poniedziałek, 5 października 2020

Szlak Srebrnych Mgieł - Joanna Tekieli - Wydawnictwo Szara Godzina - Premiera już 7 października! Powodzenia na Szlaku Srebrnych Mgieł!

7 października, zatem już w najbliższą środę, Wydawnictwo Szara Godzina, przygotowało premierę intrygującej książki Szlak Srebrnych Mgieł Joanny Tekieli. To pierwsza powieść tejże autorki, wydana pod skrzydłami Wydawnictwa Szara Godzina, także nie ukrywam, iż czekam na nią bardzo!

Szlak Srebrnych Mgieł miał być wyprawą życia dla Beaty i Witka. Los chciał jednak inaczej, a z pięknych planów pozostały zgliszcza. Jej ukochany mąż Witek, druga połowa pomarańczy, ginie w wypadku samochodowym. Zostaje ból, pustka, samotność i tęsknota za ukochanym. Co noc Beata śni, że razem z mężem przemierzają urzekający Szlak Srebrnych Mgieł. Wreszcie kobieta podejmuje wyzwanie i wyrusza w podróż, by w rocznicę ślubu stanąć nad Kruczym Wąwozem. Czy starczy jej odwagi i determinacji, by osiągnąć cel? Czy na szlaku odnajdzie wewnętrzny spokój? Nie szukajcie Szlaku Srebrnych Mgieł na mapach, w przewodnikach i w internecie. Nie znajdziecie go tam. Każdy z nas ma swoją własną drogę. Przemierzamy ją przez całe życie i tylko od nas zależy, czy spotkamy na niej krystalicznie czyste jeziora, polany pełne kwiatów, srebrne mgły, zachwycające wschody i zachody słońca, konstelacje gwiazd i dzikie konie. Powodzenia na Szlaku Srebrnych Mgieł!


Przyznacie, iż zapowiada się przepiękna lektura, sporo emocji i mądrości życiowej. Joanna Tekieli, to miłośniczka książek, kawy i gór, autorka cyklu książek, Leśna Ostoja, których nie miałam okazji poznać, zaś z wielką przyjemnością pochłonę, ciekawie zapowiadającą się powieść Szlak Srebrnych Mgieł. Jesteście zatem gotowi wyruszyć na swój własny szlak? Aby skusić do sięgnięcia po tę książkę, mam dla Was fragment powieści, którą już można zamawiać w przedsprzedaży!


Ze Szlaku Srebrnych Mgieł roztaczały się oszałamiające widoki,

które poruszały do głębi. Cała dolina aż po horyzont pokryta była

kolorowym kobiercem łubinów, a wzgórze porastały wysokie białe

kwiaty, których nazwy Beata nie znała. Wiedziała tylko, że są zachwycające, a ich subtelne płatki i postrzępione listki wyglądają

jak małe dzieła sztuki. Wiatr kołysał nimi delikatnie, dzięki czemu

wydzielały zapach tak intensywny i upajający, że aż kręciło się

jej w głowie. Na szczęście miała przy sobie Witka – jego silna dłoń

obejmowała jej talię, dając poczucie bezpieczeństwa. Odurzeni

tą wonią, zaczarowani błękitem nieba i zielenią traw stali tak blisko

siebie, że słyszała szybkie bicie jego serca. Beata czuła się tak

szczęśliwa, jak jeszcze nigdy w życiu.

– Boże, jak tu pięknie! Miałeś rację, warto było – szepnęła do

Witka, a on uśmiechnął się w ten swój niesamowity sposób, który

zawsze, nawet wiele lat po ślubie, sprawiał, że miękły jej kolana.

Jasne włosy Beaty rozwiewał ciepły wiatr, który niósł w sobie

aromat żywicy, łubinów i ziół. Tak pachnie lato – pomyślała. I tak pachnie miłość.

Kiedy się obudziła, długo leżała z zamkniętymi oczami, próbując

zatrzymać pod powiekami ten obraz. Jeszcze przez chwilę

miała wrażenie, że wciąż widzi promienny uśmiech męża, ale

odgłosy poranka nieubłaganie wkradały się w jej podświadomość,

nie pozwalając ponownie zapaść w sen, w którym była tak bardzo

beztroska. Otworzyła oczy i spojrzała w okno. Wstawał piękny, słoneczny dzień. Złote promienie wciskały się pomiędzy zaciągnięte rolety, rozjaśniając wnętrze jej sypialni. Usiadła na łóżku i poczuła,

że pod powiekami zbierają się łzy. Kontrast pomiędzy jej życiem

a tym, co przeżyła we śnie, był tak wielki, że wolałaby nigdy się

nie obudzić.

Po co to wszystko? – pomyślała.

Byli z Witkiem małżeństwem przez dziewięć lat. Udanym małżeństwem, w którym oboje czuli się bezpieczni i spełnieni, mimo

że nie mieli dzieci. Była to ich świadoma decyzja – do końca chcieli

pozostać dla siebie najważniejsi i jedyni. Z nikim nie chcieli się

dzielić, pielęgnowali swoje szczęście tylko we dwoje i w zupełności

wystarczali sobie nawzajem. Gdy minęła ich dziewiąta rocznica

ślubu, od razu zaczęli planować, jak będą obchodzić cynowe

gody. Marzyli, aby ta symboliczna, okrągła, dziesiąta rocznica była

wyjątkowa i niezapomniana. I może za bardzo się na to nastawiali,

za wiele oczekiwali? Los nie lubi, jak się robi zbyt dalekosiężne plany – pomyślała z bólem Beata, wspominając ostatnie miesiące.

 

piątek, 2 października 2020

Moja, jesienna pielęgnacja twarzy! Szóstka na szóstkę - Perełki z Cosibella – Dermokosmetyki Evolve, A Florence Skincare, BasicLab, Timeless i Paula's Choice!

Jesień, to szczególny czas dla skóry, w tym okresie, co roku, modyfikuję nieco zarówno dobór kosmetyków do pielęgnacji, jak i makijażu. Zmienna pogoda, bardziej już chłodne dni, powodują, iż należy prawidłowo chronić skórę i jednocześnie po lecie dobrze ją nawilżyć i odżywić. Ja postawiłam na dermokosmetyki najwyższej jakości, szóstkę z tychże perełek, chcę Wam dziś polecić.


Kosmetyki marek Evolve, A Florence Skincare, BasicLab, Timeless i Paula's Choice, które mnie zachwyciły, zakupić można w świetnym sklepie Cosibella.pl, który jest totalną kopalnią ciekawych produktów do pielęgnacji twarzy, ciała, włosów, jak i do makijażu, warto tam zajrzeć i pobuszować podczas jesiennych zakupów, dodam też, iż doskonale zabezpieczone paczuszki, które przychodzą do nas ze sklepu, pakowane są w duchu zero waste, a użyte do transportu materiały są ekologiczne i biodegradowalne, zatem całym sercem polecam sklep. Szósteczka skarbów z Cosibella, tworzy arsenał w mojej pielęgnacji twarzy, jest to rytuał i zabieg wieloetapowy, począwszy od dokładnego oczyszczania twarzy, poprzez tonizowanie, odżywianie, nawilżanie, serum, skończywszy na regenerujących kremach. 


Evolve Organic Beauty - Daily Detox Facial Wash - Codzienny płyn oczyszczający

Kosmetyk, którym jestem totalnie urzeczona. Daily Detox Facial Wash, otrzymujemy w szklanej buteleczce (100 ml), osobno dodano do kosmetyku pompkę, dzięki której codzienna aplikacja, jest wygodna i szybka. Kartonowy-eko kartonik, to informacje o składzie i stosowaniu, całość zachwyca minimalizmem. Jest to produkt naturalny, wegański, ręcznie tworzony, cruelty free, naprawdę kosmetyczny hicior tejże angielskiej, naturalnej i organicznej marki, która na rynku jest już ponad 10 lat.  Codzienny płyn oczyszczający, ma formułę nieco żelową, lekką i bardzo przyjemną w stosowaniu, można go stosować zarówno rano, jak i podczas wieczornej pielęgnacji, świetnie oczyszcza skórę, zawiera sok z liści aloesu, glicerynę, ekstrakt z jagód goji, czy ekstrakt nasion moringi. Należy tez wspomnieć o zachwycającym, świeżym, aloesowym zapachu, który umila mi każde jego stosowanie. Po użyciu płynu Evolve, moja skóra jest czyta, miękka i nawilżona, nie mam mowy o przesuszeniu, podrażnieniu, czy ściągnięciu. Jak go stosuję? Jedną lub dwie pompki preparatu, wmasowuję w wilgotną skórę, tworzy się kremowa, gęsta pianka, która spłukuję letnią wodą. Kosmetyk do oczyszczania doskonały od a do z, polecam i jeszcze raz polecam. Koniecznie wskoczcie na Cosibella i sprawdźcie interesującą ofertę tej marki.


Evolve Organic Beauty - Daily Renew Natural Face Cream - Odżywczy krem do twarzy

Evolve Organic Beauty, jest godne uwagi ze względu także na krem. Odżywczy krem do twarzy, to wegański, naturalny kremik, mieszkający w szklanym słoiczku 30 ml, to świetny kosmetyk do skóry suchej, jak moja, mieszanej i normalnej, doskonale nawilża, zmiękcza i odżywia, ma miękką, treściwą konsystencję w kolorze ecru, szybko się wchłania i ładnie rozprowadza się po skórze. Ma on dobry skład, w którym widnieje między innymi kwas hialuronowy, aloes, masło shea, olej słonecznikowy, olej morelowy, sezamowy, czy arganowy. Zapach kremu, to magia, woń przypomina kokos i wanilię. Wspaniały kosmetyk na jesień, u mnie sprawdza się także pod makijaż, polecam go też facetom po goleniu.


A Florence Skincare - BHA/PHA Exfoliating Toner - Złuszczający Tonik z 1,5% Kwasem Salicylowym + 5% Glukonolaktonem

Po oczyszczeniu twarzy, tonizuję ją obecnie złuszczającym tonikiem brytyjskiej marki A Florence Skincare. Kosmetyki A Florence Skincare, to naturalne cudeńka, oparte na wysokiej jakości zimno tłoczonych kwasach tłuszczowych omega 6 i 3, ceramidach I roślinnych ekstraktach, produkty marki nie są testowane na zwierzętach. Tonik z 1,5% Kwasem Salicylowym i 5% Glukonolaktonem, to jesienne złuszczanie, które doceni każdy rodzaj skóry, jest to kosmetyk bez zapachu, bez zbędnych dodatków, kosztuje 109,00 zł, zaś naprawdę jest wart swej ceny. Prócz kwasu salicylowego i glukonolaktonu, w składzie znajdziemy betainę oraz alantoinę, działające łagodząco i kojąco. Kosmetyk świetnie oczyszcza, złuszcza, usuwa martwy naskórek, jednocześnie łagodząc skórę. Przy wieczornym zabiegu z nim, należy niewielką ilością toniku zaaplikować na dłonie, bądź płatek i rozprowadzić preparat na oczyszczoną skórę twarzy, omijając oczywiście okolice oczu i ust. Następnie wklepuje tonik w skórę i nakładam ochronny krem. To jesienne must have, szczególnie, gdy borykacie się jak ja z przebarwieniami po lecie, czy innymi niedoskonałościami cery.


BasicLab - Esteticus - Serum z 10% Trehalozą, 5% Peptydem i Kwasem Hialuronowym

Jesienią warto szczególnie stosować serum. Ja sięgnęłam po serum marek Timeless i BasicLab. Serum z linii Esteticus, z 10% Trehalozą, 5% Peptydem i kwasem hialuronowym BasicLab, to doceniany kosmetyk, pod jego wrażeniem jestem i ja. Serum otrzymujemy w buteleczce (15 ml), z praktyczną, szklaną pipetką, jest to według mnie najlepsze rozwiązanie w przypadku tego typu kosmetyków, serum dozujemy bowiem bez problemu, higienicznie, dokładnie tyle ile potrzebujemy do jednorazowej aplikacji, kosmetyk nakładam na twarz, szyję, ale także na dekolt. Butelkę umieszczono dodatkowo w kartoniku, na którym odnajdziemy informacje na temat serum, jego właściwości i ciekawy skład kosmetyku. Mamy tu sporo składników aktywnych, wśród nich widnieje trehaloza, czyli disacharyd z alg morskich, silny przeciwutleniacz, peptyd SNAP-8 neuropeptyd, odżywiający skórę, hydrolizowany hialuronian sodu, hydrolizowany kwas, skwalan, niacynamid, czy mocznik. Momentalnie po aplikacji serum, czuć nawilżenie i ukojenie skóry, kosmetyk ma lekką, białawą konsystencję, idealnie rozprowadza się po skórze i szybko wchłania. Serum można stosować zarówno na dzień, jak i na noc, polecam je do każdego rodzaju skóry, potrzebującej nawilżenia i odżywienia. Serum kosztuje na Cosibella 79,00 zł, warto!

 

Timeless - Skin Care - 20% Vitamin C + E Ferulic Acid Serum - Serum z witaminą C i E oraz kwasem ferulowym

Serum, które aplikuję na twarz podczas wieczornego rytuału pielęgnacyjnego, to serum z witaminą C i E oraz kwasem ferulowym, amerykańskiej marki Timeless. Serum, to koszt 109,00 zł, ale naprawdę warto się pokusić, to profesjonalny kosmetyk z cennymi składnikami. Serum mieszka w żółciutkiej butelce (30 ml) z praktyczną pompką. Jest to moje pierwsze spotkanie z marką, kalifornijska firma Timeless, specjalizuje się w naturalnych kosmetykach, nie testowanych na zwierzętach, które sprawdzą się codziennej pielęgnacji, zaś serum z witaminą C i E oraz kwasem ferulowym, to bestseller marki, zatem musiałam go poznać. Kosmetyk zawiera witaminę C, będącą bardzo silnym przeciwutleniaczem, ładnie też rozjaśnia skórę, kwas ferulowy walczy ze starzeniem się skóry, jest tu też witamina E, czy pantenol. Serum jest leciutkie i wodniste, szybko się wchłania, skóra gotowa jest po nim na krem. Świetny i efektywny kosmetyk, wart każdego grosika.


 Paula's Choice - Antioxidant-Enriched Natural Moisturizer - Antyoksydacyjny krem nawilżający

Na koniec pozostawiłam dla Was wisienkę na torcie. Hitowy krem, który naprawdę skradł mi serce. Certyfikowane cudeńko, na które naprawdę warto się skusić i zainwestować w swą piękną skórę. Jest to debiut amerykańskiej marki Paula's Choice w mojej kosmetyczce, zaś naprawdę mam po jego poznaniu ochotę na inne kosmetyki. Paula's Choice została założona przez Paulę Begoun, marka bazuje na nowoczesnych badaniach, nauce, a swe skoncentrowane formuły opiera na działaniu przeciwutleniaczy i składników regenerujących skórę. Marka nigdy nie testowała swoich produktów na zwierzętach i posiada ceniony przeze mnie certyfikat Leaping Bunny. Sprawdźcie koniecznie jej asortyment na Cosibella. Antioxidant-Enriched Natural Moisturizer Paula's Choice, stał się moim hitem, kosmetyk mieszka w zielonej tubce (60 ml), zamykanej na klik, z opakowania zasięgniemy informacji o produkcie i składzie. Krem dobrze nawilża, chroni, ale też odmładza i regeneruje. W składzie mamy tu masło kakaowe, masło shea, olej z pestek winogron, olej z nasion żurawiny, olejek różany, aminokwasy, w tym arginina, glicyna, alanina, seryna, walina, prolina, treonina, izoleucyna, histydyna, fenyloalanina, kwas asparaginowy, jest tu też witamina E, ekstrakt z aloesu, ekstrakt z jagód goji, ekstakt z aceroli, ekstrakt z borówki, czy ekstrakt z malin. Przyznacie, iż skład robi wrażenie. Krem Paula's Choice, zachwycił mnie także wspaniałą, lekką konsystencją, przyjemną w aplikacji. Świetny będzie do cery suchej, dojrzałej, cieniutkiej i potrzebującej odżywienia. Jest to bezpieczny kosmetyk, który nie uczuli i nie podrażni skóry, dodatkowo pięknie się wchłania. Używam go przy porannej pielęgnacji twarzy, po czym nakładam makijaż mineralny. Kremowa perełka, wysokiej jakości, certyfikowany kosmetyk, który trzeba poznać. 

Jestem ciekawa, czy znacie któryś z sześciu, tych kosmetyków? Znacie sklep Cosibella? Macie ukochane kosmetyki na jesień? Może polecicie mi coś ciekawego? Życzę Wam wspaniałego, jesiennego weekendu!


 


czwartek, 1 października 2020

Premiera oraz fragment pięknej i emocjonalnej powieści - Przyjdzie pogoda na miłość - Wioletta Piasecka – Wydawnictwo Szara Godzina

Witamy październik! Piękna jesień zachwyca nas cudowną aurą, pogodą i kolorami, zaś wieczorki stają się coraz dłuższe, zatem warto nadrabiać książkowe zaległości. Dziś z wielką przyjemnością, premierowo, chcę Wam polecić najnowszą powieść spod skrzydeł Wydawnictwa Szara Godzina, oto Przyjdzie pogoda na miłość, książka, której autorką jest Wioletta Piasecka.


Pełna emocji historia trzech przyjaciółek, z których marzeń zadrwił los. Młode kobiety zderzają się z brutalnością dorosłego życia. Czy odnajdą w sobie siłę, by podnieść się po bolesnym upadku? Czy potrafią zaufać sobie i innym, kiedy przyjdzie pogoda na miłość?  Joannę opuszcza narzeczony i decyduje się na ślub z inną kobietą.  U Magdy, która spodziewa się dziecka, lekarze diagnozują raka piersi. Zuzanna marząca o karierze w modelingu wikła się w seksaferę w kręgach władzy. Wioletta Piasecka w powieści Przyjdzie pogoda na miłość zdaje się mówić, że wszystko ma swój czas. Po burzy wychodzi słońce, a więc mimo zawiedzionych nadziei, cierpienia i konsekwencji błędnych decyzji zawsze trzeba szukać nowych szans i walczyć o swoje szczęście.  Jeśli przeżywasz rozterki i rozczarowania, ta książka jest dla Ciebie. Jeśli potrzebujesz otuchy, bo w Twoim życiu się nie układa, ta książka jest dla Ciebie. Jeśli po prostu masz ochotę na dobrą lekturę, to Przyjdzie pogoda na miłość jest idealnym wyborem.


Przyjdzie pogoda na miłość, już od wczoraj, czyli od 30 września, kusi w księgarniach internetowych i stacjonarnych. Z niecierpliwością czekam na jej lekturę, bowiem zapowiada się piękny, obyczajowy, klimatyczny, kobiecy romans z dużą dozą emocji. Wioletta Piasecka, jest nie tylko autorką książek, ale też scenariuszy teatralnych, wierszy, tekstów piosenek i słuchowisk radiowych, powieść jest pierwszą jej publikacją, skierowaną tylko dla dorosłych, zatem mamy tu taki mini debiut. Z okazji premiery, proponuję Wam fragment książki!  


Krzysztof pierwszy raz usłyszał jej beztroski śmiech.

– Joasiu, jesteś dziś… Czy coś się wydarzyło? – Zachwyt w jego oczach nagle zgasł.

– Stał się cud. Prawdziwy cud. Moja przyjaciółka wybudziła się ze śpiączki.

Zauważyła, że odetchnął z ulgą. Teraz ona przyjrzała mu się uważniej i znów się uśmiechnęła.

Pewnie podejrzewał, że spotkałam się z Markiem – pomyślała.

– Urodziła już?

– Tak, urodziła śliczną córeczkę. W dodatku własnymi siłami. Wiesz, gdy Magda mnie zobaczyła, to myślała, że jestem jej córką. Nazwała mnie jej imieniem. Długo jej tłumaczyłam, że nie jestem Antosią. Dotknęła moich włosów i powiedziała, że Antosia też ma takie rude loki. Dziwne. Widziałam jej córeczkę. Ma tylko kilka jasnych, prawie białych kosmyków. Jest podobna do Magdy jak dwie krople wody. Ale potem cię rozpoznała?

– Tak. Chociaż lekarze twierdzą, że sporo czasu upłynie, za­nim odzyska pełną świadomość. No i czeka ją walka z chorobą. Nie wiadomo, jakie spustoszenie w organizmie zrobił nowotwór. Na razie robią wyniki.

– Dzielna dziewczyna. Miejmy nadzieję, że od teraz będzie tylko lepiej. – Wyjął z wiszącej szafki dwa talerze i przełożył pie­rogi. – Proszę, częstuj się. Moja mama też bardzo dobrze gotuje, a przynajmniej nam smakuje. – Wyciągnął z szuflady sztućce.

– Przepyszne! – powiedziała z pełnymi ustami.

Krzysztof zaśmiał się głośno.

– Joasiu, jak myślisz, czy do pierogów pasuje czerwone wino?

– Pewnie że pasuje, ale skąd my teraz weźmiemy czerwone wino?

– Jestem przygotowany na takie sytuacje. Pozwól, że cię opuszczę. – Wytarł usta serwetką i poszedł do swojego pokoju.

Joanna zjadła jeszcze dwa pierogi i upiła łyk herbaty. Pierwszy raz od rozstania z Markiem poczuła lekkość. Myśli o nim bolały, ale nie zatruwały już umysłu w bezlitosny sposób tak jak zaraz po rozstaniu.

Krzysztof wrócił z winem. Otworzył szufladę, wyjął korko­ciąg i wprawnym ruchem otworzył butelkę. Przetarł kieliszki i napełnił do połowy.

– Joasiu, za nas! – Uśmiechnął się szelmowsko.

– Za nas? No dobrze, niech ci będzie, wspólniku. W końcu tworzymy razem niezły teatralny team.

Stuknęli się kieliszkami. Nagle, gdy uniosła lampkę, przypo­mniała jej się ostatnia kolacja z Markiem w greckiej restauracji

Santorini. Zawsze świętowali tam wszystkie rocznice. Kochała tę restaurację, ale Marek nawet to wspomnienie jej odebrał, wybierając ją jako miejsce rozstania. Na porzucenie mnie – po­myślała. Zakończenie studenckiego romansu. Odwróciła wzrok, by Krzysztof nie widział jej nagłego smutku.


środa, 30 września 2020

Dziś PREMIERA - Wydawnictwo Szara Godzina - Na tej samej ziemi – Katarzyna Kielecka – Już w księgarniach! + Fragment książki!

Już od dziś, na półkach księgarni internetowych i stacjonarnych, można sięgnąć po cieplutką nowość powieściową spod skrzydeł cenionego przeze mnie Wydawnictwa Szara Godzina. Nowa książka, autorstwa polskiej pisarki Katarzyny Kieleckiej, pod tytułem Na tej samej ziemi, jest jednym z tytułów, na które czekało naprawdę wielu czytelników. 


Zbliżają się święta Bożego Narodzenia, a tymczasem bohaterki znane czytelnikom z powieści Pod tym samym niebem stają przed nowymi dylematami i rozterkami. Kinga tęskni za narzeczonym, który od miesięcy przebywa w śniegach Spitsbergenu. Lilianna, skupiona na wychowaniu pięcioletniej córki, nie potrafi wsłuchać się w to, co podpowiada jej serce. Jedynie mała Nela oraz jej wierny kotożbik Eastwood nie wahają się czerpać z życia wszystkiego, co najlepsze. Codzienność Lilki odmienia zagadkowa przesyłka, a w niej informacje na temat ukrytej w Górach Połabskich rodzinnej tajemnicy. Aby ją poznać, przyjaciółki postanawiają się wybrać się w podróż śladami listu. Jednak przewrotny los ma wobec nich zupełnie inne plany, nie żałując wyzwań i niespodzianek. Czy Lilianna zdoła wypełnić wolę zmarłego przed laty dziadka? Czy pozwoli, by jego wojenne doświadczenia wpłynęły na jej obecne życie? Opowieść, w której przeszłość splata się z teraźniejszością, a tęsknota z nadzieją. Historia o trudzie radzenia sobie ze stratą najbliższych i o niezwykłej sile miłości, która przywraca wiarę w sens życia. Na tej samej ziemi obfituje w okazje do wzruszeń, refleksji oraz śmiechu.


Katarzyna Kielecka, to jedna z tych autorek, na których powieści zawsze czeka się z niecierpliwością, pisarka tworzy od lat mniejsze formy literackie, wiersze, opowiadania, scenariusze przedstawień dla dzieci oraz oczywiście doskonałe powieści obyczajowe, na co dzień jest mamą, pracownikiem banku, zaś z wykształcenia pedagogiem specjalnym, mieszka w Łodzi. Na tej samej ziemi, to powieść, w której spotkamy się ponownie z bohaterami, poznanymi podczas lektury powieści Pod tym samym niebem. Pojawia się Lilianna, Nela i Kinga, nie ukrywam, że nie mogę doczekać się lektury, myślę, że ponownie możemy spodziewać się  doskonałej, emocjonalnej powieści na jesienne wieczorki. W ramach zachęty, mam dla Was fragment książki! 

Śliwę dręczyły wyrzuty sumienia, choć jeszcze nie zdecydowała się na ich werbalizację. Lilianna doskonale ją znała i wystarczyła jej obserwacja, by wyciągnąć wnioski, że przyjaciółka lada dzień pęk­nie i coś z tym zrobi. Pozostawało pytanie, czy jej czyny zachowają znamiona rozsądku. Grodzka miała nadzieję, że nastąpi to dopie­ro po jej powrocie, dzięki czemu wspólnie z Adamem zdołają po­wstrzymać tę porywczą kobietę przed jakąś nierozważną głupotą. Wiedziała, że polarnik znów się pojawił na łączach, więc przynaj­mniej w zakresie niepokoju o niego chmury szaleństwa przestały się kłębić nad domem.

Klamka opadła i w wąskiej szparze pojawiła się radośnie wy­szczerzona głowa Kingi.

– Eluwina – rzuciła, pchnęła drzwi, aż łupnęły o szafę, i wpa­rowała do pokoju niemal tanecznym krokiem. – Patrz i podziwiaj.

Właśnie wróciła od ortopedy i po gipsie nie został nawet ślad. Wykonała trzy średnio zgrabne obroty, podskoczyła, jęknęła i przy­siadła na łóżku.

– Może nie szarżuj? – poradziła jej Grodzka ze szczerą troską w głosie. – Co to znaczy „eluwina”?

– Młodzieżowe słówko roku. Z zeszłego sezonu, ale właśnie so­bie o nim przypomniałam. Coś jak „cześć”, „elo” albo „serwus”, je­śli sięgnąć do słownika poprzednich pokoleń.

– Całkiem zgrabnie brzmi.

– Prawda?

– Zgrabniej niż ty tańczysz. Co z kopytem?

– Teoretycznie wszystko prima sort, jak mawia pan Władzio, tylko, kurde, mam je oszczędzać przez jakiś czas. Całej nocy bym nie przetańczyła. Adasia nie ma, więc to akurat żadna strata. Do­stałam skierowanie na zabiegi w kriokomorze, chyba tylko po to, żeby jednoczyć się termicznie z ukochanym. Jestem zła jak orga­nizacja ruchu w tej cudownej metropolii.

– Czemu?

– Łódź przoduje w rankingach najbardziej zakorkowanych miast Europy. Nie wiedziałaś?

– Jezu… O ciebie pytam, nie o miasto.

– A… Myślałam, że będzie już całkiem spoko i uda mi się namó­wić cię na wymianę minionka na moją skromną osobę w podróży.

– Kogo?

– Eksa. Należy do przeszłości, do tego, co minęło, więc minio­nek fonetycznie pasuje. Prowadzić Bydlaka dałabym radę, do przed­szkola po Nelę też spokojnie doczłapię, ale na górski szlak nie mam co się pchać. A już się, cholera, spakowałam.
– Jesteś największym świrem, jakiego znam – podsumowała Li­lianna i bez ostrzeżenia uściskała przyjaciółkę.

– No weź już, daj spokój. – Kinga się opędzała, udając nieza­dowolenie. – Jeśli koniecznie musisz, to gnaj ku tajemnicy dziad­ka, tylko proszę cię o jedno.

– No?

– Zastanów się dwa razy, zanim dasz się Kondziowi przelecieć.

Lilkę momentalnie trafił szlag. Przez głowę przemknęła jej siel­ska wizja, w której wywala Śliwę za drzwi dokładnie tak samo, jak zrobiła to z weterynarzem. Zdołała się jednak opanować i oświad­czyła w miarę grzecznie, choć w zwolnionym tempie i z przesad­ną dbałością o artykulację:

– Teraz wyjdę, a ty już nic więcej nie powiesz. Ani jednego sło­wa w tym temacie. Dbaj o Nelę, nie ciągaj jej po świątecznych wy­przedażach, bo znowu dostaniesz migreny, kontroluj flugi i zasta­nów się, jak rozwiązać kwestię pana Władzia i Jureczka. Podpadłaś im i uwierz: nie chcesz podpaść także mnie!

 

poniedziałek, 28 września 2020

Jesienna pielęgnacja z owsianym kwartetem Soraya Oat Therapy z bee.pl – Krem do twarzy na noc i na dzień, balsam do ciała oraz krem multifunkcyjny!

Nie ukrywam, iż cieszy mnie fakt, że coraz więcej firm, zarówno naszych, rodzimych, jak i na świecie, skłania się ku naturalnym produktom. Na wspaniałych, wirtualnych półkach sklepu bee, pojawiła się intrygująca seria Oat Therapy, bardzo popularnej w naszym kraju marki Soraya, jak zatem sprawdził się w mojej, jesiennej pielęgnacji kwartet z tejże linii? Zapraszam w owsianą podróż, w której główną rolę grają krem do twarzy na noc i na dzień, balsam do ciała oraz krem multifunkcyjny!

Krem do twarzy na noc i na dzień, balsam do ciała oraz krem multifunkcyjny Soraya, to naturalne kosmetyki, zawierające olej z owsa z kwasami omega 3 i 6 oraz ekstrakt owsiany. Muszę przyznać, że zachwyciły mnie składami, opakowaniami oraz efektami, jakie dają. Kosmetyki Oat Therapy, stworzone są w bliskim mi duchu less waste, ich opakowania przyjazne są dla planety i zawierają sporo cennych, aktywnych składników. Wszystkie cztery produkty sprawdzają się u mnie na medal, zaś najbardziej zachwycił mnie owsiany krem na noc i krem multifunkcyjny. 

 

Owsiany krem do twarzy na noc oraz owsiany krem do twarzy na dzień, to kosmetyki do cery wrażliwej. Oba kremy, mieszkają w doskonale zabezpieczonych słoiczkach 75 ml, pochodzących z recyklatu, zaś kartoniki wykonano z papieru z odzysku, opakowanie jest większe, zatem więcej kremu wystarczy nam na długi czas, linia Oat Therapy, świetnie oddaje ducha less waste, a my generujemy mnie odpadów. Zarówno krem na noc, jak i na dzień, zawierają olej z owsa z kwasami omega 3 i 6 oraz ekstrakt owsiany, prócz tego w składzie widnieje betaina, gliceryna roślinna, czy olej makadamia. Nocny przyjaciel skóry zawiera dodatkowo olej rzepakowy, skrobię ryżową, masło shea, czy witaminę E. Krem na dzień, w składzie dodatkowo ma między innymi olej sojowy, olej rzepakowy i również witaminę E. Oba kremy mają wspaniałą, miękką konsystencję i bardzo przyjemny, higieniczny, delikatny zapach. Pięknie rozprowadzają się po skórze i szybko wchłaniają. Krem na dzień, stosuję rano, idealnie sprawdza się, jako baza pod makijaż mineralny i ładnie nawilża, zaś krem na noc, idzie w ruch podczas wieczornego rytuały pielęgnacyjnego, naprawdę jestem nim zachwycona, świetnie zmiękcza i wygładza, działając nocą, łagodzi podrażnienia i regeneruje moją suchą skórę. Polecam stosować je w duecie, podczas jesiennej pielęgnacji twarzy, choć solo również spełnią genialnie swą rolę.

 

Owsiany balsam Soraya, to wspaniały kosmetyk do całego ciała, od stóp do głów. Kosmetyk spełni się w codziennej pielęgnacji skóry suchej i wrażliwej. Jego bogata formuła zawiera nawilżający i łagodzący ekstrakt z owsa i biomimetyczny, czyli naśladujący naturalne struktury naskórka olej z owsa. Olej ten to źródło omega 3 i 6, ale też antyoksydantów, w składzie mamy też glicerynę, masło shea, olej sojowy, glinkę, czy witaminę E. Balsam umieszczono w pionowej tubie, zamykanej na klik, warto dodać, iż 57% plastiku użytego do stworzenia tuby, pochodzi z recyklingu. Balsam Oat Therapy, odżywia, nawilża skórę, ale też uelastyczni ją i wygładzi. Kosmetyk dedykowany jest do skóry wrażliwej, możemy go stosować przy pielęgnacji całego ciała, również w przypadku suchych dłoni, czy stóp. Obcowanie z nim umila miękka i lekka konsystencja i otulający zapach. Do gustu bardzo przypadł mi także bogaty, krem multifunkcyjny z te samej, owsianej serii, który stosuję również do ciała, zaś najczęściej po wieczornej kąpieli. Krem otrzymujemy w praktycznym, zakręcanym słoiczku (200 ml), jest to świetne rozwiązanie w przypadku tego typu produktów do ciała, bowiem zawsze wiemy ile kosmetyku nam jeszcze pozostało, a aplikacja jest wygodna i szybka. Produkt bazuje oczywiście na oleju z owsa, mamy tu też ekstrakt owsiany, olej ze słodkich migdałów, masło shea, podobnie, jak w balsamie gości tu glinka i witamina E. Krem urzekł mnie gęstą formułą, otula po kąpieli, nawilża, zmiękcza i łagodzi skórę. Kosmetyk polecam do skóry wrażliwej, idealnie sprawdzi się przy skórach suchych, ale także tych, potrzebujących szczególnej pielęgnacji. Jest to wielozadaniowy kosmetyk do całego ciała, warto go mieć po ręką, bowiem idealnie sprawdza się dla całej rodziny. Jestem ciekawa, czy znacie sklep bee i kosmetyki Soraya Oat Therapy? 


 

czwartek, 24 września 2020

Wspaniały debiut w mojej kosmetyczce - Bioline Jato - Krem do twarzy SPF 30 z topestetic – Kremowy hit z górnej półki!


Jestem zwolenniczką ochrony skóry przez cały rok. Jako, że w tym roku wrzesień i początek jesieni, raczy nas wspaniałą, słoneczną aurą, koniecznie powinniśmy sięgać zatem po kremy z filtrami. W ostatnich tygodniach, moim hitem w tym temacie, stał się krem do twarzy SPF 30, marki Bioline Jato, która tymże kosmetykiem debiutuje w mojej kosmetyczce!

W słoneczne dni, należy dbać o ochronę skóry przed szkodliwym wpływem promieni słonecznych, świetny sklep topestetic, kusi naprawdę sporą gamą najwyższej jakości dermokosmetyków, które zawierają filtry SPF, znajdziecie tu asortyment marki Bioline Jato, ale też mnóstwo innych inspiracji, kultowych kosmetyków i nowości, warto też dodać, że w paczuszce przy zakupach, zawsze znajdziecie gratisy i próbeczki. Włoska marka Bioline Jato, intrygowała mnie bardzo, a krem spowodował, iż zainteresowałam się innymi ich kosmetykami, jest to firma, której historia sięga aż do roku 1979, gdy jej założyciele, rodzina Corradini, zaczęli tworzyć z powodzeniem pierwsze kosmetyki, marka skupia się na nowych technologiach w kosmetyce.


Krem do twarzy SPF 30, to dermokosmetyk z górnej półki cenowej, kosztuje bowiem 176,00 zł. Kosmetyk mieszka w niebieskiej tubce (50 ml), zamykanej na klik, dodatkowo umieszczono go w kartoniku, z którego zasięgniemy informacji o produkcie, cenna jest też dodana ulotka, także w języku polskim. Krem dobrze chroni, ale też wzmacnia odporność skóry, nawilża i odmładza, zapobiega też zaczerwienieniom. Zawiera filtr SPF 30, chroniący przez promieniowaniem UVB i UVA, w składzie mamy tu ekstrakt z lukrecji, czy likopen, ale też bardzo wysoko widnieje hydrolat oczarowy, masło shea, czy oliwa z oliwek. Krem Bioline Jato, zachwycił mnie przede wszystkim mega lekką, wspaniałą konsystencją, aksamitną i niesamowicie przyjemną w aplikacji. Świetny będzie do każdego typu cery, przez cały rok, jest to bezpieczny kosmetyk, który nie uczuli i nie podrażni skóry. Idealnie rozprowadza się po skórze, pięknie wchłania, momentalnie zmiękcza i wygładza. Używam go przy porannej pielęgnacji twarzy, rozprowadzam go też na skórę szyi i dekoltu, po czym nakładam makijaż, dla którego jest świetna bazą. Krem Bioline Jato, to perełka, warta inwestycji, ochrona i pielęgnacja wysokiej jakości, naprawdę godny uwagi dermokosmetyk!