników, alergenów i parafiny, bogate jest w olejek arganowy i świetlik. Lubię mleczka do demakijażu z Celii i bardzo często je kupuję (cena około 10 zł opakowanie 200ml ).



BeBeauty – Płyn micelarny
Tyle naczytałam się na blogach o jego działaniu, że nareszcie wrzuciłam do koszyka w Biedronce :) Byłam, jestem i chyba będę wierną miłośniczką mleczek do demakijażu (wiem, że jestem w mniejszości), także micel ten, mimo, że nie podrażnia (miły dodatek – ekstrakt z malwy) i nie ściąga, niestety nie radzi sobie z moim, czasem bardzo mocnym  makijażem, także pozostawię go po prostu na inny czas, lub też zastąpię nim chwilowo tonik :)
L'Arbre Vert – Ekologiczny płyn do czyszczenia
Postanowiłam, że zamieszczę tu wyjątkowo ten produkt, by zachęcić również Was do kupowania nie tylko kosmetyków, ale i chemii ekologicznej, która przyjazna jest dla środowiska. Płyn pochodzący z Francji, kupiłam w markecie za około 9 zł (obalam niniejszym mit, że ekologiczne, musi być drogie). Marka posiada certyfikat Ecolabel, nie testuje na zwierzętach, produkuje chemię domową z surowców pochodzenia roślinnego, która nie zawiera alergenów,  a opakowanie nadaje się recyklingu. Zmieniajmy nie tylko swoją kosmetyczkę, ale sprawmy, by nasza szafeczka z domową chemią też była eco :)
 


La Roche Posay – Woda termalna
Woda termalna to pozycja obowiązkowa, zwłaszcza latem, bo właśnie latem kupiłam wodę termalną z La Roche Posay (150 ml w cenie  około 25 zł). Idealna dla odświeżenia skóry w gorące dni, po peelingach, zabiegach, ale także jako kosmetyk, który łagodzi podrażnienia i hamuje powstawanie wolnych rodników, odpowiedzialnych za starzenie się naskórka. Miałam wody termalne z Avene, Uriage, Iwostin i LRP, za najlepszą z nich jednak nadal uważam, wodę termalną z Iwostin.

Jakie produkty zauroczyły Was ostatnio? :)