Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Naturalne kosmetyki do makijażu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Naturalne kosmetyki do makijażu. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 lipca 2022

Naturalny krem BB Veoli Botanica – Letni makijaż z topestetic - Drop of Perfection w najjaśniejszym odcieniu Fair 1.0 N

Latem zawsze zmieniam nieco zarówno kosmetyki do pielęgnacji, jak i makijaż. Nigdy nie wystawiam nadmiernie twarzy na działanie promieni słonecznych, zatem moja skóra, pomimo upałów, zachowała typowy dla siebie, bardzo jasny odcień. Dziś u mnie naturalny krem BB w jaśniutkiej odsłonie, który skradł moje serce.


Kosmetyki Veoli Botanica, możecie zakupić w świetnym sklepie topestetic, gdzie znajdziecie spory asortyment tejże marki, ale na pewno skusi Was tam mnóstwo innych, kosmetycznych perełek, przy każdym zamówieniu, sklep obdarowuje nas niespodziankami w postaci próbek i gratisów, zawsze też bardzo cenię ekologiczne podejście do opakowania paczuszki, a przy wyborze kosmetyków, zawsze pomoże nam kosmetolog. Naturalny krem BB Veoli Botanica Drop of Perfection, bazuje na kompozycjach ekstraktów roślinnych oraz na naturalnych olejach, nie znajdziemy tu substancji odzwierzęcych, czy szkodliwych dla skóry składników, warte uwagi są też certyfikaty Vivy i Pety. Drop of Perfection, zyskał już spore grono miłośniczek, byłam bardzo ciekawa, czy sprawdzi się też u mnie, bowiem niedawno rozszerzono tu gamę odcieni, idealnie wpasowujących się w nasze, polskie koloryty.

Krem BB Veoli Botanica, połączył u mnie funkcję pielęgnacyjną z makijażem, jest to iście doskonały kosmetyk na lato, u mnie to obecnie, nieodłączny produkt w codziennym makijażu. Z powodzeniem zastępuje mi podkład, zaryzykuję nawet twierdzenie, iż ma znacznie lepsze krycie niż niejeden topowy podkład. Polecam go do każdego rodzaju skóry, nawet tej wrażliwej, skłonnej do podrażnień, cieniutkiej i przesuszonej, przy mojej mieszanej w kierunku suchej cerze, sprawdza się na medal. Mieści się on w poręcznej, szklanej buteleczce (30 ml) z praktyczną pompką, dodatkowo zapakowano go w kartonik, na którym odnajdziemy ładny skład kremu i inne informacje. Mój Drop of Perfection Fair1.0 N, to najjaśniejszy krem z całej gamy kolorów, jest idealny dla mnie, neutralny, nie górują tu ani tony chłodniejsze różowe, ani cieplejsze żółte. Jeśli, jak ja macie bardzo jasną, bladą cerę, będzie to zdecydowany strzał w dziesiątkę. Ma on kremową, gładką konsystencję, idealnie i równo rozprowadza się na skórze, ja zawsze nakładam płynne podkłady pędzlem flat-top, pieczętując delikatnie twarz. Krem jest bardzo wydajny, daje satynowe wykończenie, jak już wspomniałam, jestem pod wielkim wrażeniem jego pięknego krycia, pokrywa niedoskonałości i przebarwienia, wyrównuje koloryt cery, ale również pielęgnuje ją i ochrania, zawiera bowiem kwas hialuronowy, ekstrakt z liści kulnika, ekstrakt z kwiatu hoja, z selera, ale też olej lniany, mamy tu też mineralny filtr przeciwsłoneczny SPF 20. Krem doskonale spełnia rolę podkładu latem, pięknie odświeża i nawilża skórę, tworząc naturalny efekt. Kosmetyk bardzo dobrze wtapia się w skórę i współpracuje z innymi kosmetykami, ja dodatkowo wykorzystuję w makijażu korektor, róż, bronzer, zdradzę Wam, iż Drop of Perfection, przeszedł u mnie mocny test w 34 stopniowym upale. Krem nie ciemnieje, bardzo lubię świeży, zdrowy efekt, jaki daje, dodatkowo dobrze wtapia się w skórę. Krem BB Veoli Botanica z topestetic, jest bezpiecznym, naturalnym kosmetykiem, który polecam Wam z całego serca, przepięknie kryje, pielęgnuje i chroni cerę, wypróbujcie go koniecznie tego lata.


 

 

poniedziałek, 3 grudnia 2018

Moje boskie nowości Lily Lolo – Które kosmetyki polecam na świąteczne prezenty? Naturalne, mineralne kosmetyki free cruelty do makijażu – Podkład mineralny, róż prasowany i sypki, błyszczyki oraz premierowo tusz do rzęs!

Mamy grudzień, nie ma wątpliwości, że rozpoczynamy na całego okres przedświąteczny. Nie ukrywam, że lubię ten czas, z wiekiem chyba jeszcze bardziej, tęskniąc do dziecinnych lat, gdy czekało się z utęsknieniem na Wigilijnego Gwiazdora!


Jestem pewna, że przedświąteczna gorączka dopada powoli i Was, ja kompletuję już prezenty, nie tylko pod choinkę na 24 grudnia, który już za trzy tygodnie, ale także na czwartkowe Mikołajki. Jeśli chodzi o kosmetyczne prezenty, jak co roku już od wielu lat, polecam Wam Costasy, gdzie znajdziecie moje ukochane produkty do makijażu Lily Lolo. Kosmetyki Lily Lolo, to kosmetyczne skarby, najwyższej jakości, produkowane wyłącznie z naturalnych i mineralnych składników, nie zawierają sztucznych aromatów, parabenów, nanoczasteczek, substancji konserwujących, mają zawsze piękne składy, są to kosmetyki free cruelty, nie są testowane na zwierzętach na żadnym etapie produkcji.



Które kosmetyki tym razem polecam szczególnie? Są to oczywiście podkłady mineralne, róże, zarówno prasowane, jak i sypkie, ale też idealne do zimowych makijaży błyszczyki. Nowością w ofercie Lily Lolo jest tusz Big Lash Mascara, który już u mnie poszedł w ruch, także wypatrujcie efektów na moim blogu, zdradzę Wam, że już staje się bestsellerem i wyprzedaje się jaki świeże bułeczki. To naturalny tusz do rzęs, ze świetną szczoteczką, dzięki niemu rzęsy będą grubsze, gęstsze i dłuższe, szybko schnie, ma świetny skład, idealny także dla osób, które mają problem z podrażnieniami i alergią. Maskara, to must have każdej kobiety, także jest to idealny prezent zarówno dla przyjaciółki, mamy, czy cioci. Podobnie błyszczyki, które kochają kobiety w każdym wieku. U mnie tym razem zagościły odcienie English Rose, czyli różowy, słodki i delikatny, Cocktail, czyli brzoskwiniowo-morelowy odcień z bardzo delikatnymi drobinkami  oraz Peachy Keen, urzekająca i soczysta brzoskwinka. Wszystkie te trzy odcienie są na tyle uniwersalne, że spodobają się każdemu, są delikatne, nie ma możliwości przesadzenia z kolorem, dają piękny efekt zdrowych, zadbanych ust, mają piękny skład i słodki zapach czekolady! O podkładach Lily Lolo pisałam na blogu już kilka razy, niebawem znów zakrólują z nowym u mnie odcieniem, najjaśniejszym Porcelan, który marzył mi się od dłuższego czasu. Moim hitem był wiele lat China Doll, mam też doskonały Blondie, jeśli macie jasną, jak ja cerę, te trzy odcienie będą dla Was idealne, zaś przy doborze polecam obadać koniecznie tabelkę klik. Naturalny podkład to piękny prezent dla siebie i dla każdej kobiety, by przekonać ją o wyższości podkładów mineralnych, które naprawdę cudownie działają na cerę, dając genialne efekty w makijażu. W temacie różu do policzków, jeśli wolicie prasowane, polecam Tawnylicious, który może służyć także, jako bronzer i Tickled Pink, przecudnej urody, bardzo delikatnie połyskujący, jaśniutki, uniwersalny różowo-brzoskwiniowy odcień. Sypki róż Juicy Peach, to odcień, który sprawdzi się przy większości typów urody, jest uniwersalny i naprawdę mega piękny, to satynowa brzoskwinka, delikatna i śliczna. Na pewno na blogu, powyższe kosmetyki pojawią się w bardziej szczegółowych odsłonach wraz z efektami, także wypatrujcie ich koniecznie i już dziś lećcie na Costasy, by polować na prezenty!


 

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Nowość Lily Lolo – Naturalny, prasowany, rozświetlający bronzer - Bronzed Iluminator – Mój hit na lato!

Bronzed Iluminator, iście genialny kosmetyk brytyjskiej marki Lily Lolo, to rozświetlasz, który łączy w sobie także funkcję bronzera, stał się on moim totalnym hitem lata, poznajcie go!


Poprawnie zaaplikowany rozświetlasz-bronzer, to według mnie magia makijażu, potrafi wyczarować zupełnie nowy wymiar każdego make-upu, uwielbiam go stosować zarówno w makijażach dziennych, jak i wieczorowych, jest bowiem kosmetykiem wszechstronnym i pięknie współpracuje z innymi produktami.


Zarówno to cudeńko, jak i inne kosmetyki Lily Lolo, zakupicie oczywiście na Costasy, jeśli czytacie mojego bloga częściej wiecie, że kosmetyki te zawładnęły dawno już moim sercem, produkowane są bowiem wyłącznie z naturalnych i mineralnych składników, nie zawierają sztucznych aromatów, parabenów, nanoczasteczek, substancji konserwujących, mają zawsze wzorowe składy, są to oczywiście kosmetyki free cruelty, nie testowane na zwierzętach na żadnym etapie ich produkcji. Słowem, światowe podium kosmetyków do makijażu.


Jeśli dotąd bałyście się mineralnych bronzerów i rozświetlaczy, będących w formie sypkiej, teraz wymówki brak, koniecznie musicie poznać prasowany kosmetyk, który zrobi całą robotę w szybkim, lekkim, letnim makijażu. Jest naprawdę, niczym czarodziejska różdżka.



Umieszczono go tradycyjnie w eleganckim, solidnym i poręcznym opakowaniu (9 g) w czarno-białych, firmowych kolorach z wygrawerowanym logo firmy na wieczku z lusterkiem, dodatkowo zapakowano go w biało-czarny kartonik, z którego zasięgnąć możemy informacji o produkcie, odcieniu i oczywiście ładnym składzie kosmetyku. Rozświetlający bronzer zawiera mikę, dzięki której kosmetyk jest delikatny, satynowy i bardzo leciutki, najwyższej jakości oleje, które pielęgnują, regenerują i odżywiają skórę: olej arganowy, olej z nasion granatu, olej rycynowy, olej z nasion słonecznika, stałej konsystencji nadaje wosk candelila, pozyskiwany z młodych liści wilczomlecza, wzbogacony został o witaminę młodości - witaminę E, oraz składniki mineralne i pigmenty.



Jest to kosmetyk do makijażu, który jednocześnie pielęgnuje i chroni moją skórę, sprawdzi się przy każdego typu cerze, nawet bardzo wrażliwej, skłonnej do podrażnień, wyprysków, czy alergii, bowiem nie zawiera drażniących komponentów, nie zapycha porów, działa antybakteryjnie.


W moim posiadaniu znajduje się także rozświetlasz Champagne Iluminator, pisałam o nim rok temu (tu recenzja) oraz Rosé Iluminator, którego recenzja u mnie wkrótce, postaram się Wam pokazać je niebawem wszystkie razem, także w makijażach i porównać odcienie, bowiem cała trójka warta jest uwagi.


Bronzed Iluminator dopasuje się zdecydowanie do każdej cery i karnacji, na skórze wygląda niezwykle świeżo i naturalnie, dodaje błysku, pięknie rozświetla, konturuje twarz, dodając wyrazistości, jest bardzo lekki, nie osypuje się. Ja nakładam go pędzlem Tapered Contour Brush Lily Lolo (to najlepszy pędzel do rozświetlaczy, jaki miałam), na kości policzkowe. Szybko, z jedną warstwą, uzyskuję piękny, delikatny efekt, ale można go też stopniować i nadawać mu odpowiednią większą moc.


Dzięki Bronzed Iluminator moja skóra oddycha, jest pięknie wykonturowana, rozświetlona, jakby muśnięta słońcem! Cóż mogę więcej dodać, musicie go poznać, to jeden z moich hitów tego lata! :)



wtorek, 10 stycznia 2017

Lily Lolo – Naturalne, mineralne cienie do powiek – Dwie limitowane paletki do makijażu – Filthy Rich i Pedal To The Metal :)

Naturalne, mineralne cienie do powiek, zajmują w mojej kosmetyczce królewskie miejsce, cienie Lily Lolo, zarówno sypkie, jak i prasowane, zachwycają mnie i nigdy nie zawodzą, zawsze jest to najwyższa jakość, idealny skład i piękna pigmentacja.


Kosmetyki tej brytyjskiej marki nie są oczywiście testowane na zwierzętach, nie zawierają parabenów, produkowane są wyłącznie z naturalnych i mineralnych składników, nie zawierają też sztucznych aromatów, nanoczasteczek, substancji konserwujących, cienie są kosmetykiem wegańskim. Dwie, przecudowne, limitowane paletki, to makijażowy skarb, w każdej z nich mieści się osiem cieni o prostokątnych kształtach. Kasetki z lusterkiem i aplikatorem, wykonane są z tworzywa w tradycyjnej dla marki, eleganckiej stylistyce, są poręczne, praktyczne, minimalistyczne, po prostu piękne. Dodatkowo zapakowano je w biało-czarne kartoniki, z których zasięgnąć możemy informacji o produkcie, odcieniach w środku, producencie, dystrybucji i oczywiście ładnym składzie cieni. 
  

W każdej paletce znajduje się osiem cieni, są ładnie napigmentowane, intensywne, fantastycznie się blendują, rozcierają, współpracują zarówno ze sobą nawzajem, jak i z innymi kosmetykami, doskonale można je stopniować. Przed aplikacją cieni, nakładam na powiekę bazę pod cienie, wówczas cienie nie rolują się, są niesamowicie trwałe i utrzymują się na oku tyle, ile chcemy, jeśli jednak nie posiadacie bazy, ich trwałość przedłuży także podkład, czy korektor nałożony cieniutko pod cienie. 


Luksusowa, przepiękna paletka, w której zakochałam się od pierwszego wejrzenia, to nią wykonałam mój sylwestrowy makijaż. Mieści osiem cieni od bieli, poprzez złoto, aż do czekoladowego blasku, oto one:
Starry Eyed – błyszcząca, anielska, nieco srebrna biel
Ivory Tower – również połyskujący, kremowy odcień
Gold Rush – złoto w tej jaśniejszej odsłonie
Ginger Nut – błyszcząca miedź, przepiękny odcień
Ivy League – odcień khaki, pięknie błyszczy
Brassed Off – brąz z lśniącej odsłonie
I Should Cocoa – matowa, mleczna czekolada mat
Truffle Shuffle – połyskujący, intrygujący brąz z nieco granatowym wykończeniem

 
Magiczna paletka z ośmioma, przecudownymi cieniami, ideał na karnawałowe, makijażowe szaleństwa!
Photo Finish – beżowy cień matowy
Fuelled – mega piękny beż z połyskiem, błysk idealny
Pole Position – tu również mat, w brązowej odsłonie
Silver Bullet – srebrzysty, połyskujący cień-cud
Gold Medal – złoto, błyszczące, jasne
Carbon – szary, matowy, bardzo przydatny
Hook Up – również matowy, jaśniutki nudziaczek
Black Zinc – czarny, matowy, idealny do smokey-eyes


Cienie z obu palet, pięknie nakładają się na pędzel i rozprowadzają się na skórze powiek, mają idealną, leciutką konsystencję, nie osypują się. W ich składzie odnajdziemy oleje roślinne (olej jojoba, arganowy, z nasion słonecznika, z nasion granatu), które wzmacniają delikatną skórę powiek, nawilżają ją, wygładzają, mica, wiąże kosmetyk i nadaje mu delikatności, witamina E, dodatkowo konserwuje cienie, wyciąg z mikołajka nadmorskiego, spełnia funkcje regenerujące, cienie oczywiście zawierają także pigmenty.   


Cienie Lily Lolo, są bezpiecznym kosmetykiem, który nie uczuli, nawet skłonnych do podrażnień, delikatnych oczu. Obie paletki to cudne, naturalne kosmetyki do makijażu, które dostępne są oczywiście na Costasy, są to limitowane wersje, także skuście się czym prędzej.
Która paletkę wybieracie? Lubicie mineralne kosmetyki do makijażu? :)

piątek, 14 października 2016

Lily Lolo – Natural Lipstick – Moja kolekcja naturalnych szminek do ust Lily Lolo – Sześć odcieni od nudziaków, brzoskwiń poprzez róże do czerwieni (plus zbiór recenzji) :)

Królewskie miejsce, zdecydowanie na podium, wśród mojej, nie ukrywam dość pokaźnej kolekcji kosmetyków do ust, zajmują naturalne szminki, wspaniałej, brytyjskiej marki Lily Lolo, kocham je ja i moje usta, jeśli ich jeszcze nie znacie, to koniecznie poczytajcie o nich, zobaczcie, jak piękne efekty dają na ustach i dlaczego warto je mieć.
 
 
 Wszystkie kosmetyki Lily Lolo, produkowane są wyłącznie z naturalnych i mineralnych składników, nie zawierają sztucznych aromatów, parabenów, nanoczasteczek, substancji konserwujących, mają zawsze piękne składy, są to kosmetyki free cruelty, nie są testowane na zwierzętach na żadnym etapie produkcji, za co od lat cienię je i polecam z całego serducha. 
Pisałam o nich tu, tu i tu
 
 
Wszystkie szminki Lily Lolo, kupić można na Costasy, obecnie jest to trzynaście odcieni w kolorach brzoskwiniowych, nude, różach i czerwieniach, u mnie mieszka sześć z nich, każdy z nich jest piękny i jedyny w swoim rodzaju, szminki Lily Lolo bardzo często goszczą na moich ustach, uwielbiam je nie tylko za naturalny skład i piękną, miękką konsystencję, ale także za przepiękny efekt, jaki dają i zawsze mega intensywny kolor. Szminki Lily Lolo (4g), mają estetyczne, solidne i poręczne opakowania, w biało-czarnych, firmowych odcieniach, na grzbiecie widzimy nazwę koloru i wygrawerowane logo marki, szminki bez problemów otwiera się, odkręca i zamyka na klik. Kosmetyki dodatkowo zapakowano w tradycyjne dla marki kartoniki, z których zasięgnąć możemy informacji o produktach oraz poznać ich wspaniały, naturalny skład. Szminki idealnie rozprowadzają się na ustach, są mięciutkie, mają niesamowicie gładką i kremową konsystencję, ich kolory są zawsze bardzo trwałe i intensywne. 
 
 
 Szminki Lily Lolo nie wysuszają ust, zaś pielęgnują je i odżywiają skórę warg, dzięki świetnym składnikom. Zawierają tłoczony na zimno olej z nasion rącznika pospolitego, zwanym olejem rycynowym oraz wzmacniający delikatną skórę ust, olej jojoba, także dodatkowo spełniają funkcje nawilżające, wzbogacono je także o natłuszczający i wygładzający wosk pszczeli, wosk pozyskiwany z liści wilczomlecza, wosk z liści palmy kopernicji i kojącą lanolinę, które wygładzają oraz chronią usta, odnajdziemy tu także mikę, mineralny składnik, olej z nasion słonecznika, który zawiera witaminę E – witaminę młodości, ekstrakt z rozmarynu, czyli naturalny przeciwuleniacz oraz pigmenty koloru, składy szminek, naprawdę robią wrażenie, żadna drogeryjna szminka, nie dorównuje składem tym cudeńkom. Naturalny skład szminek, powoduje, iż prócz świetnego makijażu, otrzymujemy także naturalną pielęgnację, która nie podrażni bardzo wrażliwej, delikatnej i cieniutkiej skóry naszych ust.
 

Trwałość szminek, zawsze przedłużam uprzednio użytą konturówką, bardzo polecam Wam także genialne konturówki Lily Lolo (pisałam o nich tu), utrwalam je pudrem transparentnym i nakładam drugą warstwę, makijaż przygotowany w ten sposób prezentuje się nienagannie, bez uszczerbku naprawdę przed wiele godzin.
 

PEACHES – odcienie brzoskwiniowe
Z tego przedziału posiadam odcień Intense Crush. Niesamowicie intensywny, trwały kolor w odcieniach koralowej brzoskwinki, daje piękny, trójwymiarowy efekt na ustach, który można stopniować i idealne krycie. Ciepła brzoskwinia, łamana koralowymi odcieniami, u mnie obecna zawsze w torebce, cudna do każdego rodzaju makijażu i dla każdego typu karnacji. Jest tu także odcień Demure, którego jestem bardzo ciekawa.  


PINKS – odcienie różu
Tu znajdziemy szminkowe przecuda, jedne z moich ukochanych szminek ever, czyli Passion Pink i Love Affair. Passion Pink, czyli boski róż, wpadający w fuksję, ma niesamowicie trwały kolor, który można stopniować, od lekkiego różu, do głębokiej fuksji, kolor jest bardzo mocno napigmentowany, daje idealne krycie, już po pierwszej warstwie. Love Affair, pokochają także miłośniczki odcieni nude, do których pomimo miłości do czerwieni, należę i ja. Klasyczny, bardzo kremowy, uniwersalny, idealny na dosłownie każdą okazję kolor, must have. Tu intryguje mnie bardzo kolor Temptation, może Wy go znacie?


REDS – odcienie czerwieni
Czyste piękno czerwieni znalazłam w postaci French Flirt i Scarlet Red, które znajdziemy w tym przedziale kolorów, jest tu także cudownie zapowiadający się Berry Crush. Francuski flirt, jak na nazwę odcienia przystało, kusi swą przepiękną, cieplutką czerwienią, jest to kolor bardzo delikatny, nie jest to krwista, mocna czerwień, której boi się na ustach wiele kobiet, jest nieco bardzo zgaszona, oczywiście genialna do makijażu wieczorowego, ale również świetna do dziennego, pięknie komponuje się z brązami. Scarlet Red, zaś to już głęboki odcień czerwieni, lekko malinowej, który bardzo często gości na moich ustach. Daje efekt karmazynowej czerwieni, do głębokiej, maliny, czy wiśni, kolor jest bardzo mocno napigmentowany, daje idealne krycie, już po pierwszej warstwie.


NUDES – odcienie cieliste, nude
W mojej kolekcji znajduje się odcień Nude Allure, ideał nudziaka, jeśli wiecie, co oznaczają poszukiwania idealnego beżu, to poznacie tę radość, gdy pojawi się on! Klasyczny, kremowy, uniwersalny, idealny na każdą okazję beżowy, lekko karmelowy kolor, po prostu piękny. Ciekawi mnie czy odcień Rose Gold, skradłby także moje serce.

  
Znacie szminki Lily Lolo? Jaki odcień podoba Wam się najbardziej? :)