środa, 21 marca 2018

LILY LOLO – Pure Indulgence Eye Palette - Paletka naturalnych cieni do powiek z zestawu Days of Decadence Collection – Naturalny makijaż cruelty free

W absolutnie przecudownych zestawach świątecznych Lily Lolo, znaleźć można było same genialne kosmetyki, zestaw Days of Decadence Collection, zawierał boską szminkę w odcieniu Love Affair, mineralny róż Clementine Mineral Blush oraz Pure Indulgence Eye Palette, świetną paletkę naturalnych, prasowanych cieni do powiek, o której chcę Wam dziś więcej napisać.


Naturalne, mineralne cienie do powiek Lily Lolo, zajmują od lat w mojej kosmetyczce zdecydowanie królewskie miejsce. Cienie te, zachwycają mnie najwyższą jakością, idealnym składem i piękną pigmentacją. Kosmetyki Lily Lolo, które kupić można oczywiście na Costasy, nie są oczywiście testowane na zwierzętach, nie zawierają parabenów, produkowane są wyłącznie z naturalnych i mineralnych składników, nie zawierają też sztucznych aromatów, nanoczasteczek i substancji konserwujących. Znałam już dwie, zachwycające paletki Lily Lolo: Filthy Rich Eye Palette oraz Pedal To The Metal Eye Palette i zdradzę Wam, że także trzecia z nich Pure Indulgence, zdobyła moje serce, może dlatego, że troszkę ze mnie sroczka i lubię czasem troszkę błysku na oku.


W paletce mieści się osiem cieni o prostokątnych kształtach. Kasetka z lusterkiem i aplikatorem, wykonana jest z tworzywa w tradycyjnej dla marki, eleganckiej stylistyce, jest poręczna, praktyczna, minimalistyczna, piękna. Dodatkowo zapakowano ją w biało-czarny kartonik, z którego zasięgnąć możemy informacji o produkcie, odcieniach w środku, producencie, dystrybucji i oczywiście ładnym składzie cieni. Cienie są, jak zawsze w przypadku Lily Lolo ładnie napigmentowane, intensywne, fantastycznie się blendują, rozcierają, współpracują zarówno ze sobą nawzajem, jak i z innymi kosmetykami, doskonale można je stopniować. Przed aplikacją cieni, nakładam najczęściej bazę pod cienie, wówczas cienie są trwałe i utrzymują się na oku tyle, ile chcemy, jeśli jednak nie posiadacie bazy, ich trwałość przedłuży także podkład, czy korektor nałożony cieniutko na powiekę.


Cienie Lily Lolo pięknie nakładają się na pędzelek i rozprowadzają się na skórze powiek, mają leciutką konsystencję, nie osypują się. W ich składzie odnajdziemy oleje roślinne, w tym olej jojoba, arganowy, z nasion słonecznika, z nasion granatu, które wzmacniają delikatną skórę powiek, nawilżają ją, wygładzają, mica, wiąże kosmetyk i nadaje mu delikatności, witamina E, dodatkowo konserwuje cienie, wyciąg z mikołajka nadmorskiego, spełnia funkcje regenerujące, cienie oczywiście zawierają także pigmenty. Koniecznie wyparujcie u mnie makijażów z tą piękną paletką.


Luksusowa, przepiękna paletka Pure Indulgence, mieści osiem cieni od jaśniutkiej wanilii, ecru, nudziaki, poprzez złoto, stare złoto, aż do czekoladowych odcieni błyszczącego i matowego, ciemnego brązu, jak się Wam podobają?
Vanilla – jaśniutki, matowy odcień waniliowy, wpadający w ecru.
Caramel – kremowy nudziaczek, przepiękny i delikatny.
Bonbon – piękna, mleczna czekolada, uniwersalny odcień.
Spice – błyszczące złoto, nieco rudawe cudo.
Ganache – pięknie błyszcząca, głęboka czekolada, jeden z moich hitów tejże paletki.
Red Velvet – brąz w czerwonej odsłonie, troszkę taki kameleon.
Clove – błyszcząca, ciemna czekolada, ideał ze złotymi drobinami.
Bitter Chocolate – bardzo ciemny odcień, szaro-czarny, wieńczący paletę.


wtorek, 20 marca 2018

Natura Estonica Bio - Naturalny, liftingujący krem do twarzy Ginseng&Acai oraz pomadka Organic Moroccan Argan oil na wiosnę!

Mamy nareszcie astronomiczną wiosnę! Dziś zatem zapraszam Was do recenzji dwóch kosmetyków, które są ideałem na tę porę roku, zarówno bowiem naturalny, liftingujący krem do twarzy Ginseng&Acai marki Natura Estonica Bio oraz pomadka Organic Moroccan - Argan oil, sprawdzają się u mnie idealnie.


Natura Estonica Bio - Liftingujący krem do twarzy Ginseng&Acai
Natura Estonica, estońska, świetna marka, specjalizuje się w produkcji kosmetyków opartych na 100% naturalnych składnikach, w tym certyfikowanych olejach i ekstraktach roślinnych. Firma nie stosuje w swych produktach parabenów, silikonów, olejów parafinowych, czy innych sztucznych dodatków, kosmetyki oczywiście nie są testowane na zwierzętach. Jako, że znam już kilka genialnych kosmetyków Natura Estonica, wiedziałam, że krem spełni także moje oczekiwania. Moja cera 30+, mieszana w kierunku suchej genialnie reaguje na ten kremik, jest świeża, zdrowa, nawilżona i gładka. Produkty do pielęgnacji twarzy są najważniejszymi kosmetykami, jakich używam, zwracam zawsze uwagę na skład, zapach, oczywiście także na efekty. Liftingujący krem do twarzy Ginseng&Acai, otrzymujemy w poręcznym, eleganckim, białym słoiczku (50 ml), z nakrętką, dodatkowo zapakowano go w kartonik w różowych odcieniach, na którym widnieją informacje na temat kremu, właściwości i ładny, skład kosmetyku.


Krem dedykowany jest do stosowania zarówno na dzień, jak i na noc, to genialny krem do cery dojrzałej, suchej, ale te cieniutkiej, podatnej na zmarszczki i podrażnienia, ma bowiem bezpieczny i dobry skład. Bazuje on na cudownych składnikach, mamy tu między innymi wyciąg z jagód acai, który odżywia, nawilża i odbudowuje naskórek, ekstrakt z aceroli, która jest mega bogata w witaminę C, masło shea działa nawilżająco i odmładzająco, łagodzący panthenol, cenny ekstrakt z korzenia żeń-szenia, czy nawilżający kwas hialuronowy. Ja stosuję go codziennie rano i w ciągu dnia, wedle potrzeby, polecam Wam zastosować go, jak maseczkę, ja aplikuję wówczas grubszą jego warstwę i trzymam na skórze 20 minut, część kremu wchłania się, resztę ścieram wacikiem, taką kurację od razu czuć na skórze, która jest wyraźnie miękka i ujędrniona. Krem ma mocno treściwą, lecz nadal delikatną konsystencję w różowym kolorze, ładnie rozprowadza się po skórze i pięknie pachnie, jest to woń owocowa, kremowa, która uprzyjemnia jego stosowanie. 


Pomadka Organic Moroccan - Argan oil
Obecnie mamy nieustanne zmiany pogody, także nasze usta narażone są na przeróżne czynniki zewnętrzne, ich cieniutka skóra, potrzebuje nieustannej, dobrej pielęgnacji, by były zawsze zdrowe, nawilżone i zadbane. Moją uwagę zwróciła Organic Moroccan - Argan oil i okazała się być strzałem w dziesiątkę! Otrzymujemy ją w tradycyjnym sztyfcie z białego tworzywa, na opakowaniu odnajdziemy informacje o kosmetyku. Pomadka zawiera olej rycynowy, wosk pszczeli, wosk carnauba, czyli wosk roślinny pozyskiwany z liści palmy kopernicji oraz olej arganowy. Doskonale nawilża moje usta, pielęgnuje i wygładza, chroniąc przed słońcem, mrozem, czy wiatrem. Pozostawia warstwę ochronną, nadając naturalny połysk, ma miłą dla ust, miękką formułę bez zapachu. Kosztuje jedyne 3,99 na Etnoświat, gdzie kusi mnóstwo innych, naturalnych, egzotycznych kosmetyków z całego świata, zatem warto pobuszować. 
Który z tych kosmetyków wpadł Wam w oko? :)


sobota, 17 marca 2018

Nowość - Uniwersum Metro 2033 Wędrowiec - Suren Cormudian + opowiadanie Koniec drogi oraz Tekst - Dmitry Glukhovsky - Wydawnictwo Insignis

Postapokaliptyczny świat Uniwersum Metro 2033, jest już książkową, kultową wręcz swoistą przestrzenią, serią, projektem, który stworzył Dmitry Glukhovsky, przyciągającą obecnie przeogromne rzesze czytelników na całym świecie.


Premiera: 15 lutego 2018
Wydawnictwo: Insignis
Tytuł oryginalny: Странник
Seria: Uniwersum Metro 2033
Cykl: Z skraju na skraj
Tłumaczenie: Paweł Podmiotko
Oprawa: okładka miękka
Ilość stron: 304


W Polsce ta oryginalna seria, wyfruwa spod skrzydeł Wydawnictwa Insignis. W moje ręce trafiła najnowsza, długo wyczekiwana część Uniwersum Metro 2033, zatytułowana Wędrowiec, jej autorem jest Suren Cormudian, którego miłośnicy tegoż świata, znają już z książki Dziedzictwo Przodków. Cykl Metro 2033, jest jedyną w swym rodzaju, postapokaliptyczną wizją, którą zapoczątkowała książka Dmitrija Glukhovsky`ego, seria żyje i cały czas wzbogacana jest o kolejne części przeróżnych autorów. Jest to literatura fantastyczno-naukowa, współczesne science fiction z naprawdę świetnymi postaciami, wciągającą fabułą i ciekawymi zabiegami literackimi. Świat, ludzie i mutanty po wojnie nuklearnej, III wojnie światowej, żyjący w ukryciu, pod powierzchnią, w bunkrach, pod metrem, to klimat całego cyklu. Jeśli jesteście jak ja, miłośnikami także tego typu literatury na pewno macie już pozytywne ciarki na plecach.


Wędrowiec, którego autorem jest Suren Cormudian, skusi Was na półkach księgarni typową dla cyklu okładką, która przyciąga wzrok, uwielbiam okładkowy styl serii i każda część zdecydowanie trafia w moje gusta. Z tyłu książki, mamy tu oczywiście mapę, by móc szybko i zawsze, rozeznać się logistycznie w fabule. Książkę, podzieloną na trzy części: Rutyna, Zagrożenie oraz W imię życia na Ziemi, z których każda ma tytułowane rozdziały, czyta się ekspresowo, wciągając się momentalnie od pierwszej karty powieści w świat i niesamowity klimat Uniwersum Metro 2033.

 
Pap, czyli Siergiej Minimalny, zwany też Papiernikiem, to odważny i wolny, ufający tylko sobie stalker, zamieszkujący moskiewską kolejkę podziemną, podróżuje na powierzchnię, nie bojąc się starć z mutantami i innymi, dziwnymi stworami, nie obce są mu też widoki rozkładających się trupów, czy pozostałych w licznych, opuszczonych mieszkaniach szkieletów. W sercu nosi tęsknotę za dawnym życiem, za miłością, za swą Ritą, która nie dotrwała do dnia dzisiejszego, od zawsze kocha też książki, których nieustannie poszukuje, stąd jego pseudonim. Pap zawsze ma przy sobie oczywiście również granaty i broń, która pozwala mu walczyć z piekielnymi stworzeniami zamieszkującymi świat. Podczas pobytu w jednym z mieszkań, przypomina sobie dawne dni, przed kataklizmem, gdy ludzie wiedli normalne życie, nie doceniając tego, co mają, tracili cenny czas, czyż nie jest to przesłanie dla nas: Wszyscy zabijaliśmy wtedy mnóstwo czasu, grając na swoich komputerach. Jakie to głupie! Nie ceniliśmy tego, że mogliśmy wychodzić z domu, oddychać bez maski przeciwgazowej, patrzeć na dzienne niebo i cieszyć się ciepłymi promieniami słońca.


Siergiej, gdy wraca z powierzchni, kieruje się na stację Tulska, skąd pomimo ostrzeżeń, z nowoprzybyłym, nieco tajemniczym i dziwnym człowiekiem, wyrusza w poszukiwania Wiery Taborowskiej, która prawdopodobnie porzuciła chore dziecko. Stacja zaś objęta zostaje kwarantanną z powodu zagrażającej epidemii. Jurodiwy szaleniec nie jest w stanie wyjawić swojego imienia, Pap zatem nadaje mi imię Wędrowiec Dziwnowicz. Powieść Cormudiana, czyta się naprawdę jednym tchem, wciąż coraz bardziej chłonąc świat książki i sympatyzując z ciekawymi bohaterami. Towarzyszymy Siergiejowi, myślimy z nim, analizujemy, walczymy z mutantami, rozmawiamy z ludźmi, całość okraszona jest niezwykle lekkim, często także humorystycznym, zabawnym językiem, bardzo dynamicznym i żywym. Fabuła cały czas postępuje i nie ma tu miejsca na nudę, prawdziwe jakby dialogi żyją i odbywają się obok nas. Książka jest iście wspaniałą przygodą, którą i Wam z całego serca polecam, jak i całą serię Uniwersum Metro 2033!


Do Wędrowca, Wydawnictwo Insignis, dodało nie lada gratkę, piękny prezent dla czytelników, jest nim opowiadanie Dmitrija Glukhovsky`ego, zatytułowane Koniec drogi oraz na odwrocie coś specjalnego – fragment, w postaci trzech pierwszych rozdziałów, pierwszej powieści realistycznej Glukhovsky`ego pod tytułem Tekst. Oba teksty, z języka rosyjskiego, tłumaczył również Paweł Podmiotło. Koniec Drogi, to jedynie cztery rozdziały, lecz opowiadanie, dotyka i pozostaje w czytelniku na bardzo długo. Inspirowane jest wydarzeniami, gdy Glukhovsky był korespondentem rosyjskiej telewizji w Izraelu. To historia chłopca imieniem Wańka, który wyrusza na wędrówkę opustoszałą, tajemniczą Drogą. Idąc donikąd, stawiasz sobie tylko jedno pytanie: kiedy zdołasz nabrać odwagi, by się przyznać, ze twoja wyprawa nie ma sensu (…). Chłopiec nosi w sobie wiele problemów, słabości, wie, ze martwi się o niego matka, jest zmęczony i często boi się, jednak brnie cały czas do przodu. Spotyka mężczyznę, starca imieniem Serafin Antonowicz, z którym kontynuuje do końca nieskończoną Drogę, czeka na nich sporo zdarzeń i rozmów.


Po lekturze trzech pierwszych rozdziałów, bankowo skuszę się na przeczytanie pełnowymiarowej wersji powieści Tekst! Jest to pierwsza powieść realistyczna Glukhovsky`ego w klimatach kryminalno-dramatycznych z nutą thrillera i powieści noir. Książka miała premierę w listopadzie ubiegłego roku, jest to przerażająca wizja ludzi sterowanych przez smartfony, zatem niebywale intrygująca i oby, jak najmniej prawdziwa dla nas wszystkich. 


piątek, 16 marca 2018

Premiera! Naturalny, organiczny rozświetlacz - Nowość Vita Liberata - Illuminaze Highly Active Complexion Veil - Rozświetlacz płynny do twarzy w odcieniu 001 Light / Clair

Premierowo, zapraszam dziś Was do spotkania z nowym kosmetykiem, który zachwycił mnie absolutnie na każdej płaszczyźnie, dając przy świetnym, naturalnym składzie, uroczym opakowaniu i idealnej konsystencji, przepiękne efekty!


Swą przygodę z irlandzką firmą Vita Liberata, rozpoczęłam od Marula Dry Oil, boskiego, luksusowego olejku, po którym pokochałam markę i do dziś kosmetyki spod jej skrzydeł nie zawodzą mnie. Produkty Vita Liberata, dostępne są w Sephorze, mam nadzieję, że już niebawem skusicie się tam na dzisiejszego bohatera, a warto, bowiem kosmetyk ten, zawiera wyłącznie wysokiej jakości, zatwierdzone przez restrykcyjny, ceniony przez mnie certyfikat Ecocert, organiczne składniki, roślinne oleje, naturalne ekstrakty, nie odnajdziemy tu parafiny, silikonów, parabenów, jest to naturalny, etyczny, bezpieczny kosmetyk, dla mnie prawdziwy, makijażowy skarb.


Zaaplikowany na skórę rozświetlacz, to magia, która potrafi wyczarować zupełnie nowy wymiar make-upu, uwielbiam go stosować zarówno w makijażach dziennych, jak i wieczorowych. Rozświetlacz Illuminaze Highly Active Complexion Veil Vita Liberata, umieszczono w eleganckiej, luksusowej i poręcznej, pionowej tubce (30 ml) w odcieniach nude, pudrowego różu, ze złotą nakładką, dozowanie kosmetyku jest szybkie i praktyczne, przy czym mamy kontrolę nad ilością, jaką chcemy każdorazowo użyć. Dodatkowo tubkę zapakowano ją w kartonik, z którego zasięgnąć możemy informacji o produkcie, odcieniu, producencie i oczywiście ładnym składzie rozświetlacza. Jest to kosmetyk organiczny, wegański, nie znajdziemy tu żadnych substancji odzwierzęcych, zawiera zaś sok z liści aloesu, olej z orzechów makadamia, olej arganowy, witaminę młodości – witaminę E, łagodzący panthenol, olejek różany z róży piżmowej, olej z owoców rośliny męczennicy cielistej oraz pigmenty. Skład jest naprawdę świetny.


Rozświetlasz ma satynową i leciutką konsystencję, gdy nadusimy pompkę naszym oczom ukaże się biały, delikatny, kremowy kosmetyk, który pod wpływem rozprowadzania po skórze, dostosowuje się kolorystycznie i zmienia w jasny, nudziakowy odcień 001 Light / Clair. Jest też odcień Medium, dla ciemniejszych cer, mi zaś mój odpowiada w 100%. Efektem dostosowywania się do kolorytu skóry, przypomina mi dobre, azjatyckie kremy BB, ładnie i równomiernie rozprowadza się i współpracuje z innymi kosmetykami, momentalnie dając efekt zdrowej, rozświetlonej i wyrównanej cery. Sprawdzi się on przy każdego typu cerze, nawet wrażliwej, skłonnej do podrażnień, czy alergii, bowiem nie zawiera żadnych drażniących komponentów, nie zapycha porów, nasza skóra oddycha, jest zdrowa i rozświetlona. 


Dobrze jest nakładać go na nawilżoną już wcześniej kremem skórę. Jest on dla mnie także świetną bazą pod podkład mineralny, skóra wówczas wygląda świeżo i naturalnie. Ma on też właściwości kryjące, maskujące niedoskonałości, także pełni funkcję makijażową, jednocześnie nawilżając, wygładzając i chroniąc skórę. Słowem makijaż i pielęgnacja w jednym, rozświetlasz jest wart każdego grosika i zdecydowanie dołączył do moich ulubieńców, zatem koniecznie musicie go poznać!


   A Wy, znacie Vita Liberata? Macie swoje hity wśród tych kosmetyków? :)


 


środa, 14 marca 2018

Naturalne kosmetyki do pielęgnacji włosów – Certyfikowany duet Coslys - Szampon naprawczy i intensywna maska z keratyną do włosów osłabionych i zniszczonych!

Kalendarzowa wiosna, zbliża się do nas wielkimi krokami, czas więc zadbać o solidną regenerację włosów po zimie! Do zabiegów naprawczych moich włosów, wybrałam wspaniały duecik, naturalnych, ekologicznych i certyfikowanych kosmetyków.


Szampon naprawczy i intensywną maskę z keratyną do włosów osłabionych i zniszczonych, francuskiej marki Coslys, pokochały moje kudełki. Marka totalnie zauroczyła mnie już przy stosowaniu mleczka do demakijażu i micelka, którego recenzji koniecznie wypatrujcie u mnie już niebawem. Coslys, to cenione na świecie kosmetyki, duecik posiada bardzo ceniony przeze mnie, restrykcyjny certyfikat Ecocert i certyfikat Cosmebio, co oznacza, iż nie znajdziemy tu absolutnie żadnych, niepotrzebnych komponentów, nie ma tu parabenów, olejów mineralnych, silikonów, sztucznych barwników, substancji zapachowych, a składniki pochodzą z kontrolowanych upraw ekologicznych. Są to oczywiście kosmetyki cruelty free, ale także wegańskie, nie testowane na zwierzętach na żadnym etapie produkcji, tu również widnieje oznaczenie francuskiej organizacji One Voice, walczącej o prawa zwierząt. Szukacie pięknych, etycznych kosmetyków do włosów z naturalnym składem? Jeśli tak, Coslys to strzał w dziesiątkę.


Coslys - Szampon naprawczy z keratyną do włosów osłabionych i zniszczonych
Szampon otrzymujemy w poręcznej, białej, zabezpieczonej tubie z różowymi grafikami (aż 250 ml) i zamknięciem typu klik, szampon wydobywa się bez problemu, przy czym mamy kontrolę nad ilością, jaką chcemy zaaplikować. Piękny, czysty layout zarówno szamponu, jak i maski, uprzyjemnia ich wizualny odbiór, na opakowaniu odnajdziemy oczywiście liczne informacje dotyczące szamponu, jego właściwości, stosowania, oraz skład. Szampon przeznaczony jest do włosów osłabionych i nadmiernie zniszczonych, zawiera ekstrakt z wiązówki błotnej, hydrolizowane proteiny pszeniczne i sojowe, ale także roślinną keratynę, która wzmacnia i odżywia włosy, by rosły zdrowe i mocne, składniki łagodzą skórę głowy i działają przeciwzapalnie. 


Szampon jest delikatny, działa pielęgnacyjnie i ochronnie, sprawdza się u mnie także po olejowaniu włosów, nie podrażnia skóry mojej głowy. Ma on bardzo przyjemną konsystencję, doskonale pieni się i świetnie oczyszcza włosy przy codziennej pielęgnacji.
  

Coslys - Intensywna maska do włosów osłabionych i zniszczonych z keratyną
Maska Coslys, mieszka w praktycznej, pięknej tubce (150 ml), aplikacja kosmetyku, jest zatem wygodna i szybka. Podobnie, jak szampon, maska dedykowana jest do włosów osłabionych i zniszczonych. Podobnie, jak szampon, zawiera ekstrakt z wiązówki błotnej, hydrolizowane proteiny pszeniczne, sojowe, roślinną keratynę, ale także hydrolizowane proteiny kukurydzy, masło shea, ekstrakt z wrośniaka różnobarwnego, aloesu, czy lilii białej. Skład jest naprawdę bardzo ładny, pełen ciekawych, naturalnych komponentów. Maska ma kremową, delikatną konsystencję w kolorze ecru i prześliczny, luksusowy, kwiatowo-owocowy zapach. Jak ją stosuję? Na umyte, mokre jeszcze włosy, nakładam ją równomiernie od nasady, aż po końcóweczki i pozostawiam na 10 minut, po czym spłukuję tradycyjnie wodą. Po wysuszeniu, od razu poczułam miękkie włosy, gładsze i nawilżone, maska ułatwia mi też rozczesywanie, nie obciąża włosów.


Znacie ten duecik? Jakie kosmetyki do włosów zdobyły 
ostatnio Wasze serce? :)


poniedziałek, 12 marca 2018

Mój kosmetyczny skarb! Nawilżający krem Caresse Veloutée Pulpe de Vie – Certyfikowane, naturalne cudo do twarzy prosto z Francji! + Rabat dla Was!

Dziś na blogu kosmetyk bardzo dla mnie szczególny! Nawilżający krem Caresse Veloutée marki Pulpe de Vie, dołączył bowiem do moich zdecydowanych, kremowych ukochańców do twarzy!
 
 
Pulpe de Vie, to francuskie, kosmetyczne skarby do pielęgnacji, kuszące nie tylko cudownymi składami, ale także restrykcyjnymi certyfikatami i fantastycznymi, przesłodkimi opakowaniami. Kremik zawiera iście naturalne składniki, pochodzące z lokalnych upraw ekologicznych we Francji, nie ma tu parabenów, szkodliwych substancji konserwujących, jest to kosmetyk free cruelty, nie testowany na zwierzętach na żadnym etapie ich produkcji.


Krem szybko zawładnął moją pielęgnacją i jest naprawdę moim wielkim odkryciem. Caresse Veloutée Pulpe de Vie, otrzymujemy w smukłej, poręcznej, przesłodkiej, różowej buteleczce (30 ml), z praktyczną, białą pompką, typu airless, dzięki czemu dozowanie jest zawsze higieniczne i precyzyjne, mamy także pewność, iż kosmetyk zużyjemy do ostatniej kropli. Dodatkowo buteleczkę umieszczono w pięknym eko-kartoniku, na którym widnieją cudowne grafiki z biedronką, wszelkie informacje, certyfikaty oraz ładny skład kremu. Zawsze doceniam dbałość o szczegóły w przypadku kosmetyków, krem zachwyca mnie również wizualnie, marka dba o absolutnie każdy aspekt produktu i tym tez skradła moje serducho. 


Krem stosuję zarówno na dzień, jak i na noc, nie podrażnia skóry, a moja cera 30+, mieszana w kierunku suchej, po prostu go uwielbia, wchłania się znakomicie i odżywia momentalnie. Krem zawiera mnóstwo oryginalnych, wspaniałych, mało spotykanych składników naturalnych, takich jak silnie nawilżający kwas hialuronowy, łagodzący polisacharyd Fucocert, przeciwzmarszczkowe polifenole, ekologiczny olej z nasion słonecznika, woda z owoców aktinidii chińskiej, czyli kiwi, olej z nasion lnicznika siewnego, roślinny skwalan, ekstrakty z brzoskwini, minerały, chroniące skórę także przed słońcem i czynnikami zewnętrznymi, czy ekstrakt z malwy. Skład jest zachwycający i zrobił na mnie duże wrażenie.


Moja skóra po aplikacji kremu, jest świetnie nawilżona i pełna blasku, jest on dla mnie ideałem pod makijaż, ma bowiem niesamowicie leciutką, aksamitną konsystencję, pokochałam go też za boski, delikatny zapach, to woń owocowa, nieco brzoskwiniowa. Polubiłam go bardzo, szybko skradł mi serce i zawładnął pielęgnacją, stając się kosmetycznym skarbem!